Idzie Dziad, stary jak świat
Cztery pory roku.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Idzie Dziad stary przez świat. Chciałoby się dodać - worek piasku niesie, ale on nie dźwiga nic. Ma wolne ręce. Jest stary, zmęczony życiem. Jego ubranie nie ma już nawet śladów dawnej świetności. Słomkowy kapelusz, który chroni go przed słońcem, ma wiele dziur, a jego rondo jest postrzępione. Koszula koloru wyblakłej trawy okrywa jego chude ciało. Spodnie o barwie ziemi są szerokie, luźne, mają dziury na kolanach i siepią się na dole. Podtrzymuje je upleciony z rzemyka pasek. Długie nogawki opadają na zdezelowane buty, ich czubki odklejone od podeszw przywiązane są sznurkiem, aby całkiem się nie rozpadły. Buty chronią jego zmęczone stopy przed kamieniami, skałami, cierniami i nierównościami, po których depcze podczas nieustającej wędrówki.
Spodnie Dziada mają cztery wielkie kieszenie, dwie z przodu i dwie z tyłu. Swoją dużą, pomarszczoną dłonią sięga właśnie do przedniej, prawej kieszeni i wyciąga ją na światło dzienne. Lato. Nastaje lato. Jak za dotknięciem magicznej różdżki łany zbóż stają się złociste i dojrzale powiewają na wietrze. Niebieskie chabry kwitną wśród żółtych pól. Ptaki fruwają w powietrzu i głośno śpiewają. Stada jaskółek zawracają i mkną znów do przodu. Potok wesoło obmywa brzegi pastwiska, na którym w słońcu pasą się zwierzęta. Upał, gorąco. Dziad przyklęka i pije wodę wprost ze strumienia. Żniwa, snopki. Polne myszy biegają po rżysku i wyjadają ziarna, które wypadły z kłosów.
Dziad chowa lato do kieszeni. Jego ręka, zgodnie z ruchem wskazówek zegara, sięga teraz do tylnej, prawej i wysuwa ją z ukrycia. Idzie jesień. Dni stają się krótsze. Drzewa przybrały kolory żółci, pomarańczy i czerwieni. Tylko nieliczne pozostały zielone. Dojrzewają owoce w sadzie i przy wiejskiej drodze. Dziad posila się to jabłkiem, to gruszką, to śliwką. Zrywa orzechy laskowe i włoskie, a potem rozłupuje je na części starym butem. Wiatr strąca liście z drzew, a one wirują w powietrzu. Piękna to scena, gdy wiele ich kolorów tworzy w powietrzu dyskotekę liści. Są podrywy, jak na wiejskiej zabawie. „Ja chcę z tym”. „Ja chcę z innym”. Wieczna kłótnia i gonitwa w naturze, nawet wśród opadających liści. Kto na kim zalegnie, z kim będzie umierać. Przyszły słoty i dżdże. Jest coraz zimniej, pochmurno, szaruga. Ludzie i zwierzęta zaszyły się w swych ciepłych domach i norach. Nagie drzewa drżą smagane wiatrem. Marznie też Dziad. Trzeba będzie przyodziać się w ciepły kaftan i filcową czapkę. Założyć onuce i zmienić buty na walonki.
Czas ukryć jesień. Ręka Dziada wyciąga lewą kieszeń z tyłu. Zimy nadszedł czas. Natychmiast wszystko ginie w białej, śnieżnej kurzawie. Nie widać drzew, domów, nawet wyciągnięta przed siebie dłoń znika w zadymce. Dziad ma na sobie kożuch i wielką lisią czapę. Ręce chowa pod pachami, aby nie marzły mu dłonie. Idzie dziarsko przez zimowy świat. Psy w oddali szczekają wrogo, nie może wejść do mijanych domów i napić się ciepłej herbaty. Sam musi rozpalić ognisko na śniegu, co jest zadaniem niezwykle trudnym. Czasem mu się udaje, przeważnie jednak nie i wtedy pije śnieg. Zima, mroźna i sroga. Dziad żywi się surowym mięsem z upolowanych zwierząt i złowionymi w rzece rybami. Zmęczony jest tą długą zimą, wychudzony, chciałby już odpocząć i położyć się na łące wśród kwiatów. Jeszcze nie czas, jeszcze musi trochę poczekać. Dni stają się dłuższe. Największe mrozy już minęły. Słońce zaczyna przygrzewać, śnieg topnieje w oczach. Ludzie w domach smucą się, że zima odchodzi, że będą musieli schować narty i łyżwy do piwnicy. Dzieci płaczą, że bałwan rozpuszcza się. Wypadły mu oczy z węglików. Marchewkowy nos leży na śniegu. Jedna ręka z gałęzią odpadnie lada chwila.
Dziad zwija zimę do spodni. Potem wyciąga ku słońcu lewą kieszeń z przodu. Szarpie mocno, aż materiał trzeszczy w szwach. Wreszcie jest wiosna, upragniona wiosna. Będzie mógł odpocząć na trawie. Wziąć prysznic w pierwszej wiosennej burzy. Zmienić ubranie na lżejsze i czyste. Wróble i skowronki głośno obwieszczają światu nadejście ciepłych dni. Ludzie nieśmiało wychodzą ze swych domów i chwytają pierwsze promienie słońca. Na polach praca wre, orka, siewy zbóż, sadzenie ziemniaków. W miastach pory roku nie mają takiego znaczenia, układ tygodnia jest niezmienny, następuje tylko zmiana garderoby. Pługi śnieżne nie jeżdżą już po ulicach i nie zgarniają brei śnieżnej. Nawet korki są…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Sylwiana
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…