Wróć do katalogu

Bogactwo? To nie dla mnie.

Opowiadanie dla wszystkich, którzy interesują sie pieniędzmi i szukaja sposobu, aby je zarobić. Bogatym może być każdy z nas, także Ty , jeśli tylko pozwolisz, aby to pieniądze pracowały na Ciebie, a nie Ty na pieniądze (kwadrant CASHLOW).

cavelady, opublikowano , 15 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Kiedy dziś przypominam sobie, co myślałem kiedyś na temat pieniędzy, to wcale się nie dziwię, że ich nie miałem. Jeszcze dziesięć lat temu myślałem i mówiłem takie rzeczy jak: „Pieniądze szczęścia nie dają.”, „Pieniądze nie są takie ważne”, „Biednemu zawsze wiatr w oczy.”, „ W tym kraju nie da się uczciwe dorobić.”, „Pewnie kradł i oszukiwał, aby mieć taki dom. itp. itd. ” Zresztą nie ma się co dziwić, że miałem takie poglądy. Tak myśleli moi rodzice i moi koledzy i rodzice moich kolegów. I nauczyciele, którzy wmawiali nam, że tylko dzięki ciężkiej pracy (czytaj duuuużo nauki) możemy być kimś i mieć coś. Coś czyli M3 na kredyt, 5 letni samochód i dzwoniący budzik o 5.30 rano, aby iść do biura, sklepu, fabryki, czy gdziekolwiek tam gdzie pracujemy.

Na szczęście (jeszcze wtedy powiedziałbym, że głupi to zawsze ma szczęście) na mojej drodze pojawili się wspaniali ludzie, którzy wywrócili mój świat do góry nogami. Zaczęli od świata wewnętrznego: od moich myśli, przekonań, mojego nastawienia. Powiedzieli mi, że prawo zgodności ”Świat zewnętrzny jest zgodny z twoim światem wewnętrznym” jest nienaruszalne. Jeśli myślę, że pieniądze szczęścia nie dają, to pytanie po co mi one. Nie mam pieniędzy, bo po pierwsze szczęścia i tak mi nie dadzą, po drugie skoro bez nich też można być szczęśliwym, to nie będą się one do mnie pchać. Jeśli myślę o pieniądzach w sposób negatywny, to pieniądze ze mną nie będą. To tak jak z przyjacielem. Jeśli kogoś nie lubię, mam o nim złe zdanie, to czy mogę się z nim przyjaźnić. Spędzać z nim czas, korzystać z jego porad i pomocy? Nie, nie mogę. Dziś traktuję pieniądze jak mojego najlepszego przyjaciela, szanuje je (co nie znaczy, że każdą złotówkę oglądam 10 razy zanim ją wydam) i myślę o nich z czułością i troską. Wiem, ile chcę zarobić każdego miesiąca i planuję co zrobić, aby tyle zarobić. Tak, planuję. I tu was rozczaruję, samo marzenie o pieniądzach i pozytywne nastawienie do nich nie wystarcza, by je mieć. Brain Tracy (do wygooglowania) powiedział „Nie planując, planujesz porażkę.” Jednak bardziej przemawiają do mnie słowa Jima Rohn’a. Kiedy je czytam przed oczami zawsze staje mi śmiejący się klaun, albo paskudny Joker i moja krew zastyga – „Jeśli sam nie zaplanujesz swojego życia prawdopodobnie staniesz się częścią czyjegoś planu. A zgadnij co inni zaplanowali dla Ciebie?”. Na pewno nie zamek ze złota. Co najwyżej jedną komnatę w tym zamku, gdzie będę siedział zamknięty i szył złote szaty dla złego króla. Podobno życie to nie bajka, ale w życiu też zdarzają się cudowne zakończenia. Czego przykładem mogę być ja. No może nie do końca, bo do końca życia zostało mi jeszcze wiele, wiele szczęśliwych lat. Wracając do tematyki pieniędzy, nie zadowalajmy się byle czym. Nie mówmy: „Och wystarczy mi taka praca, aby było mnie stać na zapłacenie rachunków i jedzenie”. Pamiętajmy, że życie, los czy jakkolwiek to nazwiemy słucha nas i to uważnie. Jeśli chcemy mieć tylko dwa tysiące, to je będziemy mieć, ale już ani złotówki więcej. Niech przykładem tego będzie wiersz Jessie Rittenhouse:

„Negocjowałam z życiem o pensa, I życie nie dało mi więcej, Wieczorami błagałam dalej, Licząc mój skromny dobytek.

Jednak Życie to sprawiedliwy najemca, Daje Ci to, o co prosisz. Gdy już raz ustalisz cenę, Nie musisz się trudzić więcej.

Pracowałam za nędzne grosze, Tylko po to, by odkryć, Że życie chętnie da tyle, Ile od niego zażądam.”

Tak, często skarżymy się na nasz los, mówiąc, że jest niesprawiedliwy. Że „biednemu zawsze wiatr w oczy” i choćbyśmy stawali na głowie, nic z tego, co chcemy nie wyjdzie. I bardzo dobrze bo wcale nie trzeba stawać na głowie, a tylko myśleć i działać z głową. Wielu z nas wie, że istnieje coś takiego jak samospełniające się przepowiednie. A na pewno wie o tym ktoś, kto jest z wykształcenia psychologiem. Ale mimo tego mówimy różne głupstwa, a potem dziwimy się, że to się stało. Przeczytałem gdzieś, kiedyś takie zdanie (jak najbardziej prawdziwe): „Cały tydzień czekamy na weekend, cały rok na urlop, a całe życie na szczęście.”. I właśnie o pierwszą część zdania mi się rozchodzi. Moja znajoma, notabene właśnie psycholog, przy każdej naszej rozmowie o pracy mówiła ”Jakby to było fajnie, gdyby weekend miał aż trzy dni, a pracowało by się tylko cztery.” I rachu ciach jej marzenie zostało spełnione. Przyszedł kryzys, ustawa antykryzysowa, i zmniejszyli etaty. Tak jak chciała cztery dni w tygodniu pracowała, a trzy wypoczywała. Jedynym minusem tego było to, że płacili jej o 20% mniej, bo tylko za cztery dni pracy a nie za pięć. To tak ku przestrodze, aby się dwa razy zastanowić, zanim wypowie się życzenie.

No dobrze, a wracając do konkretów. Najpierw są marzenia. Każdy z nas o czymś marzy i to od dziecka. Najpierw były to zabawki, potem coraz droższe gadżety, przyjaźnie, miłości, sukcesy. Marzenie to podstawa. Pomyślcie, jeżeli wasze dziecko nie ma żadnych marzeń, to nie wiecie co kupić mu na urodziny. Jeśli ma ich zbyt wiele, też jest problem, bo co jeśli wybierzecie to niewłaściwe, oczywiście w rozumieniu dziecka, marzenie. I np. kupicie mu kolejkę elektryczną (o której też przecież marzyło), a ono powie że wolałoby klocki Lego. Pamiętajcie w rozgrywce z życiem to wy jesteście dzieckiem, dlatego musicie dawać mu jasne wskazówki, co chcecie od niego dostać. Robert Kiyosaki w jednej ze swoich wspaniałych książek pisze o pięciu rodzajach marzycieli: 1. To ten, który marzy o przeszłości (np. moja mama). 2. Ten, który ma tylko małe marzenia (2 pokoje z kuchni ą i weekendy na działce) 3. Ten, który zrealizował marzenia, a potem do końca życia jest znudzony 4. Ten, który ma wielkie marzenia, ale nie ma planu, jak je zrealizować, więc nie robi nic (zobaczcie jak ważny jest plan!!!) 5. Ten który ma wielkie marzenia, realizuje je, a potem marzy jeszcze o czyś większym! I to właśnie jestem ja!

Ja czyli kto? Nie warto się tu przedstawiać z imienia i nazwiska, bo i tak wam to nic nie powie. Ważne jest to, że jeszcze dziesięć lat temu nie miałem nic, co mógłbym uznać za ważne. Mając trzydzieści lat nadal mieszkałem z rodzicami, miałem kiepsko płatną, najczęściej dorywczą pracę, miałem dziewczynę, która już chyba nie była moją dziewczyną, bo wyjechała w poszukiwaniu lepszego życia. Ale jedno co miałem to chęć zmienienia mojego życia. Ciągle szukałem i byłem otwarty na nowe wyzwania. Ale naprawdę otwarty, a nie tak jak niektórzy: „Jestem otwarty na wszelkie propozycje, ale jeżeli mam coś sprzedawać to dziękuję”. Byłem tak otwarty, że niejednokrotnie się sparzyłem. Poznałem ludzi złych, niegodnych zaufania, ale mimo to nie straciłem wiary w człowieka. Nawysłuchiwałem się od mojego ojca wiele uwag, przykrych komentarzy. Oczywiście nie obyło się bez komentarzy w stylu „Ja w twoim wieku to już miałem rodzinę na utrzymaniu.”, „Ja ciężko pracowałem, to się dorobiłem mieszkania (M3), a wam młodym to się w głowie poprzewracało, zaraz chcielibyście mieć wille.” itp., itd. I kolejna sztandarowa pozycja w rodzicielskich pogawędkach „Popatrz na swoją siostrę.” – czyli stawianie rodzeństwa za wzór. Patrzyłem i płakać mi się chciało. Oczywiście rodzice byli zadowoleni: mąż, własne mieszkanie, no i oczywiście wnuki. Tylko co moja biedna…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych