Wróć do katalogu

Deprave

"(...)Przeżywałem retrospekcję całego naszego łóżkowego związku od pierwszej wspólnej nocy...(...)"

podniecona_zakonnica, opublikowano , 12 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Najgorsze były te powracające cięgle urywki wspomnień z naszej łóżkowej biografii. Najgłupsze nawet przedmioty, słowa czy sytuacje, potrafiły obudzić tę część mojego mózgu, w której przechowywałem najbardziej szalony okres mojego życia. Przez to nie potrafiłem o niej zapomnieć. Nie myślałem o tym wcześniej, może trochę po naszym rozstaniu, ale na pewno nie wywoływało to u mnie tak silnych emocji. Może dlatego, że wtedy, gdy miałem troszeczkę ponad 20 lat, życie wydawało mi się pełne przygód i byłem przekonany, że wiele jeszcze przeżyję. Brandy, bo tak do niej mówiliśmy, miała podobne podejście do swojej przyszłości. Chciała podróżować, bawić się, poznawać ludzi bez zobowiązań, żyć. Dzień, w którym się rozstaliśmy, zapadł mi w pamięci dość dobrze, choć nie umiałbym określić czemu – nie kochałem jej. Z tego co mówiła, ona również nie żywiła do mnie szczególnie wzniosłych uczuć, a już na pewno nie w momencie zerwania. Dobrze się rozumieliśmy, byliśmy młodzi i lubiliśmy eksperymentować. Pasowaliśmy do siebie, zwłaszcza przy realizacji najbardziej wymyślnych fantazji. Gdy nasze drogi musiały się już rozejść, było mi przykro, ale nie rozpaczałem zbyt długo. Potem zraniłem kilka osób, sam również zostałem zraniony. Poznałem moją obecną żonę, zakochałem się. I właśnie wtedy, w jednym ze snów, moja (jeszcze wtedy) narzeczona, niespodziewanie (i z niezrozumiałych przeze mnie powodów) zamieniła się w Brandy. Był to sen o treści erotycznej, ściślej rzecz biorąc po prostu kochałem się ze swoją kobietą, a później z byłą kochanką, w najbardziej przyzwoity sposób, dlatego też kilka dni chodziłem dość zakłopotany. Ale był to dopiero początek. Przez 15 lat nie myślałem o tamtym okresie mojego życia, nie lubiłem do niego wracać, bo był pierwszym i zarazem ostatnim momentem, w którym czułem się naprawdę wolny i szczęśliwy zupełnie bezwarunkowo. Nie potrzebowałem wtedy niczego więcej, niż papierosów, alkoholu, dobrej muzyki i 24 godzinnej zabawy przez 7 dni w tygodniu. No i oczywiście Brandy. Nie chciałem otwierać tego zakurzonego pamiętnika, chociażby dlatego, by nie czuć, że zmarnowałem całe życie, że nie spełniłem marzeń, ba! Że zapomniałem nawet, co chciałem jeszcze w życiu zobaczyć i zrobić. Teraz miałem przy sobie kobietę, z którą wiązałem całą przyszłość, która miała urodzić mi dzieci i trzymać mnie za rękę na łożu śmierci. Ale sny powracały, a wraz z nimi przeszłość i Brandy – najpierw równie nieśmiało, jak za pierwszym razem – przemykała gdzieś w podświadomości, pojawiała się zamiast mojej kobiety, lub po prostu na nas patrzyła śmiejąc się radośnie (dziwiło mnie, że tak dokładnie pamiętałem jeszcze ten jej śmiech). Później wypchnęła moją narzeczoną całkowicie – była sama, z tym swoim idealnym, dwudziestoletnim ciałem, tatuażem ptaka o rozpostartych skrzydłach na karku, butelką czystej w ręce i burzą ciemnobrązowych, kręconych loków pachnących marihuaną. Przeżywałem retrospekcję całego naszego łóżkowego związku od pierwszej wspólnej nocy, gdy oboje postanowiliśmy być delikatni i czuli, jakby to był nasz pierwszy raz w ogóle. Brandy rozstawiła w całym moim pokoju zapachowe świeczki, ubrała białą, dziewczęcą bieliznę, nastawiła romantyczną muzykę. Całe przedsięwzięcie miało dla mnie coś z mistycyzmu – najdłuższa gra wstępna, jaką pamiętam, równocześnie najbardziej pouczająca – poznałem każdy milimetr kobiecego ciała, uczułem się jak je dotykać i całować, żeby wywołać dreszcze. Brandy nauczyła mnie również mojego własnego ciała, udowadniając, że poza penisem i szyją, są na nim jeszcze miejsca, którymi można doprowadzić mnie do szaleństwa. Byliśmy ze sobą prawie rok, kochaliśmy się praktycznie codziennie, po kilka razy na dobę, ale nie pamiętam dwóch podobnych do siebie stosunków. Brandy miała wyobraźnię godną scenarzysty filmów porno, moja wcale nie była gorsza. Kochaliśmy się na dachu wieżowca, mając pod sobą światła miasta, a ponad rozgwieżdżone niebo. Seks w windzie... mmm... niejednej – w biurowcu jej matki, w mojej klatce, w jakmiś centrum handlowym we Francji – ta była cała przeszklona. Wyprowadzono nas wtedy z budynku jedynie strasząc policją – żaden z tych durnych ochroniarzy nie umiał mówić nawet po angielsku, a my udawaliśmy, że nie rozumiemy ani słowa z tego, co do nas mówią w tym śmiesznym języku. Ubikacje we wszystkich możliwych knajpach, restauracjach, nocnych klubach, samolotach, kinach... w kinie, nie raz i nie dwa. Pamiętam jak się irytowała, gdy nie potrafiłem odpowiedzieć znajomym, czy warto iść na dany film. Jedyne co z tych seansów pamiętam to jej pośladki unoszące się i opadające rytmicznie. Środki lokomocji – pociągi, samochody, statki, autobusy miejskie (najlepiej chyba było w tym dwupiętrowym, Londyńskim) i tramwaje... To wszystko przypominało mi się coraz częściej, gdy jechałem do pracy, gdy zestawiałem kolumny liczb i próbowałem zdążyć na kolację przygotowaną przez narzeczoną. Trudno było mi się skupić na jedzeniu, ponieważ każdego chyba również "użyliśmy" w sypialni z Brandy – nie mogłem więc patrzeć na owoce, spaghetti, wszelkiego rodzaju desery (zwłaszcza na ulubione dotąd lody). Wydawało mi się, że nie mam żadnych zahamowań, nie przerażały mnie stosunki w miejscach publicznych, dziwne pozycje ani kilkudniowe seanse w jej domu, gdy nie wychodziliśmy z łóżka prawie w ogóle. Brandy lubiła oglądać wszelkie filmy porno, czasami urządzała wieczorki filmowe, po których wprowadzaliśmy w życie wszelkie obejrzane pomysły. Chodziliśmy czasami do klubów ze striptizem... właściwie, to ona mnie tam zaciągała, bo nie byłem pewien, czy mówi poważnie, że chce oglądać rozbierające się kobiety. "Podnieca mnie ich nieszczęście." mówiła wtedy. Raz sama, za moją zgodą oczywiście, zatańczyła przez pełną salą zagranicznych biznesmenów. Lubiła dziewczyny. Miała wiele przyjaciółek, z którymi łączyły ją dość dwuznaczne stosunki. Raz zaprosiła jedną do naszej sypialni. Nawet dziś, po tylu latach, przypominając sobie tamtą noc mam dreszcze. Ta jej…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych