Wróć do katalogu

Dwie wiedźmy, cz.2

Część druga z trzech - to opowiadanie wychodzi mi długie :)

Fraszkka, opublikowano , 14 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Linki do pozostałych części:

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=77797 - część pierwsza http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=78402 - część trzecia

Któregoś dnia Leszczynka wybrała się na poszukiwanie szczwołu. Ostróżka potrzebowała go do trucizny, którą zamówił pewien skrytobójca.

Leszczynka była przy tym i w głowie jej się nie mieściło, jak skomplikowane jest życie w wielkim świecie. Gdy klient wyszedł, nieśmiało podzieliła się z mistrzynią swoimi obawami, proponując ostrzeżenie przyszłej ofiary. Została natychmiast pozbawiona złudzeń.

- Głupiaś! Nawet nie wiemy, kto to jest. A choćbyśmy wiedziały, to myślisz, że ładnie nam podziękuje i jeszcze wynagrodzi?

- Myślałam, że wiedźmy mają poważanie.

- Owszem, dopóki czegoś od nas potrzebują, zachowują należny szacunek. Ale jak myślisz, co zrobią z czarownicą, która umie przyrządzać trucizny, i to skuteczne?

- Zabiją – odpowiedziała Leszczynka bez wahania.

- Nie od razu. Najpierw zostanie przyjęta na służbę. Niedoszła ofiara sama okaże się trucicielem. A gdy wiedźma stanie się niewygodna, to oskarży się ją o byle błahostkę i pośle na stos. A ja nie będę służyć nikomu i w ogniu zemrzeć nie chcę.

- Myślałam, że wy się potraficie obronić – rzekła cicho wieśniaczka.

- Nie zawsze. - Głos wiedźmy był równie cichy. - I nie przed wszystkim. Idźże wreszcie po tego bielunia! - wybuchła w końcu.

Wieśniaczka posłusznie skłoniła głowę i wyszła. Łapeć od razu podążył za nią.

- O nie, ty zostajesz! - Wiedźma błyskawicznie zawarła mu drzwi przed nosem.- W chacie ostatnio widziałam mysz, masz coś z tym zrobić, bo ostatnio coś lekce sobie ważysz swoje obowiązki. Nie zapominaj, czyim chowańcem jesteś.

Kocur nie miał innego wyjścia, jak wziąć się do roboty. Ale nie obyło się bez tęsknego spojrzenia za Leszczynką.

Popołudnie było parne i duszne. Uczennica wiedźmy niemrawo człapała przez zarośla w poszukiwaniu potrzebnego zioła i w końcu dostrzegła wśród zieleni kilka białych, koszyczkowatych kwiatostanów. Czarownica powiedziała jej, że trucizna płynie w każdej części rośliny, tedy wszystko jedno która będzie dodana do wywaru. Leszczynka zrywała więc liście i kwiaty i kładła na rozpostartym na ziemi fartuchu.

O zmroku Ostróżka zaczęła się niecierpliwić. Klient miał się zjawić jutro rano, a ona potrzebowała czasu na sporządzenie wywaru. Nie uśmiechało się jej stanie nad kotłem przez całą noc, wyszła więc z chaty i udała się na poszukiwania. Dobrą chwilę krążyła po lesie, zanim natknęła się na trupa.

Leszczynka nie była wiedźmą, więc nie poradziła sobie z napastnikiem. Prawdopodobnie zaskoczył ją w zaroślach, pozbawił przytomności i pobił na śmierć. Tak sądziła Ostróżka, bo wokół nie było śladów walki, tylko połamane łodygi parzydła w które upadła Leszczynka.

Leszczynka nie była wiedźmą i nie miała chowańca. Nikt nie mógł jej więc ostrzec przed niebezpieczeństwem, nawet Łapeć. Czarny kocur nie mógł też powiadomić swojej pani ani nikogo innego, bo po prostu nie wiedział o zagrożeniu. Więź zadzierzgnięta magicznym sposobem łączyła go tylko z Ostróżką.

Wiedźma od razu połączyła fakty, zwłaszcza że w runie dostrzegła odciśnięte gdzieniegdzie ślady chłopskich chodaków. Najpierw przy pomocy czarów wybrała ziemię, tworząc dół w którym pochowała nieboszczkę. Po czym błyskawicznie przeniosła się do wsi i zastukała do drzwi Opiętka.

- Żonę zabiliście – warknęła na powitanie. I zaraz po tym strzeliła chłopa na odlew w twarz

- Ukarać ją jeno za krnąbrność chciałem, takie małżonka prawo! - Opiętek podniósł się z podłogi, rozcierając gębę. - Ale się widać u was odzwyczaiła! - bronił się chłop.

- Tak, i dlatego kopaliście ją gdzie popadnie, nawet po twarzy. - Ostróżka była wściekła.

- Zeźliłem się, to i trochę mocniej przyłożyłem – przyznał Opiętek. - Ale zabić nie chciałem, jak wszystkich naszych bogów i świętych kocham. Spotka mnie za to jaka kara? - zapytał zaniepokojony. Wiedźma potrząsnęła głową.

Bo po prawdzie czuła się współwinna. Gdyby nie odebrała Leszczynki mężowi, pewnie wszystko potoczyłoby się inaczej. Ale nie, ona uległa prośbom wieśniaczki i dała się omamić kotu. A trzeba było babę precz przepędzić, a bydlątko siłą zawrzeć gdzie w komorze, póki by się nie uspokoiło.

Co do Opiętka, to raczej żadna kara go nie czekała. Chłopskie kobiety marły nader często i jedna więcej nie robiła urzędnikowi żadnej różnicy. A we wsi wszyscy już wiedzieli, ze jego żona poszła sobie precz i nie spodziewali się jej ujrzeć.

Na niebie poczęły się już tłoczyć ciężkie burzowe chmury.

- Wasza żona leży w lesie. Ludzie nie chcieliby w poświęconej ziemi uczennicy wiedźmy, a i do udziału w pogrzebie byliby niechętni. To pochowałam ją sama. Pokażę wam gdzie, tylko trza się spieszyć, bo na burzę idzie.

- Prowadźcie – wychrypiał chłop. - Oczywista, że na grzebalniku leżeć nie może, ale chcę wiedzieć, gdzie jest.

Gdy wszakże dotarli na miejsce okazało się, że miast zgrabnie usypanego przez wiedźmę kopca, ziała w ziemi nader spora dziura, do której już wpadały pierwsze krople deszczu.

- Psiamać! -wykrzyknęła czarownica. - Musi jakiś zwierz trupa wykopał.

Chłop nie powiedział nic, osunął się tylko na kolana i tak trwał nad mogiłą. Wiedźma natomiast postanowiła podejść do sprawy praktycznie i przyjrzeć się śladom. Dostrzegła szeroką i płytką bruzdę, co dowodziło, że trupa Leszczynki w istocie coś wykopało i zawlokło gdzieś do lasu.

- Ale żeby mi tak żonę zhańbić! - zawył Opiętek.

- Do domu trzeba mi wracać, bo moknąć tutaj nie zamierzam. I wam to samo radzę. – powiedziała Ostróżka, gdy deszcz przybrał na sile. - Poszukamy ciała jutro, podczas ulewy i tak nic nie znajdziemy.

To powiedziawszy, jednym ruchem palca z powrotem zasypała grób, bo niepodobna było go tak zostawić, odwróciła się od znieruchomiałego Opiętka i rzuciła zaklęcie. I już stała na środku chałupy, a Łapeć łasił się do jej nóg.

Wyciągnąwszy się w fotelu, z donośnie mruczącym kotem na kolanach, oddała się rozmyślaniom, podczas gdy burza przewalała się z hukiem po niebie.

Więc to nie szlachciance była pisana przedwczesna śmierć. Albo nie tylko jej.

Zastanawiała się przy tym, jakie to zwierzę mogło wygrzebać ciało z mogiły.

Ryś? Rysie krok mają lekki, są zwinne i zostawiają mało śladów. Tyle że nie potrafią zbyt dobrze kopać. Może więc wilki? Ale trudno byłoby przeoczyć tropy całej watahy.

Naraz w rozbłysku pioruna zobaczyła za oknem sino – białą twarz. Zaraz potem znajdujące się na zewnątrz stworzenie zaczęło drapać o framugę, chcąc dostać się do środka.

Za każdym razem podczas nawałnicy burznik próbował szczęścia w innej wsi. Wszakże jego fizjonomia skutecznie odstraszała ludzi od patrzenia nań, nie mówiąc już o wpuszczeniu do chałupy. Jedna Ostróżka raz się zlitowała i zaprosiła gadzinę do siebie. I szczerze tego pożałowała.

- Mowy nie ma! - wrzasnęła. - Nie wpuszczę, bo znowu w…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych