Wróć do katalogu

Kronika światów: Powrót do ojca. rozdział 9

Spowiedź z przeszłości

atamon, opublikowano , 8 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wieczór spędziłam na wielkim balkonie, skąd obserwowałam wielkie słońce, chowające się za horyzontem krainy. Znikające promienie padły po raz ostatni na lasu, stawiając każde drzewo w nowym świetle. Liście wyglądały jak zrobione ze złota, a kora z rubinów. Woda lśniła niczym szafir, a nad nią unosiła się srebrzysta, migocząca powłoka. W tafli odbijała się żółtawa smuga, jaka pozostała po niedawnym roześmianym, gorącym okręgu, górującym nad krainą. Niebo nabrało najpierw pomarańczowego, a potem różowego odcienia, a chmury stały się na krótką chwilę fioletowawymi kwiatami. Wszystko jakby cofało się na zachód i chmury, i słońce, i ciepło. Nastawała noc. Róż nieba ciemniał, przechodził w granat, a ten w czerń. Na szczyt wysunął się księżyc, mniejszy niż w chwili, kiedy powróciłam tutaj, ale dalej równie piękny i lśniący z tą samą siłą. Las okrył cień. Drzewa przybrały mrocznego koloru. Piękny zakątek Negay zmienił się na czas królowania nocy w straszny bór, gdzie czaiły się różne zmory, prześladujące mnie we śnie. W wodach odbijał się srebrny okrąg- obecny władca świata. Odetchnęłam głębiej. Wieczorne powietrze wydawało się inne od tego dziennego. Łatwiejsze w przełknięciu. Oddychałam pełną piersią, delektując się nocnym spokojem i błogą ciszą. Teraz, kiedy spoglądałam w lustro przeszłości, wszystko wydawało się łatwiejsze. Nie czułam gniewu, niedawno wrzącego we mnie. Cisza udzieliła się i mi. Serce wyciszyło się. Uderzało powoli, według normalnego rytmu. -Nie zastanawia cię to- zagadnęłam, czując wzrok ojca na mojej osobie- że księżyc jest taki sam tutaj jak i tam, gdzie jest obecnie mama. -Istnieje jeden księżyc, jeden jedyny dla każdego, dlatego trzeba się nim dzielić- odpowiedział tata, kładąc mi na ramiona jedwabny koc. -Myślisz czasem o tym drugim świecie? -Częściej niż przypuszczasz- westchnął, opierając się o balustradę balkonu.- Nie było mi łatwo. Twoja mama to jedyny skarb, który chciałbym mieć. Nie pragnę bogactw, nie zależy mi na koronie. Jedyne o czym marze… to twoja mama, tutaj, razem z nami. -Kochasz mamę dalej, tak? -Elfy nie mówią o uczuciach, nie okazują uczuć, nie wiadomo też czy czują coś więcej niż uwielbienie własnej osoby, ale mimo wszystko odpowiem na twoje pytanie. Tak, kocham twoją mamę, choć upłynęło już szesnaście lat od kiedy się widzieliśmy, choć dzieli nas zbyt wielka odległość, by móc ja pokonać. -Co więc z Serabel, czemu ona zaistniała?- wybuchłam, gubiąc się w jego wyznaniach. -To było nad długo przed poznaniem twojej matki. Jeszcze wtedy, gdy panowała Błękitna Zima, nadszedł czas, kiedy każdy Elf musiał znaleźć parę i wydać swego następcę. Nie zdarza się to często. Raz na Okres drzew, kiedy to lasy okrywają się ciemnością, by potem odżyć na nowo, dwakroć większe i wyższe. Okres drzew w naszym świecie to dziesięć Błękitnych Zim, a błękitna Zima to sześć Kwart Księżyca. Nadszedł ten dzień. Byłem wówczas samotny, służyłem królom, państwu, odbywałem wiele wędrówek po sąsiednich krainach. Nie spotkałem na swojej drodze żadnej Elfki, która zjednałaby sobie moje serce, która zmusiłaby mnie do pozostania w pałacu. Matka powtarzała mi na każdym kroku, ze hańbą dla Elfa jest nie doczekać się ani jednego dziecka. Rozpaczała nad mym losem. Całymi dniami nie wychodziła z komnaty i kryła przed światłem swe boskie oblicze, doprowadzając mnie i ojca do głębokiego smutku. Nie chciałem przynieść im wstydu, tym bardziej w chwili, kiedy byłem już dorosłym Elfem. Do tej pory cieszyli się dumą, jaką przynosiłem. W lasach nawet drzewa opowiadały, że moja era z pewnością zostanie zapamiętana przez stare drzewa. A jednak miałem ich zawieść, okryć wstydem i zaprzepaścić swoje względy u Czarnej Gwiazdy tylko dlatego, że w Dzień Płodu nie miałem nikogo, kto zrodziłby mi syna bądź córkę. I wtedy zjawiła się ona, najpiękniejsza ze wszystkich istot. Jej uroda mogła konkurować nawet z jutrzenką. Wyższa od innych, o skórze jasnej jak księżyc i delikatnej jak skrzydła motyli. Moje serce…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych