Wróć do katalogu

Greckie Wakacje (część 2)

Beletrystyka młodzieżowa / To co kiedyś czytaliście we fragmentach w końcu złożyłam i wrzuciłam jako 3 całości;)

Lizzy88, opublikowano , 1 godz. 7 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

6.

Minęły dwa dni od przygody w Aqua Parku, gdy na porannej zbiórce Robert ogłosił wieczorny wypad do dyskoteki. Pomysł od razu zyskał aprobatę większości obozowiczów, wywołując zarazem głośniejszy niż zwykle gwar podczas śniadania. - W końcu będę mogła się wyszaleć – zrzuciła podekscytowana Bridget, nakładając na swoją kanapkę porcję dżemu. - A ja nie potrafię się doczekać, gdy zatańczę pierwszy taniec z Martinem. Na pewno jest cudowny na parkiecie – odparła rozmarzonym głosem Lena, nalewając sobie soku pomarańczowego. Spojrzałyśmy się po sobie wymownie z dziewczynami. Od momentu, kiedy Lena poznała Martina prawie się ze sobą nie rozstawali. Podczas tych dwóch dni zaczęła traktować nasz pokój jako noclegownię, znikając gdzieś na całe godziny. Takim zachowaniem doprowadzała zaś do szału Patricka, który niby bez większego powodu wpadał do nas, by pogadać lub coś pożyczyć, a tak naprawdę sprawdzał teren, co jedynie utwierdzało nas w idei naszego pomysłu. Oczywiście nadal miałyśmy nadzieję na jakiś gwałtowny zwrot, kamień milowy, który przyczyniłby się do oświecenia Patricka, jego nagłej zmiany na lepsze i połączenia z Leną. Patrząc jednak na obecną sytuację, nie mogłyśmy zbytnio narzekać, gdyż uszczęśliwiłyśmy naszą koleżankę łącząc ją z Martinem oraz w pewnym sensie dałyśmy nauczkę Patrickowi. Byłyśmy świadome tego, że powoli dociera do niego, iż by zdobyć wymarzoną dziewczynę, trzeba zacząć traktować ją, jak osobę szczególną i wyjątkową, a nie jak kumpelę z podwórka. Wracając do głównej atrakcji naszego dnia, czyli dyskoteki. Podczas porannego pobytu na plaży wśród dziewcząt nie było innych tematów jak: w co się ubrać, jak się umalować, jak się uczesać i co pożyczyć od innych, by wyglądać lepiej niż inne. Znudzona, więc ilością rozmów na temat szmatek, gatek i innych fatałaszków, przyłączyłam się do znajomych, którzy właśnie planowali rozegrać mecz plażówki. Wraz z Felicyty, której oko niestety wciąż było przyozdobione siniakiem, Eweliną, dwiema Belgijkami, Audrey i Camillą oraz naszą opiekunką Nikki, udało nam się skompletować babską drużynę z jednym rezerwowym graczem. Wystąpiłyśmy przeciwko chłopakom w składzie: Łukasz, Matthew, Andy, Dunas, Carlos i Peter. Niestety po dwóch godzinach zaciętej walki przegrałyśmy 3:1, obiecując zwycięzcom rychły rewanż i zwalając całą porażkę na kibicujący Carlosowi tłum fanek, który szczególnie nas dekoncentrował. Po powrocie z obiadu znów poczułam się jak w małpim gaju. Z tym wyjątkiem, że ten był babskim małpim gajem. W pokojach dziewcząt wrzało od kłótni o to, która pierwsza skorzysta z łazienki oraz od przymierzania strojów, robienia loków, prostowania włosów, dobierania dodatków i dyskusji na temat odpowiedniego makijażu. Na korytarzach dało się słyszeć dźwięki najróżniejszych rodzajów muzyki. Co jakiś czas odbywały się pielgrzymki w poszukiwaniu różowej spinki, lokówki, niebieskiego tuszu do rzęs, czy tym podobnych akcesoriów. Chłopcy nie mieli wstępu do naszych pokoi, więc albo siedzieli u siebie, albo wybywali na miasto w poszukiwaniu ciszy i oddechu od tej całej parady zapachów i strojów. Przed wybiciem dwudziestej prawie wszyscy byli gotowi do wyjścia i tylko gdzieniegdzie dało się słyszeć lub widzieć nerwowe dziewczyny dokonujące ostatnich poprawek, bądź po raz ostatni udające się na wyprawę pod hasłem: A masz pożyczyć…? Gdy zegar wybił pełną godzinę, ubrana w dżinsy i szmaragdowy top z lejącego się materiału, ruszyłam wraz z moimi współlokatorkami przed ośrodek. Na miejscu zbiórki zastałyśmy nie tylko odświętnie poubieranych, emanujących energią i chęcią do tańca obozowiczów, ale również opiekunów wesoło gawędzących ze swoimi podopiecznymi. A gdy na dół zszedł jeszcze przystojniejszy niż zwykle Carlos, co zawdzięczał błękitnej koszuli podkreślającej jego opaleniznę, natychmiast otoczył go szczelnie chichoczący wianuszek wielbicielek, słodko trzepoczących rzęsami. - Przed wyjściem chciałbym poruszyć jeszcze parę spraw – powiedział Robert, stojąc na najwyższym stopniu i zerkając na naszą gromadę. – Ponieważ nie wszyscy zdecydowali się uczestniczyć w tej, jakże wyczekiwanej przez większość eskapadzie, będą nad wami sprawować opiekę jedynie Carlos, Nikki i Ron. Ja, ku waszemu rozczarowaniu, zostaję w ośrodku. – Wśród obozowiczów rozległy się aktorskie westchnienia rozczarowania. - Tak, tak. Wiem, że to dla was tragiczna wiadomość. – Robert, choć starał się utrzymać nad nami największy rygor i tak uważany był za świetnego kompana do rozmów i żartów. - Przypominam jednak o zachowaniu kultury osobistej – wymownie spojrzał się na co, poniektórych – oraz słuchaniu się we wszystkim opiekunów. Nie mamy zamiaru znów organizować akcji poszukiwawczej, bo ktoś nie zauważył, że jego grupa nagle się rozpłynęła, bądź zapomniał czy jest tutaj ze znajomymi lub rodziną. - Kończąc to zdanie zatrzymał wzrok na Danielu, Dunasie i Pawle. - Osoby, które nie odniosą się do tych wskazówek, zostaną odpowiednio ukarane. A teraz idźcie, pokuta odbyta. Ruszyliśmy promenadą wzdłuż plaży w kierunku Parali. W oddali na morzu migotały światła promów, a na plaży co jakiś czas napotykaliśmy na małe przyjęcia przy ogniskach. Wieczorna bryza niosła ze sobą przyjemne ciepło. - Hej dziewczynki! – Po krótkiej chwili marszu dołączyli do nas Łukasz, Matt i Martin, który natychmiast porwał Lenę, oddalając się z nią gdzieś na koniec wycieczki. - Ale ich wzięło – powiedział Matt za znikającymi turkaweczkami. – Teraz się nie dziwię, czemu Patrick jest non stop przybity lub wkurzony na cały świat. - No cóż, sam jest sobie winien – odparła Bridget, uśmiechając się do mnie dyskretnie. – Zmieńmy lepiej temat – wtrącił się Łukasz - Karola i Anka prosiły, abyście do nich podeszły – powiedział w stronę Magdy i Felicyty. – Są gdzieś z tyłu. - Dzięki – odparły jednocześnie i oddaliły się od naszej grupy. - A co do was, nasze piękne, to u każdej mam zamówiony taniec. Nie przepuszczę okazji zatańczenia z takimi laskami – powiedział zerkając na nas z uśmiechem. - Będziesz musiał trochę poczekać, bo lista oczekujących jest dość długa – odparłam w jego stronę. - Łamiesz mi serce tą wiadomością – odrzekł i złapał się za pierś. - No cóż, życie jest brutalne – powiedziała ze śmiechem Ola. - Gdzie dokładnie mieści się dyskoteka, do której idziemy? – zapytałam chłopaków - Pamiętasz te strugi światła na niebie, które było widać z naszej plaży wieczorami? – odpowiedział Matt – Pochodzą właśnie z tej dyskoteki. Mieści się za centrum Parali. - Naprawdę? To cudownie – odparłyśmy rozentuzjazmowane. Prawie codziennie, podczas wieczornych spacerów po plaży, dane nam było widzieć roztańczone snopy światła, które teraz okazały się jedną z wielu atrakcji dyskoteki Kameleon. Urządzona w stylu meksykańskim, tryskała barwami pomarańczy, cytryn oraz soczystych czerwieni. Bramkarzami było dwóch wysokich i silnie zbudowanych Murzynów. Nad parkietem i barem ustawiono zadaszenia zrobione z liści traw i palm, a stoliki poustawiano na plaży, rozstawiając wokół nich płonące pochodnie. - Tu jest świetnie! – powiedziała do mnie Bridget przekrzykując głośne dźwięki latynoskich rytmów. Ruszyłyśmy w stronę parkietu i zaczęłyśmy szaleć. Bawiłyśmy się doskonale. Nie panowały tu żadne reguły, poza jedną – baw się na całego! Wszystkie osoby na parkiecie jakby zlały się w jedność ruszającą w takt gorących melodii. Bliskość roztańczonych ciał, dźwięki zmysłowej muzyki i zapachy egzotycznych kwiatów sprawiły, iż miałam wrażenie, że znalazłam się w zupełnie innym świecie. Świecie, w którym muzyka odgrywała najważniejszą rolę, a cała reszta była oddalona od nas o setki tysięcy kilometrów. Po kilu, a może kilkunastu utworach postanowiłyśmy odpocząć. - Wy zajmijcie stolik, a my pójdziemy zamówić coś do picia – powiedziała Bridget do Loli i Magdy, która dołączyła do nas wcześniej na parkiecie. - Dla nas to, co zwykle – zawołały za nami dziewczyny. - Jasne. A ty spróbujesz czegoś nowego – skierowała się do mnie. - Ok, zdaję się na twój gust. - Dwie cole z lodem i limonką i dwa słoneczne koktajle – powiedziała Bridget do barmanki, gdy podeszłyśmy do lady. - 16 euro – odparła z silnym, greckim akcentem. Po chwili podała nam gotowe napoje. Słoneczny koktajl okazał się jednym z tych egzotycznych drinków podawanych na filmach, w którym liczba alkoholu jest prawie minimalna, ale za to mieszanka soków i przybranie wyśmienite. Podczas czekania na napoje, wypatrzyłam na drugim końcu baru Łukasza i Matthew, siedzących samotnie i o czymś rozprawiających. - Zaraz do was dołączę – powiedziałam Bridget. – Tylko skoczę do chłopaków. - Ok. Wiesz gdzie nas szukać – odparła, znikając w tłumie imprezowiczów. Wstałam i ze szklanką w ręku ruszyłam w kierunku chłopaków. - Hej! – powiedziałam zachodząc ich od tyłu. – I co powiecie ciekawego? - Witamy ponownie – rzucili z uśmiechem na ustach. – Jak się bawisz? - Świetnie! Jeszcze nigdy nie byłam na tak gorącej dyskotece. – Uśmiechnęłam się do nich szeroko. - A jak wy? - Na razie nie narzekamy, ale mogłoby być lepiej – powiedział Matt robiąc łyk piwa. - Cały czas czekamy na obiecany taniec – odparł Łukasz z chytrym uśmieszkiem - Oj moje biedactwa, całkowicie o was zapomniałyśmy. - Spojrzałam na nich słodkimi oczkami. – Ale chyba nam to wybaczycie. - No nie wiem – rzucił Matt, udając obrażonego. – Jak mogłyście zapomnieć o swoich ukochanych kolegach? - Mam pomysł, skoczę po dziewczyny i pójdziemy się zabawić. Co wy na to? Przytaknęli z zadowoleniem, a ja udałam się do naszego stolika. Kiedy tylko Ola dowiedziała się, że Łukasz czeka na taniec, od razu zerwała się na równe nogi. - Ja mogę iść, już odpoczęłam – powiedziała, uśmiechając się od ucha do ucha. - Przed chwilą stękałaś, że masz dość na następne pół godziny – odparła Magda. - Już mi przeszło – rzuciła odrobinę speszona. Posłałyśmy sobie nawzajem uśmiechy. Każda z nas zaczęła powoli zauważać, że Lola czuje „frisson” do Łukasza, choć stara się to przed nami ukryć. W tym samym momencie puścili La Bambę, której skoczna melodia sprawiła, że wręcz nie mogłam się opanować przed ruszeniem na parkiet. - Dobra, zbieramy się – rzuciłam do Loli - Ktoś jeszcze do nas dołącza? – rozejrzała się po dziewczynach, które, jak się okazało, wolały jednak trochę posiedzieć i odpocząć. Skoczyłyśmy po chłopaków i na nowo zaczęło się szaleństwo ciał i muzyki. Jeszcze nigdy tak dobrze się nie bawiłam na żadnej imprezie. Wszyscy byliśmy niczym jedna, wielka rodzina zjednoczona w tańcu. Przy piątej piosence nie miałam już zielonego pojęcia z kim się bawię. Wśród rozentuzjazmowanego tłumu na parkiecie udało nam się dojrzeć w końcu kilka znajomych twarzy, w tym Lenę i Martina, którzy wyraźnie byli zajęci tylko sobą, a reszta świata przestała dla nich istnieć. Wreszcie postanowiłam zrobić małą przerwę i ruszyłam w stronę baru, by napić się coli, zostawiając chłopaków i Olę na parkiecie. Kiedy siedziałam, sącząc przez słomkę napój, podbiegł do mnie zdenerwowany Daniel. - Liza możesz się ze mną udać do toalety? – zapytał z paniką w głosie. – Coś się wydarzyło. - O mój Boże! O co chodzi? – zapytałam, bojąc się nawet pomyśleć o tym, co mogło się stać. - Chodź, to zobaczysz. Pobiegliśmy szybko do części, w której mieściły się toalety. Panował tutaj przyjemny chłód. Odgłosy muzyki docierały przytłumione, a przy drzwiach spotkaliśmy parę, która była tak bardzo pochłonięta sobą, że nawet nie zwróciła na nas uwagi. Ściany w toalecie pomalowano na ciemnoniebieski kolor. W jednym z rogów stał w zielonej doniczce okazały kaktus, a na ścianie prostopadłej do drzwi wyjściowych zamontowano umywalki. Naprzeciwko nich znajdowały się wejścia do toalet damskich i męskich. Gdy weszliśmy w pomieszczeniu zastaliśmy Bridget i Andiego. - O co chodzi? – zapytałam Bri, która w odpowiedzi wskazała na drzwi do męskiej toalety. Weszłam przez nie i skierowałam się w stronę kabiny, przez której drzwi wystawały czyjeś leżące na podłodze nogi. Zawahałam się na chwilę, bojąc się dowiedzieć, kogo mogę tam zastać i w jakim stanie. Przez głowę przeleciało mi tysiące obrazów, jakie mogłabym ujrzeć, jednak ten rzeczywisty nie okazał się wcale taki straszny. Czemu? Ano temu, że zobaczyłam śpiącego z głową na desce klozetowej Patricka. Wokół unosił się nieprzyjemny odór alkoholowy, a chłopak chwilami mamrotał coś przez sen. Szybko opuściłam pomieszczenie i przeszłam do części, w której znajdowali się moi przyjaciele. Nie było tam tylko Bridget. - Poszła po swojego kuzyna – powiedział, jakby czytając mi w myślach, Andy. - Jakim cudem doprowadził się do takiego stanu? – zapytałam. - Z tego, co wiemy, zaczął imprezować zaraz po przybyciu do dyskoteki – odpowiedział Dan. – Ze swoimi kumplami wypił po drinku, a potem z ich opisów wynikło, że nagle mu odbiło i założył się z nimi, iż wypije półlitrową Metaxę na raz. Wiesz jak to jest. Oni mu nie uwierzyli i myśleli, że ich wkręca, więc zaczęli go podpuszczać. Ale Patrick był zdeterminowany iść na całość. - Jednak już po połowie butelki przestraszeni chłopcy, postanowili mu ją odebrać. Niestety to nie koniec tej opowieści – kontynuował Andy. - Gdy udało mu się wstać od stołu, zaczęło się prawdziwe szaleństwo. Najpierw dobierał się do jakiś lasek, potem zachciało mu się tańczyć na stole, a na samym końcu rozpłakał się i zaczął szlochać, jaki to on jest beznadziejny. Nie wiedząc, co robić pobiegli po nas, a że Patrickowi zaczęło się kręcić w głowie i być niedobrze, przyprowadzili go tutaj – zakończył z miną, z której wynikało, że nie wie, czy ma się śmiać czy płakać nad tym, co się stało. – I co teraz? – zapytałam zdezorientowana sytuacją. - Bridget poszła po Rona – powiedział Daniel. – Teraz możemy liczyć tylko i wyłącznie na jego dyskrecję. Choć wydaje mi się, że się na niej nie zawiedziemy, bo jeżeli to wszystko wyszłoby na jaw, to nie tylko Patrick miałby kłopoty. Dan miał rację. Ron i reszta opiekunów mieliby dość duże problemy z powodu niedopełnienia swoich obowiązków i pozwolenia szesnastolatkowi upić się do nieprzytomności. A poza tym liczyliśmy na niego jeszcze z jednego powodu. Ron jako kuzyn Bridget utrzymywał z naszą paczką bardzo przyjacielskie stosunki i można powiedzieć, że na nasze wybryki bardziej przymykał oko, niż na reszty obozowiczów. Po około dziesięciu minutach w drzwiach stanęła Bri z Ronem i Matt’em, który natknął się na nich przy wejściu do toalety. - Gdzie on jest? – zapytał lekko zdenerwowanym głosem. - Tam, w ubikacji – powiedziała Bridget wskazując mu drogę. Ron wszedł do niej i już po chwili dało się słyszeć: - Czyś ty zwariował?! Chcesz wylecieć z obozu za takie zachowanie?! – Głos Rona niósł się echem po pomieszczeniu, a my ledwo hamowaliśmy się przed wybuchem śmiechu, bo każdy z nas dobrze wiedział, że żadne z tych słów nie docierało do Patricka. – I co się na mnie patrzysz tym błędnym wzrokiem?! Zachowujesz się jak jakiś życiowy nieudacznik, a masz dopiero szesnaście lat! Weź się w garść chłopie, bo takim postępowaniem niczego nie osiągniesz! Kiedy Ron skończył już swój monolog, wrócił do nas i biorąc głęboki wdech powiedział: - Poradzicie sobie w piątkę? To znaczy, czy uda wam się go zaprowadzić do ośrodka? - Tak – odpowiedział Matt, zerkając w stronę Patricka. - Ok, więc powodzenia. Ja muszę wracać – powiedział kierując się w stronę wyjścia. – Aha! I jeszcze jedno. Jak już dotrzecie na miejsce, to starajcie się zachowywać cicho. Nikt z nas nie chce kłopotów, szczególnie po tym, co stało się w Aqua Parku – dodał, po czym wyszedł i zostawił nas samych. - Taaak, nie ma to jak rodzina – podsumowała Bridget. – Jeżeli wszystko jest porządku, to są bez skazy. Wystarczy, że coś zaczyna się psuć i już znikają. - No to bierzemy się do roboty – powiedział Matt kierując się w stronę męskiej toalety. – Patrick ma szczęście, że chociaż trochę się o niego troszczymy. Bo gdyby nie to, że jest mi go cholernie żal, zostawiłbym go tutaj, aby sam sobie radził. Po jakiś dwudziestu minutach, w ciągu których mocowaliśmy się z Patrickiem, by podnieść jego ociężałe ciało, udało nam się wydostać z dyskoteki i ruszyć w drogę powrotną. Co prawda pod wpływem bezwładnego ciała kolegi szło nam o wiele trudniej, ale w końcu po bardzo długim czasie dotarliśmy do celu naszej podróży. W ośrodku panował spokój. Opiekunowie z ratownikami pewnikiem siedzieli u siebie i grali w karty, a reszta osób albo już spała, albo starała się nie przeszkadzać innym w wykonywaniu tej czynności. Kiedy tylko weszliśmy do pokoju Patricka, znajdującego się na drugim piętrze, chłopcy położyli go na łóżku, a on od razu zapadł w głęboki sen. - Wisisz nam piwo, za uratowanie tyłka – powiedział Daniel do śpiącego kumpla. - Oj, nie bądź dla niego taki okrutny – odparłam ściągając mu buty. – On jest po prostu nieszczęśliwie zakochany. - Ta jego nieszczęśliwa miłość jakoś zbytnio odbija się na nas – rzucił Andy, sięgając po stojącą na nocnej szafce colę i robiąc duży łyk. - Dobra ludziska, ja padam z nóg! – odparła Bridget, kierując się w stronę wyjścia. - Ja też – ruszyłam w jej ślady. – Za dużo wrażeń jak na jedną noc. - My również zaraz się zbieramy – powiedział Daniel. – Zostawcie klucz na stoliku. Trochę ogarniemy Patricka i spadamy spać. - Ok. Dobranoc – rzuciłyśmy i wyszłyśmy z pokoju, kierując się w stronę klatki schodowej. Gdy znalazłyśmy się w naszej sypialni, wreszcie mogłyśmy spokojnie odsapnąć od tego całego bałaganu. - Ale się narobiło! – odparłam padając na łóżko. - Nie miałam zielonego pojęcia, że to się może tak potoczyć. Miejmy nadzieję, że Patrick szybko weźmie się w garść, bo nie mam zamiaru ponosić winy za jego załamanie nerwowe – rzuciła Bridget sięgając po piżamę i kierując się w stronę łazienki. – Padam z nóg. Idę wziąć prysznic i kładę się spać. - Dobra, pójdę się umyć po tobie. Podczas gdy Bridget siedziała w łazience, zaczęłam zastanawiać się nad konsekwencjami naszego, teraz już nie tak wspaniałego, planu. Dobrze, że przynajmniej okazaliśmy trzeźwość umysłu i pomogliśmy mu, nie zostawiając na pastwę dyskotekowej ochrony i rabusiów. Jednak, gdyby nie inny rozwój akcji, teraz sytuacja nie wyglądałaby tak klarownie. Kiedy wróciłam z łazienki, Bridget była już pogrążona w głębokim śnie. Położyłam się do łóżka i włączyłam iPoda. Nawet nie spostrzegłam, kiedy wróciła reszta dziewcząt. Śniła mi się dyskoteka. Patrick opróżniający całą zawartość baru i Lena, która w akcie zemsty całuje się z każdym napotkanym chłopakiem, wołając przy tym: patrz i płacz! A potem nagle znalazłam się na samym środku morza, dryfując gdzieś w stronę odległych, równikowych wysp.

7.

To zadziwiające jak szybko potrafi rozprzestrzeniać się plotka. Już na drugi dzień przy śniadaniu cały obóz szeptał o tym, co wydarzyło się na dyskotece, a gdy spóźniony Patrick wszedł do tawerny, wszyscy nagle ucichli i wlepili w niego swe spojrzenia. Na pierwszy rzut oka było widać, że oprócz kaca dręczyły go również potężne wyrzuty sumienia. Ze spuszczonym wzrokiem przeszedł między stolikami i zajął swoje miejsce, a rozmowy w tawernie rozgorzały na nowo. - Nie wierzę w to, co ten kretyn zrobił – powiedziała oburzona Lena, smarując tost dżemem. - Lepiej uwierz, bo byłyśmy z Lizą tego naocznymi świadkami – odparła Bridget. - Ale dlaczego? – zapytała bezwiednie Lena. - No cóż… - zaczęłam, nalewając sobie soku – odpowiedź sama powinna się tobie nasunąć. - Co proszę? – odparła zdziwiona. – Co to miało znaczyć? - To, że ty byłaś powodem jego… yhm… załamania – wyjaśniła Bridget. - Ja?! – Lena odezwała się odrobinę za głośno, wzbudzając tym samym zainteresowanie osób z sąsiednich stolików. - Ciszej – upomniała ją Lola. – Nie wzbudzaj dodatkowej sensacji. Dziewczynom po prostu chodziło o to, że Patrick widząc ciebie cały czas w towarzystwie Martina, poczuł się porzucony i osamotniony. Nie dziw się więc, że odrobinę się załamał – zakończyła, biorąc do ust duży kawałek melona, który skutecznie wyłączył ją na kilka chwil z rozmowy. - Czyli uważacie, że to wszystko jest moją winą? – zapytała oburzona. - Nie… - zaczęła lekko zmieszana Bri. – To znaczy, nie wszystko – dokończyłam za nią, spoglądając ukradkiem na Lolę i Bridget. Dobrze zdawałyśmy sobie sprawę z faktu, że gdyby nie nasz „genialny” pomysł, prawdopodobnie cała sytuacja nie miałaby nigdy miejsca. Same byłyśmy po części winne temu, co się wydarzyło. Niestety nie mogłyśmy się do tego przyznać, bo Lena zabiłaby nas na miejscu. - Wiecie co, mam już dość tej całej sprawy z Patrickiem – powiedziała lekko rozłoszczona. – Jeśli on nie potrafi zachowywać się adekwatnie do swojego wieku, to już nie moja sprawa. A zapewniam was, iż w szczególności nie jestem odpowiedzialna za jego debilne pomysły. Nie ja go namawiałam na picie i nie mam zamiaru zbierać za to batów. A teraz żegnam was, moje miłe – odparła podnosząc się z krzesła. – Zobaczymy się na obiedzie – dodała odchodząc w stronę Martina, który czekał już na nią przy wyjściu z tawerny. - Narozrabiałyśmy i to bardzo – zaczęła Lola, kiedy Lena i Martin znikli za zakrętem. - Chwila! My mu nie kazałyśmy pić – powiedziała Bridget usprawiedliwiającym tonem. - No dobrze, ale gdyby nie nasz pomysł… - Cii – uciszyłam dziewczyny, bo w naszym kierunku zbliżali się właśnie Łukasz z Matt’em. - O czym tak szepczecie? – zapytał ten pierwszy. - Na pewno się zastanawiają, który z nas jest przystojniejszy – dodał drugi z łobuzerskim uśmiechem. - Nie schlebiajcie sobie – rzuciła Bridget. - Właśnie. Czyżbyście uważali, że nasze życie toczy się tylko wokół waszej osoby? – zapytałam zaczepnie. - No racja – powiedział Łukasz, częstując się kawałkiem melona z mojego talerza. – Ostatnimi czasy wasze myśli krążą tylko wokół jednego faceta. To stwierdzenie aż nas zamurowało. Spojrzałyśmy się po sobie, a następnie utkwiłyśmy zdumione oczy w chłopakach. - Coś ty powiedział? – Pierwsza odzyskała głos Bridget. - To, że wasz plan trochę się skomplikował – odparł Matt. - Ładnie to tak bawić się cudzymi uczuciami? – Łukasz na dobre rozsmakował się w owocach z mojego talerza. - O czym wy mówicie? – Starałam się resztkami sił wyratować nas z tej sytuacji. Niestety skutek był odwrotny – jeszcze bardziej nas pogrążyłam. - Moje drogie, wy nawet dobrze kłamać nie potraficie, a w swatki się chcecie bawić? – rzucił Matt. - Zawsze mówiłem, że kobiety potrafią tylko namieszać. - Dokładnie – poparł go Łukasz. – Od teraz my przejmujemy Patricka i Lenę. Przez was, co najwyżej, chłopak może wpędzić się w alkoholizm. Im dłużej ich słuchałam, tym bardziej nie potrafiłam uwierzyć w to, co mówią. - Tacy jesteście siebie pewni? – zapytała Lola, która do tej pory siedziała jak porażona. Nie wiedziałam tylko, czy to za sprawą słów wypowiedzianych przez chłopaków, czy bliskości Łukasza. Podobno spędzili na dyskotece dużą część czasu wspólnie, znikając gdzieś wszystkim z pola widzenia. Niestety sama Ola na ten temat jeszcze się słowem nie odezwała. - Patrząc po waszych działaniach, muszę powiedzieć, że jesteśmy bardzo pewni siebie – odparł ze śmiechem Matt. - Tak? – sarkazm w moim głosie, aż samą mnie zaskoczył. – To może się założymy? - O co? – zapytał Łukasz. – O to, jak szybko wykończycie i tak już zszargane serce Patricka? - Nie – wtrąciła się Bridget. – O to, czy uda wam się przekonać Lenę do tej życiowej ofiary. - Stoi! – powiedzieli zgodnie. - A przegrani będą musieli wykonać zadanie wymyślone przez zwycięzców – dodałam już myśląc nad słodką zemstą. - Dobra – zaczął Łukasz. – Miejcie jednak świadomość, że to oznacza wojnę, a na wojnie i w miłości wszystkie chwyty dozwolone – zakończył, odstawiając mój pusty talerz i mrugając do nas wesoło. - Żegnamy was, nasze drogie damy – dodali na odchodne i udali się w stronę wyjścia. - W jaki sposób odkryli nasz plan? – zapytałam zszokowana. - Na pewno nie dzięki mnie – odparła Bridget. - No cóż… - zaczęła nieśmiało Ola. – Możliwe, że coś mi się wczoraj wymknęło, gdy byłam z Łukaszem. - Możliwe?! – Bridget odstawiła z hukiem szklankę. – Lola to, że ci buzują hormony w obecności Lucasa nie oznacza, iż masz mu się zaraz z wszystkiego spowiadać. - Przepraszam, to było naprawdę niechcący. Po prostu byliśmy we dwoje i cudownie nam się ze sobą rozmawiało, gdy nagle zjawiła się Magda, która powiedziała co przydarzyło się Patrickowi. Wtedy spontanicznie rzuciłam, że chyba przesadziłyśmy z tym planem i… - I resztę Lucas już sobie dopracował – dokończyła za nią Bridget. – Dobra, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. - Racja – powiedziałam wstając od stołu. – Każdej z nas mogło się to przytrafić. Teraz jest ważniejsza rzecz – plan walki. Mam dziwne przeczucie, że chłopcy w tej wojnie damsko-męskiej mogą nam dać mocno w kość, jeśli nie staniemy się czujne – zakończyłam, wychodząc z tawerny i kierując się do hotelu. - Prawda – zgodziły się dziewczyny, podążając za mną. – Musimy być gotowe na wszystko, a strategia to od tej pory nasz najlepszy przyjaciel – odparła Bridget, zamykając za nami drzwi naszego ośrodka.

***

W hotelu zastałyśmy małe zamieszanie. Ewelina targowała się z Dawidem przy akompaniamencie okrzyków dziewczyn z jej pokoju i kolegów naszego znajomego. - 3 euro i ani centa więcej! – Ewka starała się brzmieć stanowczo. - 5, albo same to sobie sprzątajcie! – odparł z przekąsem Dawid. - O co chodzi? – zapytałam Karolinę, która najwidoczniej była zorientowana w temacie, bo wykrzykiwała z innymi dziewczynami: „Nie daj się mu Ewka!”. - Pamiętasz tego kociaka, który często wałęsał się przed naszym ośrodkiem? - Jasne – odparłam, przywołując w głowie obraz szarej kulki wylegującej się porankami w naszym ogródku i czekającej na jakieś resztki. - Ewka go wczoraj przygarnęła, jak wracałyśmy z dyskoteki. Powiedziała, że to nieludzkie tak nie dbać o zwierzęta i zabrała go ze sobą do pokoju – mówiła przekrzykując tłum rozochoconych całą sceną kibiców starcia Ewelina kontra Dawid. – Wszystkie się w nim zakochałyśmy i Ewka nawet skoczyła po jedzenie dla malucha. Niestety wszystko, co piękne szybko się kończy. Kiedy wróciłyśmy ze śniadania w pokoju unosił się straszliwy smród. Okazało się, iż nasz kociak zrobił po łóżkiem małe „ee”, którego żadna z nas nie chce posprzątać. Tak, więc kociak z szybkością światła wyleciał z naszego pokoju, a Ewka targuje się za ile Dawid, który jako jedyny wyraził chęć pomocy, choć nie bezinteresownej, sprzątnie nasz mały problem. - No cóż, życzę wam pomyślnej transakcji – powiedziałam i udałam się do pokoju, w którym siedziały już Bridget i Lola. - To co dziewczyny? – odezwałam się wchodząc do naszej sypialni i sięgając po strój kąpielowy. – Zbieramy się do wyjścia na plażę? - Zmiana planów – powiedziała Bridget, wracając z suchymi ręcznikami z balkonu. - Nie idziemy na plażę? – odparłyśmy równocześnie z Lolą. - Nie o to chodzi – powiedziała chowając swój plażowy ręcznik do torby. – Mam na myśli to, że teraz musimy przestać realizować pomysł połączenia ze sobą Leny i Patricka. I trzymać ją jak najdalej od niego i naszych chłopców, bo inaczej przegramy zakład. - No cóż, patrząc na to, jak Lena zabujała się w Martinie, trzymanie jej na dystans nie będzie trudną rzeczą – odezwała się Lola, pakując do torby butelkę niegazowanej wody i olejek do opalania. - Nie uważacie, że to lekka przesada ingerować w ich życie uczuciowe? – Niechcący wymknęły mi się na głos moje myśli. - Moja droga, to zdanie jest teraz odrobinę nie na miejscu – powiedziała Bridget. – Co prawda mogłyśmy o tym pomyśleć wcześniej, ale skoro wplątałyśmy się już w ten zakład, to nie możemy sobie odpuścić walki, bo może się to dla nas źle skończyć. - Popieram – dodała Ola. – Pamiętaj, że sama zaproponowałaś karę dla przegranych. Uwierz mi, nasi koledzy mają bardzo bujną wyobraźnię, której nie chciałabyś doświadczyć na własnej skórze. - Chyba macie rację – powiedziałam miotana sprzecznymi uczuciami. – Niestety same się w to wkopałyśmy. - Mądry Polak po szkodzie – Lola uśmiechnęła się nieswojo. - Hej! – Bridget odezwała się dziarsko. – Przestańcie się zachowywać, jakbyście popełniły najgorszą ze zbrodni. Po pierwsze pamiętajcie, że ja jestem Brytyjką, więc wasze powiedzonko mnie nie dotyczy. A po drugie, kto powiedział, iż mamy się dalej wtrącać w sprawy sercowe Leny i Patricka. Spojrzałyśmy na nią ciekawością. - Jak to? Czy nie na tym polega nasz zakład? – Miałam przeczucie, że Bridget nas zaraz zaskoczy swoją pomysłowością. - Niby tak, ale co powiedział Lucas odchodząc od naszego stołu? - Że na wojnie i w miłości wszystkie chwyty są dozwolone. – Zdziwiłabym się chyba, gdyby Ola tego nie pamiętała. Ona wręcz chłonęła wszystko, co Łukasz mówił. - Dokładnie! - A więc jaki masz plan? – zapytałam rozpromienioną Bridget. - Musimy skutecznie odwrócić uwagę chłopców od ich zadania. - To znaczy? - Jeśli będą mieć na swojej głowie trzy zakręcone dziewczyny, czyhające na każdym kroku, by tylko zaleźć im za skórę i wykręcić jakiś numer, uwierzcie mi, nie będą mieli czasu na przekonywanie Leny do Patricka. A ona natomiast spokojnie będzie mogła zacieśniać swoją znajomość z Martinem – zakończyła z satysfakcją Bri. - To ma sens. - I może się udać – poparła mnie Lola. – Jeśli tylko ruszymy szarymi komórkami, to może wyjść z tego niezła frajda. Dla nas oczywiście – dodała z uśmieszkiem. - Więc wchodzicie w to? - Jasne! – odpowiedziałyśmy razem. - W takim razie do dzieła! Pokażemy im kto tu rządzi! – wykrzyknęła radośnie Bridget przybijając z nami piątkę.

8.

Postanowiłyśmy zacząć wojnę od małych kroków, pozostawiając ciężką amunicję na gorsze dni. Niestety, ku naszej zgrozie, do drużyny wroga dołączyli wszyscy chłopcy z pokoju Matt’a i Łukasza. Ograniczyło to nasze możliwości manewru, zmuszając jednocześnie do zwerbowania Felicyty i Magdy, na których wymogłyśmy obietnicę trzymania buzi na kłódkę w obecności Leny. - Ależ oczywiście, że możecie na nas liczyć! – zapewniały rozentuzjazmowane pomysłem wojny damsko-męskiej. – Nie można pozwolić, by chłopcy rozwalili tak pięknie zapowiadający się związek. A poza tym, oni momentami na zbyt wiele sobie pozwalają. - To znaczy? – zapytałam zaciekawiona, czymże się im narazili. - Słyszałyście o wczorajszej przygodzie dziewczyn z pokoju naprzeciwko? – zapytała Felicyty, której tak na marginesie, śliwka pod okiem zaczęła powoli znikać. - Chodzi o tego kotka i prezent jaki po sobie pozostawił? - Tak. Wyobraźcie sobie, że Dawid zwinął im za sprzątanie 5 euro. - No cóż, skoro same nie chciały po tym maluchu posprzątać, to nie ma się co dziwić Dawidowi, iż zażyczył sobie wynagrodzenie za brudną robotę. - Zgoda – poparła Lolę Magda. – Tylko, że on jej nie wykonał w całości. - Jak to? - Dawid zapakował „ee” kotka w papierowy ręcznik i ruszył z nim do łazienki. Niestety w progu potknął się o wystający kosz na śmieci i przewrócił, wysmarowując kocimi odchodami sedes - zakończyła Magda w salwach naszego śmiechu. - A najgorsze jest to, – odezwała się Fel, tłumiąc chichot – że Dawid powiedział, iż posprząta po tym niefortunnym wypadku, za kolejne 5 euro. Dziewczyny wyśmiały go i wyrzucił z pokoju, na co on zaczął rozpowiadać, jak to Ewka nie zdążyła usiąść na toalecie. No dobrze wiem, nie powinnyśmy się śmiać z cudzego nieszczęścia, ale w tym wypadku było to niemożliwe. Ostatecznie jednak, gdy opanowałyśmy się i wyrzuciłyśmy z głów wizję zabrudzonej toalety sąsiadek, przeszłyśmy do snucia intryg przeciwko naszym mężczyznom. I przyznam się szczerze, że ta część tak bardzo przypadła nam do gustu, iż nawet się nie zorientowałyśmy, gdy zapadł zmrok i do pokoju wróciła rozanielona Lena. - Pa kochanie – doszedł nas z przedpokoju głos Martina. - Do jutra misiu – Lena najwyraźniej znów się dobrze bawiła. - Słodkich snów cukiereczku. – No dobra, niedobrze już się robiło od tych zdrobnień. W końcu po jakiś 5 minutach słodzenia i prześcigania się w coraz to wymyślniejszych porównaniach, usłyszałyśmy trzask zamykanych drzwi. - Ach, jaki on jest cudny – oznajmiła Lena, wchodząc do sypialni i rzucając się na łóżko Loli. - Dzięki za cynk, bo byśmy się nie zorientowały – powiedziała znudzonym głosem Bridget. Lena jednak nie dosłyszała jej słów i z rozmarzonym wzrokiem poszła do kuchni, przynosząc z powrotem paczkę krakersów z serowym dipem. - A jak wam minął dzisiejszy wieczór? – zapytała, na wtóry sadowiąc się na łóżku Oli. – Nie trzymacie już z chłopcami? O tej porze było tu zawsze pełno ludzi grających w karty i plotkujących o wydarzeniach dnia. - Zamknęłyśmy kasyno na jedną noc – powiedziała Lola, maczając krakersa w sosie. – W końcu też potrzebujemy chwili wytchnienia i spokoju. - Coś mi się… - Ciiiii – przerwała jej Bridget. – Słyszycie? Wszystkie zaczęłyśmy się wsłuchiwać w ciszę, z której nagle wyłoniły się dźwięki gitary. - Czy to nie jest „Heaven” Bryan’a Adams’a? – zapytałam z nutą zaskoczenia w głosie. - Dobiega z dworu – oznajmiła Magda, wychodząc na balkon. – Hej dziewczyny! Chodźcie tu szybko! Wybiegłyśmy za nią i aż nas wmurowało w ziemię. Na dole przed ośrodkiem stał Patrick z gitarą i pięknym, czystym głosem śpiewał w stronę Leny jedną z najbardziej romantycznych piosenek świata. Natomiast na balkonie obok nas stali uśmiechnięci od ucha do ucha Łukasz, Matt i Andy. Ich miny wyrażały tylko jedno – pewność zbliżającego się zwycięstwa. No cóż, można powiedzieć, że mieli w pewnym sensie rację, gdyż reakcja Leny bardzo nas zaskoczyła. Stała wpatrzona w Patricka z tajemniczym uśmiechem na twarzy. Do tego ludzie, którzy usłyszawszy serenadę wyszli przyjrzeć się jej wykonawcy, również sprawiali wrażenie zauroczonych cudownym brzmieniem jego…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych