Gdybym była...
Zainspirowane prawdziwą historią. Starałam się nie przynudzać.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Było ciemno. Zbliżała się północ; pomimo świateł dobiegających z ruchliwej ulicy pokój tonął w mroku. - Rozpalę w kominku. – rozległ się w ciemności dźwięczny głos. Odpowiedziało milczenie, więc właścicielka owego głosu wstała i wprowadziła zamiar w czyn. Gdy płomienie zaczęły rzucać ciepły, złocisty blask na pokój, niewidoczna dotąd postać w czerni skryła twarz w dłoniach i pochyliwszy się, jakby miała upaść, zamarła. - Opowiedz mi o tym. Odziana w żałobny strój uniosła głowę i spojrzawszy na siostrę, westchnęła. - Tak... Teraz już i tak to nie ma znaczenia. - Domyślam się, że jakaś tragedia rozegrała się pod tą przykrywką „wypadku”... Opowiedz mi o tym. Siedząca na łóżku Weronika westchnęła ponownie i przygładziwszy jasne włosy powiedziała: - To, co się zdarzyło nie mieści się w twoim idealnym, poukładanym świecie. Jesteś pewna, że chcesz poznać prawdę, Anno? - Jak najbardziej... Myślisz, że nie zrozumiem....? Weronika spojrzała na siostrę ponuro. - Dobrze. Powiem ci. I nie zobowiążę cię do tajemnicy... Wszystko zaczęło się dwa lata temu, kiedy Paweł miał problemy z prawem autorskim. To była przykra sprawa i spędzała nam sen z powiek. Ojciec polecił mu prawnika, który ponoć był najlepszy w takich sprawach,, a znał go dobrze prywatnie i darzył go zaufaniem. Udaliśmy się do niego. Kiedy weszłam i zobaczyłam go, tego prawnika, zakręciło mi się głowie. Nigdy nie wierzyłam w takie rzeczy. Wydawało mi się, że tylko w operach mydlanych... - Miłość od pierwszego wejrzenia? - Nie. To z miłością nie miało nic wspólnego. Zdaje się, że pięknie się to nazywa w romansidłach – pożądaniem.... Tak, to było pożądanie tak wielkie, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Gdybym była inna... Silniejsza... Może byłoby inaczej. To był człowiek, którego widziałam pierwszy raz na oczy, a uwierz mi, gotowa byłam na jedno skinienie wyrzucić własnego męża za drzwi, by móc dać ujście żądzom, jakie mnie opętały. - No i? – spytała ostrożnie Anna, gdy opowieść się urwała. - Nie zrobiłam tego. Nie zrobiłam nic. Siedziałam jak trusia, bojąc się bodaj spojrzeć w jego stronę. Bałam się tego, co mogłam zrobić – czułam się jak opętana. Odetchnęłam z ulgą, gdy wyszliśmy stamtąd. Paweł nic nie zauważył, a ja czułam się jak... oszustka. Jak dziwka. Myślałam, że jak odwrócę swoją uwagę upojną nocą z mężem, to mi przejdzie. Nie przeszło... Dniami i nocami marzyłam, by to ON, nie Paweł leżał obok mnie. Anna słuchała z zapartym tchem i jedynym uczuciem,, jakie można było wywnioskować z jej postawy, twarzy, była ciekawość. - No, ale w końcu... - Nie chciałam go więcej spotkać. To znaczy – każdą cząstką pragnęłam tego, ale bałam się, bo wiedziałam, że moje życie nie będzie już takie samo. Na następną konsultację Paweł poszedł sam. Wykręcałam się jak mogłam, żeby mu nie towarzyszyć, żeby nie kusić losu. W końcu położyłam się, udając okropny ból głowy. Udało się. Ale... - Ale? - Los jest przewrotny. Kilka dni później poleciałam na konferencję do Londynu. W przerwie, kiedy usiłowałam się przewietrzyć, wyszłam przed hotel i w drzwiach wpadłam na niego. Prędzej diabła bym się spodziewała tam ujrzeć, wierz mi... Nie wiem, jak ci opisać to, co poczułam. Nogi się pode mną ugięły i jak idiotka po prostu się na niego gapiłam. - No, a on, co? Weronika się uśmiechnęła. - On? Wyglądał, jakby zobaczył ducha. Był równie zaskoczony jak ja. W końcu spytałam, co tam robił. Okazało się, że też miał jakieś seminarium. Uwierzysz? Poszliśmy na kawę i chociaż w myślach obrzucałam się epitetami, nie mogłam inaczej. Starałam się nie patrzeć mu w oczy, ale byłam zbyt słaba... To było takie ... elektryzujące. Prawie nie rozmawialiśmy. W końcu przyszedł mi do głowy szatański pomysł, żeby wreszcie z tym skończyć. Wstałam, mówiąc że czekam na niego w moim pokoju i niech zamówi szampana. Nie wiem, jak się na to zdobyłam... Te kilka minut oczekiwania to był największy koszmar. Nie byłam pewna, czy przyjdzie. Nie odpowiedział nic na moją propozycję. Przyszedł. Z francuskim szampanem i dwoma kieliszkami. - Żartujesz sobie ze mnie? – spytała Anna cicho. - Nie. Nie żartuję. Opowiadam ci jak było. Najzabawniejsze jest to, że nadal nie rozmawialiśmy ze sobą. On zajął się otwieraniem szampana, nie patrząc na mnie, a ja siedząc na łóżku patrzyłam na niego i oczekiwałam tego, co nieuniknione. Przerwała, patrząc badawczo na siostrę, która zakryła usta dłonią, jakby chcąc ukryć emocje, jakie wywołała w niej ta opowieść. - Co było dalej? – spytała po chwili milczenia Anna. Weronika wstała i podeszła do okna, za którym widać było opustoszałą ulicę. - Podał mi kieliszek i usiadł na fotelu patrząc mi w oczy. Zupełnie odruchowo piłam, wiedząc że szampan uwolni mnie od resztek zdrowego rozsądku. Nie chciałam być rozsądna, nie chciałam być uczciwa. Nie chciałam niczego więcej, tylko jego. Kiedy kieliszki opustoszały, odstawiłam swój i zaczęłam zdejmować buty. Nagle on podszedł i odsunąwszy moje ręce zdjął drugiego buta. Cały czas, nie patrząc na mnie podwinął moją spódnicę i delikatnie zaczął zsuwać pończochę. - Nosisz pończochy? – zdziwiła się Anna. - Tylko w lato. Nie wiedziałaś? Weronika uśmiechnęła się. - Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się coś takiego... Sam jego dotyk, gdy zdejmował pończochę wystarczył za całą grę wstępną. Wydawało mi się, że zaraz eksploduję. Zanim zajął się drugą nogą przywarł ustami do mojego uda.... – zamknęła oczy, próbując przypomnieć sobie tamtą chwilę. – A ja, niecierpliwie ujęłam jego twarz w dłonie i zmusiłam, by na mnie spojrzał. Pragnęłam, by mnie wreszcie pocałował. I zrobił to. Początkowo delikatnie, nieśmiało jak nastolatek, a później coraz mocniej, coraz bardziej namiętnie i zrozumiałam, że to przeznaczenie. Nie mogło być inaczej. Zaczął mnie gorączkowo rozbierać i już po chwili kochaliśmy się jak szaleńcy. Anna, nie próbując już ukryć emocji, otworzyła usta i jej oczy zalśniły blaskiem ciekawości. Weronika, chociaż wspomnienia sprawiały jej cierpienie, opowiadała dalej, wierząc, że gdy zrzuci to z siebie, poczuje ulgę. - Było tak cudownie, że w najśmielszych marzeniach nie podejrzewałam, że mogę się tak czuć. Po wszystkim zauważyłam, że cały czas tę jedną pończochę mam na sobie... Uwierzysz? Nie zwróciłam na to uwagi wcześniej. On powiedział, że jestem piękna... I, że nigdy…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Imlardis
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…