Jak dobrze mieć sąsiadów
Dobrze mieć takich sąsiadów,którzy poprawią człowiekowi humor i pomogą... Proszę o akceptację gwary :)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nareszcie odpocznę. Kocham te soboty, kiedy nikt mnie nigdzie nie wzywa i nic nie muszę. Przewalanie się z boku na bok, żadne gary, tylko coś na ząb, luźne galotki i koszulina. Ożeszsz, życie jest piękne w soboty!!! Pranie – „samo się wypierze”, tylko zwierzakom dam papu i luz blues. Komóreczka do komórki, stacjonarny wyłączę. I walnę się kurde gdzieś w krzakach, odpłynę.
Wiedziałam, no mówię wam – czułam, że się nie uda. Ledwo nakarmiłam psa i kociaki, skrzyp, skrzyp, furtka! Chyba ktoś nie zauważył napisu – „Uwaga Zły Pies”!, więc zaraz będzie granda. Tylko jeden osobnik włazi do mnie bez strachu: Broniu, upierdliwy na maksa, sąsiad z naprzeciwka. Boże, cisza pod bramą, zero szczekania. Wykrakałam! Broniu wtoczył się do kuchni z miną pod tytułem – „wiedziałem, że się ucieszysz na mój widok”. – Pochwalony niech będzie dla ślicznej somsiadki. Patrzę ja, wozu nie wyprowadziła, znaczy się w domu bidusia samotna, to ja pomyślał – trza wpaść i rozerwać kapeńkę. Moja napiekła wczoraj chrustów, to ja do kawki przyniósł. Żeby cię obesrało Bronek – pomyślałam wkurzona. Ale mina przy tym filmowa, bo jak się wścieknę „na zewnątrz”, to mi w ogrodzie nie pomoże i drewna do kominka nie załatwi. Nastawiam wodę i chyba się przebiorę, bo prawie goła po tej kuchni śmigam. – Panie Broniu, pan wody popilnuje, a ja się ubiorę, dobrze? – A na co się ubierać, jak ubrana? – sapnął sąsiad. – Nie ubliżając paninym strojom, to dzisiaj somsiadka w przystępnych rzeczach, panie tego. Wreście ja widzę co i jak. Ech, te ciałko, to eksportowe ma się. Skubnął ja by letko, ale po pysku by zebrał, co? – No, no, no!!! – Pogroziłam mu palcem. – Muszę uważać na sąsiada, bo żonka mówiła, że w młodości, to chłopy swoje baby na klucz zamykały, jak się Bronek Walasiuk pojawiał w okolicy. Kłusowało się, co? – Zaraz tam kłusowało – Broniu wciągnął brzuch i wypiął pierś – dziurawce same lazły w łapy, to co ja na to mógł? Krew nie woda! Podobno ja miał takie coś w oku, że jak spojrzał na babę, to dostawała straśnej miękkości koło brzucha i nie patrzywszy się na okoliczności, musiała ulgi cielesnej zaznać. Somsiadka myśli, że ja kłopotu przez to nie miał? Stodołę mi podpalili sukinkoty, a ile opon nadziurawili – nie zliczę. Ja ich rozumiał, bo przecież cudzą własność naruszał, ale niech mi somsiadka powie – jak nie brać, jak ktoś dawa?
Broniu westchnął i siorbał kawę z takim nerwem, jakby mu się tamte czasy przypomniały. Jego podboje miłosne, były głównym tematem rozmów pod sklepem, gdzie wieczorami, po powrocie z pola czy obrządku w gospodarstwie, schodzili się rolnicy. Z każdym piwem ilość uwiedzionych kobiet rosła, przybywało dwuznacznych określeń, czasem dochodziło do bójek, kiedy Broniu nieostrożnie wspomniał wycieczki w kukurydzę, z żoną któregoś z obecnych. Popatrzyłam na niego z boku, lekki uśmiech, oczy przymknięte – trzeba interweniować, bo mi się tu rozklei i pół dnia będzie gadał. – Panie Bronku, pan niech kawkę kończy, a ja do ogrodu polecę pranie wieszać. – Ta, ja mogę somsiadce klamerki podawać albo ciuchi – Broniu poderwał swoje sto kilo z krzesła. – To proszę, proszę, będzie szybciej – powiedziałam i zaraz ugryzłam się w język. A niech to cholera! Prałam dzisiaj mało nobliwe szmatki, mam hysia na punkcie bielizny i każdy dół, i stres, kończy się wizytą w butikach, gdzie dostaję szału i kupuję, jak opętana. Zaraz się zacznie – pomyślałam niosąc miskę wypełnioną górą majtek, biustków i koszulek. W ogrodzie przy sznurach czekał już sąsiad z koszykiem klamerek. – Pan mi poda klamerki, sama powieszę. Ale Broniu nie odpowiedział. Stanął na miską i gapił się na małe, czerwone majtki. – A niech mnie!!! To takie fiku – miku somsiadka na spód zakłada! Ludzieee, trzymajcie mnie, bo nie wytrzymię! Ja czuł, że z somsiadki artystka kabaretowa, panie tego. No, jakie to maciupkie, na ile ciała taki strzępek wlezie, co? – Niech sąsiad da spokój – zaczęłam się śmiać – gatki to gatki. – Wcale bo nie! Ja…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil kamasznik50
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…