Wróć do katalogu

Grzybica cz. II

:)

Ardea Nigra, opublikowano , 1 godz. 42 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

9. PODSŁUCHANA ROZMOWA

Wszystko zaczęło się od tego, że Amanda dosyć często przeglądała różne papiery, wykonywała dużo telefonów i chodziła zamyślona. Było tak jeszcze przed morderstwem rodziców Lory. Li ciekawość zżerała co chce zrobić. Śledziła jej ruchy, czasem nawet podglądała i podsłuchiwała jej pracę, lecz za nic nie potrafiła sobie wytłumaczyć czego szuka. Usiłowała wyciągnąć cokolwiek z Nicka. -Czego ona poszukuje w tych papierach? -Sam sobie zadaję to pytanie... - mówił spokojnym tonem i z głosu nie wykryłoby się nic niezwykłego, ale jego oczy zdradziły go natychmiastowo. -Ty coś wiesz, ale nie chcesz mi powiedzieć. Prawda? -Może tak, może nie. Ale nawet gdybym cokolwiek wiedział to nic ci nie powiem. Cała Amanda: wiedziała, że zaciekawią Lorę jej poszukiwania i zabroniła Nickowi wyjawić powodu. Przez prawie miesiąc żyła w ciągłej ciekawości i ani na moment nie rezygnowała z śledzenia Amandy. Któregoś wieczoru do pokoju Lory przyszedł Nick. Podszedł do niej i zapytał: -Spisz? Nic nie odpowiedziała, udawała, że śpi. Nick chyba uwierzył, bo szepnął tylko: "śpij sobie spokojnie..." i wyszedł. Zostawił uchylone drzwi i zszedł do Amandy. Li odczuła potrzebę podsłuchania tego o czym będą rozmawiać. Wymknęła się z pokoju, przeszła przez mały hol i zeszła po schodach. W salonie świeciło się światło i tylko z stamtąd dochodziły głosy. Przeszła na palcach pod drzwi, przylgnęła do ściany i nasłuchiwała: -Nie wiedziałam od kogo należy zacząć. Sprawdziłam papiery Józefa i Małgorzaty Mirasiuków. W rubryce "dzieci" widniał tylko Tomek. Ani Lory ani żadnego innego imienia nie było. -Co? - Nick udawał zdziwionego. -To mi dało dużo do myślenia. Sprawdzałam nawet w archiwum adopcji, ale tam też nikogo takiego jak Lora, nie było. -Co to ma oznaczać? -Nie bardzo wiedziałam. Rozmawiałam z rodziną Lory. Jedynie od jej kuzyna Kuby dowiedziałam się, że przy narodzinach Li działy się dziwne rzeczy. Jakaś amerykanka była z mężem w Polis. Wody odeszły, skurcze były coraz silniejsze i trafiła do szpitala w tym momencie, gdy rzekoma matka Lory również rodziła. Teraz właśnie nie wiedział o co chodziło, bo niby obcokrajowa kobieta urodziła dwie dziewczynki w tym jedną chyba martwą, a Małgorzata jedno zdrowe dziecko. W tym samym czasie na świecie grupa gangsterska nagłośniła swoje istnienie mordując i kradnąc. -A co to był za gang? -Dowiedziałam się tego całkiem niedawno. W początkowych fazach obecnego wydania, świeżo po zmianie nazwy, z "Grzybiarnia" na "Grzybica", nasz kochany gang jeszcze z Richardem na czele. Skoro nie było w papierach nikogo oprócz Tomka, poród zaciekawił mnie jeszcze bardziej. Natychmiast przejrzane zostało archiwum owego szpitala. Małgorzata owszem była, lecz to jej dziecko urodziło się martwe, a nie tej amerykańskiej kobiecinie. Ta urodziła zdrowe bliźniaczki. Najciekawsze jest to, że ta młoda matka była... - przerwała i nastała cisza. "Usłyszała mnie?!" - Lora pomyślała w przelocie. Uspokoiło ją pytanie Amandy: -Nic jej nie mówiłeś? Nie daj Boże dowiedziałaby się, że jesteśmy rodziną, albo kto jest jej ojcem... -Nie, ale tak jak podejrzewałaś zainteresowała się twoimi poszukiwaniami. -Teraz to nieważne. Tamta kobieta jest moją siostrą i żoną gangstera, a Lora jej córką. Informacja jak najbardziej sprawdzona, bo sama mi to mówiła. Powiedziała, że ma jeszcze jedno dziecko, które oddała pod opiekę dobrej rodzinie. Oznacza to, że Li jest moją siostrzenicą. -Mary! Jak mogłem się nie domyślić. -To samo sobie powiedziałam. Lora Mirasiuk to tak naprawdę Loraine Veroy lub Wenley po matce. "Werner... Werner moim ojcem...?!?" - pomyślała Li z przerażeniem. -Na razie nie może się o tym dowiedzieć, bo o ile ją znam będzie chciała szukać matki, siostry i brata oraz ojca. Sądzę, że i tak wcieliła się w swoją matkę, a właściwie może bardziej we mnie i z jej wychowywaniem będziemy mieli problemy. -Czemu? Z nią przecież można się dogadać. -A czy ty myślisz, że Werner, albo Rudy da jej spokój? Nie, on jej spokojnie pożyć nie da! -Ona mu też. - Nick stwierdził to ze spokojem, ale wyraźnie dając do zrozumienia, że nie rozumie o co Amanda się martwi. -No właśnie z tego wszystkiego to jest właśnie najgorsze: ona mu też nie da spokoju i będzie stawiała mu opór tak długo aż padnie cały gang. -Pozwól, że zapytam o co ty się tak właściwie boisz: o Lorę czy o siebie? Takie pytanie zaskoczyło Lorę ze strony Nicka, a Amandę tym bardziej. -Może masz rację... -Lora jest silna. Ale ciebie nie przerośnie w moich oczach nigdy. -Tak sądzisz? -Nie sądzę, ale wiem. Ona jest kimś kogo lubię za to co zrobiła dla mnie, że jest, a ciebie podziwiam nie tylko dlatego, że zechciałaś przyjąć mnie do swojego domu, ale również za twój charakter i urodę... "Rozmowa schodzi bardziej na intymne tematy co znaczy tyle samo co powrót do pokoju. Samo podsłuchiwanie nie jest rzeczą ładną, a osobistych rozmów tym bardziej." I wróciła na górę. Wskoczyła pod kołdrę i starała się uporządkować to co usłyszała. "Nazywam się Loraine Wenley, w żadnym wypadku nie Veroy. Ależ to dziwnie brzmi!" - zasnęła.

10. KILOFY

Dwa tygodnie przed rozpoczęciem się nowego roku szkolnego, gdy wszyscy już zdążyli zapomnieć o smutnym wydarzeniu w domu państwa Mirasiuków - pogodzono się z ich odejściem i nie wspominali szczegółów, nowe, tym razem z początku śmieszne zdarzenie, później podobne do marnego westernu, poruszyło miastem i dało miejscowym plotkarom temat na najbliższe dwa miesiące. Lora obudziła się około godziny piątej nad ranem. Przyczyną tak wczesnego przebudzenia były policyjne syreny, których w ostatnich czasach miała już dosyć. Nie potrafiła już zasnąć, więc postanowiła sprawdzić co takiego się stało. Wyszła z domu nie budząc Amandy ani Nicka. Nie ona jedna wyszła na zwiady. Spotkała sąsiadkę, która już wracała do domu. -Eh, nic takiego. Ktoś się włamał do domu dyrektora szkoły, Rumbachta. Nawet nic nie skradziono. Gdy Lora podeszła pod dom Krzyśka. Przed domem zbierał się mimo wczesnej pory tłumek gapiów. Policja otaśmowała spory kawałek ulicy przed wejściem, aby mieć swobodne ruchy. Lora przecisnęła się przez warstwę gapiów, przeszła pod taśmą. Przy drzwiach stał Emil. Postanowiła dowiedzieć się szczegółów. -Tu nie wolno wchodzić, dziecko. - oziębłym głosem stwierdził jakiś gruby policjant, którego jak dotąd nigdy nie widziała. - Proszę opuścić teren. -Przepraszam bardzo, ale nie z panem chciałam rozmawiać. Cześć, Emil. - Lora nie zważając na natrętnego glinę, podeszła do komendanta. - Co tu się dzieje? -Ktoś się włamał, stłukł jedną doniczkę i uciekł. Nie rozumiem o co komuś chodziło. Bandyta nie zostawił żadnych śladów. -Myślałam, że coś ciekawego. Trudno się mówi. Idę do domu, zjeść coś. -Tobie to dobrze. Obudzili mnie wcześnie rano i kazali do roboty iść. Nawet nie zdążyłem czegoś przekąsić. -Jak nic się nie stało, to po co tu jesteście? -Bo trzeba sporządzić raport... -To do głupiego raportu, potrzebny jest komendant? -Właściwie nie. -Albert się tym zajmie, a ciebie zapraszam na śniadanie. Co ty na to? -Z wielką przyjemnością. Po chwili siedzieli już przy stole, razem z Nickiem, którego obudziło wejście Lory i Emila. -Myślisz, że to mogłaby być Grzybica? -Nie. - Nick spojrzał na zegarek. - O tej porze, wszyscy śpią. Chyba, że jest stan wyjątkowy, to znaczy, że coś zagraża gangowi. -A Lora mu nie zagraża? - zauważył komendant. Pominięto tą uwagę milczeniem, które trwało praktycznie do końca posiłku. Emil się zmył, obudziła się Amanda, a zegar wybił godzinę szóstą. Około godziny dziewiątej Lora nie wytrzymała. Musiała pójść do Krzyśka i wszystkiego się dowiedzieć. Przez całą drogę miała wrażenie, że ktoś ją śledzi. -Cześć, Li. Fajnie, że wpadłaś. -Chyba wiesz w jakiej sprawie tu jestem? -Oczywiście. Wejdź. -Co było z tym włamaniem? -Włamanie miało miejsce w pokoju balkonowym. "Coś mi to przypomina. Tom też przez balkon..." - pomyślała. W miejscu gdzie znaleziono strąconą doniczkę, dostrzegła na podłodze kropki i kreski, misternie wyciśnięte w linoleum. -Czy to tu było już wcześniej? -Nie. Nigdy tego nie widziałem. Kropki i kreski pionowe i poziome podejrzanie składały się w oznaczenia alfabetu morsa. -Ktoś je tu zostawił specjalnie... nie pamiętam co to znaczy, ale Amanda, na pewno będzie wiedzieć. Zadzwoniła do domu. Powiedziała dokładnie co jest wyciśnięte w podłodze. -O rany! To brzmi tak: "Uważaj kotku, bo padną dwa trupy żeńskie". - Amanda zanim powiedziała ostatnie słowo, w słuchawce padł strzał. - Fajnie, że mnie ostrzegłaś. Uważaj na siebie. Rozłączyły się. Nim zdążyli cokolwiek zrobić, strzały stawały się coraz wyraźniejsze. -A jednak Grzybica. - podsumowała Lora. Wpadła do kuchni Krzyśka i chwyciła pierwszy lepsze narzędzie, czyniące krzywdę, którym okazał się tasak. - Muszę to pożyczyć. Tobie radzę siedzieć cicho w jakimś ciemnym kącie. Będzie gorąco. Wyszła z domu i wpadła na jakiegoś bandytę. Rąbnęła go w głowę, tępą stroną tasaka. -Wow! - westchnęła, po czym krzyknęła do wszystkich na około. - Ukryjcie się w domach, byle szybko. Nikt nie protestował, gdyż strzały padały coraz częściej i bliżej. Lora ruszyła drogą na skróty, czyli przez ogrodzenia sąsiadów. Tą samą drogą, tylko, że w przeciwnym kierunku biegła Amanda. Spotkały się w połowie drogi między domem Krzyśka, a Mirasiuków. -Trzymaj. - szepnęła, podając Lorze karabin. - Poradzisz sobie. Robi się co raz ciekawiej. Takiej strzelaniny jeszcze nie było. -W Hipodronicach nigdy. -Rozdzielmy się. -Lepiej idźmy razem. Będzie większa szansa, żeby ich wykiwać. -Może masz rację... chodźmy. -I spadajmy za miasto, żeby ludziom krzywdy nie zrobić. Lora nie zdążyła skończyć, a zza domu wyskoczył jeden z zamachowców. Na szczęście uprzedziła jego strzał, pociągając za spust karabinu. -To jest naprawdę niezłe! No i zaczęło się czyste szaleństwo. Wszędzie pełno śrutu, trupów, rannych, a mieszkania na około lekko zdemolowane. Strzelanina przeniosła się na ulicę koło domu Krzyśka. Wszystko byłoby dobrze, gdyby Krzychu nie chciał pomóc Lorze i jej ciotce. Zamachowcy wzięli go jako zakładnika. -Obejdziesz ich na około i zaatakujesz od tyłu, a ja zajmę ich w tym czasie. -zadecydowała Amanda. Tak też się stało: Lora podeszła od tyłu, a Amanda starała się wynegocjować uwolnienie Krzyśka, ale na nic się to zdało. To znaczy zdało się i owszem, ale Lorze, nie bezpośrednio Krzyśkowi. Zapadła chwilowa cisza. Lora gwizdnęła któremuś trupowi broń i wycelowała w tył głowy gangstera, który trzymał biednego kolegę. Ganguś padł martwy. -Sami tego chcieliście. - krzyknęła Amanda. -Krzychu, padnij! - dodała Lora. Gdy wykonał polecenie, z dwóch stron padły strzały w stronę zamachowców. Zwiało zaledwie dwóch gangsterów, reszta była martwa lub ranna. Po minucie przyjechał Emil ze swoimi ludźmi. -Lora! Jak dobrze, że jeszcze jesteś. Mamy coś dla ciebie. Wręczył jej niewielki pakunek. -Ciekawe co też to jest... - po otwarciu okazało się, że są to dwa przecudne, nowiutkie, lśniące pistolety. -To jeszcze nie koniec. - do Lory podeszła delegacja policjantów z kopertą. -Uprawnienie na posiadanie broni i przepustka na zabijanie. - wyjaśnił Emil. - Nie ponosisz odpowiedzialności za zabitych przez siebie gangsterów. Ale tylko gangsterów. Lora stała z otwartymi ustami i patrzyła na Emila i zgromadzonych policjantów. -Muszę ci pogratulować, Lora. Ja pracowałam na takie uprawnienie pięć lat i musiałam jeszcze za nie płacić, a ty dostajesz je nawet nie po roku działalności. -Ja... nie wiem co powiedzieć... - westchnęła Li. Nagle coś ją oświeciło. - Czy ludzie, których sprzątnęłam przed otrzymaniem tego uprawnienia, są już nim objęci? Komendant spojrzał na trupy leżące na ulicy. -Jakie jest dzisiejsza statystyka? -Dziewięćdziesiąt procent nie żyje, reszta ciężko ranna, część to moje dzieło. - wtrąciła Amanda. - Było około pięćdziesięciu ludzi... -Przymknijmy na to oko. Wszyscy w dobrych humorach wrócili do swoich normalnych zajęć. Jedynie Nick, który był gdzieś na zewnątrz, w poszukiwaniu prezentu urodzinowego dla Amandy, nie wiedział co się stało. Gdy wrócił, po za kilkoma zniszczeniami ścian okolicznych domów, nie było śladu po strzelaninie. -Czy coś mnie ominęło? -Nie, w sumie nic. Po za włamaniem u mojego kolegi i nic się nie działo. - Lora uśmiechnęła się do Amandy, a ta dodała: -Policja zrobiła wielką aferę z niczego, wiesz jak to jest. Nick najwyraźniej uwierzył w to co mu powiedziały, gdyż nie zadawał już więcej pytań. Po kolacji powiedział głośno: -Lubię każdy spokojny dzień, taki jak dzisiejszy, który przemija bez gangu. Am i Li pozostawiły go w niewiedzy i cudem powstrzymały się od śmiechu. Lora nazwała swoje pistolety Kilofami, gdyż ich kształt przypominał jej właśnie te narzędzia.

11. SZANTAŻ - NAPAD III I PRZEMIANA

Nadeszła jesień i znów przyszła pora powrotu do edukacji. W szkole nic się nie zmieniło, oprócz paru nowych nauczycieli. Pierwszy miesiąc minął spokojnie, ale później było piekło, to znaczy poważna nauka i całe multum sprawdzianów. Do tego, w listopadzie, Tom przyszykował dla Lory małą niespodziankę. Otóż na lekcji historii, w któryś piątek, do sali wparowali gangsterzy i bez słowa zastrzelili nauczyciela. "O jak myśmy się dawno nie widzieli! - Pomyślała i na razie czekała, co dalej zamierzają zrobić. Na wszelki wypadek sięgnęła do torby po Kilofy. Ukryła pistolety pod szerokimi nogawkami spodni. - Jest tutaj tylko czterech, więc w razie czego nie będę miała problemu ich załatwić." Klasa, która do podobnych sytuacji zdążyła się już trochę przyzwyczaić, nie bardzo okazywała strach. Krzysztof nawet nie zwrócił na nich uwagi i wymyślał coraz to nowe dowcipy. Kilka osób spojrzało na Lorę, gdy tylko gangsterzy weszli do sali. -Niech nikt nie próbuje ucieczki. To mogłoby was wszystkich zabić. Lora ziewnęła głośno i przeciągle, ale jakoś nikt nie zwrócił na to uwagi. Spośród gangsterów wyszedł Nietoperz. -Czemu się nie boicie? - zapytał zdziwiony. Kamil siedzący pod oknem spojrzał na Lorę pytająco. Ta kiwnęła. -A niby, czego mamy się bać? Chyba nie was? - rzekł zuchwale. Zaskoczenie wśród gangsterów wzrosło. Lora wykorzystała to, że wszyscy zainteresowali się Kamilem, wzięła komórkę, "scyzoryki" i cichaczem wyszła z sali. Po rozmowie Nietoperza z Kamilem, która właściwie nie miała sensu, gangsterzy powiedzieli, że wszyscy uczniowie mają siedzieć cicho i powinni się bać, bo nawet Wenley'ówna nie da rady tym razem. Klasa naprawdę była przerażona, tylko, że w jakiś dziwny sposób, nikt nie brał tych słów do serca i każdy był zajęty sobą. Gangsterzy wyszli i zamknęli drzwi, a Lora w tym czasie poszła do pokoju gospodarczego, gdzie miała nadzieję znaleźć klucze do sal, które nosiły sprzątaczki. Gdy dotarła na miejsce okazało się, że były tam i klucze i sprzątaczki. -Przepraszam, że paniom przeszkodzę w rozmowie, ale jest napad… -Znowu? - zapytały sprzątaczki zgodnym, znużonym chórem. -Tak. Prosiłabym, żeby panie opuściły to pomieszczenie i wyszły z budynku, za nim będzie za późno. Sprzątaczkom nie trzeba było dwa razy powtarzać. Uciekły po cichutku ze szkoły, niezauważone przez gangsterów, którzy w dalszym ciągu bawili się w zamykanie uczniów w klasach. Lora zwinęła pęczek kluczy do kieszeni, zadzwoniła na policję, po czym obeszła parter, sprawdzając, gdzie byli już gangsterzy. Wyprowadziła ze szkoły kilka grup uczniów, których widok Lory w otwartych drzwiach wcale nie zdziwił, lecz tylko upewnił w przekonaniu, że nie ma się, czego bać. Uczniowie byli spokojni, a gangsterzy drżeli ze strachu myśląc, że gdzieś przeoczyli groźną i bardzo niebezpieczną Lorę. Kamil siedział na ławce i myślał. Emilka również się zastawiała. Ewelina stała przy oknie i wpatrywała się w miejsce, skąd mogła nadjechać policja. Reszta klasy rozmawiała po cichu o zwykłych, codziennych sprawach i tylko Krzysiu był niespokojny i wszystko go wkurzało. -Co tak stoisz w tym oknie, co? Lora ci z stamtąd nie przyjdzie! Ona pewnie w ogóle nie przyjdzie! - warczał do Eweliny, która bynajmniej nie zwracała na niego uwagi. - Ona jest teraz taka ważna, bo się jej udało pokonać gangsterów! I co? Miała fuksa, a wszyscy ją od razu uwielbiają! A ty nagle stałaś się jej najlepszą przyjaciółką i cały czas z nią chodzisz! -I co z tego? Byłyśmy przyjaciółkami już wcześniej. Zazdrościsz mi? -Nie, bo niema czego. Kto to widział, żeby dumna farciara była powodem do zazdrości?! -Lora nie jest dumna! Zachowuje się naturalnie i nikomu nie odmawia pomocy. Farciarą też nie jest, a dowodem na to jest choćby to, że nie raz miała do czynienia z tym gangiem i za każdym razem ona wygrywała. Jak u ciebie był napad to uratowała ci życie. Rozwaliła całą bandę tych kretynów. Teraz też to zrobi. Nietoperz miał jakieś dziwne uczucie, że Lora gdzieś jest i poszedł na zwiady po korytarzach i przechodził właśnie koło klasy, w której kłócili się koledzy Lory i usłyszał głośno wypowiadane jej imię. Zatrzymał się i zaczął nasłuchiwać dalszego ciągu ich rozmowy. -A co ty możesz to wiedzieć? Nie słyszałaś jak mówili, że jest ich więcej i nikt nie da rady ich pokonać? -Odwal się od niej! Jeśli będziesz słuchał ludzi takich jak ci gangsterzy to daleko nie zajdziesz w życiu. - warknęła Emilka, która nie mogła już znieść głupiego gadania. -Ty lepiej siedź cicho, bo jak coś ci powiem to się zemdlejesz. -Zemdleję? A już ci! Przymknij swoją jadaczkę, bo ci rąbnę! Dzięki Lorze to ja teraz nawet tych zasranych gangsterów się nie boję! -Znowu ta Lora! Gdzieżbym się nie odwrócił, w kółko to samo. Rzygać już można! -Uspokój się wreszcie. - spokojnie rzekł Kamil. -Do ciebie mówię? Jeśli nie pytam to znaczy nie mówić. -Uspokój się, radzę ci po dobroci, jako kolega. Jeśli się nie uspokoisz to możesz tego gorzko pożałować. -Ha, ha! Co ty mi możesz, mięczaku? Kamil ze stoickim spokojem rąbnął pięścią kolegę, który aż się zatoczył i wpadł na stojące obok ławki. -Powiedz jeszcze jedno fałszywe słówko na temat Lory, a dostaniesz taki wpieprz, że nikt ci tego nie zdejmie. - Kamil mówił powoli i dobitnie. - Lora dała mi znak, bym odwrócił uwagę gangsterów, dlatego, żeby mogła z klasy wyjść i rozwalić ich. Jeśli nie wierzysz w to, że jej się powiedzie to powiedz nam to otwarcie i zamknij się. Nietoperz zadrżał od stóp do głów ze strachu, ale tak był "wciągnięty" w podsłuchiwanie, że nie zauważył stojącej za sobą Lory. -Fajnie, że wpadliście, bo od jakiegoś czasu zaczęłam się już nudzić bez was. - powiedziała przekornie. Nietoperz natychmiast chwycił za broń. -Nie ruszaj się! Bo… -Bo co? Daj spokój… Lora zrobiła słodkie oczka, uśmiechnęła się zaczepnie do Nietoperza. -Nie próbujesz uciekać, atakować nas ani nawet wyprowadzać z równowagi? -Wyobraź sobie, że nie. Dzisiaj może nie będę szarpała wam nerwów. To zależy tylko od dwóch rzeczy. -Jakich? -Od waszych intencji, z jakimi na nas napadliście i od tego, kto uczestniczy w napadzie. Lora podeszła do okna i wyglądając przez nie, zapytała: -Jaki macie interes w zabijaniu niewinnych i bezbronnych ludzi? - odwróciła się do Nietoperza, kontynuując. - Podniecacie się tryskającą krwią czy zakładacie się, który z was zabije więcej osób podczas napadu? Gangster nie wiedział, co odpowiedzieć. -Dobra, to było pytanie retoryczne i zupełnie nie na temat. Z takich istotniejszych osób w hierarchii gangu, kogo dzisiaj mamy? -Boa… -Nie lubimy się… -Kretyn… -Coś nowego… -Rudy… -Dupek… -Tom… -Po co on tutaj?! Czy ja mówiłam coś o tym, że dam wam spokój? -Tak, a bo co? -Popatrz za siebie. - Nietoperz odwrócił się, nie wyczuwając podstępu. - Zmieniłam zdanie. W tempie natychmiastowym Lora wyciągnęła broń i uderzyła Nietoperza w głowę. Uśmiechnęła się do lekko zamulonego gangstera, mówiąc: -Przykro mi, że musiałam zniżyć do waszego poziomu i atakować od tyłu, ale w inny sposób nie mogłabym działać spokojnie. Jeśli będziesz współpracować to nic ci się nie stanie. -Powiedziałaś, że nie będziesz "szarpała" nam nerwów… - stęknął, ocknąwszy się lekko. - A co robisz? -Powiedziałam przed chwilą, że zmieniłam zdanie, prawda? -Fakt, kobieta zmienną jest. -Słuchaj kochasiu. Chcę poznać wasze plany. Każdy najmniejszy krok i posunięcie. -A jeśli nie odpowiem na to pytanie to co? -Będzie bolało… mocno i długo. Nie wiesz jeszcze na co mnie stać. Nietoperz lekko zadrżał na te słowa, ale milczał. -Może jednak będziesz współpracować ze mną? Wydajesz mi się jednym z tych, co to nie przepadają za przemocą. -Czytasz w myślach? -Nie, ale twój wzrok mówi sam za siebie. Jesteś typem romantyka, który chce udawać twardziela, prowadząc życie gangsterskie. Ale to do ciebie nie pasuje. Powinieneś znaleźć sobie dobrą kobietę i ustatkować się. O pracę nie byłoby ci trudno, mógłbyś prowadzić prawdziwe, spokojne życie. Nietoperz był, lekko mówiąc, zdumiony. Spojrzał w jej brązowe oczy i rzekł po chwili. -A… a pomogłabyś mi wyrwać się z pęt gangu? -Tak. Pierwszym krokiem do wolności będzie pomoc w załatwieniu gangu. -To znaczy? Jak miałbym ci pomóc? -Po pierwsze przedstawisz mi plany gangu. -Chciałbym, ale to nie ma sensu. Zanim cię znajdą nic nie wiadomo. -Pójdziesz tam, powiesz im to, co usłyszałeś od moich kolegów, wysłuchasz Toma jakie ma plany i wrócisz do mnie. -Gdzie będziesz? -Już ty się o to nie martw. Dowiesz się w swoim czasie, a teraz za dużo wiedzieć nie możesz, bo gdyby coś ci przyszło do głowy, mógłbyś się wygadać. Takim jak wy nie można wierzyć do końca. I uważaj: ja będę w pobliżu z ręką na spuście i jeśli powiesz choćby jedno słówko, które wzbudzi podejrzenia wśród twoich kolegów, to… -Dziękuję, ale nie przepadam za ołowiem. - dokończył Nietoperz i udał się pod pokój nauczycielski, gdzie znajdowali się wszyscy gangsterzy, po za tymi, którzy obstawiali korytarze. Zapytał się Rudego czy są jakieś nowinki, ale jedyną nowiną było to, że Tom chyba zwariował. -To nie jest żadna nowina, Rudy. To oczywista, smutna prawda, wystarczy tylko na niego spojrzeć. Wciela się Wernera, a to nie wróży nic dobrego. Tom siedział z głupawym uśmieszkiem na składowisku broni, podpierając ręką głowę. Nucił walca. Kiedy Tom głupiał, Lora obserwowała z ukrycia sytuację. Nietoperz podszedł do Toma i oznajmił mu nie miłą nowinę. -Ona tu jest… Tom wyrwał się z zadumy i spojrzał na rozmówcę. -Zwołaj wszystkich, powiesz co wiesz i podejmiemy odpowiednie kroki. Ja idę uwolnić duszę. Lora, przez następne dziesięć minut, krążyła po schodach, parterze i drugim piętrze, unikając gangsterów. W końcu gangsterzy zebrali się na korytarzu pod pokojem nauczycielskim, z którego wyszedł Tom i kiedy się uciszyło, zaczął mówić donośnie, spokojnie i nie okazując żadnych emocji. -Słuchajcie mnie uważnie, bo nie będę się powtarzał. Wystarczy, że powiem dwa słowa: Lora jest. Jasne? Po korytarzu rozległo się smętne "tak". -Sprawa jest z pozoru prosta, bo jest nas więcej i mamy tak zwanego "asa w rękawie". -Ale Lora też jest lepiej przygotowana. Ma pomocników wśród uczniów, ma ich poparcie i pewność zwycięstwa. - wtrącił Nietoperz. - Osobiście słyszałem jak jej rówieśnicy mówili między sobą, że pomogli jej wyjść z gabinetu i wierzą, że uda jej się nas pokonać, tak jak to było ostatnim razem. I nie czarujmy się - póki co jest nie uchwytna, nie wiemy gdzie jest i jakie ma plany. "Grzeczne zwierzątko."- pomyślała Lora. Na twarzach gangsterów pojawił się lęk po tych słowach i chociaż wszyscy zgodnie pragnęliby zwiać stąd jak najdalej, ale bardziej bali się gniewu Toma, więc nikt się nie odezwał. -W takim razie, co chcesz w związku z tym uczynić? - zapytał Rudy. -Ty, Rudy, wybierzesz z pośród tych najbardziej posłusznych i zaciętych, sześć grup po pięć osób i ustawicie się na schodach i piętrach tak, aby mucha się nie prześliznęła. Nietoperz, ty zbierzesz dziesięcioosobową grupę ludzi i sprawdzicie sytuację we wszystkich klasach. Nietoperz zbladł. -Co ci jest? - Tom zdziwił się na widok takiej reakcji. Nietoperz lekko zaczerwienił się, spuścił głowę i rzekł lekko słyszalnym szeptem. -Bo ja… boję się… Wszyscy obecni buchnęli śmiechem. Tom wyjął broń i podszedł do Nietoperza z dziwnym uśmieszkiem. -Skoro się boisz, to zastąpi cię Boa, a ty zostaniesz ze mną. Porozmawiamy sobie o twoim strachu. - po czym zaczął uderzać bronią w dłoń i dodał: - Na osobności. Nietoperz wystraszył się nie na żarty. "On naprawdę chce mi pomóc. Porządny z niego człowiek. - pomyślała Lora. - Żeby mu się tylko nic nie stało…" -Kiedy skończycie penetrację, zdacie mi relację. Jeśli ktoś z was spotka się z Lorą, ma ją sprowadzić do mnie. Ale niech któryś ją tknie, niech zobaczę jedno zadrapanie lub sińca to wszyscy jak tu jesteście dostaniecie po dupie, a najsłabsi mogą w ogóle nie przeżyć! Ona należy do mnie, jeśli ktoś może zrobić jej krzywdę to tylko ja. Tak postanowił Werner. -A jego słowo dla nas jest święte. Za ewentualne okaleczenie ja również nie poniosę konsekwencji. - dodał Rudy. - Dzisiaj będziecie światkami naszego tryumfu i jej klęski! Zebrani ucieszyli się, korytarz wypełniły dzikie okrzyki. Niektórzy bili brawo, gwizdali. "To się jeszcze okaże..." - westchnęła Lora. Rudy uśmiechnął się tępo do nich i usiłował coś powiedzieć, lecz hałas tylko wzrastał. Tom pokręcił głową, wstał i strzelił w sufit. Posypał się tynk, a gangsterzy uciszyli się natychmiast. -Zamknijcie mordy, bando bydlaków! - wydarł się. - Zanim będziecie się cieszyć, musicie ją złapać, a to nie lada wyczyn. Rudy i Boa, wykonać polecone wam zadania, a reszta ma wrócić do swoich zajęć. Wykonać. Nietoperz chciał skorzystać z zamieszania i uciec, ale Tom zauważył go i złapał za ramię mówiąc: -Cuchniesz cykorią, ty latający szczurze! Idziesz ze mną do pokoju nauczycielskiego. Już ja ci wybiję strach z tego pięknego, jasnego łba. Idziemy. -Ale ja… Tom nie wytrzymał, położył palec na spuście i wyciągnął spluwę w kierunku Nietoperza. Spojrzał na niego mrożącym krew w żyłach wzrokiem i warknął: -Jeszcze słowo, a rozwalę ci łeb na tej ścianie, a później przez tydzień będę bawił się twoimi wnętrznościami. Nietoperz pochylił głowę i powoli sunął do pokoju nauczycielskiego. Ci co bardziej ciekawscy gangsterzy odprowadzili ich wzrokiem do gabinetu, po czym wszyscy zgodnie współczuli Nietoperzowi. Lora była lekko zmartwiona. Zeszła do piwnicy szkolnej, wyciągnęła komórkę i zadzwoniła do Amandy. Po przedstawieniu zaistniałej sytuacji stwierdziła, że miło byłoby, gdyby wpadła do szkoły jako "posiłki". -Zamierzam to zrobić. Zdaje się, że te zbóje porwały Nicka. -Jeżeli rzeczywiście to oni go zwinęli, to wiem co nazywają "asem z rękawa". Czekam na ciebie z utęsknieniem. -Trzymaj się. Pamiętaj, że możesz do nich strzelać tyle ile masz tylko ochoty. Lora wyłączyła telefon i schowała go pod podłogą. Słysząc zbliżające się kroki schowała się wśród starych, zepsutych krzeseł i ławek. Gangsterzy sprawdzili piwnicę bardzo powierzchownie. Mira powoli posuwała się w kierunku pokoju nauczycielskiego, załatwiając po cichu gangsterów stojących na korytarzach i wyprowadzając pozostałych uczniów. Nietoperz został sam z Tomem w gabinecie. Był tak wystraszony, że bał się oddychać zbyt głośno. Siedział na środku pomieszczenia na krześle, bojaźliwie spoglądał na Toma, cały drżał, modląc się w duchu. Tom widząc, że potrafi wywołać taki lęk u jednego z najlepszych gangsterów, śmiał się do siebie. Chodził wzdłuż okien, cały czas uderzając bronią o rękę. Co jakiś czas zatrzymywał się i patrzył groźnym wzrokiem na przestraszonego kolegę gangstera. W pewnym momencie stanął naprzeciwko Nietoperza, na odległość może pół metra. Nachylił się i zaczął mówić flegmatycznym głosem: -Spójrz na mnie i powiedz mi jak przyjaciel przyjacielowi: czego ty się boisz? -Lory… ciebie… Rudego i Wernera... -Jak miło. Lorę mogę jeszcze zrozumieć, bo sam również odczuwam nie raz lęk widząc ją. Rudy to twarda sztuka. Do tego pedzio i nie przepada za tobą, a jeszcze mniej za mną. To jeszcze też mogę zrozumieć. Werner się nie liczy, bo tego wariata można spokojnie przegadać i namówić do wszystkiego. Ale powiedz mi czemu ty się mnie boisz? Czy ja gryzę? Nie daję się człowiekowi wypowiedzieć tylko od razy leję po pysku? -Nie wiem - nietoperz wzruszył ramionami. -Ludzie trzymajcie mnie. Powiedz jeszcze raz "nie wiem" to ci łeb oderwę. No więc: czemu się mnie boisz? Nietoperz spojrzał ze strachem na Toma i szepnął: -Naprawdę nie wiem… Tom trzasnął Nietoperza pięścią w zęby tak, że biedaczek spadł z krzesła. Pozbierał się jednak szybko i z zaciśniętymi zębami powiedział do Toma wymachując pięścią. -Nie pozwolę, żeby byle wszarz mną pomiatał w ten sposób! Wiesz czego się boję? Twojego wzroku i tępego uśmieszku, kiedy odgrażasz się bronią. Od momentu, kiedy żeśmy tu weszli cały czas usiłujesz mnie poniżać! Koniec! Może potrzeba mi było twojego uderzenia, żebym uwierzył, że się wcale ciebie nie boję. Tom był zaskoczony jego zachowaniem tego dnia już zresztą po raz drugi. Nietoperz zamilkł, podszedł do Renegisa i wymierzył mu takie samo uderzenie jakie od niego otrzymał. Tom zwalił się na podłogę, a Nietoperz obwieścił, że idzie pomóc Rudemu i wyszedł. Przechodził sobie spokojnie obok damskiej toalety, gdy nagle został do niej gwałtownie wciągnięty, oczywiście przez Lorę. -Cicho… - położyła palec na jego ustach. -Słyszałaś? -Wiem tylko tyle co powiedział na korytarzu, a to nie wiele. Więc… -Więc ci powiem co ja jeszcze wiem. - przerwał Nietoperz. - Jeśli cię złapią to Tom z tobą porozmawia, zrobi mały teatrzyk i zmusi cię do tego byś się poddała. -Jak? -Zwykły szantaż: ty się poddasz, on uwolni Nicka. -Perfidne zagranie, ale mogłam się tego spodziewać. A jak się poddam to co zamierza ze mną zrobić? -Szczerze mówiąc to nie jestem pewien. Nikt nie wie dokładnie, ale krążą plotki, że zmusi cię do tego no… -Zrobi tak jak jego ojciec uczynił z jego matką? I myśli, że ja zachowam wobec niego tak jak Natasza wobec Richarda? Bez obrazy dla tych dwojga, ale taka głupia to ja nie jestem. -Nie jesteś ani trochę głupia. Jesteś mądra i piękna, a w tym połączeniu to rzadkość. -To nie jest miejsce ani czas na prawienie komplementów i gdybyś był jakimś innym palantem to już dawno zdzieliłabym się po łbie, ale w twoim wypadku udam, że nie słyszałam. Gdzie jest Nick? -Jeśli go nie przenieśli gdzieś indziej bez mojej wiedzy, to jest na samej górze w gabinecie chemicznym. -Dzięki. Jeśli spotkasz Amandę powiedz jej wszystko co wiesz. Kontynuuj swoje zadanie i nie daj się zdradzić. Nietoperz wyszedł z toalety, pogwizdując sobie. Spotkał Boę. -W tym kiblu nikogo niema. -Puścił cię? - rzekł zdumiony Boa, klepiąc Nietoperza po ramieniu. -Daliśmy sobie po razie i po kłopocie, a że przy okazji spotęgowałem sobie w nim wroga to już mały, nieistotny szczegół. -No to jesteś biedny… ale cieszę się, że jeszcze żyjesz. Pomożesz nam? -Czemu nie? Idę z wami. Kiedy odeszli, z toalety wyszła Lora, i poszła na górę, szukać Nicka. Otwarła drzwi gabinetu chemicznego na oścież i zobaczyła go na podłodze skrępowanego i zakneblowanego. Usiłował jej coś powiedzieć. -Nic nie rozumiem. Poczekaj zaraz cię rozwiążę. - zrobiła dwa kroki do przodu, a drzwi zatrzasnęły się za nią. Odwróciła się i ujrzała dzisięcioosobową grupę gangsterów. -Mamy cię ptaszyno! Chłopcy brać ją! Lora wyciągnęła Kilofy i zaczęła strzelać do atakujących ją wyrostków. Gdy okrążyli ją, stwierdziła, że zrobiło się trochę ciasno, wyjęła scyzoryki i załatwiła kolejnych czterech gangsterów. Gdy wydawało się, ze sytuacja jest beznadziejna dla gangusiów, pochwycono ją, bo nie spostrzegła zbliżających się od tyłu dwóch ludzi. -No cóż maleńka. - rzekł owy gościu, który nazwał ją przed chwilą ptaszyną. - złapaliśmy cię wreszcie. Ale będzie zabawa, chłopcy. - spojrzał na Lorę i dodał. - Zapomniałbym się przedstawić: mówią na mnie Kretyn. Nie dla tego, że jestem głupi, to moja ksywa. -Gówno mnie obchodzi twoja ksywa. - Lora wspierając się na trzymających ją gangsterach, kopnęła Kretyna w klatkę piersiową, po czym naskoczyła na nogi dwóch wyrostków, jednocześnie uwalniając ręce. Wyjęła ich spluwy i załatwiła obu. W tym czasie Kretyn zdążył uciec. W gabinecie została Lora, Nick i dziewięć trupów. Lora zaczęła rozwiązywać przyjaciela, mówiąc szybko. -Trzymaj się, Nick. Uratuję cię choćbym miała się nawet poddać. Za chwilę przyjedzie Amanda i pomoże mi ich załatwić. W tym momencie po korytarzu biegli następni gangsterzy. Lora wzięła karabin jednego z zabitych gangsterów i wychyliwszy się lekko przez drzwi ostrzelała atakujących. Wielu poległo. "Robi się gorąco!" - pomyślała Lora. Całkiem specjalnie nie zauważyła zbliżającego się Nietoperza, zajęta niby ostrzeliwaniem gangsterów po drugiej stronie korytarza. Nick starał się rozwiązać do końca. Nietoperz chwycił Lorę niby z zaskoczenia, wytrącił broń i wciągnął do gabinetu, zamykając drzwi na klucz. Na korytarzu zrobiło się cicho. -Co ty wyprawiasz? -Podsłuchałem rozmowę Toma z Rudym. Ustalili, że zabiją Nicka bez względu na to czy się poddasz czy nie. Do tego chcą się przy okazji pozbyć mnie, dlatego, że się boję, i że nie wykonuję poleconych mi zadań. Lora spojrzała na Nicka, później na Nietoperza i rzekła: -Jeśli byś złapał nieuchwytną Lorę, to czy mogłoby cię to uratować? -Sądzę, że tak. Nabraliby do mnie wówczas szacunku, a ja zyskałbym ich zaufanie co będzie niezbędne w cichym odejściu z gangu. -O Nicka się nie martwię. Jeśli się poddam to już ja się postaram wpłynąć na zmianę decyzji… a po za tym będzie Amanda. - tymi słowami podniosła na duchu Nicka. Lora schowała broń i scyzoryki w odpowiednich miejscach pod ubraniem po czym dodała z uśmiechem. - Nietoperz łap mnie. Nietoperz delikatnie ujął ramiona Lory i wyprowadził ją na korytarz, a ona udawała zezłoszczoną i szarpała się co jakiś czas. Gangsterzy stojący na korytarzu zzielenieli z zazdrości na widok Nietoperza prowadzącego Lorę. Zeszli na pierwsze piętro, a tam spotkali Rudego, który natychmiast poleciał po Toma. Zeszli się wszyscy gangsterzy, zostawiono tylko kilka metrów kwadratowych gdzie miała odbyć się historyczna scena. Po chwili przyszedł Tom z dzikim uśmiechem na twarzy. -Proszę, proszę. Mówiłem, chłopcy, że będziecie świadkami naszego tryumfu. -Nie chwal dnia przed zachodem słońca. - warknęła Lora, szarpiąc się. -Słuchaj, kochana, próbowałem delikatnie, z odrobiną romantyzmu - ty mnie odrzuciłaś. Nalegałem, ostrzegałem - również mnie odrzuciłaś. Teraz nie będę prosił, nalegał ani groził. Dzisiaj wezmę to co mi się należy. -Przyjdź z mamusią, bo nie rozumiem co rozmawiasz. To co ci się należy otrzymałeś w moim domu na balkonie. -Sądzę, że zasługuję na coś więcej niż tylko stłuczony policzek. -Owszem. - Lora przytaknęła po czym dodała z ironią.- Jak mogłam wówczas zapomnieć?! Należało połamać ci ręce i nogi albo skręcić kark i zrzucić z balkonu. -Widzę, że poczucie humoru cię nie opuściło. To dobrze. Będzie nam wesoło… -Wesoło to będzie mi, kiedy trafisz za kratki. Tobie raczej do śmiechu nie będzie. -Słuchajcie koledzy, złapaliśmy Lorę, czy to nie jest sukces? Właściwie to Nietoperz ją złapał. Muszę przyznać, że myliłem się co do ciebie: jesteś i odważny i sprytny. Przy pierwszej okazji podpowiem Wernerowi byś dostał awans, PRZYJACIELU. A teraz zostaw ją tutaj i przyprowadź jej kolegów. Niech zobaczą upadek Lory. Nietoperz posłusznie wykonał zadanie. Tom podczas jego nieobecności zanudzał Lorę pochlebstwami. -Jesteś jak lilia. Biała i czysta. Ja jestem twoją wodą. -Uważaj bo zwiędnę. Jesteś zanieczyszczony jak ścieki i żadna oczyszczalnia nie potrafi ciebie oczyścić. -Nie bądź taka opryskliwa. To nie pasuje do łagodnej owieczki. Lora uderzyła Toma w twarz, mówiąc: -Nastąpiła transformacja i z owieczki powstała wilczyca. -Nie bądź taka dzika, jeszcze zdążysz się wyszaleć. Ze mną oczywiście. Lora spojrzała na niego takim wzrokiem, że wolał już nic nie mówić. -Bo się porzygam! - skomentowała krótko. Nietoperz szedł spokojnie po schodach, gdy nagle wpadł na Amandę. Właściwie to ona wpadła na niego. Przyłożyła mu broń do głowy, a Nietoperz spokojnie i powoli odsunął lufę od czoła, mówiąc. -W samą porę. Lora potrzebuje małej pomocy. Zresztą nie tylko ona. Zabiją Nicka, a Tom uprowadzi Lorę i będzie ją próbował rozkochać w sobie. -Coś ci się stało? -Nie, a czemu? -Ja cię napadam, a ty mówisz mi plany gangu z uśmiechem na twarzy? -Zapomniałem ci powiedzieć. Od dzisiaj pracuję w kontrwywiadzie. -To ci Lora. Za każdym razem nawraca ludzi. A więc co się tutaj działo? Nietoperz opowiedział Amandzie wszystko co było, jest i będzie, a ona podjęła odpowiednie kroki. Stanęła na schodach tak, żeby Lora mogła ją zobaczyć. Lora zauważyła Amandę, uśmiechnęła się drwiąco do Toma zaczęła mówić. -Czy ty myślisz, że ja, normalna i w miarę inteligentna dziewczyna mogłabym cię pokochać? -Tak. -Nie! -Musisz mi się poddać. Chyba, że poświęcisz swojego kolegę. - Tom wskazał Nicka wprowadzanego właśnie przez dwóch gangusiów. Stanęli naprzeciwko Lory. Renegis zwrócił się do Brendera. - I jak ci się podoba po drugiej stronie? Nie wiem czy pamiętasz, ale tylko ludzie z drugiej strony mogą być w twojej sytuacji. -Żyje mi się wspaniale. Mieszkam w pięknej willi, z dwoma cudownymi przyjaciółkami i oprócz rachunków, nie znam żadnych trosk. Z wami musiałbym się bać policji, a po drugiej stronie gliniarze są moimi przyjaciółmi. W życiu nie wróciłbym teraz do waszego zapchlonego życia, pełnego strachu, przemocy, gwałtu i rozlewu krwi. Tom uderzył Nicka pięścią w brzuch. -Milcz! -Sam widzisz, że wasze życie jest złe. Nie można głośno wypowiedzieć swojego zdania czy opinii, trzeba słuchać w ślepo jednego, chorego psychicznie dupka. Mnie takie życie nie odpowiada i tobie też bym tego odradził. -Kogo nazywasz dupkiem, co?- zapytał Tom wyciągając broń. -Wernera, Rudego czy choćby ciebie. Nietoperz, który w między czasie wrócił z gromadką uczniów, przerwał tą rozmowę, widząc, że robi się gorąco. -Wróciłem, szefie. Co mam zrobić z tymi bachorami? -Daj je tutaj. Niech wszystko dobrze widzą. - rzekł Tom chowając broń. - Spójrz kochanie: załatwiłem ci widownię. Teraz możesz, a właściwie musisz, oficjalnie powiedzieć, że mnie kochasz. Albo wyznasz mi miłość, albo pożegnaj się Nickiem. -Interesujące. Ciekawa jestem tylko po co im to. Skoro kocham ciebie, to z pewnością chciałbyś zostać ze mną sam na sam, czyż nie? -Muszą być świadkowie. Słucham. Lora spojrzała na Amandę. Ta kiwnęła jej głową ponaglająco. -Muszę mówić czy wystarczy jak pokażę? -Jak wolisz. Lora podeszła do zaskoczonego Toma, objęła go za szyję i zapytała cicho, do ucha. -Puścisz go? -Tak… - powiedział oszołomiony. Objął ją lekko w talii. "Może naprawdę cię kocham? Boże, co też ja wygaduję?! Kochać gangstera! Na łeb dostałam!" - pomyślała. -To puść go. "Nie puszczę go. Powiedziałem, że zabiję to zabiję!" -Nie powiedziałaś, że mnie kochasz. - dodał głośno. Lora posmutniała, opuściła ręce i odeszła trochę od Toma mówiąc z goryczą. -Kochasz, a nie ufasz mi? Jaka to jest miłość, oszuście?! Wypuść go, ale już! -Zabiję go, nawet jeśli byś za mnie wyszła! Korytarz umilkł na te słowa. Nick szarpnął się mocno, Amanda wyciągnęła broń i zacisnęła zęby, Lora zagotowała się cała, kiwnęła głową do ciotki i powiedziała. -Miałeś prawie idealny plan. Porwałeś mojego przyjaciela, napadłeś z większą ilością ludzi na szkołę, schwytałeś mnie i chcesz zmusić do tego, bym postąpiła jak twoja matka, a gdy już się zgodzę, zabijesz Nicka dlatego tylko, że wybrał dobro. Można by rzec: czegoż tu jeszcze brakuje? Ktoś powiedział na początku napadu: "nawet Wenley'ówna nie da rady tym razem". I miał racje: jedna Wenley'ówna nie da rady, ale dwie… -Dadzą radę stawić czoła nawet Wernerowi i całemu gangowi! - dokończyła Amanda, chociaż nie wiedziała co Lora chciała przez to powiedzieć. Zaczęła strzelać do gangsterów. Wówczas uczniowie również przystąpili do ataku, kopiąc i gryząc gangusiów. Tom po chwili zaskoczenia chwycił broń i wymierzył w Nicka. Za pierwszym strzałem nie trafił, a drugi raz już nie zdążył pociągnąć za spust. Lora wyjęła Kilofa, Nietoperz szarpnął Toma za ramię, odwracając go w stronę rozwścieczonej Lory. Strzał, głuchy jęk i łoskot, zwróciły uwagę wszystkich obecnych. Na korytarze wpadła policja i tym o to prostym sposobem wyłapano prawie wszystkich gangsterów. Tym głównym czyli Rudemu, Łyskowi i Kretynowi udało się uciec. Nietoperz grał w tym momencie przyjaciela Lory, aby po chwili móc zwiać bez najmniejszych przeszkód. Po chwili na korytarzu pierwszego piętra pozostała już tylko Wenley'ówny, Nick, ranny Tom i kilkadziesiąt trupów. Nick i Amanda wpadli sobie w ramiona i tak trwali w milczeniu. Lora upuściła broń, ukucnęła obok rannego Toma. Spojrzała w jego ciemnoniebieskie oczy i niespodziewanie to on rozpoczął rozmowę. -Chciałbym przeprosić twoje piękne oczy za to, że musiały na mnie patrzeć… Odejdź proszę, bo uczynek hańbiący przeciw tobie zrobiłem. "Zbzikował!" -Popraw się, Tom. -Dziękuję za to żeś mnie postrzeliła, ale i tak obiecać nie mogę poprawy. Oby ta rana mnie zabiła! Lepiej będzie wówczas dla ciebie… "Gada jak nakręcony kogucik!" -Popraw się, Tom. -Bóg dał mi ciebie jako ostatnią deskę ratunku, a jam go zlekceważył. Przebacz mi, proszę. Oczy Lory zaczerwieniły się. Powtórzyła "popraw się, Tom" i odeszła w stronę Amandy i Nicka. Brender objął ją lekko i szepnął jej do ucha: -Nie miej żadnych wyrzutów sumienia. Tom zasłużył na tą kulkę, a wystrzelona przez ciebie może mu tylko pomóc. -Zła jestem na niego, ale coś mi nie pozwala się gniewać... to gorsze niż ból! - westchnęła. Powoli zeszli po schodach i, omijając reporterów i gapiów bez słowa, powrócili do domu. Dopiero tam Lora pozwoliła sobie zauważyć jeden smutny fakt. -Nie czuję wstrętu do siebie, wcale nie jest mi żal gangsterów, gdy giną od moich kul. Źle się ze mną dzieje...

12. WIZYTA W SZPITALU

Lora nie mogła zasnąć. Dopiero nad ranem zmrużyła oczy. Przespała może godzinkę, wstała i poczuła, że jest głodna. W lodówce znalazła kawałek szynki i od razu nabrała na nią apetytu. Ukroiła grubą pajdę chleba, nie żałowała masła, plasterek szynki chyba nie był cieńszy od chleba. Usiadła do stołu z "malutką" kanapką i kubkiem herbaty. Zdążyła połknąć dwa kęsy i zadzwonił telefon. -Tak? - rzekła smętnie. -Lora? - w słuchawce rozległ się znajomy głos Nietoperza. - Mogę wpaść do ciebie na moment? -Jasne. Coś się stało? -Jeszcze nic, ale niedługo może. -Ale co? -Nie ważne, to nie jest na telefon. Zaraz będę. Telefon obudził Amandę. Zeszła do kuchni w szlafroku. Usiadła naprzeciwko Lory. -Jak się czujesz? -Dobrze. -Kto dzwonił? -Rafał. Zaraz tu przyjedzie. -Aha. W takim razie idę się ubrać. I obudzę Nicka. -wstała. Zatrzymała się w drzwiach. Lora siedziała z oczyma wlepionymi w krzesło naprzeciwko niej i sypała chyba siódmą łyżeczkę cukru do herbaty. - Czy ty na pewno dobrze się czujesz? -Tak, a co? - Lora oderwała się od słodzenia herbaty i zaczęła ją mieszać. -Nic. Musi być słodka ta twoja herbatka, prawda? Lora spojrzała na mętny napój. Dała łyka. -Fuj! Pfe, tfu!!! Chyba przesadziłam z cukrem! Po kilku minutach wszyscy czekali na Nietoperza. Gdy rozległo się pukanie do drzwi, wszyscy rzucili się w tymże kierunku. Wciągnięto Rafała do mieszkania usadzono na wygodnym fotelu i cała trójka zgodnym chórem spytała: -I co? -Mam złe wiadomości ze szpitala. - zaczął powoli. Amanda od razu domyśliła się o co chodzi. -Coś do picia? -zapytała, aby mieć pretekst wyjścia z salonu. -Kawy, poproszę. - Nietoperz uśmiechnął się lekko, ale zaraz spoważniał. - Nie chce jeść, pić, nie pozwala się dotknąć, nie przyjmuje leków, ma wysoką temperaturę i rana wymaga pielęgnacji, na co też nie pozwala. -Kto? -Lora była jakby nieprzytomna. -Jego stan jest tragiczny i świadomie nie chce pozwolić sobie pomóc. Nick również skojarzył sprawę w jakiej przyszedł Nietoperz. Wyszedł ukradkiem wykręcając się bólem brzucha. -Czyj stan jest tragiczny, bo nic nie kapuję! -Lora uśmiechała się i jakby celowo nie dopuszczała do siebie informacji o kogo chodzi. Zachowywała się tak, jakby o niczym z wczorajszego dnia nie pamiętała. -Nie udawaj, że nie wiesz. On potrzebuje twojej pomocy. Wątpię, by znalazł się ktoś odpowiedniejszy od ciebie. Gdy zobaczy, że interesujesz się nim, to będzie chciał jak najszybciej wrócić do zdrowia. -Jaki ON?! Do jasnej cholery, o kim ty mówisz?! -Lubię jak udajesz, ale bez przesady... Kogo udało się przechwycić policji dzięki tobie? Kto leży w szpitalu i o kogo mogę się tak troszczyć jak nie o najlepszego kumpla? Oczywiście, że mówię o Tomie! -CO?! - Lora zmarszczyła czoło. - KTO?! - wszystko wróciło. Wróciła złość i to ze zdwojoną siłą. Wróciło wczorajsze uczucie, ale przygasiło je zaskoczenie zachowaniem Nietoperza. - Nie sądziłam, że on może być twoim najlepszym kumplem. - dodała po chwili zaskoczona. -Ja mam mu pomóc? -zapytała bardzo spokojnie. -Tak. -Czyś ty na głowę upadł czy robisz sobie ze mnie jaja?! - Lora podniosła się i mówiła oburzona. - Ja mam temu śmieciowi pomagać? A z jakiej paki? Mam go po wyżej dziurek w nosie i jego zdurniałych pomysłów tym bardziej! Nie będę mu pomagać i nie chcę go więcej widzieć. -Jeżeli do niego nie pójdziesz, to możesz już nie mieć okazji. Chyba, że po śmierci. Dziwię się twojemu zachowaniu. Zawsze sądziłem, że się wzajemnie kochaliście. -Naćpałeś się czegoś?! Ja go nienawidzę! Za to kim jest i jak się zachowuje wobec mnie i innych! -Lora, kogo ty chcesz oszukać? Dobrze wiesz, że to co teraz mówisz, nie jest prawdą. Pojedziesz ze mną do szpitala i dasz Tomowi powód do życia. -Nigdzie nie jadę! -Jedziesz i to zaraz. -Nie jadę! - złość narastała w głosie Lory. -Jedziesz! - syknął Nietoperz, z trudem hamując burzący się w nim gniew. -Nie! -Jedziesz! - powtórzył Rafał. -Nie ruszę się stąd na krok, a jeżeli nawet się ruszę, to szpital dużym łukiem będę omijać. -Jeżeli nie pojedziesz tam zaraz, to Werner i Rudy dowie się wszystkiego o tobie i moja w tym głowa, żeby cię złapali. -Nie zrobisz tego. - Lora parsknęła śmiechem. - Za bardzo byś się bał. -Tak mówisz? A o co zakład? -Nie będę się z tobą zakładać. - Lora wyciągnęła broń. - Ty po prostu nie dotrzesz do niego. Dla mnie nie będzie problemem znaleźć sobie nowego pomocnika, pracującego w gangu. Jeżeli ktoś zaczyna mnie szantażować, trzeba go usunąć. Tak dla bezpieczeństwa. -Nie potrzebnie się unosisz. Wiesz dobrze, że nie byłbym w stanie cię zdradzić. Chciałem tylko uratować przyjaciela i przy okazji siebie… -A co ci grozi? - do salonu wszedł Nick z kawą. -Cały czas mi coś grozi. Gdy byłem zwyczajnym gangsterem, groził mi Tom. Gdy zostałem jego przyjacielem, co stało się wczoraj, grozili mi moi współpracownicy, ale miałem na sobie ochronę Toma. Teraz, gdy Tom umrze stracę ochronę i pewnie zginę. Ratując Renegisa, uratowałabyś mnie… Jeżeli naprawdę nie chcesz jemu pomagać, to chociaż pomóż mi. Brender postawił kawę przed Nietoperzem na stoliku i znowu zniknął, aby razem z Amandą słuchać pod drzwiami, co mówią. Lora usiadła, patrzyła cały czas na Rafała. Wahała się. Nie chciała zguby sprawdzonego człowieka i równie mocno nie chciała, żeby osoba, niedawno bliska jeszcze jej sercu, żyła i nadal zatruwała jej życie. Ale w tym momencie postawiła na przyjaźń, a nienawiść przykryła płaszczykiem połowicznej niepamięci. -Mówisz, że nie chce jeść? -Tak. Nie pozwala nic ze sobą zrobić. Jeżeli tak dalej będzie, to umrze z głodu, odwodniony i z poczuciem winy. -Poczuciem winy? -Że cię nie przeprosił. -A jak tam pójdę i przyjmę przeprosiny, nakażę mu jeść i pozwolić sobie pomagać, to uratuje również ciebie? -Tak. Ale jeżeli nie masz ochoty, to spróbuję sobie poradzić w inny sposób… Lora zamyśliła się. Gryzła się ze sobą i usiłowała przełamać. Nastała kłopotliwa cisza. Amanda nadeszła z pomocą. -A co robi Werner? -Ustanowił dzień żałoby po straconych gangsterach i nie wolno robić niczego, co robimy na co dzień. Ci gangsterzy, którzy uciekli wczoraj ze szkoły, mają czas dla siebie. Rudy planuje zemstę za wczorajszą porażkę, z grupą swoich zwolenników. Lepiej będzie dla was, jeśli wyjedziecie po cichu. -A co o wczorajszym zajściu myślą moi dawni kumple? - zainteresował się Nick. -Po pierwsze większość nie pochwala zamiaru Toma, z jakim się tam zjawił, po drugie cieszą się, że nie udało mu się ciebie zabić, bo mimo twej decyzji o odłączeniu się od Grzybicy, lubią cię i nie zapominają o tym, jaki byłeś dla nich. Nie specjalnie też płaczą, że Tom został ranny i wpadł w ręce niebieskich. -Nie dziwię się. Wredny z niego typ się zrobił ostatnio. - stwierdził Nick. -Wredny, prawda. Ale bez niego może być ze mną krucho… -Am… - westchnęła Lora. - Jadę z Nietoperzem do szpitala, wrócę za jakąś godzinkę. - wstała. Zabrała Rafałowi filiżankę kawy z rąk, wypiła połowę i odstawiając ją na stoliku, stwierdziła będąc jakby nieobecna: - Kiedy indziej przyjdziesz ją dopić, a teraz chodźmy zanim się rozmyślę… Na twarzy gangstera niemal natychmiast pojawił się uśmiech. Poderwał się z miejsca i już po chwili byli w szpitalu. -Przepraszam, siostro… - Lora zaczepiła pielęgniarkę. - Wczoraj przywieziono tutaj takiego młodego mężczyznę. Miał ranę postrzałową na lewym ramieniu. -Wczoraj przywieziono tu tylko jednego gangstera... prócz niego nie ma nikogo. -Czy może jest to taki przystojny brunet? Z niebieskimi oczami? -Tak, ale czemu pani się nim interesuje? To kryminalista... -Wiem. Gdzie leży? -Na drugim piętrze, na oddziale intensywnej terapii, ostatnia sala na lewo, ale chyba nie można go odwiedzać... -Niech się siostrzyczka nie martwi. - wtrącił Rafał. - My możemy wszystko. Mrugnął do pielęgniarki zaczepnie i poszedł za Lorą. Od sali Toma dzieliły ich już tylko metry i dwóch policjantów. Li zatrzymała się. Zamknęła oczy i pokręciła głową. -Proszę, zrób to dla mnie... - Nietoperz objął ją lekko ramieniem i powolutku ruszyli. -Raz się żyje... - podeszła do drzwi i już miała je otworzyć, gdy gliniarze zastąpili jej przejście. -Ej, panowie! Co jest? Z wizytą idę. -Komendant nie zezwolił na wizyty kogokolwiek. -To znaczy, że ja mogę wchodzić. Uprzejmie proszę się usunąć. -Nie zostaliśmy do tego uprawnieni. -A co mnie to obchodzi?! Nie będę gadać z podrzędnym klawiszem! Nawet nie wiesz ile mnie kosztowało żeby tu przyjść i teraz żaden niebieski mi nie przeszkodzi! - w głosie Lory można było wyczuć zniecierpliwienie. - A swojemu zasranemu komendantowi powiedz, że może mi nagwizdać! To jest sprawa życia i śmierci, a w takich sytuacjach ten kmiotek nie ma nic do powiedzenia. Powtórz mu dokładnie słowo w słowo. -Co ma mi powtórzyć i czemu jesteś tak podenerwowana? - Na korytarz wszedł Emil. -Czemu jestem taka podenerwowana? Bo nie mogę wejść tam gdzie muszę. Nic mnie nie obchodzi, że nie pozwoliłeś na wizyty. Tu chodzi o życie jego i... i jeszcze kilku innych osób. -Nie pozwalam ze względu na jego bezpieczeństwo. Cudem przeżył wczorajsze starcie z tobą. Potrzebujemy go żywego, żeby mógł zeznawać i odpowiedzieć za to zrobił. -Wiedz, że jeżeli ona tam nie wejdzie, to Renegis nie przeżyje długo, a na pewno nie na tyle długo, żeby był w stanie zeznawać. - wtrącił Nietoperz. Lora zadrżała. Żeby tylko komendant nie zainteresował się osobą Rafała... -Mam gdzieś twoje zakazy! Wypchaj się! Wejdę tam, chociaż miałabym później oddać prawo do zabijania i stracić zaufanie policji. Podeszła do drzwi. Policjanci nadal nie chcieli jej wpuścić. Jednego uderzyła mocno w brzuch, drugiego kopnęła w okolicach klatki piersiowej. Wyciągnęła broń i kierując ją

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych