Inny
wspominki z lat szkolnych
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
I N N Y
Grudzień 1987- Luty 1989
Od samego początku siedział sam. To znaczy od chwili, kiedy po raz pierwszy przekroczył próg naszej klasy siadł w jedynej pustej i przez nikogo niezajętej ławce i tak już zostało. Wiedzieliśmy tylko tyle, że nazywał się Norbert Owiński i przenieśli go z Liceum im. Konopnickiej. Dyscyplinarnie. Może dlatego wokół niego narosła od razu atmosfera niechęci i otoczyliśmy go barierą wrogości. Nie wiem dlaczego tak od razu skreśliliśmy go. Może dlatego, że byliśmy w pierwszej klasie i baliśmy się wychylać profesorom? A może po prostu nie przypadł nam do gustu? Faktycznie, nie prezentował się okazale, ani też zachęcająco. Twarz miał raczej ponurą, prawie odpychającą; spojrzenie nie zachęcające do rozmowy, włosy w nieładzie i na dodatek ta jego opinia szubrawca z marginesu społecznego. O co właściwie chodziło nikt nie wiedział. Przyjęliśmy jedyną wersję jego oskarżenia i zaakceptowaliśmy ją bez dociekania prawdy. Po części zapewne sprawiła to ta jego prezencja, ale także nasza mentalność. Dość, że nikt nie troszczył się o nowoprzybyłego, nikt w zasadzie nie podał ręki, nie uśmiechnął się, a jeśli nawet to z pobłażaniem i złośliwym błyskiem w oczach. Gdy się na niego spojrzało to człowiek odnosił wrażenie, że wcale on nie jest zmartwiony swą opinią; ale nie jak ktoś zuchwały, tylko ktoś przekonany o swej niewinności. Biła od niego jakaś wewnętrzna, podskórna duma i wyniosłość. To powinno nas zastanowić, obalić nam dotychczasowy pogląd na niego. A jednak nic się nie stało... Czasem ktoś zagadał do niego, ale z reguły nie otrzymywał odpowiedzi. Za to na zaczepki nie reagował wcale, chyba że dotyczyły jego życia w Liceum im. Konopnickiej. Pamiętam dobrze jak ktoś kiedyś pozwolił sobie w jego obecności zakpić z niego. Dokładnie nie pamiętam już o czym była mowa, za to doskonale zapamiętałem jego ripostę: „Nie powinno się sądzić ludzi po ich czynach, których nie zbadano samemu. Nie powinno się sądzić ludzi na podstawie jego znajomych i przyjaciół. Judasz przecież miał nienagannych!” powiedziane to było niegłośno, ale za to dobitnie. I było to najdłuższe zdanie jakie ktokolwiek od niego usłyszał. Od tamtego dnia jakoś już nikt nie śmiał napomknąć o jego przeszłości, ale za to zyskał miano zarozumialca i egoisty. Nic nie wiedzieliśmy o jego zainteresowaniach. Nie brał udziału w dyskusjach klasowych, a gdy o jego zdanie pytał się nasz wychowawca, często pozwalał sobie na grubiańskie odzywki, co jeszcze bardziej zniechęciło do niego pedagogów i , co ważniejsze, piętnowało w naszych oczach. Wszyscy bardzo lubiliśmy naszego wychowawcę; miłego, starszego pana pieszczotliwie nazywanego Tatulkiem. A Norbert wyraźnie nie cierpiał belfrów i to wyłącznie z osobistych pobudek, bo uczył się wyśmienicie. Byłby w czołówce klasowej, ba! Nawet szkolnej, gdyby nie jego opinia pieczętowana wciąż nowymi zarzutami i skargami. Ale jemu wszystko wisiało, a opinia- najbardziej. Po prostu był inny niż my. Nie żył życiem klasy, wciąż zajęty tylko własnymi sprawami. Na przerwach patrzył w okno, intensywnie i w głębokim zamyśleniu. Zawsze sam. Szukał tej samotności i gdzie jak gdzie, ale u nas ją znalazł. Podczas, gdy w klasie przeżywano każdą kolejną płytę Modern Talking, on otoczony barierą zaczytywał się poezją Iana Curtissa. Przypadkiem raz udało mi się podpatrzeć co on takiego studiuje. Nazwisko autora natychmiast skojarzyłem z zespołem Joy Division i poczułem do niego sympatię. Byliśmy jakby to powiedzieć po jednej stronie barykady. Ja stanowiłem opozycje klasowa co do szaleństwa za Dieterem i Thomasem, ale Owińskiego jakoś nie chciałem wciągać w ten spór. Po prostu szanowałem tę jego odrębność, tym bardziej, że któregoś dnia zjawił się w szkole z kompletem płyt wyżej wspomnianego duetu, co zaszokowało mnie dość gruntownie. W klasie oczywiście wybuchło zamieszanie, co najmniej połowa była wielbicielami tych gogusiów. Nikt oczywiście nie odważył się poprosić Owińskiego o udostępnienie tych płyt, chociażby do oglądnięcia. I nawet dziewczyny, które wyglądały jak nałogowi pijacy, których dzieli zaledwie metr od wódki, a nie mogą jej dostać; nawet i one nie odezwały się do niego. A on nikomu tego nie ułatwiał, a nawet jakby nie dostrzegał poruszenia jakie wywołał. Koniec końców wszyscy uznali go za skończonego chama i zgrywusa, który chciał upokorzyć klasę swymi płytami. Chciał ją rzucić przed sobą na kolana i to nastroiło lwią część klasy do niego wprost wrogo. My z kolei, opozycjoniści co do Modern Talking pogardzaliśmy nim w duszy, posądzając go o drobnomieszczańskie metody przekupstwa. I tak przestałem się nim interesować. Cóż, jak się okazuje myliliśmy się co do niego wszyscy, nie wyłączając mnie. Ale nie mnie dane było spostrzec rozmiary naszej pomyłki. O tym co za chwilę opiszę usłyszałem od swojej szkolnej koleżanki po wielu latach od zakończenia zawodówki. A wydarzyło to się właśnie wtedy, gdy ja byłem na kursie doskonalenia zawodowego, a pech chciał, że termin kursu przypadł akurat na czerwiec, na sam koniec roku. Tak więc moi szkolni koledzy odebrali świadectwa, podczas gdy ja wkuwałem jeszcze intensywnie na doszkalaniu zawodowym. A wtedy wszystko to się rozegrało. Nie prawda! Nic się nie rozegrało. Jak zwykle nikt się o niczym nie dowiedział i o niczym się nie dowie. Teraz, po ośmiu latach od naszego rozstania nikogo to już nie interesowało i pewnie wielu już z nich nie pamiętało nawet takiego nazwiska jak Owiński. Ja też chyba bym w końcu zapomniał, gdybyśmy się przypadkiem nie spotkali któregoś pięknego sierpniowego popołudnia z Anką Siewierską i nie zaprosiłbym jej do siebie na kawę. I oczywiście na wielkie ploty. Gaworzyliśmy jak zwykle o wszystkim i o niczym, gdy ona nagle spytała mnie czy pamiętam Norberta Owińskiego. Przez chwilę mnie zatkało, a później poszperałem w pamięci. Przypomnieli mi się kumple z armii, i z pracy, zupełnie luźni znajomi i przyjaciele z wszystkich lat, a nawet z przedszkola i podstawówki. W końcu wyłuskałem zamazaną twarz Owińskiego. I wtedy Anna opowiedziała mi to, co wydarzyło się tamtego czerwca, a co pozostało w niej na trwałe.
********************************************************
Zbliżał się koniec roku szkolnego i wszystkie absolwenckie klasy ogarnął szał przygotowań do uroczystego, ostatniego apelu. Także w III a. Ponieważ materiału było dużo, więc Tatulek dzielił sprawiedliwie punkty programu między dwóch, często były to pary mieszane. Pech chciał, że Siewierska i Owiński znaleźli się obok siebie! Gdy Tatulek wytypował tę właśnie parę, zapadła nagła cisza jakby było to czymś niezwykle sensacyjnym. I na swój sposób takie właśnie było. Trudno ustalić co sadziła o tym wszystkim klasa III a. Czy Ania urosła w ich oczach do miana bohaterki, czy też pechowca pokrzywdzonego przez los? Nikt nie mówił nic, słowa były niepotrzebne. Żaden komentarz nie odwróciłby tego co się stało. Sama Siewierska nie wiedziała czy się śmiać czy płakać. Właściwie to Norbert ją pociągał już od samego początku. Intrygował jej uwagę, a wszystko przez to, że tak mało o nim wiedzieli. Interesował ją nie z punktu domniemanej miłości, ale jak drugi człowiek, który wzbudza w kimś czystą ciekawość. Nie kochała się w nim nigdy i nic takiego nie przyszło jej na myśl ani na chwilę. Uchodził w jej oczach za” taki element”, a ten sąd został podbudowany jego opinią. A mimo to chciała go poznać. Jakoś tak kryła się z tą sympatią dla niego, próbowała wykorzystać każdą okazję do zadzierzgnięcia znajomości, ale bez skutku. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że gdy klasa jawnie i demonstracyjnie odcinała się od niego, ona również go ignorowała, zamiast właśnie wtedy ponowić swe wysiłki. Po części tak się działo dlatego, że Norbert czasami ją rozczarowywał. Czuła w jego zachowaniu sztuczność, pozę ważniaka i nienawidziła go za to. A poza tym był jeszcze jeden aspekt, najważniejszy: chęć przypodobania się Piotrowi Baranowskiemu. O jego względy zabiegała równie intensywnie co i bezskutecznie- jak o Norberta. Nie mogła tego zrozumieć- i cierpiała. Było ich wielu obok niej i żaden nie odpowiadał, a gdy się pojawił ten odpowiedni, to znów jakoś on nie zwracał na nią najmniejszej uwagi. W każdym razie nie tak jakby sobie tego życzyła Ania. I teraz nagle otrzymała w prezencie od profesora bilet na spotkanie z Owińskim. Wszystkie jej odczucia mogły być w tej chwili różne, chwiejne z wyjątkiem jednego: tego, że dopięła swego.
****************************************************************
Drzwi otworzył jej Norbert. Jeśli myślała, że się z tej okazji wysili choćby na powitalny uśmiech to doznała przykrego rozczarowania. Było aż nadto widoczne, że chłopak, gdyby mógł to b nie otworzył jej za nic w świecie. Ona jednak postanowiła walczyć do końca. To była jej szansa, pewnie zresztą ostatnia. Wprowadził ją do mieszkania jak kogoś kto owe nachodzi, nie odwiedza a właśnie nachodzi. Anka czuła się trochę urażona. Ostatecznie jest gościem, a że niechcianym to nie jej wina. Nie jest tu z własnej woli, chociaż ten zbieg okoliczności specjalnie jej nie irytował . Za to on dawał aż za bardzo do zrozumienia, że wolałby nie widzieć jej w tej chwili, a już zwłaszcza u siebie w domu. Weszli do jego pokoju. I o ile Anka liczyła, że będzie mogła z nim porozmawiać tak głębiej, to właśnie teraz uzmysłowiła sobie, że wie o nim tyle , iż może swobodnie nie pytać się o nic. Jego pokój nie był wyszykowany gustownie, ale za to oryginalnie. Meblościanka z biurkiem przy jednej ścianie, w drugiej okno. Na pozostałych wisiały makaty i słomianki. To co wisiało na tych makatach było całą wizytówką chłopaka. Były tam plakaty agitujące do walki z narkomanią, plakaty zespołów rockowych, masa zdjęć z różnych zgrupowań i wycieczek, maskotki oraz pięknie wykaligrafowane gotykiem słowa: MEMENTO MORI. Zaraz obok tego hasła przestrogi wisiała przeogromna fotografia dziewczyny. Jej ciemne włosy mile kontrastowały z ładną twarzą. „Musi być bardzo piękna”- pomyślała Anka. Ogólnie pokój sprawiał wrażenie miłego, przytulnego gniazdka. Wszystkie koncepcje konwersacji jakie sobie ułożyła w domu teraz nagle stały się chybionymi zamierzeniami i nie była bardziej mądra teraz niż kiedykolwiek przedtem. Jedynym rozsądnym posunięciem było oddanie całej inicjatywy w ręce gospodarza i czyhanie tylko na dogodny moment. Przy całym doświadczeniu z Norbertem uświadomiła sobie doskonale jak to jest żałośnie mało. Ten dogodny moment mógł nigdy nie nadejść i o tym Ania wiedziała, ale przecież nie mogą wciąż milczeć lub rozmawiać używając półsłówek i zbywalnych odzywek. I to była jej szansa, niemiłosiernie nikła i niepewna. Ale była... Usiadła na wskazane krzesło i czekała dalej. Przyglądała mu się z uwagą i stwierdził, że Norbert wygląda bardzo sympatycznie, tylko że trzeba spojrzeć na niego bez uprzedzeń i balastu jego opinii. Wpierw wydało jej się to absurdalne, chciała sama siebie przekonać, ze tak nie jest; że Norbert w szkole gra, pozuje; ma własną receptę szpanerstwa i dopiero w domu okazuje się tym kim jest naprawdę. Ale dobrze zdawała sobie z tego sprawę, ze tak nie jest. A okłamywać się nie miało sensu; z jakiejkolwiek strony by się nie przyjrzeć temu chłopakowi- zawsze budził…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil bartek zalewski
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…