Wróć do katalogu

jak to w konoha było moimi oczyma...

dłuższe opowiadanie łączące w sobie wątki z "NARUTO" "DRAGON BALL" "SHAMAN KING" "INUYASHA"

Spirit of Fire, opublikowano , 1 godz. 1 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Było chłodne popołudnie. Utachi nudziło się niemiłosiernie w Konoha. Odkąd dwa lata temu pozbyto się Orochimaru, a Akatsuki zrezygnowało ze swojej działalności gdyż jedynymi jego przedstawicielami byli… Itachi i Kisame. Doszedł do nich Kabuto. Był załamany po śmierci swojego pana i nie był w stanie wybaczyć ludziom z Konoha popełnionej zbrodni. Czuł jednak, że odkąd wężowaty padł, on, Kabuto jest wolny. Nie musi obarczać się poczuciem winy, że coś zrobił nie tak i mistrz nie jest zadowolony z wyniku jego niezwykle ciężkiej i pełnej wyrzeczeń pracy. Szaro włosy nigdy nie zaznał prawdziwej przyjemności. Choć szanował pana, to miał inne przekonania niż on. Kabuto potrzebował odrobiny troski i zainteresowania. Niestety jego mistrz tego nie rozumiał. Od samego początku ich znajomości chłopak był zmuszony zabijać. Serce go bolało, ale przez lata nauczył się, aby nie dać tego po sobie poznać. Gdy obserwował śmierć Orochimaru z rąk tej okropnej Hatake był… No właśnie… Co czuł? Smutek? Złość? Wściekłość? Radość? Na to pytanie nie potrafił sobie odpowiedzieć. Najpewniej czuł wszystkiego po trochu… Tak, najpewniej. Teraz znajdował się w zdemolowanej przez ninja z Konoha byłej siedzibie Akatsuki. Prawdę mówiąc to była ruina. Byli zajęci remontowaniem przez 24 godziny na dobę. Wiedzieli że sen może być naprawdę złym pomysłem. Cała konstrukcja byłego mieszkania organizacji była niestabilna. Mogła runąć w każdej chwili kończąc marne życie Uchihy, Kisame i Kabuto. Mężczyźni byli zmęczeni, ale obiecali odpocząć dopiero gdy ich mieszkanie nie będzie zagrażać zawaleniem. Pewnego dnia wreszcie osiągnęli swój cel. Zmęczony ale szczęśliwy Itachi opadł na trawę przed wejściem do „domu”. Zamknął oczy i myślał nad swoim życiem. „Dlaczego ja w ogóle posłuchałem tego postrzeleńca?! Gdyby nie on żyłbym sobie spokojnie wśród członków klanu, pewny że Sasuke nie szuka zemsty. Że mam się gdzie podziać jak mi coś nie wyjdzie. Ktoś mnie przytuli i pocieszy…”. Otworzył oczy. Pochylali się nad nim Kabuto i Kisame. - Czego? - Tak tylko się przypatrujemy…- zaczął Kabuto uśmiechając się delikatnie do czarnowłosego.- A coś ci się nie podoba Uchiha? Przecież nie czynimy ci żadnej krzywdy… - A patrzcie sobie do woli. Jestem tak padnięty, że nie mam siły na kłótnie. Zdrzemnę się tu chwilę. Nie mam nawet ochoty się przenosić pod drzewo…- jego wypowiedź zakończyło ziewnięcie. Zakrył usta ręką, aby nie uznali go za prymitywa i przeciągnął się leniwie. Włożył ręce pod głowę i obserwował delikatne chmurki na niebie. Mimo ciężkiej pracy czuł się cudownie! Jeszcze nic nigdy nie pozwoliło mu być tak szczęśliwym jak ciężka praca.- Dobranoc chłopaki… - Dobranoc Itachi…- odparli i zniknęli w środku kryjówki. Mimo iż Itachi był padnięty to znalazł w sobie siłę, by doczłapać na czworaka do drzewa. Ściągnął z siebie bluzę i zrobił z niej poduszeczkę. Ostatnia trójka nazywająca siebie Akatsuki zamieniła swoje stroje. Nosili wygodne obuwie, spodnie dresowe (każdy w swoim ulubionym kolorze) oraz do kompletu bluzę z kapturem a pod nią t-shirt. Itachi upatrzył sobie biały, czarny i zielony. Od dziecka lubił te kolory, ale nie gardził innymi. Co prawda jego sytuacja nie była „kolorowa”, wręcz przeciwnie, mimo to starszy Uchiha chciał cieszyć się tym co mu z życia pozostało. „Jeśli nie Sasuke to ktoś inny mnie zabije i tym samym zakończy samotność. Ale ja nie mogę uwierzyć w to, że Sasuke mi darował jak sam się poddałem i błagałem o śmierć. Tak zawzięcie mi powtarzał, że wkrótce mnie zabije a tu taki… Klops!”. Rozmyślania przerwało mu ziewanie. Umysł zaczął odmawiać współpracy. Pogrążał się powoli w kojącym śnie.

Tym czasem Utachi została wezwana do gabinetu piątej. Nie miała ochoty tam iść. Nigdy nie okazywała szacunku żadnemu hokage, choćby nie wiadomo jak by się zachował. Panna Hatake miała wstręt, po tym jak została potraktowana przez trzeciego. Miała zaledwie cztery lata i mieszkała z ojcem oraz matką na obrzeżach Konoha. Pewnego dnia mała Utachi bawiła się z matką i jakimś chłopcem o rok od niej starszym. Miał on taki miły głos i opowiadał ciekawe historie. Dziewczynka lubiła chłopca. Jednak obecnie jego wspomnienie było szare i zamazane… Zupełnie nie do odczytania. Często pytała ojca o tego chłopczyka, ale on odpowiadał, że ten malec już nie żyje. Chciała więc odwiedzić jego grób, gdyż to był jej najlepszy przyjaciel tu, w Konoha. Niestety kończyło się to wykrętną odpowiedzią ojca, że nie zna położenia grobu, gdyż został on zniszczony. Utachi nie była zadowolona z takich strzępków informacji, ale nie chciała sprawiać przykrości ojcu, gdyż jak tylko poruszała ten temat pan Hatake robił się potwornie smutny. Ale wracając do historii… Kiedy dwójka dzieci i kobieta odpoczywała pod drzewem, aby nie przemęczać będącej wówczas w ciąży Kikyo- mamy Utachi- podszedł do nich mężczyzna. Dziewczynka nie rozumiała powodu nagłego zaskoczenia matki i jej przesadnego zachowania wobec przybysza. Okazał się on być hokage Wioski Liścia. Mężczyzna odciągnął Kikyo na bok i zaczął z nią rozmawiać. Kobieta się popłakała. Chwyciła zszokowaną Utachi na ręce i nie zważając na to iż chłopczyk nie nadąża pobiegła do domu. Zrozpaczona Utachi wyciągała ręce w stronę kolegi. Maluch próbował ich dosięgnąć. Niestety upadł i nie był w stanie dogonić Kikyo. Gdy dziewczynka pytała matkę co się dzieje kobieta mówiła, że jadą na wczasy, tylko bez tatusia. Widziała ojca potwornie smutnego. Podeszła do niego i mocno przytuliła szepcąc, że niedługo wrócą więc nie musi się martwić. Srebrnowłosy popłakał się bardziej i odwzajemnił uścisk córki. Dziewczynka nie wiedziała, że widzi ojca po raz ostatni na bardzo długi czas. Ona i matka wyjechały bardzo daleko. Miejsce w które dotarli nazywano górami Paozu. Mieli zamieszkać wraz z bratem ojca Utachi. To był miły człowiek. Z charakteru równie kochany i radosny co Kakashi, ale z wyglądu był bardzo odmienny. I tak Utachi pod okiem wuja szkoliła się. Nie na ninja, ale wojownika sajan. Wielokrotnie stawała w szeregach wojowników broniących Ziemi. Razem z nią szkoliła się jej młodsza o cztery lata siostra Nagisa. Po dwóch latach od śmierci matki Utachi zrozumiała, że trzeci hokage rozkazał im opuścić wioskę. Znienawidziła tego i każdego następnego hokage. Teraz została wezwana do piątej. Dodatkowo nie umknął sajance fakt iż Tsunade była uczennicą Sarutobiego. Weszła cicho do gabinetu i spojrzała w oczy Godaime chłodno. - Słucham? Wzywałaś mnie. Masz dla mnie jakieś zajęcie? - Proszę usiądź Utachi. - Panno Hatake jeśli łaska. Nie będę się spoufalać z żadnym hokage.- mruknęła dziewczyna.- Jaki jest więc powód wezwania? Tylko szybko bo nie mam czasu na tyle, aby go marnować w towarzystwie uczennicy Sarutobiego…- usiadła na krześle i wbiła chłodny wzrok w Tsunade. - Tak jest panno Hatake…- odmruknęła hokage.- Więc wezwałam cię tu, ponieważ mam misję wymagającą nieprzeciętnego talentu i ducha walki. Jedynie dobry wojownik jak ty… - Och przestań!- warknęła Utachi groźnie.- Twoje komplementy są tu zbędne! Nie przyszłam tu bo cię lubię i mam ochotę ci pomagać. Przyszłam, bo ojciec mnie prosił razem z Sakurą. Nie wiem dlaczego uległam… Właśnie uczyłam Nagisę-chan jak używać Ki do leczenia! - Może trochę szacunku…- burknęła niezadowolona Tsunade. - Do hokage?!- zakpiła sajanka.- Nigdy!!! Nie po tym co mi zrobiono! To przez Sarutobiego mama umarła! Ona nie umiała żyć bez ojca! Wszyscy to wiedzieli, ale nie hokage! Od tej pory nienawidzę każdego hokage! - A co jak Naruto zostanie hokage?! - Trudno. Może nie będę dla niego taka zimna… Mów już czego dotyczy misja i spadam! Chcę jeszcze potrenować z Nagisą! - Masz wytropić i zabić Itachiego Uchihe. - Dlaczego? Może ja nie chcę aby ten Uchiha ginął, bo hokage każe?! - A co jeśli zdradzę ci sekret, że to on bezpośrednio przyczynił się do zabicia twojego przyjaciela z przyszłości? - Gadaj co wiesz! Gdzie jest grób tego chłopca?! - To ty nie pamiętasz jego imienia?- zdziwiła się hokage.- Jeśli tak to niech Itachi ci je zdradzi i zaprowadzi na jego grób! Teraz idź! Od razu! Powinien odbudowywać siedzibę Akatsuki wraz z Kisame i Kabuto. Liczę na powodzenie misji… - Nie zawiedziesz się Tsunade. Ja, Utachi Hatake, dowiem się co spotkało mojego przyjaciela…- rzekła kłaniając się z lekką wdzięcznością, na co Tsunade się zdziwiła i posłała pocieszający uśmiech sajance - Może nie jesteś z tych najgorszych hokage… Tsunade-sama…- zniknęła. Godaime oparła się o biurko. Była w szoku. „Nie podejrzewałam, że wspomnieniem jej przyjaciela tak ją udobrucham… Och Utachi! Znienawidzisz mnie jak się dowiesz, że kazałam ci zabić przyjaciela! A może da się to odkręcić? Boże! Sasuke! Dlaczego nie zniszczyłeś brata gdy on tego żądał?! Wszystko byłoby teraz proste!”. Tym czasem młoda kobieta od razu ruszyła. Zaplanowała sobie, że przez kilka dni będzie obserwować Itachiego, kiedy pozna jego siły zaatakuje. Mimo żalu za przyjacielem czuła się dziwnie słysząc imię Itachi. Coś jej ono przypominało. Ale co? Zignorowała to. Dotarła pod siedzibę Akatsuki i obserwowała. Była znudzona i zirytowana. Jedyne co robili to jedli i odbudowywali swój przyczółek. Trochę się zdziwiła na widok Kabuto. Myślała, że po śmierci Orochimaru popełnił samobójstwo. Ale ucieszyła się. Ten okularnik budził w Utachi sympatię pomieszaną ze współczuciem. No, ale wreszcie skończyli. Przypatrywała się jak Uchiha pada zmęczony na trawie i życzy towarzyszom miłych snów. Potem doczołgał się pod drzewo i zasnął. Utachi zeskoczyła z drzewa i już miała zadać cios, gdy… „Ta twarz.. Taka dziwnie znajoma…”. Usiadła na trawie i wpatrywała się w śpiącą twarz wroga. Odgarnęła z jego twarzy niesforny kosmyk włosów i uśmiechnęła się delikatnie. Oprzytomniała. Miała go zabić za śmierć przyjaciela. Nagle poczuła coś dziwnego... Ktoś trzymał ją za rękę. Odwróciła głowę. - Tsunade?!- zdziwiła się.- Co hokage tu robi?! - Jesteś pewna? - Sama kazałaś! Nic nie rozumiem! - Zanim podejmiesz decyzję, o którą cię nie zapytałam wysyłając tu… Powiedz czy będziesz miała do mnie żal? - To zależy o co ci chodzi… Nic z tego nie rozumiem! Mam go zabić, ale mnie nagle zatrzymujesz! - Wiedz, że wysyłając cię tu nie pomyślałam o pewnym szczególe. Uświadomiłam go sobie jak opuściłaś mój gabinet. Długo cię szukałam, aby dać przestrogę. Itachi jest bardziej związany z twoim kolegom niż nam się wydaje. Nie znam szczegółów… - zaczęła tłumaczyć, ale widząc zirytowany i lekko podejrzliwy wzrok sajanki zawołała.- No dobra! Znam! Zadowolona?! Itachi jest tym chłopcem! Ale pogrzebał swoje serce w mroku mordując swój klan! Dlatego twój ojciec milczał jak o niego pytałaś! Itachi jest najprawdopodobniej skreślony z listy ludzi w Konoha choć trzeci miał wiele sekretów! Do tej pory nie mogę rozgryźć jego notatek, gdyż sami wymienieni w nich ninja nie żyją bądź milczą jak groby! Teraz cię zostawiam. Ty podejmujesz decyzję. Dla Konohy i dla ciebie byłoby lepiej gdyby zginął, ale nie mnie o tym decydować. Itachi jest stracony dla wioski… No chyba, że stałby się cud… Ja wracam. Pamiętaj, że to twoja decyzja… - Dziękuję Tsunade… Za to że przyznałaś się do błędu i chciałaś go naprawić. To czyni cię nawet znośnym hokage. Może kiedyś zostaniemy przyjaciółkami… - To będzie zaszczyt panno Hatake… - Utachi… Hokage spojrzała na dziewczynę. Uśmiechała się lekko. Tsunade odwzajemniła uśmiech i zniknęła. Utachi wpatrywała się w spokojną twarz mężczyzny. „Myślałam o tobie w każdym momencie życia. Twój obraz choć rozmazany towarzyszył mi podczas każdej walki za Ziemię stoczonej u boku wuja Songo. Jak często żałowałam, że ciebie obok nie ma! Ale wybacz mi… Itachi… Muszę być posłuszna rozkazom!!!” - Bo nie mogę przekładać swojego szczęścia nad dobro i bezpieczeństwo niewinnych… I-kun!- Utachi już miała atakować gdy Itachi otworzył oczy. Widząc zbliżający się cios, oraz to, że przeciwniczka nie patrzy sturlał się po trawie nieco w dół, ku siedzibie. - Kim jesteś? Z Konohy… - spojrzał na ochraniacz zawiązany na udzie, tuż przy kaburze na shurikeny.- Czy wy nigdy nie dajecie sobie spokoju? Czego chcesz? Jestem tak zmęczony, że nie mam sił na walkę czy nawet ucieczkę. Powiedz… Czy to Sasuke wyręcza się kobietami? Jeśli tak, to powiedź mu, że jest tchórz! - I-kun… Dlaczego musiał się obudzić?! Cholera!- przeklęła pod nosem Utachi. - Jak mnie nazwałaś?! Tylko jedna osoba na świecie tak na mnie wołała! Czyżby… Nie! To sen?! Prawda?! Przecież on powiedział, że umarła! Podczas podróży! - I-kun… To nie sen… Jestem tu, ale mam misje… Starszyzna żąda twojej śmierci. Jako, że Sasuke nie spełnił swojej zemsty… Kazano mi. Serce mnie boli, że musze zabić przyjaciela, ale rozkaz jest rozkazem. Nie liczę na wybaczenie po tym co zrobię, ale chcę żebyś wiedział… Nigdy nikt inny nie był mi tak bliski!- zawołała Utachi i płacząc rzuciła się w ramiona zdziwionego i oszołomionego Itachiego. - U-chan! To ty! Naprawdę ty! Trzeci hokage to najgorszy z hokage! Tak bardzo tęskniłem! Dałem się omotać Sarutobiemu! Wykonałem to co mi kazał! Nawet wybiłem klan bo obiecał, że jeśli będę najlepszy i bez gadania wykonam każde powierzone mi zadanie to mi cię zwróci! Tak bezczelnie wykorzystał naszą przyjaźń! Dlaczego?!- słone łzy kapały na twarz Utachi. Dziewczyna spojrzała na chłopaka. Jego smutek był taki przytłaczający... - I-kun… Nie mogę cię zabić! Nie po tym co kiedyś przeżyliśmy! Zabij mnie! Ja już nie potrafię żyć normalnie! Za dużo zła wokoło mnie! - Powiedz co się z tobą działo?! Dlaczego on opowiadał te bzdury?! Dlaczego nie wracałaś?! Gdzie byłaś?!- Itachi popatrzył zapłakanymi oczami na dziewczynę trzymaną w ramionach.- Dlaczego mnie zostawiłaś choć obiecałaś zawsze być ze mną…? - Trenowałam pod okiem wuja Songo. Ja i matka zostałyśmy wyrzucone z wioski, ponieważ nie byłyśmy nigdy ninja. Sarutobi się bał naszego gniewu. Mam siostrę w wieku Sasuke… Oni są najlepszymi przyjaciółmi… Tak jak my, dawno temu. Cóż, moja mama zmarła, gdyż została jej odebrana miłość. Nie umiała żyć bez mojego ojca. Za to on żył bo, hokage tego żądał. Kiedy wróciłam po trudach walki za Ziemię i Wszechświat chciałam znaleźć swojego przyjaciela, ale wszyscy powtarzali, że został zabity. To było dziwne gdyż nie chcieli powiedzieć gdzie go pochowano… - To prawda. Tamten chłopczyk został zabity przez hokage, ale nie mówmy o tym… Tak się cieszę, że cię widzę! Już nie wyjedziesz prawda?! - Muszę wracać do Konoha. Spotkajmy się w lesie poza Konoha jutro o północy. Będę na ciebie czekać i nikt mi nie przeszkodzi…- mówiła z zacięciem w pięknych, czarnych oczach teraz pełnych łez i opuchniętych. Podniosła się z ziemi i ruszyła w stronę Konoha. Po chwili odwróciła się i powiedziała.- Pozdrów Kabuto. Pewnie mu ciężko bez Orochimaru, ale niech ten czas bez rozkazów szaleńca dobrze wykorzysta. Orochimaru go omotał obiecując wiele, ale żadnej z obietnic nie miał zamiaru spełniać. Powiedział mi to… Wężowaty był głupi. Nie zasługiwał na pomoc kogoś takiego jak Kabuto, gdyż ten mężczyzna jest dużo więcej wart niż poniżenie u takiego tyrana. Przekaż mu moje słowa i ucałuj, a jeśli czuje do mnie nienawiść to go przeproś i powiedz, że kto jak kto, ale on powinien rozumieć, że jak rozkaz to rozkaz i bez najmniejszego gadania trzeba go wykonać… Do widzenia Itachi.- dziewczyna zniknęła. Itachi spoglądał za nią zdziwiony, ale szczęśliwy. „I pomyśleć, że od dwóch lat była w wiosce, a ja tego nie dostrzegłem! Jest bardzo podobna do pani Kikyo. Ta sama uroda, to samo spojrzenie i uśmiech… Taaak… Jej matka uchodziła za najpiękniejszą… Teraz jej córka przejmie tytuł. Nie dziwię się. Jaka matka taka córka. Ciekawe jak wygląda ta Nagisa?” zastanawiał się uśmiechnięty. Wszedł do „domu” i udał się w stronę swojej sypialni. Był zmęczony nadmiarem zdarzeń sprzed kilku chwil, ale teraz miał dla kogo żyć. Ułożył się na łóżku i zasnął z obrazem dawnej przyjaciółki. Tym czasem Utachi była już w Konoha. Wolnym krokiem zmierzała do gabinetu Tsunade. Było po czwartej po południu, więc nie podejrzewała, że hokage może mieć gości. Zapukała wcześniej wycierając oczy i starając się ukryć to, że płakała. Usłyszała ciche proszę. Weszła do gabinetu zasłaniając oczy rękawem. Nie odsłoniła ich. Chlipała tylko cicho ze smutkiem, pomieszanym z radością. - Utachi? Zrobiłaś to?- zapytała Tsunade- Słyszysz? - N-n-nie! I-kun to mój przyjaciel i nie umiałam… On mnie widział! To wszystko wina trzeciego hokage! To on go zmusił do tych zbrodni! Gdyby… Gdyby… Gdyby nie Sarutobi to klan Uchiha by nadal istniał!- zawołała rozgoryczona sajanka. Upadła na kolana i zaczęła głośno i rzewnie płakać dając upust tym wszystkim łzom hamowanym przez osiemnaście lat. - Cicho… Cichutko Utachi… Nie powinnam budzić wspomnień…- mówiła łagodnym głosem piąta klękając obok dziewczyny i tuląc do siebie.- Nie musisz wykonywać tej misji… To był naprawdę zły pomysł, aby budzić wspomnienia… Zwłaszcza tak bolesne… Usiądź na fotelu. Zrobię ci coś ciepłego do picia i opowiesz mi o czym rozmawialiście. Dobrze? Ale nie jesteśmy tu same… - Co?- Utachi odsłoniła twarz i popatrzyła po zebranych.– Ssssaaasssuuke?! Nnnnaaagiiissa?! Sssssaaakurra?! Iiiinnoo?! Ssssssshiiikaaammmaaruuu?! Tttttennttteeennn?! Nnnejjjjiii?! Nnnnnaaaaruuuutooo?! Kkkkiiibba?! Hhhhhhiiiinnaaaata?! Ssssshiiiinnnooo?! Rrrroooccck?! Cccccchooojjjjiiii?! Co wyyy tu roooobiccieeee?! – jeszcze nie uspokoiła się po płaczu. - Mają zadanie w normalnym świecie, tam gdzie ty mieszkałaś przez tyle lat. Zapisałam ich do szkoły Herkulesa… - Będę chodzić do klasy z Son Gohanem!- uśmiechnęła się Nagisa promiennie- Rozumiesz! Zamieszkamy u cioci?! - Nie! Nagisa! Pppprzecież ciotka miesszka bardzo daleko od szkoły! Nie możesz zostawić grupy samej, nawet jeśli to wspaniali ninja. Świat w tamtych rejonach jest dziwny… Wiesz przecież, że co rusz wuj i reszta mają huk roboty z jakimś nowym wrogiem. I tak powinniśmy być wdzięczni Seniorowi Bogów że oddał wujowi swoje życie! Gdyby nie to planeta i wszechświat zginęłyby z ręki Buu! Zgadzasz się ze mną hokage-sama?! - Jak najbardziej! Zamieszkacie w akademiku. Załatwiłam go dzięki miłej dziewczynie Videl… Jak usłyszała imię, Nagisa uśmiechnęła się przyjaźnie i obiecała wynająć spory akademik. Mówiła, że dla najlepszej przyjaciółki i kuzynki wkrótce jest w stanie zrobić wszystko. Tylko jak ona to zrobi? Wyglądała na zwykłą nastolatkę…- myślała Tsunade - Videl to córka Herkulesa. Wszyscy kochają córkę „bohatera”, który pokonał Komórczaka! Bujda na resorach!- prychnęła Utachi- Videl to porządna dziewczyna… Ale Herkules przypisał sobie zwycięstwo. I nie byłoby to złe gdyby się tak nie puszył i nie zgrywał ważniaka! Chełpi się jaki to on był bohaterski i dzielny… Bohater zakichany… A Dendiego się boi!- Utachi spojrzała na Nagisę i obie popłakały się ze śmiechu - Oj Boże! Bać się Szatana Serduszko, Vegety, Tenshina nawet niepozornego Kuririna!!! Ale Dendiego?! To lekka paranoja!- ocierała łzy rozbawienia nieodrodna, młodsza córka Kakashiego - A kto powiedział, że Herkules jest normalny? Jedynie ludzie na Ziemi, którzy nie mieli do czynienia z niezrównaną grupą Hatake, wierzą temu pomyleńcowi… Na szczęście Videl jest inna.- zakończyła wywód Utachi- Czy ja również mam ruszać? - Jeśli chcesz… Ruszacie dziś w nocy pod opieką moją i Kakashiego. Mamy być waszymi opiekunami… Ponoć akademik jest zaraz obok liceum… - Zaraz… Obok liceum?! To ja wiem co ta Videl kombinuje… Jedyny akademik obok liceum to ogromny gmach! Mieści się tam co najmniej tysiąc uczniów, ale nadal jest sporo miejsca! Mieszkałam tam kiedy przez krótki czas studiowałam. To miejsce kiedy jest pełne ludzi tętni życiem! Staje głównym ośrodkiem życia kulturowego licealistów i studentów. Miejscówkę trzeba zaklepywać ze trzy lata wstecz i nie zawsze ma się ten fart… Nie mogę tego przegapić! Ale…- Utachi spochmurniała- Obiecałam przyjacielowi spotkanie jutro po północy… - To leć po niego! Zabierze się z nami!- wołał Naruto ucieszony opowieściami Utachi- Przy okazji… O co chodziło z tym trzecim hokage?- zamyślił się blondyn nagle- Sarutobi nie wydawał się taki zły… - Bo nie poznałeś go naprawdę… Kiedy miałam kilka lat, a moja mama była w ciąży z Nagisom zostałyśmy wypędzone z Konoha. Trzeci bał się mocy sajan. Bo wiecie… Ja i Nagisa nie mamy chakry… Tylko Ki. Jest to rodzaj energii powszechny i dostępny dla wszystkich. Nie tak jak chakra dla wybranych… czyli ninja. Ki jest również starsza i wytrzymalsza. Pozwala posiadaczowi na latanie w przestworzach i inne tego typu rzeczy. Nie wymaga pieczęci ani jutsu. Trzeba ją jedynie umieć w sobie odnaleźć i uzewnętrznić. Trening na jej opanowanie to góra pół roku. Potem wystarczy stale ją powiększać przez walki, ćwiczenia fizyczne lub medytacje. Każdy sposób dobry… Ale wracając do sprawy hokage. Nie ufał nam. We wszystkim co robimy szukał złego, który pragnie zniszczyć wszystko co żyje. Wiedział, że ja sama, jako dobrze wyuczony czterolatek mogłam zniszczyć cały Kraj Ognia. Ale musiałabym tego bardzo chcieć. Wtedy też rozdzielono mnie z I-kunem. Dzisiaj dowiedziałam się, że małemu chłopcu wpojono zasadę bądź najlepszy a oddamy ci twoją przyjaciółkę. Biednego I-kuna zmuszano do nieludzkich rzeczy. Chłopczyk pewien, że odzyska przyjaźń godził się i zamykał w sobie. Mimo to pragnął odzyskać przyjaciółkę. Ostatnim „zadaniem” powierzonym mu miało być… Wybicie rodziny. Jego klan był tak silny, że zagrażał pozycji hokage. Przez długi okres czasu był szantażowany, ale nikt nie zwracał uwagi na stan psychiczny i roztrzęsienie dziecka. Wreszcie udało im się przymusić biednego I-kuna do zbrodni. Tylko, że… Prawda jaka wtedy wyszła na jaw całkowicie rozbiła chłopca. Wpadł w szał. Opuścił wioskę jako zdrajca i morderca. Nikt nie wierzył mu, że został zmuszony. Uważano iż zrobił to dla potęgi i tej waszej wyższej formy sharingana… Tak Sasuke… Tym chłopcem nie był nikt inny jak Itachi. Od tej pory ani ja, ani on nie mamy szacunku dla hokage. - Ale ufasz Tsunade… - Cóż… Ona mi jeszcze nie ufa. Do odzyskania zaufania trzeba wiele…- zaczęła Tsunade do tej pory słuchająca ze zdziwieniem- Ale wierzę, że Utachi zrozumie, iż nie każdy hokage musi być zły. Zapytałam ją tydzień temu jak by traktowała Naruto na tym stanowisku… Odparła, że może nie byłaby tak… Zimna… - Oj uwierzcie, że ignorancja mojej siostry rani. To dumna córka z ludu Kosmicznych Wojowników. Nawet Vegeta, dumny książę z naszej rodzinnej planety nigdy nie był tak zimny i honorowy…- zaczęła Nagisa złowrogo- Siostra wdała się w dziadka Bardocka… Tak nam przynajmniej opowiadał stary wojownik, który znał dziadka… - Nagisa?- zapytała nagle Utachi wyglądająca jakby ją oświeciło. - Co? - Jak brzmi rodowe nazwisko Vegety? - Nie pamiętam… Poczekaj…- na twarzy drobnej osiemnastolatki wykwitł rumieniec- Już pamiętam…- szepnęła cicho. Podbiegła do siostry i szepnęła coś na ucho.- Myślę, że jest podobny… - Taaak… Sasuke? Masz stare zdjęcia? Swojego ojca lub innego krewnego z jego rocznika? - Mam w domu. Po co ci? - Tak dla sprawdzenia czegoś istotnego. Nie powiem nic dopóki nie przeprowadzę badań. Mamy zdjęcie Vegety?- szepnęła do Nagisy Utachi- Chwila! Ja mam ramkę z jego zdjęciem w pokoju. - Ty oszuście!- zawołała głośno młodsza siostra- Skąd?! Mnie nie chciał dać! - Ha!!! Od niego samego! Wystarczył miły uśmiech! Poza tym jestem starsza i to o cztery lata! To jasne, że wydałoby mu się podejrzane jakbyś poprosiła… - Nie no! Ja się załamie! Od zawsze byłaś w centrum uwagi, choć wcale się o to nie starałaś. Cicha, poważna, spokojna, zrównoważona… Wystarczyło, że się uśmiechnęłaś i życie byli gotowi za ciebie oddać! Zwłaszcza Szatan i On! - Jaki On?!- zawołał zdenerwowany Lee- Co za Szatan? - Och… Taki jeden Nameczanin… - A tu Itachi robił wszystko, aby cię odzyskać!- zawołała Sakura- Jak ty to robisz?! - Robie co?- zdziwiła się Utachi- Ja nic nie robie. Od nikogo nie wymagam… To jak Sasusiu?- zapytała uśmiechając się anielsko do młodego Uchiha- Pójdziesz po to zdjęcie swojego ojca? Proooooooszę!!! - Jasne…- spojrzał na Utachi rozmarzonym wzrokiem- Dla ciebie wszystko…- powiedział i zniknął - To ja skoczę po to drugie zdjęcie!- zawołała radośnie Utachi- Zaraz wracam! - Zniknęła…- zauważył z żalem w głosie Shikamaru- Jakie to kłopotliwe… - Jestem!- zawołała nagle starsza panienka Hatake z radością typową dla jej ojca- Cudny nie?!- zapytała pokazując koleżankom zdjęcie Vegety w opiętym na muskułach bawełnianym bezrękawniku- To obecny król sajan… Vegeta! - Booooże!- dało się słyszeć jęk Ino- Ale ciacho! Skąd go wytrząsnęłaś?! Ja też chcę takiego króla! - Odsłoń Ino!- krzyczały jedna przez drugą dziewczyny: Tenten, Sakura, Hinata i Nagisa oraz… Tsunade?! - Spokojnie bo podrzecie dowód rzeczowy! Spotkacie go na żywo może jutro wieczorem! - Serio?!- krzyczały wszystkie prócz Nagisy. - Ale on ma żonę! I syna. -Zdjęcie Trunksa też mam. Ale tego z przyszłości… Chociaż tego z obecnych czasów też…- Utachi wyjęła zdjęcie z ramki. Pod spodem było drugie- Ooo! Wuj Songo!!! Patrz Nagisa! To jego zdjęcie tuż przed rozstaniem dwa lata temu… Słyszałam, że ciocia nie żyje… Kaoshin mi powiedział jak byłam na misji. Ponoć była chora. I nie życzy sobie wskrzeszania… Biedny wuj…- podała ramkę Tsunade. - Ja uważam, że ten twój wuj ani trochę nie jest podobny do Kakashiego… Z wyjątkiem rysów twarzy…- zauważyła Tsunade patrząc na postać ze zdjęcia- Przystojny… Ile ma lat? - Chwila… Około czterdziestu pięciu, ale zatrzymał się na trzydziestu sześciu, siedmiu… Bo trzeba brać pod uwagę, że rok spędził jako zmarły u mistrza Kaito, a po turnieju Komórczaka był w królestwie Kaia jako zasłużony przez siedem lat. Więc nie miał okazji do starzenia. Dodatkowo sajanie prawie wcale się nie starzeją dzięki potężnemu Ki i treningowi… Tak więc wuj wygląda na młodzieniaszka. - Mam zdjęcie!- rozległ się krzyk Sasuke. Podał je Nagisie z ciepłym uśmiechem.- Po co wam ono? - Podejdźcie… Czyż nie są podobni? Co prawda pan Fukagu nie był tak umięśniony, ale te rysy… Nagisa… Jak sądzisz?- pytała Utachi- Można powiedzieć… - Tak. Ty mów siostrzyczko… - No więc zdjęcie było potrzebne do porównania wyglądu. Daty się zgadzają, więc nie mam wątpliwości. Nazwisko rodowe Vegety to Uchiha. Jest to nazwisko wszystkich królów sajańskich od tysięcy lat. Więc o ile się nie mylę to twój ojciec Sasuke, jest księciem Planety Vegeta. - Raczej był… On nie żyje… - Fakt… Sorry… To w takim układzie dziedziczysz po nim tytuł razem z bratem. Ale teraz to jedynie tytuł. Planeta bowiem od około czterdziestu pięciu lat nie istnieje… Została zniszczona po narodzinach wuja. On sam z grupą innych zdołał się uratować. - My tu gadu, gadu a misja czeka… Teraz poważne pytanie do Utachi… Idziesz z nami? - Tak. Tylko kto będzie twoim zastępcą hokage sama? - Jiraiya. Po co ci to wiedzieć? - Muszę z nim coś obgadać. Kiedy tu będzie? - Już jestem panienko Hatake…- przez okno wszedł wysoki mężczyzna o długich szarych włosach.- Masz do mnie jakiś interes? - Tak. Ale na osobności jeśli można… Wyjdźmy na dwór…- zaczęła Utachi. Kiwnęła ręką i stanęła na oknie. Wyskoczyła. A zaraz za nią podążył Jiraiya. Zatrzymali się kawałek do okien. Utachi zaczęła mowę.- Chodzi o to, że ruszam na misję. To wyszło tak niespodziewanie zaledwie godzinę temu. Nie wiedziałam nic, bo miałam inne zadanie… Spotkałam na nim dawnego przyjaciela… - A więc wiesz o Itachim? To przykra sprawa. Ten chłopiec jest niewinny… - Tak… Słyszałam tę opowieść. Cały ten bajzel wywołał trzeci. Ale wracając do sprawy… Umówiłam się z I-kunem jutro o północy w lesie poza Konoha. Niestety jeszcze dziś ruszam i nie będę mogła się tam stawić. Napiszę list z wyjaśnieniami… I tu stawiam pytanie… Spotkasz się tam z nim, za mnie? Dasz mu tylko list i jakby co odbierzesz odpowiedź… Zgoda? - Dobrze. Domyślam się, że to będzie ważne. Nie ma problemu panienko Hatake!- uśmiechnął się Jiraiya. - Dziękuję!!!- rzuciła mu się na szyję Utachi.- I mów do mnie Utachi. Panienka Hatake to forma oficjalna dla wrogów i nieznajomych. - Tak jest hokage!- zasalutował - Ja hokage?! Niegłupi pomysł… Może bym wreszcie uwierzyła w dobrą stronę hokage… - Hej! Co tak długo?! Nie mamy czasu na romanse!- krzyczała z góry Ino zła. - Ale my musimy się pożegnać! Prawda Uti- chan?!- od krzyczał Jiraiya i puścił oczko do Utachi. Dziewczyna roześmiała się cichutko i ucałował policzek mężczyzny, aby po chwili wskoczyć powrotem do gabinetu piątej. Chwyciła za pióro i czysty zwój. Zaczęła pisać list. Wszyscy patrzyli zszokowani jak szybko i sprawnie jej to idzie. Po pięciu minutach skończyła. Podeszła do Jiraiyi i wręczyła mu zwitek.- Dziękuję! Jesteś kochany, że to dla mnie robisz! - Czego się nie robi dla tak wyjątkowej kobiety!- uśmiechnął się nonszalancko.- Idźcie już, bo nie zdążycie na pociąg… - Tak. Podejdźcie tu wszyscy…- zawołała Tsunade. Podeszła do każdego i zrobiła nad jego głową kilka ruchów dłonią. Były tak szybkie, że jedynie Nagisa i Utachi je dostrzegały.- Zablokowałam waszą chakrę. Nie możemy się tam wyróżniać… - Ha!!! Ale ja i Nagisa zachowałyśmy Ki! Nie ma sposobu na jej zatrzymanie!- cieszyła się sajanka podskakując wesoło wokół Tsunade. Sajanka była sporo wyższa od Tsunade. - Nie denerwuj mnie! Już i tak jestem zła, że daję się wodzić za nos młodszej od siebie dziewczynie! - Oj babuniu Tsunade… Marudzisz!- odparła Utachi radośnie niczym Naruto. Z tą beztroską można by pomyśleć, że to rodzeństwo.- Rozchmurz się. Złość piękności szkodzi… No chyba, że jest się z ludu sajan… Ooo! Tatuś!- zawołała przystając.- Ruszany na podbój miasta Herkulesa! Damy mu w kość! Prawda Nagiso?! - No jasne! Jeszcze po drodze zgarniemy Kuririna i możemy go ośmieszyć! Ale czy Videl nie będzie zła? To w końcu jej tato… - Videl też ma go dość! Gohan często się skarży. Videl wielokrotnie go prosiła o drobną nauczkę dla ojca, ale on nawet nie chce o tym słyszeć. Zgadamy się z nią i wytniemy Herkulesowi kilka malutkich numerów… Takich niewinnych. - Utachi… Dobrze pamiętam jak Songo opisywał twoje niewinne żarty. Ponoć sam Vegeta był z nich dumny… - Oj tatku! To naprawdę było niewinne w porównaniu z żartami Nagisy! Domyślam się, że tej wiedzy ci wuj nie przekazał, bo byś na zawał padł! I to od razu! Ale to zawsze Utachi była numerantem! Czekaj, czekaj! Jak się mama dowie to będzie z tobą krucho ! - Ale jak ona się dowie? - Nie mów siostrzyczko, że… Shenron?!

część 2... - Tak! Emma Daio miał z nią kontakt. Zdołaliśmy ją wskrzesić! Rozumiesz, Nagiso?! Poznasz mamę! Nie mogła znieść tych zaświatów. Tęskniła. - Kikyo… Moja kochana Kikyo!- cieszył się Kakashi jak dziecko tuląc do siebie córki.- Skąd to…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych