Wróć do katalogu

La Rumba de Barcelona

jedenasty rozdział "Dalej od gwiazd", o tęsknocie i kurwach z Rambli, o Miszy Griszy, który zaginął tydzień temu zostawiając żonę i dziecko...

mundek, opublikowano , 17 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

11. La Rumba de Barcelona

Po wizycie u Pana Robsona przez tydzień kurowałem wątrobę. Sto dwa pawie ześlizgnęły się po porcelanie klozetu. Tysiąc parujących kaw odbyło drogę do żołądka i z powrotem a miliony dreszczy szarpały mnie co dzień .

Tysiące maleńkich komet spalało się na niebie jak kosmiczni kamikaze. Sophie tysiąc razy zostawiała swojego chłopaka, a Geyboy zawzięcie walił sobie konia wpatrując się w plastikowy słój z wazeliną. Podejrzewałem go również o podprowadzanie z kuchni kalendarza z puszystymi gołymi babami celem zaspokojenia fetyszystycznych żądzy. Do dziś nie rozumiem, czemu po prostu nie zachował go dla siebie.

Misza Grisza znalazł bilety do Barcelony za równowartość kartonu papierosów, spojrzeliśmy po sobie tylko, a potem poinformowaliśmy przełożonych w pracy, że z przyczyn zdrowotnych nie będzie nas przez kilka dni.

Późnym wieczorem maszerowaliśmy w dół Las Ramblas. Była środa, Barca mierzyła się na Camp Nou z Celtickiem Glasgow w lidze mistrzów i wszędzie pełno było Szkotów w biało zielonych koszulkach. Postanowiliśmy zabłądzić. Zgubić się w nocy i kolorowym tłumie. Podążyliśmy jedną z wąskich uliczek. Szliśmy chłonąc zapach nocy, gofrów i knajp, wreszcie wstąpiliśmy do niewielkiej spelunki niedaleko katedry Gaudiego.

- Dos cervezas por fawor- powiedziałem do barmana, a ten uśmiechnąwszy się nalał nam po piwie.

- Przyjechaliście na mecz?

- Nie, wpadliśmy tylko na browara.

- Fajnie, długo zostajecie?

- Kto wie, jeśli nam się spodoba, może i na zawsze.

- Na zdrowie bawcie się dobrze.

Siedzieliśmy popijając miejscowe browary. Misza pisał smsy do Geyboya, który nie jeździł z nami nigdy, a ja cieszyłem się, że wreszcie dotarłem do miejsca, o którym marzyłem od zawsze.

- Jeszcze kilka lat temu- powiedziałem do Miszy- żyłem na ulicy, a Barcelona wydawała mi się czymś zupełnie nieosiągalnym. Budziłem się rano na plaży, albo w lesie martwiąc się, żeby mieć co zapalić, zjeść i napić się wieczorem, a dziś wreszcie jestem tu i mam na tyle kasy, że spokojnie stać mnie na wszystko, a rano będzie można bawić się dalej, na koszt królowej Elżbiety, życie jest piękne przyjacielu. Trzeba tylko wiedzieć czego się chce i jak to ukraść żeby nie dać się złapać.

- Mnie jednak czegoś brakuje- dodał Misza posmutniawszy nagle- mieszkamy już razem półtora roku i w sumie jest zajebiście. Latamy po Europie, byliśmy już chyba wszędzie, ale czasem myślę, że to do niczego nie prowadzi…

- Życie prowadzi nas tylko na cmentarz, reszta jest tylko kiepską literaturą. Ale dobrze wiem o czym myślisz. Marzy ci się piękna żona, dzieci, dom z białym płotem i zasadzone gdzieś w ogródku drzewo. To cię gryzie i nie daje spać czyż nie- zapytałem z lekką drwiną.

- Nie jestem taki jak ty Panie Mundek. Założenie rodziny to dla mnie zwyczajnie kolejny etap w życiu. A ty? Z tych wszystkich dziewczyn, które sprowadzasz wieczorami żadnej nie chciałeś zatrzymać na dłużej?

- Nawet gdybym chciał mój przyjacielu o księżycowej twarzy, żadna z nich nie wytrzymałaby ze mną długo. Jestem dla większości z nich tylko egzotyczną zabawką. Metodą na nudę podczas długich wieczorów. Poza tym idę ścieżką, z której się nie wraca.

- No dobra, ale każdy czegoś chce od życia, czego ty byś chciał, oprócz dymania i chlania co noc- zapytał dopijając swoje piwo. Odpaliłem papierosa.

- Ja Misza, chcę żyć, do końca swoich dni.

Daliśmy spokój filozofii aby zagłębić się w uliczki Barcelony, szliśmy przed siebie, zatrzymując w co ciekawiej wyglądających lokalach. Na Rambli jakaś czarna dziwka złapała Miszę pod ramię proponując niewyszukanymi słowy igraszki oralne.

- Po ile- zapytałem rozbawiony.

- 30 euro.

- Zapomnij.

- 20…

Misza Grisza z szerokim uśmiechem na swojej okrągłej twarzy już wyciągał kasę z portfela.

- 15- powiedziałem- albo baw się sama. Zawsze możesz tymi usta czerwonymi śpiewać odę do radości.

- Niech będzie.

Ladacznica przywołała swoją koleżankę i już we czwórkę odeszliśmy w noc.

- Jakby co spotkamy się pod bankomatem- krzyknąłem podążając za nierządnicą do jakiejś ciemnej bramy. Nie miałem specjalnej ochoty zabawiać się z czarną dziwką, jednak cała sytuacja wydawała się zabawna z punktu widzenia opowieści i zwyczajnie ciekaw byłem co z tego dalej wyniknie.

Drzwi zatrzasnęły się, zapłaciłem jej te kilka groszy i przystąpiła do dzieła. Klęczała przede mną kiwając głową jak dzięcioł, i trwało to dłuższą chwilę, aż znudzona brakiem efektu w postaci końca zadania, poczęła trzepać mi chuja dłonią.

- Uważaj kurwa, chcesz mi kutasa urwać- wrzasnąłem na nią, aż wystraszona wzięła z powrotem do paszczy. Z głębi korytarza dobiegł mnie czyjś stłumiony chichot. Wyjąłem telefon i przyświeciłem w kierunku z którego dobiegał śmiech. Stał tam jakiś biały koleś w moim wieku zajęty tym samym.

- Wszystko gra- zapytałem uśmiechnięty.

- Alright Man- odrzekł ze szkockim akcentem.

Nieco dalej stał jeszcze jeden. Oparty plecami o ścianę sprawiając wrażenie znudzonego własną dobrodusznością.

- Ssij suko- warczał, udzielając pomocnych wskazówek swej nierządnicy.

Staliśmy tak we trzech z chujami w paszczy. Odpaliłem sobie papierosa, zaśpiewałem la Bambę i wszyscy trzej wybuchnęliśmy śmiechem. Dziwka spojrzała na mnie zdziwiona, ale wspaniałym gestem nakazałem jej kontynuować. Tymczasem jeden z kolesi zakończył wzdychając głośno. Podszedł do mnie po ognia, życzył dobrej zabawy i poszedł sobie. Wreszcie i ja skończyłem, co wcale nie było łatwe.

Dziwka powędrowała z powrotem na ulicę, a ja ze zdumieniem odkryłem, że Misza nie kwapiąc się nawet ku znalezieniu własnej groty rozkoszy, podawał z czterema innymi do paszczy pod ścianą na ulicy, w niewielkiej wnęce, chroniącej zaledwie przed wiatrem. Odpaliłem kolejnego papierosa. Dziwki kiwały głowami w tył i w przód, kolesie robili głupie miny spoglądając z góry na czarnoskóre dzięcioły, a jeden rozluźnił się na tyle, że opuściwszy gacie do kostek obserwował z zaciekawieniem ruchy ciał niebieskich, ledwo utrzymując pion, kołysany szarpiącą mu kutasa niewiastą.

Nagle złowrogo zaryczała syrena policyjna za rogiem. Nierządnice zniknęły w ułamku sekundy zostawiając kolesi z kutasami śmiesznie wystającymi z rozporków.

- Spierdalamy Misza Grisza- krzyknąłem zabierając go z sobą. Co bardziej pijani uciekali z lagami na wierzchu, a ten ostatni nawet nie zdążył naciągnąć spodni i oddalając się pospiesznie, ujrzałem go przez ramię, leżącego z gołą dupą na glebie, w asyście życzliwej policji, która najprawdopodobniej zabrała go z sobą.

- O mały włos- powiedziałem, kiedy ponownie wtopiliśmy się w tłum na Las Ramblas- jakby nas złapali, to byśmy posiedzieli co najmniej 48 godzin.

- Żartujesz sobie.

- Ani trochę, nie chciałem psuć ci wieczoru, a tak, możesz teraz opowiadać znajomym, że hiszpańska policja prześladowała cię za wiarę w kobietę i miłość, kiedy zapytają o szczegóły uczynisz dramatyczną pauzę, dodając na przykład: Ona jedna kochała mnie naprawdę… I już jest obraz i dialog, rozumiesz, resztę trzeba pozostawić wyobraźni.

- Jak powiem znajomym, że podawałem do paszczy na Las Ramblas będzie jeszcze silniej- odpowiedział Misza Grisza z uśmiechem, a samo zachwyt lśnił na jego twarzy połyskliwie. Pokiwałem głową z niedowierzaniem.

- I to cię gubi, księżycowy druhu, nie potrafisz budować napięcia, z dialogiem jest jak z kobietą, trzeba kluczyć, intrygować, podając całość w dobrze odmierzonych odcinkach, aż zwariuje z ciekawości gubiąc się w domysłach, aż sama zapragnie się przekonać, jak to z tobą jest naprawdę, oddając co ma najlepszego, a nie od razu wyciągać kutasa, trzeba czekać, aż sama cię o to poprosi.

- Albo zaśnie- dodał Misza Grisza zadowolony, popijając Grolsha z butelki.

- Owszem, jeśli pragniesz skończyć jak Geyboy nad słoikiem z wazeliną i kalendarzem puszystych… Gawędziliśmy tak, aż ląd ustąpił plaży. Nad horyzontem jasną wstęgą wstawał świt. Grupki młodych ludzi Siedziały na wilgotnym piasku, obserwując odwieczną wędrówkę słońca. Usnąłem na kilka godzin. Po przebudzeniu znaleźliśmy sobie hotel, co nie było wcale łatwe, gdyż akurat tego dnia odbywał się jakiś zatracony maraton i nigdzie nie było wolnych pokoi.

Biegły te chuje ulicą, a my obserwowaliśmy ich znudzeni z balkonu popijając kawę. Odświeżeni powróciliśmy na miasto. Misza Grisza postanowił wznowić zakończony zeszłej nocy interwencją sił porządkowych romans z prostytutką, a ja zasiadłem w Internacional barze zabawiając się

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych