Wróć do katalogu

Dalej od gwiazd (1)

Rozdział pierwszy minipowieści Dalej od gwiazd. Historia przyjaciół, którzy zupełnie bez pieniędzy postanawiają wyruszyć do Barcelony i rozpocząć nowe życie. Podróż pełna akcji, alkoholu i erotyki.

mundek, opublikowano , 16 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dalej od gwiazd

Miguel Piñero

XXX (Trouble with love)

There are things that never change And we are not one of them my dear, Trouble with our love is here The trouble with our love is around When you can't look me in the eye, and lie When you run so far away, That you forget where to go back ... Now, you are what you never wanted to be, Go ahead, blame me ... There are things that never change Now we are two strangers with a past And a future, that ain't going to last And that is a trouble with our love, Last night we saw things like we never did, We both went our way, and hid ...

1. Piwo i kawa

Był początek lata. Noce stały się ciepłe. Każdego wieczora tysiące ławek pachniało marihuaną. Tysiące pustych puszek i butelek lądowały w krzakach lub rozbijały się o chodniki pokonane własna pustką.

Tysiące łez, jedna za drugą spływały co wieczór po policzkach mej matki. Niezależne od wszystkiego, samotne w wędrówce przez noc. Tysiące wieśniaków podjeżdżało Bombie pod okna, trąbiąc i krzycząc plugastwa, wyznania miłosne, lub wszystko razem, tylko w różnej kolejności. Tysiące żuli spało już twardo chrapiąc na pohybel wszystkiemu, aby nazajutrz od szóstej rano z tą samą pogardą wystawać przed sklepem marnując tysięczną okazję na śmierć.

Cztery tysiące pięćsetny raz wracałem do domu o czwartej rano. Szedłem po śladach własnego cienia, gdyż właśnie zgubiłem swój cień. Albo sam gdzieś sobie poszedł, nie wiem, może miał dość i to on zgubił mnie. Był początek lata. Zdałem maturę, a właściciel gazety w której pracowałem powędrował do więzienia wskutek źle wykonanych malwersacji finansowych. Po jakimś czasie wydostał się stamtąd za pomocą łapówki, aby schronić się w domu dla wariatów i tabuny Chopinów zabawiały go co noc.

Moje miejsce pracy odeszło w niebyt więc dorabiałem paserstwem, wiodąc żywot pełen alkoholu, hulanek i romantyzmu wieczornego. Wobec czego, co jakiś czas udawałem się w celach poznawczych na spoczynek do życzliwej przystani lokalnej izby wytrzeźwień. Snułem się z przyjaciółmi po rynku, parkach, monopolowych a miliony komarów gryzły nas co noc. Za nami zawsze snuła się policja, szukając tylko okazji do wlepienia mandatu lub zamknięcia kogoś na izbie wytrzeźwień za przeklinanie, picie, zakłócanie ciszy nocnej i cokolwiek tylko się dało.

Którejś nocy gdy konsumowaliśmy tanie wina wieloowocowe wewnątrz parku. Na naszej własnej ławce pod gwiazdami, gdzie nie dojeżdżał żaden patrol ani para zakochanych. Lotny umysł Golasa- wizjonera i odkrywcy wymyślił, by udać się nad morze. Gdzie korzystając z wrodzonych talentów, rozpocząć handel piwem i kawą na plaży.

W miarę ubywania wina z butelek. Wizja ta wydawała się coraz bliższą spełnienia, a zuchwały plan podboju polskich plaż rozrósł się na mapie, aż do plaż Barcelony. Podłóg dokładnych obliczeń Wielkiego, już po miesiącu znojnego handlu na krajowym rynku, stać by nas było na wyjazd do Hiszpanii, gdzie równie dobrze można by, trudniąc się tym samym procederem konsumować słodkie owoce triumfu umysłu nad niegodziwością losu, w cieniu palm, woni drzewek pomarańczowych i bliskości ciemnookich, cienko kostnych niewiast. Za miejsce pierwszej fazy desantu piwno- kawowego jednogłośnie obraliśmy Juratę. Zgodnie konstatując, iż realna siła naszej bazy ekonomicznej jest tak wątła, że najtrafniej będzie posłużyć się sprytem. Do cna wykorzystać lenistwo i alkoholizm polskich elit polityczno kulturalnych, tam zazwyczaj rezydujących podczas ciepłych, wakacyjnych miesięcy.

- Piwo i kawa, do chuja Wacława!

Wrzasnął Golas, rozbijając pustą już butelkę wina wieloowocowego o poniemiecki chodnik.

- Piwo i kawa do chuja Wacława!!!

Zawtórowaliśmy z Wielkim czyniąc to samo z naszymi, równie pustymi już butelkami. Zachwyceni odkryciem poczuliśmy jednak senność i poczęliśmy kierować się w stronę domostw, celem zdążenia przed świtem. Po drodze żołądek Golasa, zniechęcony przedwczesnym końcem konsumpcji zaprotestował. Byliśmy już niemalże na rynku, gdy protest stał się tak natarczywy i stanowczy, że z pięścią wbitą w odbytnicę nasz przyjaciel, wizjoner i odkrywca Golas, porwał z chodnika plastikową torbę by na palcach pomknąć w stronę najbliższej cuchnącej kotami bramy. Czas jakiś to trwało, po czym usłyszeliśmy z ciemności złowieszcze:

- Macie jakiś papier?

Nie mieliśmy. Jednak tutejsze ulice. Przebogate w rozmaite wykorzystane i porzucone osiągnięcia cywilizacyjne dostarczyły najnowsze wydanie Tygodnika Ziębickiego. Wielki oderwał tylko kronikę kryminalną i dostarczył makulaturę Golasowi.

- Patrz, tu piszą, że złapano rowerzystę, który miał 4.5 promila we krwi. To ponoć rekord Polski tego lata.

- Podejrzewam, że w poprzednią sobotę mielibyśmy więcej, jakby przyszło dmuchać. Coś jeszcze?

- Jakiś człowiek obrabował kiosk, ale został schwytany.

- Ktoś go wydał?

- Nie, piszą, że niejaki Roman. K lat 15, przechadzając się dzień po napadzie obok kiosku, usiłował zrabować dowód w sprawie znajdujący się na miejscu przestępstwa. Dowód stanowił młotek porzucony tam przez złodzieja. Romana schwytano kiedy próbował oddalić się z młotkiem. W końcu sam przyznał się do wszystkiego, stwierdzając, że wrócił obawiając się o zdrowie w razie zagubienia młotka należącego do jego ojca... Golas wyszedł z bramy, trzymając plastikową torbę zawiązaną na podwójny węzeł.

- Wypierdol to świństwo- zawołaliśmy zgorszeni. On jednak pozostał głuchy na nasze argumenty.

Mrugnął tylko z szelmowskim uśmiechem mówiąc:

- Zaczekajcie, zaczekajcie.

Nie uszliśmy dziesięciu metrów gdy zatrzymał nas patrol.

- Co tam niesiecie- zapytał policjant świecąc nam latarką prosto w oczy.

- Gówno- odparł trzeźwo Golas.

- A pałą chcesz- zapytał zdenerwowany gliniarz wysiadając z Forda Transita.

- Ale on poważnie mówi- dodałem- sraczki dostał od hot dogów, a że nie godzi się jak psy, na chodniki srać to do torby zawinął i szukamy śmietnika teraz...

- Rozwiązywać to ale już- wrzasnął policjant wyszarpując Golasowi torbę z ręki. Rozwiązał supeł, a odór uderzył i w nas choć staliśmy o dwa metry od niego.

- Ja pierdolę... zabierać to!... do śmieci wyrzucić... i do domu bo na izbę pozabieram...

Kiedy odjechali porzuciliśmy gówno pod ścianą i ukontentowani dobrze zapowiadającą się przygodą, rozeszliśmy się każdy w swoją stronę. Nadchodzące dni stanowiły katorgę pozyskiwania funduszy. Niezbędnych do nabycia biletów pociągowych, kilku piw, oraz kawy, cukru, plastikowych kubków i innych niezbędnych utensyliów gastronomicznych. Wielki odkrył u matki dwie wspaniałe lodówki plażowe, kilka termosów i pół namiotu. Następnie odbył masę rozmów ze znajomymi, podczas których roztaczając wizję natychmiastowego wzbogacenia się nad morzem, żądał pożyczek w dowód przyjaźni. Golas, wizjoner i odkrywca, zdobył sobie tylko wiadomym sposobem pięcioosobowy namiot, świecące radyjko na kasety, kilka taśm Reage oraz kilkaset złotych. Ja natomiast sprzedałem trzem osobom ten sam CD player, dwa razy starą wieżę i raz uczciwie, choć zdobyty przez znajomego prostym sposobem rabunku rower. Wartość fantów sięgała 500 złotych, co wprawiło mnie w znakomity humor, jak zwykle kiedy udawało mi się dokonać transakcji, udanej tylko dla mnie.

Dokonawszy przeglądu zgromadzonych w tak krótkim czasie dóbr i funduszy. Zachwyceni efektem i maksymalnie zdeterminowani wizją nadciągającego dobrobytu udaliśmy się do baru z Bilardem aby posilić się na noc przed wyjazdem skromnym poczęstunkiem.

Bar był niewielki i ciemny. Kilka kanap, stolików, jeden stół bilardowy. Piwo, wódka i trzy rodzaje soków. Lokal był tyleż legendarny co niecierpiany przez niektórych. My wychowaliśmy się tam, a okrągłego barmana z wejrzeniem erotomana sadysty nazywaliśmy Uncle Bens. Dawniej stało tam kilka automatów do gier komputerowych, w tym niezapomniany hologram. Nigdzie więcej na świecie hologramu nie widziałem. W połowie lat dziewięćdziesiątych, kiedy…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych