Wróć do katalogu

Golf i groch

Opowiadanie będące jednym z serii - Kamień

giv86, opublikowano , 14 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Powoli szedł Nowym Światem. Niedawno zainstalowane Bożonarodzeniowe dekoracje uwydatniały piękno tego kawałka miasta. Nie spieszył się. Miał jeszcze dużo czasu, do wyznaczonej pory było przecież jeszcze pół godziny, a chciał móc się jeszcze przez chwilę rozkoszować tym spokojem którego dawno nie czuł. Jego praca bywała stresująca. Ciężkie paczki, trudni klienci, krótkie czasy przejazdu... Jacek był kurierem rowerowym. I choć nie znosił użerania się z dyspozytornią, czy co głupszymi klientami, to jednak lubił tą pracę.

***

Jacek. Wysoki, szczupły. Jego jedyną pasją jest kolarka. Nie można o nim powiedzieć żeby był dopakowany, ale cherlawy też nie jest. Ot w sam raz na raz. Jego dosyć proporcjonalną głowę okalają proste blond włosy, sięgające do ust. W sumie to chyba niczym więcej się nie wyróżnia.

***

Cyklista doszedł pod bramę kampusu. Pozornie nic niezwykłego, gdyby nie to, że zaczyna się dosyć nerwowo rozglądać. Spogląda na zegarek, ma jeszcze 10 min. Rozluźnia się zauważalnie i sięga ręką do kieszeni, z której wyciąga jakieś białe pudełko. Potrzącha nim kilka razy, opukuje, otwiera i wysypuje trochę zawartości na dłoń i wciąga pył z nieukrywaną powagą. Jacek nie pali, ale jak każdy młody człowiek ma jakiś nałóg, a jest nim dawno już skazana na niesławę tabaka. Na tym zajęciu mijają mu kolejne minuty. W końcu zaczyna się ponownie denerwować, popatruje ze złością na zegarek. Do licha! Dlaczego ten idiota się znowu spóźnia, zadaje sobie ciągle te pytania nasz koleżka. Kiedy czas spotkania już dawno minął, bo o 5 minut, Jacek poirytowany wyciąga swoją zdecydowanie zdezelowaną komórkę. Wybiera szybko jakiś numer i dzwoni. Chwila oczekiwania by usłyszeć: number you are trying to reach is curently unavailable, please try again later! Chłopaczyna trochę się denerwuje, widać to po zmarszczonym czole.

***

-Pajacu jeden, znów się spóźniłeś! Nie potrafisz chociaż raz przyjść na miejsce o umówionej porze? Pogrzało Cię? Przecież wiesz jakie to spotkanie jest dla mnie ważne, a może mam Tobie przypomnieć że i Ty coś mi zawdzięczasz? -E tam, daj spokój. Raptem 13 minut, a Ty znów się wściekasz. Wyluzuj men. Lepiej obczaj co mam dla Ciebie. Ów tajemnicza osoba wyciągnęła właśnie z przepastnej torby jakieś małe pudełko. Małe szare, nijakie pudełko, owinięte w gównianej jakości papier podarunkowy. Nic niezwyklego, gdyby nie to że Wysoki i Szczupły Bohater wyraźnie się podniecił na widok zawiniątko -Skąd to masz? -E, nie Twoja sprawa. Masz hajsiwa czy nie? -Bierz, bierz! A następnym razem się nie spóźnij! -Dobra diud. Ja spadam, narazka. -No nara, nara.

Jacek w wyraźnie już lepszym humorze udał się z zawiniątkiem na teren uniwersytetu. Spokojnym krokiem doszedł do starego budynku BUW-u i udał się do wind. Wjechał na 3 piętro. Wyszedł spokojnie z windy. Skierował się wprost do jednego z gabinetów. Zapukał i wszedł bez czekania na odpowiedź.

***

Maciek. Niski, krępej budowy facet, który z powodzeniem mógłby występować w horrorach klasy b jako zombie. Nie dlatego że był siny, czy brzydki. Zwyczajnie wyglądał jak ktoś kto nie powinien chodzić po ziemi, a jednak chodzi. Oczy koloru czegoś pomiędzy błękitem a fioletem. Długie jasno rdzawe włosy, przerośnięte kły. Wyglądał dziwnie. Tak dziwnie że wszyscy ustępowali miejsca, temu dziwnemu gościowi ubranemu w zniszczoną skórzaną kurtkę i dżinsowe skracane spodnie. Ach zapomniałem dodać że miał na stopach japonki. Takie fajne, z palmami na podeszwie.

***

Po opuszczeniu Jacka i skierowaniu się w stronę placu Zamkowego zaczął iść z przerażającą determinacją. Jeśli do tej pory był uśmiechnięty i radosny, teraz z pewnością nie był. Był ostro wkurzony. Jakim prawem ten bubek śmie mnie sztorcować! I to przypomnienie o przysłudze, pf... Co ja mam dziesięć lat? Niech lepiej uważa bo sam się wpieprzy w takie kłopoty jak ja wtedy. Swoją drogą, ciekawe czy Ci jego kumple z kółka łopatki i wiaderka by mu pomogli? Tak rozmyślając minął już dawno plac Zamkowy, cytadelę. I choć odległość wydawać by się mogła dużą, on zamiast zwalniać tylko przyśpieszał! W końcu zziajany doszedł pod intraco. Trochę na około, ale sądzę że ich zmyliłem, mówił sam do siebie. Tak, Tak! Trzeba uważać Maciuś, nikt nie może się dowiedzieć że macałeś w tym palce, bo je Tobie pięknie wyłamią. Nie chciałbyś tego co?

No cóż... Nikt nie powiedział że ludzie z wiekiem normalnieją...

Krępy gościu wszedł do mieszkania. Ściągnął kurtkę pod którą była stara, nieźle zdewastowana koszulka zespołu Rotten Corps. Japonek nie ściągnął. Wszedł powoli do kuchni. Rozejrzał się uważnie, po chwili wyraźnie rozluźniony podszedł do lodówki i wyjął sobie opakowanie mleka i nalał do szklanki. Wypił haustem i ułożył się wygodnie na kanapie po czym zasnął.

***

Jacek już dawno wyszedł z kampusu. Właśnie jechał swoją starą kolarką w stronę domu. Myślał intensywnie. Czy dobrze zrobiłem oddając im to gówno? A może jednak lepiej by było, gdybym zostawił to sobie... Nie mogąc się zdecydować przyśpieszył na Jerozolach i przejechał przez kolejne skrzyżowanie na czerwonym. Trzeba działać szybko. Bractwo jeśli się dowie oberwie mnie ze skóry! Muszę jak najszybciej wejść do netu i obczaić co nieco na temat tego syfu który mi został do skołowania. Chyba się uda, powinno, przecież zawsze się udaje do diabła!

Pochłonięty myślami i kręceniem kilosów, nie zauważył że za nim jechał lekko podżarty przez korniki stary VW Golf. Ot pełno takich. Lekko podpicowany wizualnie. Nowe światła imitujące te w droższych leksusach, fixy turbosprężarki, no i rura wydechowa szerokości talerze obiadowego. W środku jednak nie było tak normalnie. Panowie którzy prowadzili wózek wydawali się być kimś znacznie groźniejszym i inteligentniejszym od dresów normalnie prowadzących takie rzęchy. Zdecydowanie nie byli fajni i spotkanie z nimi nie należało by do przyjemności.

W końcu Chłopak dojechał na przedmieścia miasta i skręcił w stronę jednego z okolicznych supermarketów. Co za syf, muszę kupić sobie kolację! Zdecydowanie nie lubił robić zakupów. Tak złorzecząc wszystkim supermarketom zabrał się za przypinanie roweru do rurek stalowych. Rzucił okiem na cały parking i od razu wypatrzył Golfa z nieprzyjemnymi panami. -O kurwa!- Zawołał, po czym wskoczył na rower i wyjechał co sił z parkingu. Wjechał z powrotem na Jerozole i skierował się w stronę Mokotowa. Nie mogą mnie dorwać, te ciule zwyczajnie nie mogą! Na poły modląc, na poły klnąc pędził byle szybciej. Muszę tam dojechać zanim coś się złego stanie Kresce!

***

Kreska jest siostrą Jacka. Ma 14 lat i jak na ten wiek jest wyjątkowo samodzielna. Dość powiedzieć, że sama połamała połowę kości w ciele chłystka który chciał ją ostatnio okraść z wymarzonego iPhona. Kreska więc nie była bezbronną dziewczynką. Ale strach który opanował Jacka o czymś powinien świadczyć, no i świadczył. Gówno w które wdepnął jest naprawdę śmierdzące.

***

Maciek drgnął. Drgnął drugi raz.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych