Wróć do katalogu

Mama.

Napisane tuż po wyjściu ze szpitala, po wypadku w podobnych okolicznościach. Dlatego może nie idealne, bo przesiąknięte moimi emocjami. Każdy wątek ma tu coś z mojego wydarzenia, ale dokładną autobiografią nie jest.

Lady_Adriana, opublikowano , 12 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Nie bój się. Postać o nieskazitelnie czarnych, błyszczących oczach wpatrywała się w nią bez mrugnięcia. Z wyciągniętą w jej stronę dłonią. Była tak niesamowicie baśniowa, że trudno było zmusić się, by ją dotknąć. Emanowała białą poświatą ale sama nie była jasna. Była smukła, z pięknymi, urzekającymi oczami. O spojrzeniu które koiło szczypanie czoła i policzka. Tylko czemu ona, Alicja , studentka pierwszego roku językoznawstwa miała przed oczami coś tak nieludzkiego? Chciała się obudzić, nie udało się. Nadal. Wpatrywała się w postać jak zakochana. Jakby patrzyła na mężczyznę klękającego u jej stóp z pierścionkiem i kluczem do swego serca. Zanim jednak dotknęła jej dłoni , swoją własną przesunęła po czole które szczypało jakby było przypalane. Zdrętwiała widząc na palcach gęstą krew. W koło niej było upiornie cicho, miała wrażenie, jakby patrzyła na siebie samą a była zupełnie gdzie indziej - za szczelną, pancerną ścianą z wbudowanymi w nią szybami zza których nikt jej nie mógł dojrzeć za to ona widziała wszystko jak na dłoni. - Co się dzieje…? - zwróciła spojrzenie miodowych oczu na Postać. Drżała z własną krwią na palcach a głos łamał jej się strachem i niepewnością. - Nie tego chciałaś? - Postać odzywała się głosem tak delikatnym i kojącym jak balsam na spękanej skórze. -Ja? O co tu chodzi? - Zerwała się na proste nogi , jedną z nich miała nienaturalnie wykręconą, ale stabilną, stała oglądając obrazy dziejące się za szybą.

Zamieszanie. Kilkanaście osób stało na chodniku za znakiem . Starsza pani w berecie modliła się głośno o życie “ niewinnego dziecka” wkładając w to tyle wiary i dobrej chęci, że na pewno słyszano ją nie tylko po drugiej stronie skrzyżowanie ale i w samym niebie. Młody mężczyzna w jasnych spodniach poklepywał leżącą na ulicy osobę, mówił do niej, ale tu dobiegały tylko głośniejsze słowa. Okrył ją własną kurtką. Starszy pan w starej, wysłużonej skórze stał na uboczu całego zbiegowiska i płakał. Widok płaczących mężczyzn zawsze ją wzruszał. Skupiła spojrzenie na dziewczynie. Śliwkowy płaszczyk był cały brudny. Nic dziwnego, leżała w kałuży . Włosy sklejało błoto i krew sącząca się z rany na głowie. Miała piękne, rude włosy. Była blada, ale na policzkach wykwitły momentalnie różane kolorki. Nie widziała jej oczu, wiedziała jednak, ze ją zna. Jedna dłoń ściskała telefon , dłoń drugiej ręki natomiast leżała schowana pod jej ciałem, nienaturalnie wygięta Wytarte na udach jeansy opinały długie nogi w tym jedną złamaną, nic innego nie przychodziło Alicji na myśl na widok kończyny. Mężczyzna w jasnych spodniach pochylił się nad kobietą zaglądając jej w oczy które na moment otworzyła. Mgliste, przysłonięte półprzezroczystą przesłoną bólu i obojętności. Teraz Alicja słyszała doskonale każdy oddech dziewczyny z ulicy, każdy głos mężczyzny nad nią. “ Karetka już jedzie. Już dobrze. Możesz ruszyć stopami? Ciii… Jest dobrze. Nie zamykaj oczu, spokojnie.” O dziwo, poszkodowana była spokojna. Alicji zawsze się zdawało, że na jej miejscu by panikowała, krzyczała, rzucała się na wszelkie strony. Poczuła dłoń na ramieniu. Ciepłą dłoń. - Ona umrze. - Słucham? - odwróciła spojrzenie na Postać, nie rozumiała. Ale czuła żal, współczucie . Takie, jakie czuje się do nieznajomej osoby, która cierpi na Twoich oczach. - Sama wybrała godzinę. Wpadła pod ten samochód specjalnie. - Postać wydawała się szczęśliwa. Cholernie szczęśliwa obwieszczając, że młoda kobieta właśnie kończy swe ledwo rozpoczęte, dorosłe życie.

Zaraz po tych słowach przyjechała karetka rozrywając ciszę wyciem i blaskiem . Lekarze wyskoczyli z samochodu dokładnie tak, jak można obejrzeć na filmach. Zaczęło padać a ona leżała w kałuży. Pulchna pani doktor w beżowym polarze nachyliła się nad dziewczyną, mówiła coś do niej, ale tamta nie odpowiadała. Młody asystujący chłopak ułożył przy dziewczynie pomarańczową deskę. Przekręcili ją, już nieprzytomną, zalaną krwią. Leżała jak w trumnie, ale żyła. Fioletowy płaszczyk unosił się wraz z jej oddechami. Cała drżała. Uwięzili jej szyję w kołnierzu , złamaną rękę i nogę układali delikatnie nie prostując na siłę. Dwóch facetów szarpnęło deskę układając ją na nosze-wózek. Przyjechali policjanci. Dwoma samochodami. Policjant rozmawiał z płaczącym mężczyzną w znoszonej skórze. W tłumie znaleźli się rodzice poszkodowanej. Matka trzymała ją za rękę, nachylała się nad jej twarz. Nie płakała , wydawała się nienaturalnie opanowana. Ojciec nie mógł patrzeć, pękało mu serce. Jedyna córka, która była chlubą całej rodziny ; była śliczna, zdała na studia bez większego problemu… Była jego małą córeczką .Zanim jednak zabrali ją do karetki pogładził jej dłoń. Miał piękną, młodą córkę…

-Przecież.. To moi rodzice.. - Alicja spojrzała raz jeszcze na dziewczynę na noszach, na własną nogę, rękę, krew na palcach … I Nagle zrozumiała. Wszystko stało się przejrzyste. - Właśnie tak.

~*~

Zapłakana studentka UW szła ciemną ulicą. Minęła park nie zważając na dwóch, wstawionych panów krzyczących za nią. Słuchawki wisiały wyciągnięte spod kołnierza śliwkowego płaszczyka o wielkich guzikach. Przetarła dłonią policzek pociągając jednocześnie nosem. Podniosła spojrzenie tylko na chwilę, widziała samochód a i tak nie zatrzymała się przed pasami. Ostatnim, co widziała były światła tuż przy jej nodze . Straciła równowagę . Uderzyła ręką o maskę samochodu. Było przeraźliwie cicho i pusto. Była tylko ona , samochód i krzyk. ~*~

- Dlaczego? - Postać wydawała się ani stać, ani siedzieć. Unosiła się przed nią spoglądając błyszczącymi oczami prosto w jej wnętrze. Miała wrażenie, że prześwietla ją na wylot, że nic się nie ukryje przed jej spojrzeniem. - Bo tak, nie inaczej. - Nie powie, zaweźmie się i nie powie. - Spójrz na siebie. - Spojrzała, sama nie wiedziała, czemu. - Pęknięta czaszka, śledziona i łuk brwiowy. Złamana ręka w przedramieniu, biodro i zdruzgotana rzepka w kolanie. Wiesz, co jest najgorsze? - Nie wiem... Co? - zamrugała odrywając się od patrzenia na dziewczynę w karetce, łzy same cisnęły się

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych