Wróć do katalogu

Kartka z pamiętnika Casanovy.

Smakowałem moje kochanki, poczynając od soczystych warg, a kończąc na palcach u stóp. Ich uda były zawsze słone ...

luckyman, opublikowano , 8 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Kartka z pamiętnika Casanovy.

{i} (Literacki opis najsłynniejszego pojedynku XVIII wieku w Warszawie, pomiędzy Giacomo Casanovą a Franciszkiem Ksawerym Branickim.) {/i}

Podniosłem napełniony kieliszek do ust i lekko przechyliłem. Poczułem na języku niebiański smak, który wprawił mnie w dobry nastrój. - Nie ma to jak wino z ojczystego kraju – powiedziałem półgłosem. Wyciągnąłem się na kanapie i pogrążyłem w myślach. Nie lubiłem tego kraju. Był dla mnie za zimny i za deszczowy. Co najważniejsze nie znalazłem tutaj pięknych kobiet, jakie spotykałem wcześniej. Tutejsze kobiety były blade i kwaśne jak niedojrzałe jabłka. Dziwiłem się innym mężczyznom, że próbują takie robaczywki. Ja byłem wyrafinowanym smakoszem. Potrafiłem ocenić nie tylko gładź skóry, smukłą sylwetkę i kształtne piersi kobiety, ale także dotrzeć do jej duszy. Małą trzpiotkę przemieniałem w uległą lwicę. Moje pocałunki rozpalały zimne ciała i uwalniały zmysły. Kochałem ich usta, piersi, smukłe biodra, zapach skóry, który był dla mnie najcenniejszym afrodyzjakiem. Smakowałem moje kochanki, poczynając od soczystych warg, a kończąc na palcach u stóp. Ich uda były zawsze słone, zroszone nektarem pożądania, spływającym z różowej muszelki. Zaś spiczaste sutki piersi jawiły się jako niepokonane górskie szczyty. Zachęcające do zdobycia. W jednej chwili byłem więc odkrywcą i zdobywcą, biorąc w posiadanie poznane wcześniej dziewicze terytoria. Pieściłem nie tylko ciało, ale i duszę. Mówiłem to, co kobiety chciały usłyszeć. To, czego żaden mężczyzna wcześniej nie był skłonny im dać. A one po prostu szukały potwierdzenia swojej wartości, kobiecości, a przede wszystkim miłości. Tego specyfiku miałem w nadmiarze. Głośne pukanie do drzwi przerwały moje rozważania. - Kogo to licho niesie o tej porze?! – krzyknąłem niezadowolony i nie czekając na służącego powlokłem się do wejścia domu. W otwartych drzwiach zobaczyłem dwóch mężczyzn. Jeden z nich zapytał z wyniosłą miną: - Pan Giacomo Casanova? - Tak. Jam jest. Giacomo Girolamo Casanova, do usług. - Jego wielmożność Franciszek Ksawery Branicki, podstoli wielki koronny i starosta halicki, wyzywa Pana na pojedynek. Czas i miejsce pojedynku ustala się na jutro, o godzinie siódmej rano w ogrodach królewskich na Woli. Do Waszmości należy wybór broni. - Ale … chwileczkę. Czy mogę znać powód tego wyzwania? - Pogwałcił Pan cześć i honor panny Ludwiki Solskiej, która jest pod opieką Pana starosty. Co mam odpowiedzieć mojemu Panu? - Żadna kobieta nie jest warta tego, aby za nią narażać życie – odparłem. - Czy mam rozumieć, że odmawia Pan dania satysfakcji Panu staroście? To grozi infamią! - Dobrze, już dobrze. Stawię się jutro o wyznaczonej porze. - Proszę pamiętać o wyznaczeniu swoich sekundantów – odezwał się dotąd milczący drugi mężczyzna. - Będę pamiętał – zapewniłem. – Panowie, a może opróżnicie ze mną buteleczkę wina? - Nie. Dziękujemy. To wizyta honorowa. Jesteśmy na służbie. Kiwnięcie głów i ukłon moich gości oznajmiło mi koniec tego żałosnego przedstawienia. Próbowałem sobie przypomnieć pannę Solską. Pośród wielu polskich kobiet, nie najwyższej urody, jakie ostatnio posiadłem, tylko jedna wyróżniała się erotycznym powabem, który zapamiętałem na dłużej. Ludwisia obok ładnej buzi była nader wykształcona, władała trzema językami, chociaż muszę przyznać, że swoim języczkiem potrafiła najwięcej dokonać. - Aktoreczka – zaśmiałem się głośno. – Wielki podstoli królewski i aktoreczka! Przez nią mam narażać swoje członki na niebezpieczeństwo? Dotknąłem ręką krocza. Nie ukrywałem, że na tej części ciała zależało mi najbardziej. Jednak byłem przygotowany na ciągłe szaleństwa. Taki był mój los. Przeznaczenie, któremu znowu miałem wyjść naprzeciw. Jutro czekał mnie ciężki dzień. Spojrzałem na butelkę wina. Nie mogłem pozwolić aby pozostała wciąż pełna. Potrzebowałem towarzystwa. Wziąłem dzwonek do ręki i energicznie potrząsnąłem. Na umówiony sygnał w pokoju pojawił się kamerdyner. - Słucham Jaśnie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych