Kartoks
Niewolnicze życie na polach kartoksu.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{font:times}- Ej! Białasie! – powietrze przeciął świst bata – Jeszcze raz będziesz się obijał, a będzie to twój ostatni dzień tutaj. – Jak każdą wypowiedź, tak i tę skończyło charakterystyczne splunięcie na krew, która ledwo co spadła z pleców Nila. Jego twarz jeszcze przez kilkanaście minut była wykrzywiona grymasem bólu. Po nagich plechach spływała powoli strużka krwi. Nie była to jego pierwsza rana, jak i zapewne nie ostatnia. Był bity prawie codziennie. Jego plecy już od lat są pokryte bruzdami, nabrały przez ten czas charakterystycznej brązowo-fioletowej barwy, która gdzieniegdzie jest ubrudzona krwistoczerwonymi plamami. Szczęściarzem mógł się nazywać w momencie gdy jakaś rana zdążyła się zagoić. Przeważnie jednak zanim zamieniła się w bliznę znów była otwierana batem.
Nil urodził się w Zartarze 59. Była to niewolnicza osada otoczona polami uprawnymi kartoksu. Podzielona ona została na część dla najemników oraz drugą dla zniewolonej części mieszkańców. Znajdowało się tam 38 chat, w których mieszkało 179 niewolników. Nazwa „chaty” to jednak duże uproszczenie. W istocie były to rozpadające się szałasy, nie dające nawet porządnego schronienia przed deszczem. Cóż tam się działo podczas ulewy, która na szczęście nie pojawiała się zbyt często. Przypominało to trochę sen na dnie jeziora, brakowało jedynie ryb. Po każdym deszczu trzeba było dokładnie czyścić całe pomieszczenie, w przeciwnym razie pojawiał się grzyb i nieopisany smród. Nie było to przyjemne zadanie, Nil nigdy za nim nie przepadał. – Czystość to znamię inteligencji – tak często powtarzała jego mama, nie było wyjścia. Trzeba było brać kępki trawy i szorować deski. Wewnątrz chat znajdowały się wykonane z łodyg męskiego kartoksu łóżka oraz miski na jedzenie. W tej części znajdowała się także chata przeznaczona do nauki dzieci oraz posąg poświęcony Bogom. Wykonany był z drewna, miał około 8 stóp wysokości. Przedstawiał Karmimrę. Najważniejszego z wszystkich Bogów. Posiadał on ciało człowieka, a raczej to człowiek miał takie samo ciało jak on. Różnica była jedynie w ilości rąk. Karmimr posiadał dodatkową rękę na brzuchu. Trzymał w niej kij do walki z wrogami. Jak głosi legenda człowiek też kiedyś miał tak jak Karmimr trzecią rękę. Stracił ją za sprawą człowieka imieniem Chou, który jak co dzień rano jadł pake. Odwiedziła go wtedy Omistrra – żona Karmimra. Rozmawiali długo o trudzie życia ludzi. O tym jak ciężka jest uprawa kartoksu. O monotonnym jedzeniu. Omistrra obiecała, że porozmawia z mężem i może uda jej się coś wskórać. Chou podczas rozmowy z nią padł na kolana. Wyznał jej miłość i dotkną ją właśnie tą przeklętą ręką. Bogini pobiegła do swojego męża. Ten rozłoszczony na człowieka zabrał mu trzecią rękę, a sam wraz z żoną ukrył się w górach Montrach. Są to tak wysokie i strome góry, że żaden człowiek nie jest w stanie, choćby wspinał się całe życie dotrzeć na szczyt. Od tej pory ludzie rodzą się okaleczeni – jedynie z dwiema rękami. Od tamtej chwili także imię Chou zostało zakazane. Rodzice nazywając tak dziecko skażą je jak i resztę ludzi na karę za używanie niewłaściwych imion. Urażona para Bogów już na zawsze zostanie w swoim pałacu na czubku góry. Na ziemię zaś przyjdą ich dzieci, które oddadzą ludziom trzecią rękę. Zapewnią szczęście i urodzaj. Niestety nikt nie wie kiedy to nastąpi. Wszyscy mają nadzieję, że nie potrwa to długo i stanie się to za ich życia.
***
Każdy niewolnik dostawał jeść dwa razy dziennie. Jedzenia nie brakowało, gorzej było z jego jakością. Rano przeważnie były żółte bulwy nazywane przez rolników pake. Wieczorem też były bulwy. Właściwie to zawsze były bulwy. Nil nie znał innego smaku, więc nie narzekał. Z zazdrością patrzył jednak na dom najemników. Był wielki, biały i miał cały dach. Niejednokrotnie rozmyślał jak cudownie musi być wewnątrz. Cicho, spokojnie, ciepło i co najważniejsze sucho. Był również przekonany, że nie ma wewnątrz owadów, a jeśli nawet się trafiają, to na pewno mało. Budynek ten zajmował dużo więcej miejsca niż chaty niewolników, a w środku mieszkało tylko 20 najemników. Nie dość, że nie musieli pracować, mieszkali w pięknej „chacie” to dostawali różne posiłki. Wyróżniali się oni również tym, że w przeciwieństwie do niewolników byli czarnoskórzy. Nosili niebieskie uniformy do których przyczepione były różnego rodzaju środki przymusu – pałki, maczety, baty. Dzieci urodzone w Zartarze przechodziły szkolenie organizowane przez najemników. Coś w rodzaju szkoły. Poznawały historię, położenie oraz zasady funkcjonowania osady. O religię dbali rodzice. Nie było tam ocen. Nieopanowanie jakiejś dziedziny wiedzy, czyli nieprzystosowanie się do warunków życia wcześniej czy później wychodziło na jaw i było zazwyczaj przypłacane życiem.
Odkąd Nil skończył 10 lat pracował na polach kartoksu. Była to strasznie wymagająca roślina. Rosła tylko na odpowiednio natlenionej i żyznej glebie. Jeśli była wystarczająco przygotowana należało wrzucić ziarno, aby po kilku dniach zaczęło kiełkować. Kilka tygodni później roślina mogła mieć już nawet 5 stóp wzrostu. Niestety tak szybki wzrost pochłaniał ogromne ilości minerałów z gleby. Stawała się ona wtedy twarda niczym kamień i przez najbliższe tygodnie nic na niej nie rosło. Dopiero po tym okresie pojawiały się maleńkie źdźbła trawy. To był znak dla niewolników, że gleba nadaje się już do pracy. Przychodzili wtedy bladym świtem i spulchniali ją prymitywnymi narzędziami nazywanymi sepami. Były to dwa połączone ze sobą kije tworzące literę T. Dolny koniec był zaostrzony. Niewolnicy napierając od góry na sep wbijali go w ziemię. Nie była to łatwa robota. Wymagała wiele siły i cierpliwości. Najgorsze było jednak to, że praca ta się nie kończyła. Każdego dnia Nil jak i jemu podobni wyruszali w inną część pola. Następnego dnia przychodziły zaś kobiety, które siały kartoks. Zawsze było coś do roboty. Podlewanie roślin, odpowiednie przycinanie, usuwanie męskich osobników kartoksu. Nil najbardziej lubił zbierać ślimaki, które bardzo sobie upodobały żerowanie na tym polu. Uprawa może nie byłaby najgorszą praca pod słońcem gdyby nie najemnicy. Byli wszędzie. Wystarczyło na chwilę przestać pracować aby zaczerpnąć trochę powietrza, a plecy po chwili rozpalał skórzany bat, niebo zaś rozdzierał przeraźliwy krzyk bitej osoby. Najgorszym z najemników był jednak Samuel. Pewnego dnia przechodząc obok niewolnika imieniem Ed potknął się i wpadł na biedaka. Ten został oskarżony o zaatakowanie pracownika Zartary 59 i natychmiast przeniesiony do osady, która znajdowała się w pobliżu pól. Został zamknięty w małej klatce na środku części dla niewolników, aby ci wracając wieczorem z pola do swych chat mogli się przekonać co czeka każdego kto podniesie rękę na Samuela. Najgorsze nastało jednak po całkowitym zachodzie słońca. Ed został wyciągnięty z klatki. Jego ręce zostały przywiązane do wbitego w ziemię pala. Następnie przez wiele godzin był bity batem. Skóra powoli zanikała, a dokładniej to stopniowo była wyrywana przez spadający jak grom z jasnego nieba bat. Kawałek po kawałku, strzęp za strzępem ciało Ed’a było rozrywane. Gdy świadomość odpływała na twarz lądowało wiadro zimnej wody. Nigdy do tej pory Nil nie słyszał tak przeraźliwych dźwięków. Starał się zasnąć ale Ed wrzeszczał tak potwornie jakby go ze skóry obdzierali. Może w rzeczywistości tak było, tego nie wiedział. Był jednak pewny jednego. Nienawidził Ed’a. Z całych sił. Modlił się, aby ten już wreszcie umarł. Tak bardzo pragnął zasnąć. Wiedział, że jeśli jutro będzie niewyspany to jego plecy znów zmienią kolor na krwistoczerwony. W końcu ten stary pierdoła Ed sam był sobie winien. Sprzeciw nie popłacał.
Może dziwić dlaczego nikt nie próbował uciec. To proste. Nie było gdzie. Zartara 59 graniczyła od północy z Zartarą 29, od zachodu z Zartarą 58, od wschodu z Zartarą 60. Na południu zaś była
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Own3D
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…