Goktan rozdział 2
Ciąg dalszy zmagań Goktana
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Kiedy się obudziłem, słońce leniwie wisiało nad portem, smagając promieniami spokojne morze. Wnioskując po miejscu, w którym się znajdowało i po ciszy, którą dosłownie dało się usłyszeć, oceniłem że jest już południe. No to nieźle wczoraj zabalowałem. Fakt, piwo było zdecydowanie lepsze niż to w gospodzie na przedsionku Okręgu Północnego. Spojrzałem po sobie i stwierdziłem, że naprawdę dużo wypiłem, nawet się nie rozebrałem, ale nie byłem na tyle pijany, żeby nie zapomnieć o zabezpieczeniu okna i drzwi. Sprawdziłem cięciwę nad drzwiami, była nienaruszona, poza tym bełt dalej spoczywał nad framugą, czekając by wbić się w czyjś kark. Podobnie miała się sprawa z oknem. Widać gwardziści byli tak zszokowani śmiercią swojego kompana, że nie wiedzieli co począć. Pewnie teraz tłumaczą się w jakiejś wypasionej willi przed obliczem samego, chwalebnego Zana, bla, bla. Po zdemontowaniu zabezpieczeń postanowiłem zejść do jadłodajni, bo trzeba wam wiedzieć, że w porcie nie znajdziecie dobrej gospody. Każdy myśli tylko o tym, żeby się napić i przy okazji ucieszyć oko na kształtnych ciałach usługujących kelnerek, które za dodatkową opłatą usługują również poza jadłodajnią, choć ja nie pamiętam, czy tak było w moim przypadku. Zajmując swoje ulubione miejsce, a więc w rogu przy drzwiach, czekałem, aż któraś z pań podejdzie do mnie by zapytać czego mi trzeba. Nie wiem dlaczego, ale żadna nie chciała podejść,a z tego co zauważyłem, to nie miały teraz nic innego do roboty. Kiwnąłem na jedną uroczą blondynę, która niechętnie skierowała się ku mnie. Zamówiłem danie dnia, czyli zupę rybną i węgorza w sosie grzybowym a do picia, tak dla odmiany, zamówiłem wino. Blondyneczka niechętnie spoglądała w moje oczy, ale nic na to nie poradzę, każdy tak reagował, kto mnie nie znał. Miałem nadzieję, że to się zmieni i blondyna stanie się moją bliższą znajomą, ale o tym pomyślimy później. Kiedy już zmiotłem z talerzy wszystko, co mi podano, zamówiłem dodatkową porcję wina. Dobre było, nie za kwaśne, a to już coś. Na lekkim rauszu postanowiłem, że trzeba się przejść po okolicy i dyskretnie wybadać, czy przypadkiem gdzieś nie wiszą plakaty z moją podobizną. Miałem nadzieję, że jeszcze nikt nie zdążył niczego rozwiesić, bo gdyby tak było, to właściciel jadłodajni pewnie już biegł do willi Zana lub wysłał kogoś z kuchni. Wyszedłem wprost na rozgrzaną uliczkę, kundle chowały się w podcieniach a koty leniwie wisiały na drzewach. Gdzieniegdzie staruszkowie wysiadywali w szczerym słońcu z nadzieją na przedłużenie życia o kolejne dni. Choć to i tak wyjątkowy widok, widocznie byli jakimiś sekretarzami na zasłużonej emeryturze, jasne. Omiotłem spojrzeniem najbliższą okolicę myśląc, gdzie się udać. Postanowiłem, że skieruję się wzdłuż nabrzeża, przy którym cumowały małe łódki rybaków. Jeśli nic ciekawego mnie nie zainteresuje, pójdę dalej, do portu, gdzie zawsze można dowiedzieć się ciekawych rzeczy ze świata. Bacznie obserwowałem swoje otoczenie, gdyż nie miałem pewności, czy aby na pewno nigdzie nie wisi podobizna mojej zakazanej gęby. Po kilku minutach spaceru nigdzie niczego specjalnego nie zauważyłem, więc na chwilę przystanąłem przy łajbie rybackiej, o wiele większej niż pozostałem łódki. Nie żebym był jakimś zapalonym marynarzem, ale ta łajba miała w sobie coś, co mnie urzekło, mianowicie z rufy zwisały potężne szkielety ryb. Dziwne to zjawisko, bo nigdzie wcześniej nie widziałem takiego obyczaju. Postanowiłem, że zapytam właściciela po co to wszystko. Chwilę postałem przed łajbą aż w końcu z kajuty wyłonił się mały chłystek, na oko siedmioletni. To chyba nie był właściciel, ale zapytać mogłem. hej, mały! Możesz tu podejść? - krzyknąłem zachrypniętym głosem, faktycznie dużo wczoraj wypiłem. Czego – zadziornie odparł ciemnowłosy mulat. Nie uważasz, że starszym należy się trochę szacunku? A czy ty nie uważasz, że w porze sjesty nie wskazane jest by komuś przerywać? - odparł zaskakująco hardo mały marynarz. Wybacz, nie chciałem cię zbudzić,
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil eSiu
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…