Dagger - płatny sztylet cz. II
Część druga wyznań płatnej zabójczyni :D
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Skończyłam oglądać, płakać i zajadać się lodami dopiero koło trzeciej nad ranem. Przeciągnęłam się, nie miałam siły wstawac z kanapy i przenosić się na łóżko. Zasnęłam tak owinięta kocem. A miałam pracować. Plan wymyślę jutro. Trudno się mówi. Mam czas. Całe 5 dni przedemną. To szmat czasu. Wszystko się może zdarzyć przez te dni. Mogą mnie nawet zabić. Rany, ja się naprawdę paranoiczką robię. Będę musiała na leczenie psychiatryczne iść. Ze mną jest źle. W końcu do tego dojdzie, że będę widziała za każdym rogiem kogoś kto chce mnie zabić. Ale przecież ja sie śmierci nie boje. Bo czym jest śmierć? Wybawieniem do innego świata? Nie koniecznie lepszego. Zdaję sobie sprawę z tego, że za moje czyny na pewno nie pójdę do czyśćca, a tym bardziej do raju. Będę sie opalać w piekle. No i jak zwykle sie wyspałam. Dzisiaj na szczęście nikt nie zamówił mi pobudki. Wstałam z kanapy i rozejrzała sie dookoła. Mia leżała pod moimi nogami. Mia.. Mia... Dopiero teraz to do mnie dotarło. Przecież ja nie zabierałam psa ze sobą! Jak on sie tu znalazł!? - Mia? Skąd ty..?- nie skończyłam. Złapałam za broń i zaczęłam przeszukiwać pomieszczenia. Aż podskoczyłam gdy zadzwonił telefon. Odebrałam komórkę.- Słucham?- mój głos zabrzmiał tak jakoś nieprzytomnie. - Cześć piękna. Podoba ci sie prezent? - Ricard. Jaki prezent o czym ty mówisz. - nie wiedziałam. Nie myślałam o czym ten człowiek myśli. - Pies. Dag. Pies. Nie mów, że nie zauważyłaś, że przysłałem ci twojego psa. Suczka usychała z tęsknoty za tobą.- Normalnie ja go kiedyś zabije. Napędził mi takiego stracha. Już myślałam, że jakis bandzior mnie śledził i żeby przestraszyć podesłał mojego psa. - Ricard. Wypatroszę cie kiedyś. - O! Spokojnie mała!- zasmiał sie.- Wiesz, dużo razy mi groziłaś i jakoś już sie do tego przyzwyczaiłem.- ponowniesię zaśmiał. A ja byłam coraz bardziej zirytowana. Palant! Palant! Palant! Powtarzałam sobie cały czas w myślach,żeby jakoś sie uspokoić. - Jak tam ci idą przygotowania do pracy? - Bardzo dobrze. Już prawie skończyłam.- powiedziałam ironicznie i odłożyłam słuchawkę. Nie cierpię gdy tak dzwoni i sie naśmiewa. Głupi jest i tyle. On ma mi tylko dawać poleceni i zadania, a nie dokuczać i wogóle. Nie cierpię go! Grr! No dobra. Idę sie trochę ogarnać i muszę w końcu zabrać do pracy. Wykąpana, wysmarowana balsamem, pachnąca i ubrana. Czuję sie o niebo lepiej. A teraz do pracy. Porozkładałam wszystkie mapy hotelu i zaczęłam dogłębnie studiować, przejścia kanalizacyjne i wentylacyjne. Żeby dostać się na góre będę się musiała przeciskać, przez wąskie przejścia. No cóż. Zdaża sie. Może trochę sie wyszczuple przy okazji. Bo mój tyłek zaczyna sie szerszy robić. Mogłabym go zabić jak będzie gdzieś wychodził. Ale wtedy.. Nie.. Na oczach ludzi nie mogę. Muszę go puknąć po cichu. Tak żeby nikt mnie nie widział. Najlepiej jak będzie sam w swoim biurze. Ale będę miała satysfakcję. Koleś pewnie czuje sie bezpieczny, a tu psikus. Przyjdzie taka panienka i go sprzątnie. Cóż za zabawa. Może sprawię sobie lepszą broń? Wtedy przynajmniej nie powiążą tego morderstwa z innymi moimi. Idę sie zaopatrzyć w jakieś zabaweczki. - Nie. No znowu!- powiedziałam zrezygnowanym tonem słysząc dźwięk komórki.- Ricard zabiję cię kiedyś. Jak to nic ważnego to cie pykastruje. Czego znowu!?- zapytałam odbierając. - Mała zmiana planów.- powiedział prosto z mostu. - Jaka zmiana planów? O co chodzi?- Nie bardzo rozumiałam co chce mi przez to dać do zrozumienia. - Bo.. Nie wiem jak ci to powiedzieć. Przygotowałaś już wszytsko na zabawę z Vergenazem? - Nie! Nie powiesz mi Ricard, że klient sie rozmyślił.!- krzyknęłam. - Właśnie tak kochanie. Zgadłaś. Dostajesz 100 punktów za to. - Ricard! Powiedz co to za człowiek a go zabije. Własnymi rękami go udusze. - Spokojnie mała. Możesz wyładować energię na niejakim Viktorze del Daviver. - A kto to?- spytałam zaciekawiona. - Młody biznesman. Odziedziczył po zmarłym ojcu firmę a wraz z nia niezły majatek. - Za co go mam sprzątnąć?- coraz bardziej mnie to zaciekawiło. - Nie wiem. I nie powinno to nas interesować.- odpowiedział beztrosko a ja zmarszczyłam brwi. - Zawsze miałam podany powód. - Zawsze, zawsze. Kiedyś musi być ten pierwszy raz. Niezła kasa z tego będzie więc nie marudź i do dzieła. Wszystkie niezbędne inforacje wysłałem ci na maila. Więc go odbierz, a potem zniszcz. Cześć piękna.- rozłączył sie. A ja musiałam pożegnać się z moim genialnym planem. Trudno będę musiała obmyślić nowy. Do licha z tym. Włączyłam laptopa i weszłam na skrzynkę. Odebrałam wiadomosci. Większosć były to oferty z jakiś sklepów, reklamy i takie tam. W końcu dokopałam sie do maila od Ricarda i otworzyłam załącznik. Nie było w nim wiele danych. Tylko adres aktualnego zamieszkania. Zdjęcie. Imię, nazwisko, wiek. Zawód. I napisane likwidacja. Żadnych powodów. I to mnie zaczęło zastanawiać. Dlaczego ktoś chce go zaabić, skoro nie podaje powodów? Ale może Ricard ma racje? To nie moja działka. Ja tylko sprzątam. Popatrzyłam na psa. - No to Mia zabieramy się do pracy. Trzeba ponownie zrobić rozeznanie w terenie. Tym razem może przebierzemy sie za sprzątaczkę. - podrapałam ja za uszami i udałam sie do szafy.- Czy ja zawsze muszę obracać się w kręgach biznesmenów.- roześmiałam sie głośno i ubrałam jak na sprzątaczkę przystało. No dobra może trochę przesadziłam z kiecką. Jak sie schyle to troche krótkawa jest. Ale co tam. Grunt, że jest sprzątaczka. A taka sprzątaczka wszystko może usłyszeć. Schowałam mojego Sig Sauera za bluzkę i wyszłam. Suczka zaczęła za mną ujadać. No cóż musiałam ją zostawić. Mam nadzieję, że inni goście hotelowi nie będa mi mieli tego za złe Udałam sie prosto do biura Viktora del Daviver. Tam zakradłam sie do schowka z miotłami i różnymi innymi przyrządami do sprzątania. Wyjechałam z tamąd z wózkiem. Dobrze, że wcześniej rzuciłam okiem na plan budynku, dzięki czemu bez problemu znalazłam pokój dyrektora. Zapukałam i weszłam do środka. - Przepraszam, że przeszkadzam, ale chciałam umyć okna. Mogę?- nie uśmiechnałam się. Moja twarz była kamienna. Patrzyłam na mężczyznę siedzącego w fotelu. Mógł mieć najwyżej 25 lat. Młody, przystojny, opalony. O ciemnych oczach i włosach. Kobiety lgnęły do…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Bastuś
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…