Wróć do katalogu

KOLEJNY PONIEDZIAŁEK W NIEMODLINIE...

donkiszoteria dla amatorów

bartek zalewski, opublikowano , 18 min czytania, 4,4 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

KOLEJNY PONIEDZIAŁEK W NIEMODLINIE…

Mosina, 18.08.-18.10.2009 r.

Jestem Bartek Zalewski. Znacie mnie? Nie? To nieważne! Uwielbiam grzebać się w starociach. Zawsze pociągały mnie zakurzone skrypty, zeszyty, świstki. Dobrałem się ostatnio do skrzyni dziadka Jakuba. I oniemiałem! Znalazłem w niej masę interesujących dla mnie pism, a wśród nich rękopis. Nie był to pamiętnik ani dziennik. Coś w rodzaju zbioru opowiadań. Nie wiem skąd się tam wzięło. To co wyczytałem w tym pożółkłym zeszycie wstrząsnęło mną. Poziom opowiastek był wysoki i posiadał niesamowitą wartość myślową Nie może to zginąć, muszę to przekazać dalej! Rzuciłem w kąt moje prace i tak powstało to opowiadanie w małej transkrypcji mojego pióra. **********************

Niemodlin to mała mieścina. Brak tu rozrywek. Miejsc, do których można by się udać wieczorem, czy chociażby późnym popołudniem i jakoś wypełnić czas od nauki czy pracy aż do pory snu. Jeśli nie miałeś przyjaciół lub znajomych, z którymi mogłeś spędzić parę chwil, to w zasadzie byłeś zdany tylko na włóczenie się po okolicznych lasach, albo na siedzenie w jedynej kawiarni- w „Roksanie”. Niedziele były jeszcze gorsze. Od czasu kiedy padło ostatnie kino- jedynym przybytkiem rozrywki, jeśli tak można ująć, była rzeczona kawiarnia. Albo spacery na łonie natury. Jedyną alternatywą było zostać w domu. Więc większość miasta siedziała przy kawce lub piwku, oddając się plotkowaniu lub obserwacji innych- taka rozrywka rodem z małego miasteczka. Paweł nie był wyjątkiem. Raczej dzieckiem swego otoczenia. Produktem małomiasteczkowej kultury, z całą świadomością jego wad, lęków i zakorzenionych fobii. Paweł uwielbiał łazić wokół miasta, po lasach i okolicznych łąkach- ale nie zimą. Przynajmniej nie na okrągło. W czasie kiedy liście opadają z drzew, rosa zamienia się w lód ścinający delikatną warstewką krzewy i trawy, a oddech staje się parą z ust- Paweł wolał zasadniczo siedzieć w przytulnej sali przy stoliku i sączyć oranżadę lub pić ciepłą herbatę, obserwować świat i gromadzić kolejne doświadczenia płynące z postrzegania otaczającej go rzeczywistości. Był typem samotnika. Nieśmiały w kontaktach z płcią przeciwną. Nie odznaczał się szczególną postawą, więc dziewczyny nie zwracały na niego uwagi. Z kolei był zbytnio dumny, aby zabiegać o względy istot płytkich i powierzchownych, co nie przeszkadzało mu tęsknić czasami do prostych gestów jakie charakteryzują osoby młode i pełne wigoru- tak jak zachowują się nastolatki. Sprzeczności harcowały w Pawle, doprowadzając go do huśtawki nastrojów. Nie zdawał sobie sprawy, że takie uczucia drzemały w każdym człowieku w jego wieku. Pawłowi zdawało się, że tylko on cierpi i nie potrafi przyjść z samym sobą do ładu. A nie było za bardzo komu mu tego uświadomić. Nie miał z kim swych wątpliwości skonfrontować i porównać doświadczeń, porażek i prób odnalezienia swej własnej drogi. Bo był sam. Samotnym i powoli stającym się zgorzkniałym, młodym buntownikiem- zblazowanym, wiecznie cierpiącym nieudacznikiem. Tak o sobie zaczynał myśleć. A negatywne myślenie to już początek przeświadczenia, że tak właśnie jest. Nadszedł listopad. Zrobiło się zimno, deszczowo i paskudnie. Paweł nie był aż takim entuzjastą natury, by marznąć na dworze, więc w to niedzielne popołudnie zawitał do „Roksany” i chwilę pogadawszy ze znajomym szatniarzem, usiadł przy swym stałym stoliku i zamówiwszy oranżadę, zaczął obserwację zgromadzonych ludzi. Oddawał się temu zajęciu od długiego czasu, było jego jedyną rozrywką. Obserwował i na podstawie tego, co widział, budował swoje własne wyobrażenia o ludziach i zdarzeniach, których był świadkiem. Roił w głowie opowieści, niekoniecznie prawdziwe, o sprawach zupełnie dla niego obojętnych. Taki nieszkodliwy bzik, dla zabicia czasu i spędzenia choć chwili bez świadomości, że nikt na niego nie czeka. Ucieczka od własnych obaw. Oszustwo szyte co prawda grubymi nićmi, ale była to taka namiastka złudy, że może zmienić swe przeznaczenie. Albo że może cokolwiek odmienić w swym życiu- jeśli tylko tego zechce. Wszystko, byle nie świadomość samotności i beznadziei dnia codziennego. Żałosny odruch obronny, działania maskujące- oszukiwanie samego siebie. Jeden z nielicznych nałogów jakiemu ulegał Paweł. Chyba sobie zdawał sprawę, że dopóki to tylko nałóg, to wszystko w porządku. Gorzej gdyby to przerodziło się w obsesję…A może to już było szaleństwo? Któż to mógł wiedzieć? Taka forma samo udręczania się, niby dla własnego widzimisie, a jednak było w tym już jakieś zboczenie. Takie podglądanie innych, chociażby w kawiarnianej sali, nosiło znamiona dewiacji. Ale takimi rzeczami Paweł się nie przejmował. Nawet prawie nie dostrzegał. Rozsiadł się wygodniej i rozpoczął lustrowanie otoczenia. Dyskretnie, spod oka, jakby od niechcenia i zupełnie znudzony. Tak dla zabicia czasu. Dla wypełnienia tych chwil, jakie go dzielą od spotkania z tym kimś, na kogo czekał. A nie jako cel sam w sobie. Tę cechę też już opanował do perfekcji. Maskowanie i udawanie. Teatr na potrzeby postronnych. A może tylko dla siebie samego? Przy stolikach delikatny ścisk. Paru znajomych, jakieś przelotnie wymienione półuśmiechy i dyskretne uniesienia brwi w geście powitania. Całkowicie sobie nieznani; obcy, połączeni tylko wspólnym miejscem. Nikt nie zechciał poznać Pawła, i Paweł nie zrobił nigdy żadnego ruchu ku poznaniu. Byli jak tło w niemym filmie… Pojawił się kelner i przyjął od Pawła zamówienie na oranżadę. Skrzywił się przy tym tylko nieznacznie- jak zwykle zresztą. W zasadzie mógłby zrealizować dyspozycję bez podchodzenia do stolika. Ten rytuał powtarzał się co niedziela. Kiedy tylko Paweł został sam, rozpoczął lustrowanie kawiarni. Na znajomych twarzach nie zatrzymywał się ani na moment, tylko tyle, ile było to niezbędne, szukał nowości; sensacji dnia; ciekawostki- czegoś co by zajęło umysł choćby przez chwilę. I znalazł… Jego wzrok zatrzymał się na blond piękności, siedzącej kilka stolików dalej. Siedziała w towarzystwie kilku osób i sprawiała wrażenie niezmiernie znudzonej. Miejscem? Osobami jej towarzyszącymi? A może była po prostu znudzona zawsze i wszędzie? Nigdy jej tu nie spotkał, był tego absolutnie pewien. Nie zapomniałby takiej twarzy. Ani wyrazu oczu. To właśnie oczy przyciągnęły jego uwagę. Uroda, jak uroda- rzecz względna. Sam Paweł nie gustował w cukierkowato pięknych dziewczynach. Ich ostentacyjna uroda raczej go onieśmielała niż zachęcała do rozmowy. A zresztą, jaki z niego znawca? Ile znał pięknych dziewczyn? A z iloma rozmawiał? Samotnik…Dziwak…Wyrzutek…A teraz wpatrywał się w tamtą dziewczynę z coraz większą fascynacją. Trwał tak jak urzeczony. Miała oczy o nieokreślonej bliżej barwie. Mieniły się w świetle kawiarnianych lamp niebieską i zieloną barwą. Ta kombinacja wprost paraliżowała Pawła. Nieznajoma także spojrzała na niego, czy to w przeczuciu, że ktoś ją obserwuje, czy przypadkiem- i ich spojrzenia spotkały się w połowie sali, niczym przechodnie na ruchliwej ulicy. Przez chwilę czas i przestrzeń przestały dla Pawła istnieć. Nigdy marzenia Pawła o dziewczynie nie były tak realne. Nie zdawał sobie z tego sprawy aż do teraz. Zieleń oczu dziewczyny uwięziły go, były niczym kosmiczne echo w eterze: równie realne, co niezrozumiałe. Paweł wnikał w strukturę turkusu jej źrenic z szybkością tak zachłanną, iż stracił nad tym kontrolę. Poczuł przemożną chęć zbliżenia się do tego źródła jak najbliżej się da. Tkwił jednak wciąż na krześle. Wierny swojej naturze. Ogromnym wysiłkiem zamknął powieki. Przez chwilę studnia koloru zieleni i błękitu wciąż go przyzywała, ale wkrótce zaczęła się rozpływać w nicości jego własnej percepcji, aż w końcu znikła zupełnie. Serce, które dotąd biło szybciej, również powoli wracało do normalnego rytmu. Szybko popił oranżadę, tradycyjny napój wypijany przez niego w kawiarni. Przez parę minut uważnie badał wzór serwety. Chciał pokryć swoje zmieszanie, jakie go nawiedziło w efekcie spotkania wzroku nieznajomej. Całe to zdarzenie wprawiło go w konfuzję, ukazało w całej rozciągłości jego samotność, jego oderwanie od rzeczywistości, tego jak bardzo różni się w postępowaniu, zachowaniu i czynach od rówieśników. Niby zdawał sobie z tego sprawę, ale chyba jednak nie do końca. Dziwoląg…To jedno określenie przyszło mu na myśl w kontekście swojej osoby. To, jak postrzegają go inni. Mógł ignorować ten oczywisty fakt; mógł udawać, że nic nie szkodzi, ale tak naprawdę dopiero teraz zdał sobie jasno sprawę jak bardzo się oszukiwał. Zobaczył idealnie, gdzie jest jego miejsce i gdzie chciałby być. Chciałby mieć choć szansę spotkać na swej drodze kogoś takiego właśnie jak ta dziewczyna. Spotkać i zatrzymać na dłużej. Znacznie dłużej niż te kilka marnych chwil w kawiarni, gdzie w niemych spojrzeniach obudzili w sobie ciekawość. A może tylko w nim? Bał się sprawdzić, czy dziewczyna nadal go obserwuje. Gdy wreszcie na powrót podniósł oczy, dziewczyna już nie patrzyła na niego. Była zaabsorbowana sprzeczką, jaka wybuchła przy ich stoliku. Paweł nie znał przyczyny, ale…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych