Goktan
Pierwszy rozdział opowiadania o przygodach Goktana. kim jest i po co żyje? Sprawdźcie sami.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Znowu się rozpadało. To już trzeci dzień i nie zanosi się na poprawę. Parapet rozbrzmiewa trzaskającymi kroplami deszczu wespół z trzaskającym drewnem w kominku, które kończy swoją ziemską przygodę. Mam nadzieję, że moja tak szybko się nie skończy. Zamykam okno i słyszę jak ktoś dyskutuje piętro niżej, tuż pode mną. Gadam ci, to zajmie raptem piętnaście minut, a później pójdziemy się nachlać. Ale skąd masz pewność, że jest sam? Obserwuję go od trzech dni i przez ten czas nigdzie się nie ruszał. Nie wiem, może przez ten deszcz? Postanowiłem jednak nie zamykać okna, skorzystam z niego zamiast drzwi. Zgasiłem lampkę oliwną i wyszedłem prze okno. Nie było zbyt wiele miejsca na parapecie, ale nie zamierzałem na nim spędzić całej nocy. Zszedłem niżej i gdy upewniłem się, że w pokoju, z którego przed chwilą dochodziły odgłosy rozmowy jest pusto, wszedłem po cichu, by nie wzbudzać niczyich podejrzeń. Wszędzie leżały butelki, niestety opróżnione, tak więc pozostaje mi czekać o suchym pysku. Nawiasem mówiąc, mogłem zamówić piwo do pokoju, ale nic straconego. No to czekam. Mówiłeś, że od trzech dni siedzi w pokoju, to dlaczego nikogo tam nie było? Przysięgam, że nigdzie się nie ruszał. Gdy drzwi się otworzyły, ujrzałem dwóch żylastych dryblasów, którzy w momencie przerwali rozmowę. Zanim się zorientowali, że stoję w ich pokoju jeden z nich, wysoki brodacz już trzymał się za szyję, próbując wyrwać strzałkę z miksturą obezwładniającą. Drugiego spotkał ten sam los, tyle tylko, że mikstura była mocniejsza, tak na wszelki wypadek. Teraz trzeba ich zaciągnąć do pokoju, więc musiałem się uwinąć, bo wedle słów sprzedawcy miałem zaledwie pięć minut. Gdy już przywlokłem przepocone cielska do swojego pokoju, usadowiłem ich na środku, związałem wokół siebie tak, by stykali się plecami. Zapaliłem lampkę oliwną i powiedziałem niedbale. Pobudka panowie, musimy porozmawiać. Brodacz nieco się zdziwił, jednakże nie odezwał się ani słowem. Z kolei drugi typ smacznie spał, w dodatku z otwartą gębą, zero kultury. Nachyliłem się nad brodaczem i zacząłem bacznie przyglądać się wisiorkom zawieszonym u jego szyi. Już gdzieś widziałem te symbole. Nie bez powodu zbliżyłem swoją twarz do jego brodatej gęby gdyż jako potomek Pajerów nie posiadałem źrenic. Moje oczy były całkowicie pokryte bielmem i tylko przerywana obwódka sugerowała, gdzie mogłyby znajdować się źrenice. Brodaty odruchowo odwrócił twarz, więc bez zastanowienia kopnąłem go pod brodę. Może jego kompan zbudzi się po tym uderzeniu i będę miał z kim pogadać. Usiadłem na zydlu i zacząłem polerować uchwyt mojego sierpa, który bynajmniej nie służył mi do zbierania zieleniny do herbarium. Był to solidny wyrób, który nabyłem w Krainie Zalewu. Ostrze w kształcie półksiężyca wykonane było z najlepszej kingońskiej stali. Podobno mieszano ją z jakimś metalem, który rzekomo miał spaść z nieba przy okazji deszczu meteorytów. Rękojeść wykonano z hebanu, polerowanego na połysk, którą przepleciono cienkimi rzemieniami ze skóry wężojada dla lepszego uchwytu. najpierw uszy, potem nos i coraz niżej – powiedziałem sam do siebie, jednakże brodacz od razu zrozumiał, że zwracam się do niego. Mieliśmy tylko upewnić się, że jesteś tym, którego poszukuje książę Zan, nic więcej. Z tego, co mi wiadomo, książę Zan pomieszkuje jakieś dwa tysiące mil stąd, i to w linii prostej, czyż nie? - zapytałem z ironią wystraszonego dryblasa. Macie rację panie, jest jednak jeden, mały szczegół. Ciekaw byłem niezmiernie cóż to za szczegół sprawił, że ktoś mnie szuka tyle mil od swoich włości. Faktem jest, że bzyknąłem jego lubą, ale na tyłku nie miała żadnej adnotacji więc skorzystałem, skoro fikuśnie się wypięła. Jaki to szczegół – zapytałem i jednym ruch ściąłem brodaczowi jego czarne kudły pod brodą. Przynajmniej wiem, że przez jakiś czas nie muszę ostrzyć jurika – bo tak nazywali tę broń w Kingonie. Chwalebny książę Zan nabył tę okolicę na własność, by móc tutaj spędzać wolny czas, z dala od spraw księstwa – odpowiedział dryblas, bo już nie brodacz. Mam rozumieć, że jestem poszukiwany? - udałem zdumienie. Tak, choć jeszcze nieoficjalnie. Chwilę myślałem nad jego słowami, po czym od niechcenia zamachnąłem się na dryblasa i wtedy z rękawa wystrzeliło ukryte ostrze. Trafiłem w jego prawe oko a koniec ostrza wyszedł dokładnie przez sam środek ucha. Zbudź się,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil eSiu
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…