Wróć do katalogu

Jeszcze nie wymyśliłam

Myśle, że to jednao z moich lepszych opowiadań, zresztą zobaczcie sami. Umieściłam, jak ba razie pierwszy rozdział.

Liwia, opublikowano , 11 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

ROZDZIAŁ I

Weszłam do mieszkania. W powietrzu dało się wyczuć zapach alkoholu. „Tato znowu się upił”- powiedziałam cicho do siebie. Szybko zdjęłam buty i otworzyłam okno w kuchni. Potem zajrzałam do sypialni. Ojciec leżał na nie zaścielonym łóżku, w butach i brudnej koszuli odwrócony w stronę komody, która kiedyś należała do mamy. Ach, jak ja bym znowu chciała, aby ona żyła. Tak bardzo mi jej brakuje i tatowi także. Teraz się do tego nie przyznaje, ale to właśnie po jej śmierci wpadł w alkoholizm i zaczął uprawiać hazard. Pani Siatecka często powtarzała „Jakie z ciebie biedne dziecko...Masz dopiero 16 lat, a już życie ciebie tak doświadczyło. Niech Bóg ma cię w swojej opiece.” Nie lubiłam, gdy ludzie się nade mną litowali. Przecież ja też kiedyś miałam szczęśliwą rodziną i normalny dom, ale śmierć mamy wszystko zmieniła na gorsze. Nasze dotychczasowe życie legło w gruzach. Tato coraz częściej zaczął wracać późno do domu. Na początku nie wiedziałam gdzie bywał, ale potem jego alkoholizm ujrzał światło dzienne. Próbowałam mu pomóc. Pojechałam do babci, która także bardzo cierpi z powody reumatyzmu i nie może nas sama odwiedzać, i powiedziałam, co się dzieje z ojcem. Długo z nim rozmawiała, ale potem było jeszcze gorzej. W ogóle przestał się mną zajmować. Czasami miewam wrażenie, że żyje tylko po to, aby schlać się do upadłego, a drugiego dnia już nic nie pamiętać. W szkole też zaczęli mnie wytykać palcami po tym, jak mój ojciec zdemolował sklep pani Jadzi. To był gdzieś tak pół roku po śmierci mamy. Pokłócił się ze mną, a w dodatku wylali go z pracy. Poszedł z zamiarem kupienia wódki, ale w sklepie także go coś zdenerwowało i wpadł w szał. Zaczął rzucać wszystkim, co miał pod ręką. Przyjechała policja i zabrali ojca do izby wytrzeźwień. Oczywiście musiał pokryć ze swojej kieszeni to, co zdemolował w sklepie. Nie pracował, a więc nie było go na to stać. Wykorzystał pieniądze mojej matki, która trzymała je na czarną godzinę. Kilka dni później dowiedziałam się, że jesteśmy zadłużeni, bo tato od jakiegoś czasu zaczął uprawiać także hazard i wszystko, co tylko zarabiał od razu przegrywał. Kilka tygodni później znalazł inna pracę, jako murarz. Nic ciekawego, układanie płytek w łazience, malowanie i te sprawy. Pracuje tam do dziś chociaż pracodawcy są z niego nie zadowoleni i się nie dziwię. Ciągle się spóźnia, czuć od niego wódką, urywa się z pracy i idzie do pobliskiego sklepiku, aby kupić sobie piwo. Jak tak dalej pójdzie, to pewnie znowu go wyrzucą i co będzie z nami? Pójdziemy ba bruk, pod most, do babci, która mieszka w starym dwupokojowym domku na wsi? Nie wiem i nie chcę o tym myśleć. Po prostu nie mogę. Cały czas wierzę w to, że jakoś wyjdziemy z tego bagna. Musimy wyjść. Mama by nie chciała widzieć nas w takim stanie. Teraz moje myśli zaprzątnięte są całkiem czym innym. Za równiutko trzy tygodnie idę do liceum. Mimo wszystkich nieszczęść, które ostatnio na mnie spadły uczę się bardzo dobrze. Skończyłam gimnazjum z czerwonym paskiem. Jednak kogo to obchodzi? Ojciec nawet nigdy się nie zapyta, jak w szkole, z babcią widuję się raz na kilka tygodni, a reszta rodziny odwróciła się od nas po śmierci matki. Krążyły plotki, że to przez swojego męża w wieku 40 lat odeszła z tego świata. To oczywiście było totalną bzdurą, ale czego ludzie nie wymyślą w tych swoich chorych umysłach. Prawda jest taka, że przed śmiercią matki byliśmy bardzo szczęśliwą rodziną. Dobrze nam się powodziło i nawet myśleliśmy o kupnie domku jednorodzinnego na obrzeżach miasta. Wszystko zaczęło się psuć, kiedy pewnego deszczowego dnia mama z grobową miną oznajmiła nam, że ma raka żołądka. Pamiętam, jakiego wtedy doznałam wielkiego szoku. Choroba zaatakowała mamę szybko i bezboleśnie...Z każdym dniem wyrządzała wielkie zmiany w jej organizmie, a ona nawet o tym nie wiedziała. Na chemioterapię było już za późno. Pozostawała tylko nadzieja. Ja wierzyłam do końca. Mama zmarła 3 miesiące później, ale wbrew pozorom nie cierpiała tak bardzo. Nigdy nie zapomnę 19 maja, bo to wtedy zaczęło się to piekło, w które zagłębiam się z ojcem coraz bardziej dzień po dniu. I nie wiem, czy kiedykolwiek z tego wyjdziemy. Codziennie modlę się do mamy i wierzę, że mnie słyszy, ale nie może nic zrobić. I to właśnie jest w tym wszystkim najgorsze, ta bezsilność i słabość wobec wyroków Boga.

* * *

Drugiego dnia postanowiłam pójść do sklepu i zrobić jakieś zakupy, bo brakowało w domu wszystkiego. Począwszy od chleba, a skończywszy na odżywce do włosów. Ojca znowu nie było w domu, pewnie poszedł się napić z kolegami do jakiegoś baru i wróci wieczorem, albo nawet w nocy. Ubrałam się w czerwoną bluzkę na ramiączkach i w dżinsowe rybaczki. Mimo że była już siedemnasta, to słońce prażyło niemiłosiernie. W południe nie było nawet mowy o wyjściu z domu. Ciągle się słyszy o jakiś udarach, zasłabnięciach., a więc nie chciałam ryzykować. Od jakiegoś czasu robiłam wszystkie zakupy spożywcze w niewielkim markecie na drugim końcu miasta, bo tam było najtaniej. Fakt, trzeba było iść spory kawał na przystanek, a potem czekać na autobus, który i tak się zawsze spóźniał, ale nie było innego wyjścia. Nasza sytuacja materialna była strasznie krucha. Ojciec i tak zarabiał niewiele. Połowę z tego przepijał albo przetracał w inny sposób. Trzeba było oszczędzać, gdzie się tylko da. O dziwo, ale tym razem autobus przyjechał raczej punktualnie. Wsiadało nawet sporo ludzi, ale tylko ja skasowałam bilet. Raz zostałam przyłapana, że jadę bez

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych