Wróć do katalogu

INSTYNKT ŁOWCY

Seria opowiadająca o dwójce braci walczących z mordercą ich rodziców.

Xena, opublikowano , 12 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

CZĘŚĆ PIERWSZA – JAK FENIKS Z POPIOŁÓW

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Trinity, Kanada, sierpień 1988 roku

Cisza. Najpiękniejsza muzyka brzmiąca w jego uszach. Przerywana jedynie śpiewem mew i szumem morza. A w niej, tylko on i przyroda. Uwielbiał czuć powiew świeżego powietrza w swoim nozdrzach, który dawał ukojenie. Delektował się nim jeszcze bardzo długo, siedząc na kamieniu i wsłuchując się w przejmującą ciszę. Takich chwil zawsze potrzebował, gdy coś go męczyło. Zwłaszcza, jeśli dotyczyło to spraw rodzinnych. Miał dość słuchania ciągłych kłótni rodziców, którzy ledwo wiązali koniec z końcem, by tylko zapewnić byt dwójce ich małoletnich synów. Wiele razy miał pretensje do swojego ojca, który porzucił dobrze płatną pracę w Toronto, by przenieść się do Trinity. Bardzo cichego miasteczka, gdzie wszyscy się znali. Nigdy nie dostał odpowiedzi na pytanie, dlaczego musieli to zrobić. Jego ojciec, jak zawsze tajemniczy George Fisher, nigdy nie potrafił mu wprost podać przyczyny tej przeprowadzki. Wiele razy, albo dawał wymijające odpowiedzi, albo po prostu zaganiał go do nauki. To wszystko sprawiło, że wówczas dwunastoletni Jason zaczął podejrzewać, że po prostu miał kłopoty i wyraźnie przed czymś uciekał. A jedna z ostatnich nocy, podczas której słyszał, jak przez telefon obiecywał oddać jakieś pieniądze, tylko utwierdziła go w tym przekonaniu.

Nie rozmawiał o tym z nikim. Dusił to w sobie, niemal przypłacając to zdrowiem, dlatego znalazł sposób na radzenie sobie z tym problemem. Przez kolejne miesiące nauczył się korzystać z piękna i spokoju tego miejsca, gdzie z dala od ludzi mógł się zrelaksować. Jednak nie na długo. Aż westchnął, słysząc za sobą znajomy dźwięk nadjeżdżającego samochodu. Powoli wstał i odwrócił się w stronę ogrodzenia oddzielającego drogę od przylegającej do niej plaży. Widział, jak ze starego Dodge’a wysiadła wysoka, jasnowłosa kobieta, Natasha Fisher. Jego matka – Jason – krzyczała z całych sił, machając ręką w jego stronę. Była niezwykle piękna, jak na swoje lata. Elegancka, zadbana, ale bardzo smutna w oczach. Wspaniała, delikatna osoba, która nauczyła go wielu mądrych rzeczy, w tym szacunku do innych osób. Kochał ją tak mocno, jak tylko potrafił, dlatego bez wahania zaczął biec w jej stronę, aż wreszcie przeskoczył ogrodzenie , a potem znalazł się w jej ramionach. Tylko w takich chwilach był naprawdę szczęśliwy – Nigdy więcej tego nie rób, kochanie. Tak bardzo się o ciebie bałam – jej głos był kojący, pełen matczynej miłości. Wtulił się w nią z całej siły, delektując się tą wspaniałą chwilą – No już dobrze kochanie. Czas wracać do domu - usłyszał radość w jej głosie, a wtedy uniósł głowę i spojrzał na nią, uśmiechając się serdecznie. Rzadko miewał takie chwile, w których naprawdę miał powód do śmiechu. No, może jeszcze poza sytuacjami, gdy był świadkiem wygłupów swojego o cztery lata młodszego brata.

Posłusznie spełnił jej polecenie i pobiegł w kierunku samochodu, po czym zajął miejsce po stronie pasażera. Oparł się wygodnie, a na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech, gdy jego matka znalazła się tuż obok i zaczęła się mu przyglądać. Aż w pewnym momencie, zrobił zdziwioną minę – Niewiarygodne, jak ty szybko dorastasz – stwierdziła, przyglądając się długim do ramion, lekko kręconym, brązowym włosom i spojrzeniu czarnych oczu. Coraz bardziej przypominał swojego ojca. Pod względem wyglądu i charakteru. Zwłaszcza wtedy, gdy się uśmiechał. To właśnie dzięki niemu zakochała się w Georgu wiele lat temu. I z pewnością, tak samo ich syn będzie w przyszłości przyciągał spojrzenia wielu kobiet. Już teraz potrafił bez wysiłku zwracać na siebie uwagę innych. Tylko jeszcze o tym nie wiedział. Albo, po prostu tego nie rozumiał. Ale wszystko w swoim czasie. Teraz musiał skupić się na czymś innym. Dlatego tak bardzo pilnowała go, by sumiennie przykładał się do nauki i jak najmniej rozrabiał. Z tym akurat nie miała najmniejszego problemu, gdy Jason od zawsze był bardzo spokojnym dzieckiem. W przeciwieństwie do małego Adama, prawdziwie żywego srebra z niekończącą się energią. Mimo kłopotów, uważała się za niezwykłą szczęściarę, mając tak cudownych synów i nie wyobrażała sobie bez nich swojego życia. I była gotowa ich bronić zawsze, w każdej sytuacji. Nawet przed własnym mężem. Tak jak w tej sytuacji, gdy właśnie wprowadzała małego do domu. Automatycznie ukryła go za sobą, gdy zobaczyła swojego męża pijanego i wściekłego – Tylko spróbuj – odezwała się, jak tylko zobaczyła jego uniesioną rękę – Możesz mnie uderzyć, jeśli musisz. Ale chłopca zostaw w spokoju – tym argumentem przeważnie udawało jej się łagodzić jego temperament, jednocześnie dając Jasonowi drogę do ucieczki. Już dawno temu, gdy tylko przeprowadzili się do Trinity, dała mu do zrozumienia, że jeśli zrobi krzywdę któremukolwiek z synów, rozwiedzie się z nim, uniemożliwiając spotkania z dziećmi. Działało to na tyle długo, póki jeszcze mu zależało na zatrzymaniu przy sobie rodziny.

Jason jeszcze długo słyszał ich kłótnię, gdy siedział na brzegu łóżka małego Adama, jakby bał się, że tym razem matce może się nie udać powstrzymanie rozwścieczonego ojca. Czuwał przy chłopcu do samego końca, zapewniając go, że nic się nie stanie. Nawet potem, gdy już zasnął, patrzył na jego bladą twarzyczkę otoczoną grzywą jasnych włosów niczym u aniołka. Czasami miewał chwilę, gdy miał go serdecznie dosyć. A mimo to, był dla niego wszystkim i nie wyobrażał sobie życia bez tego małego szkraba. Zrobiłby dla niego absolutnie wszystko. Nawet skoczyłby w ogień, gdyby wymagała tego sytuacja. Uśmiechnął się do siebie na samą myśl i przeniósł się na podłogę, opierając głowę o krawędź łóżka malca. Nawet nie zauważył, kiedy zasnął.

Obudź go dopiero dziwny trzask dochodzący z dołu. Przetarł dłońmi oczy i obejrzał się w kierunku braciszka, gdy znów usłyszał dziwny dźwięk. Zdziwiony podniósł się z ziemi i zaczął zbliżać się do drzwi, a wtedy po drugiej stronie usłyszał skrzypienie schodów,

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych