Karolcia i prezes
nowelka społeczno-obyczajowa
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
KAROLCIA I PREZES
Dopiero we wtorek po południu kuzynka pracująca w Warszawie przywiozła Karolinie gazetę z poniedziałkowym, grubym dodatkiem w całości poświęconym pracy. - Trochę pognieciona, co? - E, to nic - odparła Karolina. – Schowam do reklamówki, zobacz jak tu u nas od rana leje. Cały kwiecień był taki. - Wiem, wiem, mogliby przynajmniej jakiś chodnik zrobić. Patrz, jakie bajoro. Jak tu teraz przejść? Cholera wie, na co te gminne pieniądze idą. Daj buziaka, lecę. Rozstały się i ruszyły spod daszku przystanku PKS-u każda w swoją stronę. Karolina narzuciła płaszcz na głowę i nawet nie bardzo patrząc pod nogi pobiegła przed siebie. Żeby nie wiadomo jak uważała, to drogi tej i tak nikt nie umiał przejść suchą nogą. Na pobliskich polach i łąkach prawie niewidoczne wśród traw i młodych zbóż połyskiwały rozległe płachty podmokłego gruntu.
* * *
Następnego dnia odjechała pierwszym rannym autobusem z rodzinnej wioski – do Warszawy. Wieczorem udało się jej znaleźć ogłoszenie, że międzynarodowa korporacja promująca młodych, ambitnych i dynamicznych poszukuje kandydatek na stanowisko asystentki area managerów, czy jakoś tak, dla sieci tworzonej właśnie w Polsce. Nie miała jak zadzwonić, bo przecież w domu nigdy nie było telefonu, więc trzeba było jechać samej, osobiście. - Karola, a co ty tak latasz jak ta głupia po kątach? – matka wyjadająca kaszę z dna garnka obserwowała córkę od jakiegoś czasu. - Nic nie latam, mamo, tylko się denerwuję – odparła Karolina chodząc po maleńkiej, niskiej izbie pod żółtawą, słabującą żarówką. - Bo gdzie tobie dzieciaku do Warszawy? Tamuj ludzie nie takie jak u nasz. Zobacz, ile to świństwa tera na świecie, jeszcze ci jaką krzywdę zrobią – odezwał się ojciec, który akurat wszedł z mokrymi gałęziami z lasu. - No nie wiem, może nie zrobią – Karolina zapatrzyła się w okno, za którym szarzył się wilgotny zmierzch. – Ale przecież zdałam maturę, sami wiecie, jak mnie chwalili za naukę, za języki. To co – mam nie próbować? - Ano, próbuj córciu, ale zawsze szkoda cię tam…
* * *
Za Tarczynem pogoda nawet poprawiła się. Karolina z większą otuchą pomyślała, że może jednak ma jakieś szanse – chociaż gazeta była z poniedziałku, a ona jedzie dopiero w środę. Na pewno przed nią wybrali już kogoś innego i na marne może pójść te parę groszy, które uzbierali w domu na jej podróż. Czy nie była jednak najlepszą uczennicą w liceum w G.? Angielski, francuski – perfekt; włoski, którego uczyła się samodzielnie – na zupełnie przyzwoitym, konwersacyjnym poziomie, do tego szóstki od dołu do góry. Jedynie może z tym polskim zdarzały się maleńkie wpadki, bo nie zawsze umiała przezwyciężyć mowę, którą wyniosła z domu, po rodzicach… a może nie chciała, bo przecież to był zawsze taki kochany dom. Ale jeśli Pan Bóg pomoże mi teraz? I Karolina odmówiła „Ojcze nasz” oraz jedną tajemnicę różańca. W Warszawie kierowca poradził jej, gdzie ma wysiąść, żeby nie musiała błądzić i tracić czasu na szukanie. Przeraziła się, kiedy stanęła wreszcie pod budynkiem, w którym jej korporacja miała siedzibę. Potwornie wysoka wieża z latającymi szklanymi windami na wierzchu. Obok niej garniturowcy z neseserami, drętwo i służbowo uśmiechające się lalunie w eleganckich kostiumach i w pantoflach z ostrymi, długimi na pół metra czubami. Dopiero teraz popatrzyła na swój sweterek pożyczony od kuzynki, na torebkę kupioną na odpuście rok temu – i zawahała się. Ale nie było innej drogi, jeśli chciała ulżyć rodzicom, chorowitemu rodzeństwu. Pewnie będą się śmiać ze mnie, jak im powiem, skąd przyjechałam i gdzie mieszkam – patrzyła ze strachem, kiedy winda podobna do przezroczystej bańki mydlanej porwała ją w górę. Poza nią w kapsule znajdowało się jeszcze kilka innych osób żywo rozprawiających po niemiecku o zamieszkach w Rostocku. I nikt jakoś nie zdradzał najmniejszej obawy, co to będzie, gdy spadną na zbity pysk. - Pani do nas? – na jednym podniebnych pięter zatrzymała Karolinę pani z tak zaciśniętymi ustami, jakby ich nie miała wcale. - Tak, ja chciałam… - Ale do pracy? Na pewno u nas? Tak? - No tak, tu mam ogłoszenie. - Ja znam to ogłoszenie, proszę mi nie pokazywać. Wizyty u nas umawia się telefonicznie. Czyżby nie miała pani telefonu? Pani chwilę zaczeka. Karolcia przycupnęła na brzeżku siedziska. - Do you really want to work with us? – po niedługim czasie rozległ się nad głową zdenerwowanej Karoliny męski głos. Karolina podniosła głowę i odwróciła się. Zobaczyła sympatycznie uśmiechającego się, bardzo przystojnego na cudzoziemski sposób młodego pana. - Yes, I want – odparła jakoś coraz mniej pewna siebie. – I have come for this yet! - OK, OK., but we are great international corporation of banking technologies. Do you have any experience in this area? - No, I have only graduated from secondary school… - Excuse me, I’m so sorry. We are looking for… Karolina choć bacznie przyglądała się miłemu rozmówcy, dostrzegła nową postać. Był to potężnej konstrukcji cielesnej mężczyzna w świetnym garniturze i z miną władcy świata. Gość przyjrzał się jej przelotnie, po czym skinął na rozmawiającego z nią młodego człowieka. - Come here quickly! – warknął nieprzyjemnym głosem. - What are you doing? I don’t want to see her. Na chwilę obaj znikli. Ale kiedy ten młody pojawił się ponownie, na jego twarzy nie pozostało już nawet cienia uśmiechu. Ani na twarzy tamtej pani, która ją pierwsza tu powitała.
* * *
No tak, to jakiś inny świat, rozmyślała Karolinka wciąż wstrząśnięta warszawskimi
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil M. Sznajder
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…