Wróć do katalogu

Gasnące zimowe popołudnie

Opowiadanie o spotkaniu po latach dwojga przyjaciół, oraz przeszłości, która w znaczny sposób wpływa na teraźniejszość i przyszłość.

Stefan, opublikowano , 17 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

“Pamiętasz była jesień, mały hotel: “Pod Różami”, pokój nr 8. Staruszek portier, z uśmiechem dał nam klucz. Na schodach niecierpliwie, całowałeś po kryjomu moje włosy. Czy więcej złotych liści było wtedy, czy twych pieszczot, miły, dzisiaj nie wiem już (...)”

Wibrujący dźwięk saksofonu rozchodził się pomiędzy licznymi kamienicami. Na rogu ulicy niewysoki mężczyzna grał jedną z tych starych dobrych melodii, które to czasem wpadają do głowy i tkwią weń dzień lub kilka nie pozwalając skupić się na niczym innym. Wnętrze leżącego przed nim zdezelowanego futerału wypełniało kilkanaście monet wrzuconych przez przechodniów z litości, współczucia, szczerego serca czy też dla świętego spokoju jak czynili niektórzy dodając zazwyczaj komentarz w rodzaju: “znalazłbyś sobie uczciwe zajęcie” lub wręcz: “wynoś się stąd!”. On jednak trwał, kolejny tydzień, miesiąc, rok “na swoim miejscu”. Mrok okrywał miasto. Nie oczekiwał kolejnych monet zdawał sobie sprawę, że nikt łaskawy nie przejdzie już ulicą. Mimo to grał.

- Trzeba kończyć – odezwał się do siebie chowając jednocześnie zawartość futerału do kieszeni. - Kurwa, co za nędza – przeklinał: zarobek, ciężki los, przyszłość i kilka (a może tylko ten jeden) błędów z przeszłości które zmusiły go do zajmowania się tym czym się zajmował, a zajmować by się nie musiał (tj musiałby lecz w dużo lepszych warunkach, za dużo lepsze pieniądze).

Mróz panujący nad miastem cały dzień wyraźnie przybierał na sile. Witryny sklepowe błyskały setkami lampek zachęcając do zakupów w tym “najpiękniejszym okresie roku”. Na oświetlonym placu ruch zelżał. Sprzedawcy choinek i karpi nieśmiałymi, znacznie cichszymi okrzykami nawoływali nielicznych przechodniów. Śnieg ubity setkami stóp przybrał buro – czerwoną barwę od śluzu i krwi zarzynanych ryb. Stefan przystanął wyjął instrument i zagrał. Zagrał nie dla pieniędzy a dla wszystkich zwierząt które zginęły lub dopiero miały stracić życie od: uderzenia pałką, siekierą, poderżnięcia tętnic itd.

“Amazing Grace How sweet that song...”

- Wypierdalaj stąd! – gruby głos urwał melodię w połowie. - Wypierdalaj!

Mały bar przy jednej z nieoświetlonych bocznych dróg był częstym miejscem spotkań zniechęconych, rozczarowanych czymś ludzi. Odczuwających potrzebę skosztowania taniego alkoholu w szemranym towarzystwie tudzież. “Czynne od zmierzchu, do świtu” - głosił nieproporcjonalnie do budynku (a w zasadzie baraku) wielki neon. Napis który miał zachęcać do wstąpienia “na jednego” w istocie spełniał swoją rolę, aczkolwiek i bez tegoż właściciele nie narzekaliby na zastój w interesie.

- Cześć maestro, czemu tak późno? – przywitał wchodzącego Stefana wysoki, dobrze zbudowany barman - Nie pierdol, dawaj wódkę! - Może choć raz coś zjesz? - Niby po co!?

Stefan rozsiąwszy się przy swoim ulubionym stoliku umiejscowionym w samym rogu sali wlał w siebie pierwszą setkę tego wieczoru.

- O kurwa, jak dobrze – mruknął czując rozchodzące się po organizmie ciepło i charakterystyczny skręt żołądka który zna tylko ten kto pił wódkę lub chociaż kawę na czczo.

- Wszystko zmarnowane! Piętnaście lat małżeństwa kurwa mać. Żeby mnie od alkoholików i jak ostatniego lumpa na odwyk wysyłać. - Władziu masz rację. Baby są podłe. Cały tydzień zapierdalasz i żadnego szacunku. Chłop w największej złości i furii nie zrobi ci tego co one ze szczerej miłości, przyjaźni i chuj je wie czego jeszcze!

Stefan podniósł wzrok znad kieliszka. Przez zadymione powietrze dostrzegł dwóch krępych brodaczy siedzących w odległym krańcu sali. Mężczyźni raczyli się tanim winem jedynie z nazwy owocowym, wg etykiety zawierającym 12% - 19% alkoholu i nisko stężony kwas siarkowy jako konserwant.

Znał ich dobrze. Przychodzili tu równie często jak pozostali.

"Ciekawe jaką ty masz robotę?" - zapytał w myślach. " To pytanie z gatunku retorycznych "- odpowiedział samemu sobie. Na jego twarzy po raz pierwszy tego dnia pojawił się uśmiech.

Automat do gry stojący przy wejściu błyskający kolorowym monitorem zachęcającym do “spróbowania szczęścia” zajmował gruby mężczyzna w garniturze. Facet ciągle wydawał z siebie okrzyki euforii wypijając przy tym hektolitry piwa. Barman kątem oka obserwował go – zdawał sobie sprawę, że jeszcze przed północą radość przemieni się we frustrację. Zdąży zaciągnąć pożyczkę, sprzedać garnitur czy złoty zegarek nim opuści bar wyzywając od złodziei, oszustów i chujów wszystkich wokół – tylko po to by następnego wieczoru powrócić z pełnymi kieszeniami i nadzieją, która po niewielu godzinach przerodzi się w : rozczarowanie, złość i zarzekanie się: “nigdy więcej...”

- Przepraszam, czy mogę się przysiąść? - zapytał niewyraźnym głosem mężczyzna w średnim wieku. - Tam są wolne stoliki – rzekł Stefan pokazując palcem, nie odrywając wzroku od kieliszka. - Ale ty tu tak sam i do tego masz pełną butelkę. - Chcesz się napić? Mężczyzna skinął głową. - Pij i odejdź – rzucił z obrzydzeniem w głosie napełniając jednocześnie kieliszek nieznajomego.

Nie żałował wódki, miał jej pod dostatkiem (nawet gdyby zabrakło barman dałby mu na kredyt) lecz nie chciał upijać się w towarzystwie. W ogóle dziwiło go, że większość potrzebuje takowego do picia. Przez życie szedł sam i to mu odpowiadało. Samotność – wymuszona z początku przez lata stała się przyjaciółką, czymś naturalnym i oczywistym dlań lecz tak niezrozumiałym dla ogółu.

- Pora już na mnie – odezwał się do siebie, wlewając zawartość butelki w gardło. - Kochałem ją - To nie tak miało być. - C'est la vie. - Chodźmy już.

Strzępy rozmów dobiegały Stefana z całej sali. Nie układały się jednak w logiczną całość gdyż jak mawiają lekarze: “alkohol zaczął działać na układ nerwowy”. Nie rozmyślał już nad niczym. Obrazy przed jego oczami stały się niewyraźne, rozmyte. - Trzeba spać – szepnął ochrypłym głosem opierając zmęczoną głowę na stole.

***

Różowiejący horyzont oznajmiał rychłe nadejście nowego dnia. Wszyscy opuścili już bar jedynie w rogu sali niewysoki mężczyzna przykryty kurtką drzemał na stole.

- Wstawaj maestro już rano – barman zbudził Stefana. Stefan wyprostował się jego twarz była wykrzywiona, oczy zamglone. Powracał z dalekiej podróży. - Daj mi wódkę – wyszeptał. - A masz pieniądze ? - ze znudzeniem zapytał. - Zapłacę wieczorem.

Barman głęboko westchnął. Zapalił papierosa usiąwszy przy stoliku rozejrzał się po budynku. Miał za sobą kolejną nocną zmianę. Nie lubił swojej pracy, ludzi przychodzących do baru, a nawet tego miasta. Najlepsze lata życia poświęcił na studiowanie architektury miał plany na przyszłość, a później wszystko się skomplikowało. Misternie tworzony, romantyczny pomysł na lekkie, łatwe i przyjemne życie nie przetrwał konfrontacji z szarą codziennością on zaś skończył rozlewając piwo ludziom spoza marginesu. Każdego ranka wracając do pustego mieszkania obiecywał sobie: “nigdy więcej nie pójdę do roboty” tylko po to, by wieczorem znów stanąć za ladą. Spojrzał na Stefana.

- Zagraj mi – odezwał się po dłuższej chwili.

Stefan ujął instrument, nabrzmiałymi wargami chwycił ustnik. Płaczliwy ton wypełnił ciszę.

“Nie wiesz nawet ile Ci zawdzięczam, byłam sama, jak Ty byłeś sam. Nie umiałabym odnaleźć szczęścia, Ty sprawiłeś, że smak jego znam. To były piękne dni, po prostu piękne dni. Nie zna już dziś, kalendarz takich dat(...)”

- Masz talent – przerwał barman napełniając jednocześnie kieliszek. - Dzięki zapłacę wieczorem. - Pij na koszt firmy, dziś i jutro zamknięte są święta. - To już?! - Zapytał ze zdziwieniem w głosie. - Nie udawaj głupiego!

Opróżnił kieliszek potem drugi.

- Daj mi jeszcze kawę – poprosił błędnym głosem. - Dużo pijesz – zawyrokował barman, podając filiżankę z parującą cieczą.

- Dużo?! - tyle samo co inni! - Może, ale inni wracają do domu, a ty co wieczór upijasz się, śpisz na stole tylko po to by następnej nocy powrócić. Każdy cię upokarza, zaś na tobie nie robi to wrażenia.

- Nie mam dumy ani godności więc nie można mnie upokorzyć. Dzięki za wódkę. Ureguluję przy najbliższej okazji.

Założywszy kurtkę zabrał futerał i wyszedł zamykając za sobą drzwi.

Barman czuł się poirytowany. Przez lata przywykł do widoku Stefana drzemiącego na stole. Tego dnia jednak spodziewał się wizyty swojej rodziny której szczerze nienawidził. Wiedział, że będzie zmuszony odpowiedzieć na szereg kłopotliwych pytań. Domyślał się, że będą czynić mu wyrzuty. Ogół splotów złych okoliczności jak również przeświadczenie o zmarnowanym życiu (czego był najpewniejszy mimo wciąż młodego wieku) przełożyły się na jego aroganckie zachowanie.

- A chuj!

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych