Wróć do katalogu

Kartka ze zbyt krótkich wakacji

Czas sobie płynie, wszystko się zmienia, ale są takie miejsca, gdzie czas zdaje się zatrzymywać i może tylko drzewa rosną wyższe, a kwiaty pachną inaczej.

jolsokolowska079sok, opublikowano , 12 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Postanowiłam udać się na dworzec piechotą, dzieliło mnie od niego zaledwie kilka przecznic. Był piękny dzień, mniej wilgotny niż poprzednie. Nie mogłam usiedzieć na miejscu, chciałam wyjść i cieszyć się pogodą. Zbyszek pragnął zostać w hotelu, bolała go głowa. Nie powiedziałam mu, że znowu jadę do Haarlemu. To było nieszkodliwe kłamstwo, które tak lubimy. Pragnęłam pobyć sama, lubię mieć takie chwile tylko dla siebie. To odrobina zdrowego egoizmu, albo okoliczność łagodząca. Początkowo sądziłam, że mój samotny wypad wzbudzi w Zbyszku zainteresowanie, ale jego twarz była obojętna. Cierpiał, przytuliłam go mocno. Był ciepły jak chleb. - Nie wracaj późno.- rzekł cicho na pożegnanie. Zamykając za sobą drzwi naszego pokoju obrzuciłam go krótkim spojrzeniem. Po jego twarzy przemknął delikatny, gorzki uśmiech, natychmiast go stłumił. Wiedział, że postawię na swoim. Razem jest nam dobrze, ostatnio jednak wyraźnie czułam, że minął ten czas, gdy zaprzątał wszystkie moje myśli. Stawiając stopę za stopą na chodniku nie musiałam zmuszać się do następnych kroków, frunęłam nie czując ciężaru przewieszonego przez ramię czarnego plecaczka. Czasem do szczęścia tak mało potrzeba. Mogłam wsiąść do sprintera, to szybki pociąg i za niecałe siedem euro być tam znowu, po niecałych dwudziestu minutach jazdy. Parę dni temu, to nieduże, holenderskie miasteczko położone na zachód od Amsterdamu, zwróciło moją uwagę. Było najlepszą rzeczą jaka mi się przytrafiła podczas za krótkich wakacji w Holandii. Jest jak kolorowe pudełko pralinek, kusi barwami i wysmakowaną, sięgającą X wieku historią. Z miastem jest trochę tak jak ze spotkaniem obcego człowieka, żeby się czegoś o nim dowiedzieć, trzeba włożyć mnóstwo energii. Haarlemowi dałam się uwieść bardzo szybko. Na dworcu ustawiłam się kolejce, byłam czwarta do okienka. Dopadły mnie wyrzuty sumienia. - Jestem wredna, mogłabym przekonać Zbyszka, żeby ze mną pojechał. Nie zrobiłam tego, trudno. Czasem, jednak nie warto tracić z oczu własnych potrzeb, znalazłam dla siebie usprawiedliwienie. Szybko dotarłam na miejsce. Do centrum doprowadziła mnie jeszcze drzemiąca uliczka, wyznaczała rytm marszu. Jej obudowę tworzyły świeżo otynkowane domy, oparte plecami o zieleń przydomowych ogrodów. Drzewa i krzewy tonęły w świetle słońca, ciepłym, uspakajającym, nieomal namacalnym. Mogłam znowu pokręcić po nostalgicznych zaułkach i placach Haarlemu. Okrążyłam rynek podążając za grupką głośnych japońskich turystów. Wędrowali ze zwykłym sobie zapałem, fotografowali wszystko co im wpadało w obiektyw. Pierwsza połowa czerwca to dobry okres na zwiedzanie Haarlemu. W pełnym słońcu wydaje się jeszcze piękniejszy. Poszłam na skróty, nie mogłam sobie odmówić przyjemności by nie zajrzeć do transeptu, przepastnej, neoromańskiej bazyliki katedralnej św.Bawona. Chciałam odetchnąć w jego wnętrzu przytulnym i jasnym, uwolnionym od turystów, od ich pośpiechu. Przyciągało mnie jak magnes bogatym wystrojem i dostojną ciszą. Usiadłam w ostatnim rzędzie ławek bocznej nawy. Nade mną, z mroku bocznej kaplicy wynurzała się z masywna sylwetka anioła zastygłego w trwającym wieki kamiennym spojrzeniu. Gdzieś za uchylonym oknem buszowały w topolach ptaki. Cieszyłam oczy witrażami kościoła - prostymi, nieprzegadanymi w rysunku i barwach, zapewne otoczonymi troskliwą opieką konserwatora zabytków. Narosło wokół nich sporo romantycznych historii i legend. Godzina w bazylice była jak mgnienie, wyszłam na zewnątrz. Bryła kościoła, ociężały monument, broniła się celnym doborem szlachetnych materiałów. Szukając cienia, przemknęłam na drugą stronę rynku, największego i najładniejszego placu Haarlemu. Minęłam sklepik kapelusznika. Po chwili, w przyjemnym chłodzie sal Frans Hals Muzeum, wpatrywałam się w kolekcję płócien tutejszych malarzy. Muzea Haarlemu przechowują wiele skarbów, dzieł sztuki, które pomimo sędziwego wieku dziwnie nie starzeją się. Parę godzin później, z nosem przy zimnym szkle gablot, podziwiałam zbiór monet gromadzonych od bardzo dawna, w najstarszym Teylers Muzeum. Lubię stare monety. Moja przygoda z monetami to odrębna historia, opowiem ją innym razem. Przez większość przedpołudnia krążyłam jakby bez celu, mój aparat fotograficzny miarowo szczękał. Słońce przypiekało intensywnie moje odkryte ramiona, wokół tańczyło rozgrzane powietrze. Odeszłam parę kroków na chodnik, ciągnęła mnie jak magnes elewacja narożnego domu zamykającego pierzeję. Cień malował na niej różne, geometryczne desenie. Pochłonięta studiowaniem jej dopracowanego detalu, ledwie zdążyłam zejść z drogi chłopakowi, jadącemu z naprzeciwka, na białym rowerze. Wypchany plecak nie przeszkadzał mu zbytnio. - Wszędzie te rowery. Muszę uważać by nie włazić na ścieżkę.- szepnęłam spłoszona. Uśmiechnął się do mnie i grzecznie przeprosił. Holendrzy są przystojni i wyjątkowo serdeczni. Ruszyłam dalej, przed siebie, ścieżkami spotykanych gęsto rowerzystów, zostawiając za sobą centrum. Otworzył się przede mną niezwykły widok. Na małych powierzchniach, między rzeką Spaarne, a kanałami widniały jak kolorowe wstążki, stłoczone w rzędach, niewielkie domy mieszkalne nazywane przez historyków architektury, kamienicami mieszczańskimi. Były przemyślnie pomieszane z wygodnymi hotelikami i współczesnymi budynkami usługowymi o płaskich dachach, ceglanych, nieotynkowanych, skąpo dekorowanych ścianach. Wprawiały mnie w taki samym zachwyt, jak zabytkowe obiekty. Miasto jest znane w Holandii z dostojnego, bardzo starego Domu Wagi Miejskiej i licznych hofjes : przytułków dla ubogich. Ciekawostką jest, że były one wznoszone od początku istnienia,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych