Wróć do katalogu

Jestem Bogiem / Jeden dzień

O pewnym kryzysie... Oceniajcie

Veron, opublikowano , 13 min czytania, 3,4 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Inspirowane twórczością Jacka Kaczmarskiego

Jestem Bogiem. Tak, to Ja. To Ja, Pan, Stworzyciel i Stwórca, Alfa i Omega, Początek i Koniec. To Mnie nazywają Królem Niebios, Bogiem Ojcem, Dobrym Pasterzem. Jestem Bogiem. Jestem Panem Wszechświata, Panem Wszechrzeczy, Panem Zastępów. To Ja, Najwyższy, Wszechmogący, Wszechmocny, Wszechwiedzący, Przedwieczny. Wszechobecny... To Ja. Wiara, Nadzieja i Miłość. Cel Ostateczny. Nieskończone Miłosierdzie. Ciało i Krew. Ja!... Ja jestem nadzieją na lepsze jutro. Ja jestem natchnieniem i inspiracją. Ja jestem odpowiedzią na wszelkie pytania. Ja jestem pisany wielką literą. Jestem Bogiem. Do mnie się modli. Mnie się czci. We Mnie się wierzy. Mnie się nie pojmuje! Ja. Świętość Najświętsza i Sprawiedliwość Jedyna! Ja. Pierwszy Poruszyciel! Ja! Nieskończone Dobro, którego nie wyrażają słowa! To Ja jestem Bogiem! Ja!! I nie ma innego!!!

...

Jestem Bogiem. I to do Mnie się spowiadacie. Bo tylko Ja mogę odpuścić wasze grzechy. A teraz przyszedł czas i na Mnie. I mówię to Ja, Bóg Jedyny. Mówię to do was, bo aniołowie boją się Mnie słuchać, a święci zajęci są swoją świętością. Mówię do was, ponieważ nie ma nikogo innego. Już nie.

Jestem Bogiem. I muszę coś wyznać. Lecz nigdy tego nie robiłem... Ale chcę mieć to z głowy. Muszę się przyznać do grzechu. Tak, do grzechu. Jak widać nawet sam Bóg popełnia grzechy. No, może to za dużo powiedziane: "popełnia grzechy"... Popełniłem jeden grzech. Ale jednak... Po raz pierwszy brakuje Mi słów... Jestem Bogiem i... mam problem. Tak, Bóg też ma problemy. Od zarania dziejów i z jednym – z człowiekiem. Ale to chyba nic dziwnego. Lecz nie o człowieka Mi chodzi, nie ludzi mam teraz na myśli. Mam problem ze Sobą. Mam problem i mam marzenie. I boję się. Boję się, że dowiedzą się, co zrobiłem.

Jestem... ekhm...

Cóż... Więc... Popełniłem grzech. Grzech zaniedbania. Zaprzestałem czegoś, do czego sam się zobowiązałem. Do czego stworzyłem swe Najdoskonalsze Dzieło. Przestałem słuchać człowieka. Ludzi. No, może nie wszystkich. Dla wybranych jednostek pozostałem otwarty. Ich słuchałem. Lecz poczułem się znużony. Prawdziwie świętych za życia nie ma wielu. Straciłem zapał do wysłuchiwania permanentnego lamentu jednych i tych samych. A przestałem słuchać ze względu na ludzi. Tak, właśnie ze względu na was. To wy odwróciliście się ode Mnie pierwsi. Od waszego Boga, waszej Nadziei, waszej Wiary, waszej...! Zamknąłem oczy i uszy na świat, który stworzyłem. Lecz otworzyłem je ponownie. Albowiem byłem znudzony. Nie przez wyrzut sumienia. Przecież to Ja jestem sumieniem. Po prostu... byłem znudzony.

I otworzyłem oczy. Lecz dawno już nie byłem na ziemi. I nic nie dostrzegłem. Więc otworzyłem uszy. A Moja głowa wypełniła się słowami. Kaskadami słów! Słowami w liczbie tak ogromnej, jak miriady gwiazd na firmamencie, które obserwujecie w bezchmurną, bezksiężycową noc. To były modlitwy. Modlitwy spłynęły na mnie, a Ja zachłysnąłem się nimi. Wy powiedzielibyście, że dusicie się, że brakuje wam powietrza. Tak się poczułem. Nie było to przyjemne uczucie. Po tak długim czasie – z waszej perspektywy oczywiście, Ja przecież jestem Wieczny – błagania, prośby, podziękowania wypełniły moją głowę. Lecz było ich zbyt wiele. Nie mogłem ich pomieścić, uporządkować. Jak szybko otworzyłem uszy, tak rychło je zamknąłem. Nie warto się tak męczyć... Wolę nudzić się dalej, pomyślałem.

Nie! Bóg jest zdecydowany. Bóg jest pewny. Bóg jest mądry. A ja przecież jestem Bogiem!

Więc postanowiłem wybrać sobie kogoś. Jednego człowieka, by od niego rozpocząć. By spróbować ponownie. By zacząć słuchać. Otworzyłem więc uszy na chwilę i usłyszałem: "Boże, pomóż mi, proszę!..." Niechaj będzie.

Dałem człowiekowi ciało, rozum i wolę, by mógł sobą kierować. Nie ma żadnego "boskiego planu". Ale w każdym pozostawiłem coś, co należy do Mnie. Duszę. Każda dusza jest Moja. Mogę z nią zrobić, co zechcę. Więc udałem się na ziemię, choć ledwo pamiętałem drogę. A była to długa droga, tak jak dla duszy człowieka długą jest droga, by dostać się do Królestwa Niebieskiego. Lecz szedłem cierpliwie. Postanowiłem to sobie. Pomogę człowiekowi, który błagał Mnie o pomoc. Niech zna Łaskę Pana. Oto człowiek. Mężczyzna. Patrzyłem mu w oczy – zwierciadło duszy, jeden z Moich lepszych pomysłów. I poczułem jego ból. Postanowiłem dać mu nadzieję, której nie miał już w sobie. I wygnałem jego duszę w zaświaty, a sam zająłem jej miejsce. Lecz nie spodziewałem się, że pustka może być tak zimna. Wy powiedzielibyście, że to tak, jakby zanurzyć się po szyję w lodowatej wodzie. Tak się poczułem. Nie było to przyjemne uczucie. Ten człowiek był nieszczęśliwy. Tego jednego byłem pewien. Nie wiedziałem tylko z jakiego powodu.

Więc sięgnąłem do jego wspomnień. Potrafię to, przecież jestem Bogiem. I przed Mymi oczyma pojawiły się zamglone, niewyraźne sceny. Pamięć ludzka bywa zawodna. I zobaczyłem radości i smutki dziecka, potem młodzieńca, wreszcie dorosłego człowieka. Całe życie. Więc tak ono teraz wygląda!... Lecz nie dostrzegłem w nim jednego. Mnie. Pomyślałem, że ten człowiek nie jest Mnie godzien. Ale to Ja jestem ten Miłosierny. Któż inny miałby dać mu nadzieję, jeśli nie Ja? Odwieczna, ludzka prawda o Bogu i trwodze znalazła swoje potwierdzenie. Wspaniałomyślnie wybaczyłem mu jego dotychczasową awersję do wiary. Któż inny może wybaczyć? Lecz co było przyczyną jego melancholii?

Ostatnie wspomnienia były wyraźniejsze. Poszczególne sceny, zapamiętane wydarzenia układały się w spójną całość. Mężczyzna był przedsiębiorcą, miał firmę, prężnie prosperowała. Zaciągnął kredyt, by wejść na rynek z nowym produktem. Lecz nie powiodło mu się. Fiasko. Firmie groziło bankructwo. I jemu także – by ratować biznes zastawił dom. Dziś ma się wyjaśnić, czy uzyska kolejny kredyt, czy też zostanie z niczym. Bez środków do życia. Wszystko jasne. Ha, czyli jednak wiem coś o życiu! Lecz to nie wszystko. Jakiś czas temu dowiedział się o chorobie matki. Byli skłóceni od lat. Przez niego. Jego żona odeszła, bo był zbyt pochłonięty pracą. Zabrała córeczkę i wyjechała zagranicę. Babcia nie mogła więcej oglądać wnuczki. I dziś matka ma operację. Ale jego siostra zabroniła mu przyjeżdżać do szpitala. Teraz czekał. Chyba…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych