Wróć do katalogu

Lesbijski Pokój Tortur

Prawdziwą sztuką na tym świecie, jest odnaleźć swój własny świat. Ci, którzy go znaleźli potrafią się uśmiechać, a pozostali tylko oszukują siebie. W moim własnym świecie mało kto by się odnalazł, a raczej mówiąc nieskromnie, mało kto by potrafił w n

MojeOpowiadania, opublikowano , 12 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział I

„Wybudowałam go w pocie czoła, każdy najmniejszy szczegół tego cuda zna mój wysiłek i szczere poświęcenie. Byłam na jego początku, będę również na jego końcu. Jestem sercem, które pompuje odwagę żyłami mojej drogi”

Urodziłam się mając siedemnaście lat, to właśnie tyle ich miałam dowiadując się, iż moja przyszła ścieżka zawodowa będzie znacznie różnić się od kierunków kształcenia moich znajomych. Kiedy przyszedł czas na wybory, które miały zadecydować o naszym przyszłym życiu, ja zapragnęłam być może czegoś zbyt odważnego, zadziwiającego, może zbytnio skrajnie despotycznego. Pamiętam, że z dnia na dzień, bez większych namysłów zdecydowałam się na drogę, która w późniejszym czasie zaowocowała najcenniejszymi doświadczeniami oraz dobrami materialnymi o jakich można tylko marzyć. Tamtego dnia spotkałam na swojej drodze pewnego dewota, który opowiadając o swoim idealnym życiu, narysował mi postać młodego mężczyzny ukrzyżowanego przed masą ludzi. Nazwał ten ten obraz „Droga do Boga” Nasza rozmowa polegała na wmawianiu mi i nakłanianiu do pewnych działań, które miały ochronić mnie przed skazaniem na marną wieczność. Pomyślałam sobie, że nigdy nie spotkałam tak zawziętego człowieka, próbującego wyprodukować życie komuś zupełnie obcemu. Był niczym fabryka, która dobiera części i łączy je na bazie rysunku technicznego, by następnie wypuścić na rynek. Nie mogłam uwierzyć, iż dla pewnych ludzi takich jak on, moje życie, które powinno toczyć się indywidualnym torem nie miało znaczenia. Niebawem zorientowałam się, że życie wśród ludzi polega na przynależności, która domaga się wspólnych cech myślenia, postępowania czy też cech fizycznych. Moja znajomość z dewotem, którego napotkałam na swojej drodze, nie miała przyszłości, ponieważ moje myślenie i postrzeganie świata kłóciło się z jego wyuczonymi i trwale zaaplikowanymi regułkami w mózgu.

W naszym rodzinnym ogrodzie stał mały ceglany magazynek, w którym mój ojciec trzymał narzędzia i sprzęt, który ułatwiał mu pracę w domu. Kiedy tata od nas odszedł, zabrał wszystkie swoje rzeczy, opróżnił także magazynek. Po jego wyjeździe przez dłuższy czas magazynek stał pusty, aż wpadłam na pomysł, aby stworzyć w nim coś swojego, coś co odzwierciedlać będzie moją duszę. To jak artysta malujący obraz w chwili emocji, wkładający w swoje dzieło poświęcenie, jak artysta dzielący się spojrzeniem na świat. Policzyłam swoje oszczędności i zabrałam się do pracy. Zaczęłam od wygładzenia i pomalowania ścian olejną farbą, z której bez większego wysiłku schodzą zabrudzenia. Kupiłam zamki do drzwi oraz całe wyposażanie, które dla przeciętnego klienta wydawać by się mogło dziwne. Kiedy skończyłam remont, przygotowałam czarny worek z małym numerkiem jeden, do którego chciałam jeszcze tego samego dnia włożyć swoje pierwsze doświadczenie na przyszłej drodze zawodowej.

Rozdział II

„Idę drogą, która bezustannie zmienia kierunek, plącze mi nogi i daje mi do myślenia”

Napotkałam w swoim życiu mnóstwo rzeczy, które zasługują na poprawę. Jedną z nich stojącą między innymi jestem ja sama. Uważam, że posiadam mnóstwo wad i złośliwych grymasów. Można też dostrzec we mnie złośliwe zagrania względem nawet przyjaźni. Jak i bolesne słowa, których nigdy nie oszczędzałam dla tych, którzy próbowali mnie w jakiś sposób dosięgnąć, zmienić lub nawet zinterpretować. Nigdy nie brakowało mi odwagi aby kogoś poniżyć lub dokonać jakiejś emocjonalnej zbrodni. Pod względem tandety i wszelakiego robactwa, zdawałoby się, że mam czarny pas. Lecz weryfikator bolesnych upadków, zawsze kazał mi wypijać naważone piwo do samego dna, aż dusiłam się ze wstydu pragnąc zasłonić twarz. Świadomość o tym, że w życiu nie ma idealnych dróg, bywa przygnębiająca. Co człowiek to przygoda, co człowiek to odrębna, skrajnie inna historia. Każdy tworzy swoje życie i stara się pokazywać je innym takim jakie ono jest. Większość z nich nawet nie wstydzi się pokazywać swoich życiowych porażek. A ja zawsze chciałam być wśród tłumów ludzi najlepsza. Dlatego też często czyściłam i pisałam na nowo swoją tożsamość. Swoje życie traktowałam jak kartkę papieru, po którym pisałam wyłącznie ołówkiem, aby była dla mnie prostą do zmazania. Tak też żyłam nie zważając specjalnie na to, że kartka, którą tak często gumuję gumką, zaczyna się przecierać. Moja egzystencja na tym świecie wyglądała jak spadający liść z drzewa, którego przed upadkiem chronił tylko wiatr. Jednak to nie wiatr a ludzie zdecydowali uderzyć mną i zmusić do nagłego lądowania. Po tym upadku przez pewien fragment mojego życia czułam się już tylko niepewnie. Jednak to był okres, który zapoczątkował moje realne i szczere istnienie wśród ludzi. Z pomocą przechodniów stworzyłam swój azyl. Wtedy właśnie pokazano mi jak iść i nie bać się przewrócić. Historia o tym, jak wyglądał mój powrót do społeczeństwa, została opisana przeze mnie w moim lesbijskim pokoju tortur. Siła poznanej przeze mnie moralności, subtelnie nakłoniła mnie do wzięcia w dłoń długopisu z realnym i niezmywalnym atramentem. Zaś moja spowiedź oraz obrana przeze mnie życiowa droga, otwiera wasze serca, prowadząc mnie za rękę.

Rozdział III

„Jeśli nie starczy mi sił, aby milczeć, będę mówiła tylko o sobie”

To zabawne jak łatwo pozbyć się problemów. Gdybym wiedziała o tym wcześniej, większość z nich dawno, by już nie żyła. Mimo to każdy uczy się na błędach, więc zabrałam się do tego nieco później. Zdałam sobie sprawę z tego, iż słowa i gesty krytyki, gratulacji oraz wszelkie rady, kierowane w moją stronę, pomnożone przez dziesięć dadzą mi czystą prawdę. Uwierzyłam w to, że rada czy też krytyka wypowiada przez większą ilość osób jest czymś więcej niż wypowiedziana tylko przez jedną osobę, a moim zadaniem jest zadbanie o swój wizerunek. Z tego względu aż do dnia dzisiejszego publiczność jest moim drogowskazem, a spektakl,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych