Wróć do katalogu

Intelektualista

Ze zbioru: Ptaki drapieżne, rajskie ptaki

feliksk, opublikowano , 11 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Intelektualista

To jest największy kompleks kościelny na Południu. Kompleks, bo tu kościół rzadko składa się z samej tylko świątyni. Oprócz nabożeństw odbywają się w każdym spotkania rozlicznych grup, głównie w celu studiowania Biblii, ale nie tylko. W większych kościoła jest też techniczne zaplecze telewizyjne, ponieważ nabożeństwa są transmitowane przez lokalne stacje. Są tu oczywiście biura kaznodziejów oraz administracyjne, są poradnie przykościelne, często też przedszkola. Właściwie każda wspólnota kościelna stara się swym członkom (takiego właśnie określenia się używa) zapewnić wszelkie usługi, które w przeciwnym razie być może, choć niekoniecznie, zapewniłby lokalny samorząd lub państwo, przemycając przy tym swe bezbożne treści. Takie zaplecze wymaga oczywiście sporej ilości obiektów dołączonych do świątyni, ale to wciąż nie wyjaśnia, dlaczego ten akurat kompleks, prowadzony przez metodystów, jest aż tak duży. A skoro jest taki ogromny, to działka, na której stoi, też jest niemała, a akurat ją mam dzisiaj uporządkować. A na dodatek umyć szklane drzwi od zewnątrz i okna – tylko te na parterze, więc żadna drabina ani tym podobne urządzenia nie będą mi potrzebne. Okien jest zaskakująco mało – zauważyłem, że w nowoczesnych budynkach, na ogół wykończonych klinkierem, jest ich jak najmniej. Właściwie wszystkie budynki są klimatyzowane i większość pomieszczeń (głównie biurowych) okien nie ma wcale, przez co ja czuję się w nich nieco klaustrofobicznie. Ciekawe, jak to jest, że prezbiterianie, którzy się tu mną opiekują, mają układy z metodystami, dzięki czemu załatwili mi tę jednodniową pracę już w drugim tygodniu po przybyciu na ziemię wielkiego Manitou. Zastanawia mnie, jak to jest, że on się tak dobrze dogadują, a jednak stanowią odrębne kościoły, czyli nie mogą się do końca porozumieć w sprawie doktryny, choć kiedy rozmawiają o sprawach wiary (czyli przez większą część czasu), to wszyscy mają mniej więcej to samo do powiedzenia: że trzeba się na nowo urodzić, przez przyjęcie Dżizusa jako osobistego Zbawiciela i Pana, i że dobre uczynki nie załatwią sprawy, a tylko przez wiarę będziecie zbawieni. I wszyscy jak jeden mąż odsyłają do Ewangelii św. Jana 3:16. Tymczasem przydzielono mi opiekuna, a raczej dwóch: ogrodnika – Jugosłowianina z Czarnogóry, oraz młodzieńca jak najbardziej stąd, imieniem Hank, który na co dzień zajmuje się tu sprzątaniem. Najwyraźniej nie poczuł się zagrożony moim pojawieniem się, a wręcz przeciwnie, był wniebowzięty, ponieważ wreszcie znalazł się ktoś zajmujący niższe niż on miejsce w hierarchii tego przedsiębiorstwa. Udzielił mi fachowych instrukcji, jak myć szyby sprejem, a także pokazał na krzaku pająka, którego ukąszenie jest śmiertelne, po czym wpakował w niego (a raczej w nią, bo to przecież pajęczyce przędą sieci) chyba z pół zawartości spreja z płynem do mycia szyb. – To powinno załatwić sprawę – podsumował, przyjmując postawę i wyraz twarzy szeryfa, który właśnie położył trupem pięciu bandziorów na głównej ulicy miasteczka. Moje pierwsze zadanie polegało na zgrabieniu z parceli wszelkich zeschłych liści, igieł i traw. Tyle że prawie w ogóle czegoś takiego tam nie było. Trawniki wprawdzie były zaskakująco marne, jak na miejscowe standardy, ale było na nich raczej czysto. W ogóle to była główna cecha tego kraju, a przynajmniej tych okolic – ogólny brak brudu. Zacząłem podejrzewać, że zadanie to wyznaczono mi niejako na odczepnego, żeby mnie czymś zająć i stworzyć jakiś pretekst, by wypłacić mi kilkadziesiąt dolarów. Więc maltretowałem grabiami marne trawniki pocąc się we wrześniowym upale, oglądając przejeżdżające drogą, w większości dla mnie egzotyczne, samochody (o ile nie byłem akurat po drugiej stronie kompleksu). Przyglądałem się też ziemi. Zaczęła do mnie docierać świadomość, że jestem na drugiej półkuli, wiele tysięcy kilometrów od kraju, i że ta ziemia, która przy tak bliskich oględzinach wyglądała zupełnie zwyczajnie, jednak nie była moją ziemią. Poczułem się nagle obco, samotnie i beznadziejnie. I pewnie przeszyłyby mnie zimne dreszcze, gdyby nie ten upał. Jakby na zawołanie pojawia się Hank z niezmiennie rozpromienionym obliczem i daje mi do zrozumienia, żebym już sobie dał spokój z tym grabieniem i poszedł za nim – na kawę! – Ołowiowa czy bezołowiowa? – spytał, gdy znaleźliśmy się w jakimś niewielkim pomieszczeniu, którego chłodne, klimatyzowane powietrze dopiero zaczęło przywracać mi pełny zakres funkcji mózgowych, znacznie spowolnionych działaniem słońca na zewnątrz. Otóż ja, dziecię socjalizmu, gospodarki planowej i reglamentacji paliw, dopiero tu dowiedziałem się o istnieniu benzyny ołowiowej i bezołowiowej, a także kawy z kofeiną i bezkofeinowej (nie mówiąc już o beztłuszczowym majonezie, bezcukrowej koli i mrożonym jogurcie w roli lodów). Nie od razu zatem pojąłem finezyjną metaforę jego pytania. Najwyraźniej przesądziło to o negatywnej opinii mojego przełożonego co do mojej inteligencji, a kto wie, czy także nie w sprawie intelektualnego potencjału wszystkich moich rodaków. Na szczęście na co dzień pracował z Jugosłowianinem, więc być może chociaż nie ponoszę odpowiedzialności za opinię o całej szeroko…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych