Duch rzeki
Każdy z nas marzy o przygodzie oraz o zmierzeniu się z potęga przyrody. Różnie się to kończy....
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Coraz bardziej zapuszczaliśmy się w nieodkryte knieje. Nasz terenowy samochód bez problemów przedzierał się przez tereny, które bardzo rzadko inni ludzie odwiedzali. To było to czego szukali. Nasze żądne niezaplanowanych przygód dusze w tej chwili radośnie śpiewały wyczuwające nowe, tajemnicze zadanie przed sobą. W sumie stanowiliśmy zgraną paczkę.
Co roku w piątkę wsiadaliśmy do jednego jeepa, braliśmy na przyczepkę dużą łódź i wyruszaliśmy w Polskę w poszukiwaniu przygody. Naszym celem były rzeki. Te duże i małe, bardziej i mniej znane. Zazwyczaj jeszcze przed wyprawą mieliśmy już dokładnie narysowany jej plan. Staraliśmy się dojechać do źródeł jakiejś rzeki, następnie zostawialiśmy samochód w najbliższej miejscowości, spuszczaliśmy łódź na wodę i razem z rwący nurtem rzeki płynęliśmy tak daleko jak się dało. Oczywiście nasza łódź musiała być doskonale przystosowana do warunków rzecznych. Dlatego nazwanie naszego środka lokomocji łodzią było trochę mylne. Było to połączenie tratwy, kajaka i Bóg jeden wie czego jeszcze by zapewnić odpowiednie miejsce, oraz możliwość manewrowania dla naszej piątki.
Tym razem jednak, postąpiliśmy trochę wbrew utartemu zwyczajowi. Co prawda naszym głównym celem była miejscowość Polesie położona nad rzeczką Porywistą, jednak postanowiliśmy trochę zmienić drogę dojazdu nad wybrane miejsce. Zamiast jechać utartym i powszechnie znanym szlakiem postanowiliśmy puścić się bokami, przez mało znane i zbadane lasy oraz wzniesienia. Gnała nas do tego ta nieodparta żądza przygody, tkwiąca w duszy każdego wędrowca. To był główny powód dla którego trzęśliśmy się niemiłosiernie, podskakując na każdej poważniejszej nierówności terenu. Całe szczęście że nasz samochód, był odpowiednio przystosowany do tego typu eskapad, dlatego bez zbytniego ryzyka mogliśmy się zapuszczać w mało znane rejony.
Michał, pełniący zaszczytną rolę kierowcy ordynarnie przeklinał na każdej nierówności. Dla niego ten samochód był całą miłością i dlatego nie mógł przeboleć, kiedy przegłosowany przez resztę ekipy zmuszał się do gwałcenia jego podzespołów na paskudnych drogach. Był to średniego wzrostu, szczupłej budowy mężczyzna, którego spojrzenie nigdy nie mogło zatrzymać się w jednym punkcie. Zawsze gdzieś gnał i czegoś szukał dlatego tak doskonale pasował do naszej paczki. W duszy każdego z nas grała nieodparta potrzeba odkrywania czegoś nowego. Obok niego siedział Jurek, którego zadanie było chyba najbardziej odpowiedzialne. Patrząc w rozłożoną na kolanach mapę, ustalał marszrutę trasy prowadząc Michała najbardziej według siebie bezpieczną drogą. On z kolei był wysoki potężnie zbudowanym blondynem, krótko obciętym. To był ten typ, którego nie warto spotykać późną nocą w parku. Nie bał się nowych wyzwań i zawsze szukał utrudnień tam, gdzie ich wcale nie było. Dlatego też niejednokrotnie jego poczucie bezpieczeństwa różniło się od opinii kierowcy, co powodowało niejednokrotnie ostre spięcia pomiędzy nimi.
Siedząca z tyłu trójka pasażerów z przyzwyczajenia i przezorności wołała milczeć nie biorąc udziału w wiecznym sporze na przedzie. Tak było dla nich bezpieczniej. Cóż, nie warto wkładać dłoni pomiędzy dwie ścierające się powierzchnie. Szczególnie, ze wtedy cała złość obu prowadzących skupiała się na nieszczęśniku który śmiał wypowiedzieć swoje zdanie. Gdyż mimo ciągłych kłótni Michał z Jurkiem w razie problemów stawali za sobą bez żadnych wątpliwości.
- Juras do cholery, gdzieś ty mnie wprowadził, jak mam jechać?
- Nie mam zielonego pojęcia gdzie jesteśmy, gdyż tej drogi nie ma na mapie, ale jedź bo na razie można.
- Jak staniemy to każę tobie ta mapę zeżreć i będę patrzył jak ją trawisz.
Takie odzywki były na porządku dziennym, więc siedząc z tyłu nawet nie reagowaliśmy. Z uwagą oraz z podziwem obserwowaliśmy mijane krajobrazy. A było czy się zachwycać. Promienie słońce przedzierające się przez gęste listowie pieściły okolicę nadając jej tajemniczy i majestatyczny obraz. Nad samochodem kołysały się grube konary drzew. Nie był to las jednorodny. W sumie obok świerków rosły wysmukłe buki. To wszystko nadawało nieodparty urok. Wreszcie stanęliśmy przed ścianą drzew za którą przebłyskiwała rzeka, której nie było na żadnej mapie. Wyszliśmy z samochodu oraz stanęliśmy przed leniwie płynącym nurtem tajemniczej strugi. W milczeniu obserwowaliśmy wyskakujące nad powierzchnię wody ryby, na ptaki śpiewające w koronach drzew. Od czasu do czasu było słychać szelest poruszającego się w oddali bliżej nieokreślonego zwierza. To było to, o czym każdy z nas marzył. Po chwili milczenia Jurek powiedział:
- Niesamowite, wiecie że tej rzeki nie ma na mapie? To coś…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil hanibal
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…