Wróć do katalogu

Marzycielka c.d.

Czy marzenie się spełniają? Jeśli jesteście ciekawi sprawdźcie... (dalsze losy Ani...)

Kate, opublikowano , 1 godz. 32 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Ze snu wyrwał mnie dźwięk telefonu. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Maxa koczującego przy moim łóżku, pogłaskałam go po łebku. Popatrzyłam w okno i przypomniały mi się wszystkie wydarzenia poprzedniej nocy. Nie powiedziałam mamie co zaszło na imprezie, nie byłam w stanie. Mama tuliła mnie przerażona swoją bezsilnością głaskała tylko po głowie. W końcu gdzieś koło 4 nad ranem uspokoiłam się lecz, gdy zamknęłam drzwi mojego pokoju i zgasiłam światło moje oczy zaszkliły się ponownie nawet nie wiem kiedy usnęłam. Wstałam kompletnie załamana i poszłam do kuchni. - Kochanie jak się czujesz? – zapytała mama z zatroskaną miną - Lepiej...- skłamałam - A czemu płakałaś?- spytałam ponownie – Aaa przypomniałam sobie- dzwonił Michał i Agnieszka – dodała. - Mamuś – poprosiłam – Nie ma mnie dla nikogo! – po czym pocałowałam ją policzek, wzięłam śniadanie i wróciłam do swojego „zacisza”. Mama nic nie odpowiedziała, tylko kiwnęła głową. Wiedziałam, że się martwi, ale nie mogłam nic na to poradzić. Musiałam sama to sobie najpierw poukładać. Nie chciałam z nikim gadać albo widzieć, dlatego jeszcze wczoraj wyłączyłam komórkę. Postanowiłam wyjść na długi spacer razem z Maxem. Mimo naprawdę potężnego spaceru nic się nie zmieniło. Po wielu staraniach mój nastrój nie uległ większej zmianie, toteż postanowiłam skryć się przed światem w najskrytszym miejscu jakie znałam mojej wyobraźni. Moi staruszkowie widząc mnie postanowili o nic nie pytać, leżałam sobie właśnie rozmyślając o błahostkach, gdy usłyszałam pukanie - Proszę – powiedziałam i pożałowałam bardzo szybko swoich słów. Przede mną stanął najprawdziwszy Michał - Co ty tu robisz...?- zapytałam – Wyjdź stąd natychmiast! – rozkazałam - Wysłuchaj mnie... proszę – powiedział cichym głosem - Nie! Dotarło nie będę Cię słuchać nie chcę! Dosyć... – prawie krzyczałam - Rozumiem, że... – mówił - Nic nie rozumiesz... Co ty w ogóle możesz pojmować!- nie dawałam mu skończyć Patrzył na mnie po czym chwycił mnie za ręce - Nie wyjdę stąd dopóki mnie nie wysłuchasz...! - powiedział - Jak Ty tu wszedłeś... w ogóle! Puść mnie, bo zawołam rodziców – mówiłam a w moim głosie nie było słychać cienia żartu, toteż Michał wypełnił moje polecenie - Ubłagałem twoją mamę...- wyjaśnił – Wiedziałem, że jesteś w domu, widziałem jak wracasz z Maxem- dodał - Może mnie jeszcze śledzisz! – powiedziałam – Zrozum, iż Ja nie chce Cię wysłuchać, natomiast żądam byś, natychmiast stąd wyszedł i zapomniał o moim istnieniu – dodałam i otworzyłam drzwi, żeby ulotnił się... - Widzę, że dziś nie uda mi się z Tobą porozumieć dobrze wyjdę, ale zapewniam Cię nie poddam się tak łatwo... – stwierdził po czym wyszedł - Ani dziś ani nigdy – powiedziałam jeszcze nim zniknął z moich oczu . Późnym popołudniem odwiedziła mnie kolejna osoba tym razem Aga – I tyle zostało z mojej samotności- pomyślałam, gdy ujrzałam ją w drzwiach - Już wiesz...?- zapytałam prawie pewna, że otrzymam odpowiedź twierdzącą - O tym, iż masz humory i niewiadomo dlaczego obraziłaś się na Michała – odpowiedziała a mnie zamurowało. Poczułam na policzkach dwie wielkie łzy - Hej! Co jest...?- zapytała zbita z tropu moim zachowaniem - Nie miał nawet tyle odwagi... – zaczęłam, lecz nie skończyłam tylko wybuchnęłam płaczem Agnieszka zupełnie zdezorientowana moim zachowaniem próbowała mnie uspokoić. Opowiedziałam jej o wszystkim, gdy skończyłam teraz ona wbiła we mnie zdumiony wzrok - Czemu to zawsze Ja muszę cierpieć...-żaliłam się – Wiedziałam, że tak to się skończy...- dodałam - Hej spokojnie..- powiedziała – A i mam nadzieję, iż nie będziesz chowała głowy w piasek... nie przychodząc jutro do szkoły. W ten sposób wzbudzisz tylko podejrzenia wszystkich- tłumaczyła - Nie mam zamiaru... – zapewniłam moją przyjaciółkę – Michał to przeszłość, miłe wspomnienie o gorzkim posmaku – wyjaśniłam, gdy to usłyszała stwierdziła - Czyżby!? Nie wmówisz mi, że Michał już dla Ciebie nie istnieje - Ja Ci nie wmawiam tylko informuję- powiedziałam Mniej więcej po dwóch godzina Aga wyszła a Ja przysięgłam sobie, iż od jutra zmieniam się z naiwnej, „bujającej w obłokach” marzycielki w realistkę. W poniedziałek przyszłam tuż przed dzwonkiem natykając się na szczęśliwego Adama - Cześć Aniu i jak tam bardzo chorowałaś po imprezce?- zapytał wesoło - Hej! nie w ogóle – odparłam bez cienia uśmiechu i poszłam do klasy Mój rozmówca spojrzał tylko na mnie pytająco i podążył moimi śladami. Po kilku lekcjach rozluźniłam się, nikt nie patrzył na mnie, ani nie szeptał konspiracyjnie a i Michał zostawił mnie w spokoju. W pewnym momencie Kamil zapytał - Stało się coś...? - Nie. Czemu tak myślisz?- zapytałam - Nie wiem jesteś jakaś inna...- powiedział - Wydaję ci się...- skłamałam i odeszłam Poza tymi dwoma rozmowami myślałam, że już nic się nie wydarzy. Myliłam się. Szłam sobie korytarzem szukając Agi, gdy usłyszałam, że ktoś mnie woła. Odwróciłam głowę i zobaczyłam nikogo innego tylko Monikę byłą Michała we własnej osobie. - Poczekaj musimy pogadać... – powiedziała - A niby o czym? – zapytałam zdziwiona tą dziwną propozycją - Nie o czym, lecz o kim... – wyjaśniła po czym odciągnęła mnie na bok w dyskretne miejsce. - Nadal nie rozumiem... – stwierdziłam - Wiem co się stało w sobotę na imprezie... – nie dokończyła, widząc, że zrozumiałam, aż za dobrze, - Sorry, ale jesteś ostatnią osobą, z którą chce o tym rozmawiać – odpowiedziałam i chciałam odejść, lecz ona mnie powstrzymała - Nie idź do Agnieszki dobrze Ci radzę, bo zepsujesz jej szczęście..- stwierdziła, odwróciłam się do niej - O czym Ty mówisz.... zwariowałaś?- mówiłam - O rany jaka Ty jesteś naiwna... – powiedziała mi Monika – Jeśli tam pójdziesz to myślisz, że nie będzie tam Michała co...mylisz się a to wywoła kłótnie miedzy nim i Agą, Grzesiek się w to wszystko włączy jak myślisz po czyjej stanie stronie tak samo jak Karolina?- wyjaśniała dalej - Brawo! Sama to wymyśliłaś... czy ktoś Ci pomógł?- odgryzłam się - Udam, że tego nie słyszałam a propos zastanawiałaś się kiedyś czemu Grzesiek nigdy nie zdradzi Agnieszki co Ja mówię on nawet nie spojrzy na inną? - Nie, ale pewnie Ty mnie uświadomisz, mam rację?- powiedziałam - Bo ona go pociąga...fizycznie a Michałowi spodobałaś się tylko za sprawą Karoliny a właściwie twojego „ciętego języka” i jej perswazji – stwierdziła - Mam pytanie prowadzisz jakieś archiwum na nasz temat czy coś w tym stylu?- zapytałam, chociaż wiedziałam, że to co mówi Monika jest prawdą - Po prostu go znam a Ty no cóż jesteś tak przewidywalna, że nie trzeba być zbyt lotnym, żeby Cię rozgryźć- stwierdziła - Skończyłaś już...?- zapytałam zirytowana tą rozmową - No prawie Zostało tylko jedno...- zaczęła - Mianowicie... - Nie wierz mu bo jestem pewna, że będzie Cię teraz solennie przepraszał i wpierał, że to nie jego wina, on nie chciał itd. – powiedziała i wróciła do swoich koleżanek Natomiast ja stałam i nie wiedziałam co mam zrobić. Słowa Moniki szumiały mi w głowie. Faktycznie posłuchałam jej, omijałam znajomych cały dzień. Prawie mi się to udało. Prawie. Wychodząc ze szkoły zatrzymał mnie Michał. - Musimy porozmawiać...- powiedział - Gadaliśmy...od wczoraj nic się nie zmieniło – odpowiedziałam „lodowatym” głosem - Oj! Przestań z tymi humorami, chce tylko porozmawiać... – powiedział zirytowany - Cześć- odparłam i odeszłam, chciał mnie zatrzymać, gdy nagle usłyszał - Aniu sorry, że tak długo czekałaś możemy już iść?- to był Kamil. Michał zgłupiał w jednej chwili cofnął zamierzony ruch, skwitował mnie ironicznym uśmieszkiem i odszedł. - Dzięki... – odpowiedziałam uśmiechając się - Nie ma za co, to może jednak się przejdziemy?- zaproponował. Szliśmy ulicą, gdy w pewnym momencie powiedział - Nie wiedziałem, że to, aż tak widać...- nie wiadomo czy do mnie czy do siebie - Co jest tak widoczne hm?- zapytałam zaciekawiona - Aniu... zdrada- powiedział i popatrzył na mnie badawczym wzrokiem. Stanęłam jak wryta – Skąd on wie!- myślałam to niemożliwe, nieprawdopodobne, nieznajomy chłopak to zauważył od razu co jest? Czy ja zwariowałam... - Nie zgłupiałaś.. skąd wiem to proste sam zostałem zdradzony. Spytasz jak to zobaczyłem mówiłem, że jesteś jakaś inna tak samo jak ja kiedyś.- mówił jakby czytał z moich myśli ja, natomiast dalej zachowywałam się jakby mnie ktoś zaczarował widziałam nie widząc, słuchałam, nie słysząc - Już Ci mówiłem nie jestem takim głąbem, za jakiego mnie biorą. No już wracaj do mnie!- zażartował - Fakt! Nie jesteś... – powiedziałam jakby mnie ktoś odczarował, uśmiech zawitał na mej twarzy. - No! Powraca dawna Ania nareszcie.. – ciągnął Kamil - Mogę Cię o coś spytać...? Kiwnął głową i zanim zadałam pytanie odpowiedział na nie - Byliśmy parą 1,5 roku. Naprawdę ją kochałem, przesłoniła mi cały świat. Miała na imię Aneta. Wszyscy się za nią oglądali... schlebiało mi to. Cieszyłem się jak głupi, gdy umówiła się ze mną pierwszy raz. Skakałem ze szczęścia, gdy zostaliśmy parą. Czułem się tak jakbym wygrał główną nagrodę na loterii. I tak tkwiłem w tej sielance, aż do pewnych ferii. Razem wyjechaliśmy do Zakopanego... to był nasz pierwszy i ostatni raz. Zdradziła mnie z moim przyjacielem. Boże co ja wtedy czułem miałem ochotę go zabić... Wyjechałem stamtąd. Po przyjeździe do Warszawy upijałem się dzień w dzień, wiesz taki męski sposób walki z problemami. Po feriach wróciłem do szkoły załamany. Pomogła mi pewna dziewczyna – klasowa kujonka mówiliśmy o niej, lecz tylko ona mnie rozgryzła. Do tej pory nie mam pojęcia, jak ona to rozpoznała. Gdy zobaczyła mnie, któryś raz z rzędu pijanego po prostu porządnie pokrzyczała sobie. Nie miałem pojęcia, że taka dziewczyna zna takie słownictwo. Wciągu sześciu miesięcy podciągnąłem się za jej sprawą ze średniej 3,0 do 4,8. Pokazała mi świat na swój sposób. To dlatego nie miałem problemu z waszą Biologiczką pierwszego dnia. Gimnazjum się skończyło z Karoliną nadal jesteśmy przyjaciółmi. Myślałem, że w Liceum wszystko się zmieni, otóż moja była wybrała tą samą klasę co ja. Wiesz jestem twardy, ale do pewnych granic. Wytrzymałem ile mogłem, lecz skapitulowałem. Nie jestem z kamienia. Postanowiłem się przenieść Karolina uważała, iż to jest bardzo dobry pomysł. Starzy nie mieli żadnych obiekcji i tak też się znalazłem w waszej klasie i już pierwszego dnia naraziłem się bratniej duszy - zakończył z humorem - Mówił Ci ktoś, że umiesz czytać w ludzkich myślach?- zapytałam - No jasne jakieś 150 osób a co...?- żartował ciągle - To dobrze, ja będę 151-sza – odparłam nie mogąc opanować uśmiechu - Dasz się zaprosić na Colę?- zaproponował – No w końcu należy mi się za to jasnowidztwo– dodał - Ok. – powiedziałam tylko i poszłam za nim. Siedzieliśmy w jakieś nieznanej mi kawiarni, wtem postanowiłam go spytać - A czemu tak się odgryzłeś tego pierwszego dnia. Chodzi mi o to zakochanie?- zapytałam - He he wiem, więc hmm... nie to, żebym uważał się za jakiegoś narcyza, ale znam swoje odbicie w lustrze i jak reagują na nie dziewczyny. Dlaczego Ty... bo miałem o Tobie troszkę inne zdanie na początku i, gdy wcięłaś się w moją rozmowę z Anką to najchętniej bym Cię, wtedy udusił. Dopiero potem zrozumiałem, że ty to zrobiłaś na jej prośbę, a poza tym nie spodziewałem się takiej odpowiedzi... - Nie ty pierwszy... – powiedziałam przypominając sobie spotkanie z Michałem w bufecie a potem rozmowę z Grześkiem po tym zajściu, wtem usłyszałam - Nie odlatuj!... bo co ja tu sam pocznę a serio nie rozpamiętuj, bo oszalejesz....- Spojrzałam na niego na jego twarzy gościł uśmiech, który dziwnie mnie uspokajał - Dobra postaram się... – powiedziałam – a może poopowiadasz o tych dziewczynach, których reakcję miałeś na myśli- zażartowałam I tak spędziłam popołudnie w miłym towarzystwie unikając spotkania sam na sam z Michałem. Chciałabym tak cały czas, ale niestety tak się nie stało. Wieczorem powróciły wspomnienia, mimo iż bardzo się starałam z nimi walczyć, one jakby ze mnie kpiły powracając z jeszcze większą siłą. Postanowiłam walczyć z nimi, słuchając radia. Bardzo szybko tego pożałowałam, ledwie je włączyłam usłyszałam „...Jestem sama, taki los, niekochana, taki los...”. Ze wspomnieniami starcie przegrałam... W mojej głowie zaczęły pojawiać się wydarzenia całego mojego życia. Ze smutkiem patrzyłam w okno, a po moich policzkach spłynęły łzy. Marzenia są dla głupców, a „Happy endy” tylko w książkach dla brzydul, by zaczęły w siebie wierzyć. Monika miała rację, że jestem naiwna i nie tylko w tym niestety. No nic muszę zapomnieć o tym i żyć dalej tylko czy potrafię...? Minęły 2 tygodnie. Wszyscy już się dowiedzieli, iż Michał jest wolny... ale nikt zbytnio się tym nie przejął. Można by rzec – nie zwrócili na to uwagi nawet przez 1,5 minuty. A on rzeczywiście nie poddał się, próbował ze mną rozmawiać, nie widząc żadnej odmiany w moim zachowaniu... odpuścił. Ja, natomiast ciągle cierpiałam, posłuchałam rad Moniki, mimo, że nie za bardzo chciałam. Oddaliłam się od mojej szkolnej paczki, w klasie dało się słyszeć czasami – powróciła Ania jaką znaliśmy, czyli kujon. Telefon zamilkł, jak zaczarowany Agnieszka nie dała sobie rady z moją depresją, po pewnym zlocie Igor też zrezygnował z mojego towarzystwa, Karola spróbowała.. raz i poddała się. Adama pochłonęły własne sprawy, więc przestał zwracać na mnie uwagę. Kamil mi pomagał, tak sądził, lecz jak bardzo tkwił w „bajce” wiedziałam tylko ja i moja poduszka, która magazynowała moje nocne łzy. Jak bardzo jest źle widzieli jedynie moi rodzice. Byli poważnie zaniepokojeni moim stanem. Nigdy nie widzieli mnie tak zrozpaczonej a przy tym tak obowiązkowej. W czwartek po szkolnym zebraniu, gdy mama przyszła do domu, minę miała taką jakby świat się kończył. Nic nie powiedziała ku mojemu zdziwieniu tylko podała kartkę ojcu. Spojrzał na nią, zdziwiony jej reakcją po czym powiedział – Bardzo ładne oceny.. – i uśmiechnął się do mnie. Zwiałam stamtąd po 10 minutach pod pretekstem nauki do jutrzejszej klasówki. Rano szłam do szkoły nieprzytomna, ponieważ naprawdę „zakuwałam” wczoraj do 2 nad ranem. Lekcje minęły mi zadziwiająco szybko, wychodząc ze szkoły stanęłam, jak wryta na ławce siedział nie kto inny tylko mój brat. Gdy mnie zobaczył powiedział tylko: - Wreszcie masz godzinę, żeby się spakować... – po czym wstał, widząc moje pytające spojrzenie- 5 z Geografii! No moja droga będziesz się mi długo tłumaczyła... no już Idź pierwsza...- dodał popychając mnie, tym samym „budząc mnie ze snu”. Wreszcie doszłam do siebie i zaczęłam zadręczać go pytaniami, lecz mój braciszek popatrzył na mnie i stwierdził - Weekend w Krakowie, więc zamiast tyle gadać pomyśl co zabierzesz, bo mamy 55 minut, żeby zdążyć na pociąg... Posłuchałam jego rady – Pytania będą później- pomyślałam tylko i zatopiłam się w myślach o zawartości mojej szafy. W domu spakowanie zajęło mi 30 minut. Rodzice nic nie mówili na mój wyjazd a ja w drodze na dworzec myślałam – Wywiadówka, Kamil dzień później, Kraków co tu się dzieje?- Siedzieliśmy już w pociągu, gdy wreszcie zapytałam go: - Możesz mi wyjaśnić o co w tym wszystkim chodzi? - To Ja powinienem spytać o to Ciebie?- odpowiedział mi Kamil - Co!?- stwierdziłam zaskoczona - Moja siostra ma jedną 3 na semestr!, Agniecha nie przychodzi, ani nie dzwoni od 1,5 tygodnia, nagła histeria pewnej soboty, twój nastrój, ciągła nauka... mam dalej wymieniać – mówił a w jego oczach było widać niedowierzanie i troskę zarazem - Skąd o tym wiesz?- powiedziałam, chociaż znałam odpowiedź - Wczoraj zadzwoniła do mnie zdenerwowana mama... zaniepokoiłaś ją nie na żarty co jest....? - Nie rozumiem was robicie z niczego wielki problem!?- zirytowałam się - Siostra ja Cię proszę bez żadnych „himerów”, poza tym nie kłam mi z „żywe oczy”- powiedział - Nie kłamię. Nie rozumiem Cię co my będziemy robić przez ten weekend...? Nie chcę sprawiać Ci ciężaru... – stwierdziłam a mój brat wbił we mnie te swoje bystre zielone oczy i... - Jeszcze jeden taki tekst a obiecuje Ci, że dostaniesz ode mnie lanie. Zrozumiałaś...!- powiedział, po czym czekał na moje zapewnienie. Kiwnęłam głową na „tak”. Jechaliśmy w milczeniu, mój „braciak” słuchał muzyki a Ja wbiłam wzrok w okno rozmyślając o moich niespełnionych marzeniach. Do Krakowa dotarliśmy wieczorem, zanim poszliśmy do akademika, mój brat postanowił ze mnie wyciągnąć czemu tak się zmieniłam. I udało mu się to. - Przecież widziałem, jaki był o Ciebie zazdrosny... nie mógł Ci „wykręcić” takiego numeru- powiedział popijając Colę w Mc Donaldsie - A jednak zrobił to... –stwierdziłam - Siostra bierzesz pod uwagę okoliczności łagodzące? Takie jak alkohol, chwila zapomnienia albo prowokacja... – zapytał, Ja natomiast zaczęłam się zastanawiać czy to jest mój brat czy może Michała, bo na razie miałam wątpliwości na moją niekorzyść. - Przesłyszałam się chyba... Ty go jeszcze bronisz! – mówiłam wściekła - A poza tym... – ciągnął dalej w ogóle nie zwracając uwagi na moje słowa- Jego „ex” to nie jest najlepszy doradca i powinnaś z miejsca ją skreślić i czemu Ty z nim nie rozmawiałaś...! - Jeszcze jakieś pytania? – zapytałam ironicznie - Najpierw odpowiedz na te...- poprosił - Dlatego, że ona go zna bardzo dobrze z resztą miała rację. Nie rozmawiałam z nim, bo On by mi wciskał „kit”, co mógł mi powiedzieć? Zapewne to co Ty, ale do jasnej cholery nikt mu nie kazał tyle pić... – mówiłam coraz bardziej zła nie wiem na kogo? na siebie, Michała, Kamila, tą dziewczynę czy Krzycha i jego kumpli. - Oj dziewczyno złych sobie dobrałaś „rozmówców” powiem Ci świętą regułę zraniona duma dawnej dziewczyny jest gorsza, niż chłopka. Wszyscy wiemy, że jesteście lepszymi aktorkami, umiecie grać na emocjach – stwierdził – Co się stało, że zaczęłaś unikać znajomych a, może to oni od Ciebie hm?- dodał - Zgadłeś ta druga wersja...- powiedziałam - No tak... mogłem się tego spodziewać, ratowniczka wszystkich załamała się... mimo wielu prób, przyjaciołom nie powiodła się próba ratowania Jej samej.- stwierdził - Dobra mamy dwa dni, żebyś się trochę wyszalała. Mam dla Ciebie niespodziankę tak się złożyło, że moja dziewczyna ma siostrę i tak jak Ty, również jest w depresji, więc będziesz miała towarzystwo w swoim wieku. Co nie znaczy, że będziecie siedzieć w pokoju nie ma mowy...- mówił wolno i wyraźnie tak jakby sprawdzam czy rozumiem każde słowo. - Braciszku jeszcze będziesz mieć mnie dość...- odpowiedziałam już żartem z poważną miną, lecz Kamil nie dał się nabrać... - Hmm zobaczymy najwyżej wynajmę niańkę...- zripostował się I tak zaczęliśmy się droczyć, gdy doszliśmy do akademika okazało się, że będę spać z Dorotą dziewczyną mojego braciaka, Izą jej koleżanką i Sylwią ową dziewczyną w depresji. Dorotka była fajna, wiele ją łączyło z Kamilem a to jeszcze bardziej mnie przeświadczyło, iż mój związek z Michałem z góry skazany został na niepowodzenie. Poznałam też kumpli z pokoju mojej „rodzinki”. Sylwię dręczyło chyba zupełnie coś innego, niż mnie. Jak się później okazało miałam rację. Mimo tego, że niebyła brzydka, Jej zachowanie pozostawiało wiele do życzenia. Jeden z chłopaków- Krzysiek poprosił ją do tańca, gdy utworek się skończył. Biedaczek wrócił tak zirytowany, iż odszedł od naszego stolika na dłuższą chwilę. Ja posłałam bratu pytające spojrzenie, po czym wyciągnęłam moją towarzyszkę na parkiet. Miałam dość siedzenia w jednym miejscu. Dziewczyna rozmawiała w kółko o jednym – o swoich przygodach z chłopakami w pewnym momencie zapytała mnie – Czemu ja nie mogę znaleźć chłopaka? Co jest ze mną nie tak?- Sylwia nawijała jeszcze więcej ode mnie od odpowiedzi uratował mnie telefon. - Cześć bratnia duszo co słychać? – powiedział Kamil zupełnie oszołomiona tym telefonem i ledwie dosłyszalnym głosem, odeszłam w bardziej dyskretne miejsce. - Jestem u brata... – zdążyłam powiedzieć - To może się wyrwiesz i wyskoczysz gdzieś ze mną?- zaproponował wesołym jak zwykle głosem - ... w Krakowie – dokończyłam – Ale dzięki za zaproszenie, mam prośbę zadzwonisz później, bo ja teraz jestem w dyskotece i nic prawie nie słyszę - wyjaśniłam - Brawo! Tak trzymać.. oki zadzwonię później tylko bądź w stanie ze mną rozmawiać nara! - odparł - Będę... paa – powiedziałam i rozłączyłam telefonik, ledwie podeszłam do stolika Kamil spytał – Mam nadzieję, że to nie starzy?- Uśmiechnęłam się tylko – Nie...- powiedziałam po chwili. Poczułam na sobie dziwne spojrzenie paru osób niewiadomo dlaczego. Wkrótce tańczyłam wolnego z Kamilem, który zapytał - Więc, Kto to był bo sądząc po twojej minie jakiś koleś? - Zgadłeś... Kamil- odparłam - Hmm wiesz co albo mam amnezję albo Ty nie jesteś taka niewinna, jak to wyglądało na początku...- stwierdził mój „opiekun” - Przestań! To tylko kolega... – wyjaśniłam - Okey spokojnie... nie gorączkuj się tak...- odparł- Ale liczę na jakieś sprawozdanie na temat tego Kamila...- dodał - Oj..! Ty się nigdy nie zmienisz... zgoda- przyrzekłam- Lepiej powiedz czemu Krzysiek jest taki zły...?- postanowiłam zmienić temat - Nie wiem... nie gadałem z nim o tym – stwierdził -Jasne!- pomyślałam- A świstak siedzi i zawija je w te sreberka...- dodałam. Lecz skoro mi nie chce powiedzieć to widocznie ma powód. Taniec się skończył a Ja zapoznałam jakieś dziewczyny, bo Sylwia oświadczyła, że nie będzie już tańczyć. Po długich namowach odpuściłam w końcu, poszłam szaleć dalej. Zamiast mojego brata, widziałam niedaleko siebie jego kolegów – pewnie bawi się z Dorotą – myślałam i dobrze, przynajmniej nie zmarnuję mu kompletnie weekendu. Moje nadzieje okazały się mylne Kamil towarzyszył swojej dziewczynie, pocieszającej non stop swoją siostrę. Gdy wróciłam rzucił mi jedno spojrzenie i... - Sylwia pójdziesz ze mną do baru? Coś dobrego sobie kupimy... – zaproponowałam - No dobra – zgodziła się, poszła pierwsza a ja mrugnęłam do brata – to był taki nasz znak umowny. Pojął to, zaciągając Dorotę na parkiet. Koledzy tylko mruknęli coś do siebie. Zaczęłam z Sylwią rozmawiać, właściwie to ona mówiła, ale mi to odpowiadało, gdy zapytała o tą tajemniczą rozmowę. Opowiedziałam jej okrojoną wersję znajomości z Kamilem. Jak skończyłam, wbiła we mnie wzrok pełen zdziwienia. - Ja też bym tak chciała...- zaczęłam chwilę później. Natomiast Ja nie odezwałam się przez dobre 2 godziny, tylko kiwałam głową lub się uśmiechałam. Polubiłam ją, chociaż w pewnym momencie miałam dość tego nieustającego monologu. Nagle pojawił się ni stąd ni zowąd Krzysiek. - Może zatańczysz?- zaproponował kątem oka spojrzałam na zdziwioną Sylwię, której przerwano rozmowę, ale się zgodziłam Tańczyliśmy, w pewnym momencie usłyszałam - A co Ciebie wpędziło w depresję?- posłałam mu pytające spojrzenie, uśmiechnęłam się i odparłam - A co Ciebie tak zirytowało?. Mój towarzysz zrobił dokładnie te same rzeczy co Ja wcześniej tylko, że w odwrotnej kolejności. - Już myślałem...- odparł cicho - ...że będę nawijać tak jak druga zdołowana? – skończyłam za niego. Kolejny uśmiech zawitał na jego twarzy. Niewiele się odzywaliśmy... miła odmiana, poza tym cały czas w mojej głowie gościła moja bratnia dusza. Skąd on miał numer do mnie...?- myślałam Tym razem Krzysztof pozostał przy stoliku, Ja zaczęłam na nowo rozmawiać z Sylwią, gdy usłyszałam krzyki - Gdzie nam zginęłaś?- powiedziała jedna z moich tanecznych towarzyszek - Byłam tu i tam... – odpowiedziałam wymijająco - Więc jak już jesteś w tym miejscu to Cię porywamy w inne... – odparła - Hmm... Dobra – stwierdziłam, lecz tym razem wzięłam ze sobą Sylwię, która tym razem się nie sprzeciwiała. Z parkietu ściągnęła nas Dorota, mówiąc, że już idziemy. Dziewczyny dały mi swój telefon i zaklinały się, iż mam do nich zadzwonić, gdzie będę jutro „urzędować”. Przystałam na to, ale myślałam, że zapomną o mnie za 3 godziny, jednak.... - Gratuluje poznałaś właśnie 2 największe bywalczynie dyskotek w Krakowie – stwierdziła dziewczyna mojego braciaka - Naprawdę!?- spytałam – tylko co ja mam teraz zrobić?- dodałam Na to pytanie zostałam obdarzona uśmieszkiem. Odpowiedział mi na nie Radek, który mało się dziś odzywał. Widać było, że mu z Sylwią przeszkadzamy. - Posłuchaj coś Ci wytłumaczę mała, jeśli masz ich telefony tzn. tak jakbyś miała darmowe bilety do co trzeciej dyskoteki w tym mieście...- powiedział - Dzięki... – stwierdziłam tylko, wolałam nie wdawać się z nim w zbyt długie rozmowy, toteż poszłam do Kamila i Krzyśka, oraz Izy. Zdążyłam przekroczyć próg pokoju dziewczyn zadzwonił telefon - Elo! I jak się bawiłaś?- usłyszałam znajomy głos Kamila w telefonie - Świetnie...- odparłam. Gadaliśmy krótko tak mi się wydawało, gdy spojrzałam na zegarek 40 minut. Oniemiałam On zbankrutuje, jednymi osobami, z którymi rozmawiałam mniej więcej tak samo byli Agnieszka i... Michał. Wspomnienia powróciły, może rzeczywiście powinnam z nim porozmawiać jak prosił. Za późno, straciłam moją wymarzoną miłość. Dobry humor zniknął... na dobre. Nagle poczułam rękę na moim ramieniu - Co się stało?- to była Dorota, czułam na sobie jej badawcze spojrzenie - Nic...- stwierdziłam - A te łzy to moje przewidzenie co?- zapytała żartobliwie- Kamil wspomniał, że dzieję się z Tobą coś dziwnego, lecz gdy Cię zobaczyłam dziś wieczorem pomyślałam- Kłamała... ale teraz... - Widzisz, że jest gorzej niż źle – skończyłam za nią - Płaczesz, bo zadzwonił czy odwrotnie?- zapytała nie zwracając uwagi na moja odpowiedź - Ani jedno ani drugie niestety...- powiedziałam tylko i ucięłam, bo dołączyły do nas dziewczyny. Nie mogłam usnąć, postanowiłam się przejść. Reszta już dawno spała. Wyszłam na zewnątrz stała tam ławka. Postanowiłam na niej przemyśleć parę zdarzeń. Kompletnie zamyślona, nie zauważyłam, iż od dłuższego czasu ktoś mi się przygląda. - Często tak odpływasz?- ktoś zapytał. Przerażona zorientowałam się, że ktoś tu jeszcze jest. To był Krzysiek. Co on tu robi?- myślałam - Czasami...- odparłam- Długo tu Jesteś?- zapytałam - Trochę... Cierpisz na bezsenność czy jak? Jest 6 rano wszyscy jeszcze śpią... – powiedział - Nie wszyscy...- zripostowałam patrząc na niego – A ty? Co Ciebie gryzie...?- dodałam - Nic... ale o Tobie tego samego powiedzieć nie można. Jak już tu jesteśmy to co powiesz na spacer po rynku...? – zaproponował - Hmm zgoda...- odparłam Spacer mi się strasznie podobał. Krzysiek, pomimo mojego humoru, droczył się ze mną. W miedzy czasie, natomiast opowiadał mi historię i legendy związane z Krakowem. Wróciliśmy około 10. Dziewczyny jeszcze mocno spały a mi zmęczenie dało się we znaki dopiero teraz. Po 5 minutach wpadł do pokoju mój brat. - Wiesz co z Tobą to gorzej, niż z małym dzieckiem...!- powiedział ściszonym głosem, żeby nikogo nie zbudzić - Co masz na myśli?- zapytałam udając idiotkę - Myszko powiedz no mi ile Ty dziś spałaś...?- zapytał - Nic...- odparłam zgodnie z prawdą, bo miałam dziwne przeczucie, że Kamil jest zły - Gdzie byłaś?- ponownie mnie przepytywał, lecz teraz znajdowaliśmy się już na korytarzu. - Nie męcz Jej tak, przecież miałeś kartkę na stole... – wstawił się za mną mój towarzysz z rannej przechadzki, który do nas dołączył przed chwilą. - Kartkę!?- zdziwiłam się i teraz Ja miałam parę pytań do kogo innego... - Ups...- powiedział tylko i posłał mi uśmiech niewiniątka - No to wpadłeś stary...-zawyrokował mój brat- Jak Ci się podobał rynek? I pewnie teraz zrobić Ci kawę hm?- Kamil próbował odwrócić moją uwagę od Krzyśka na próżno... - Nie tak szybko... jaka kartka? Może z łaski swojej mi to wyjaśnicie...-stwierdziłam - No dobra prawda jest taka, że jak Cię zobaczyłem przed akademikiem taką zamyśloną to przyszedł mi do głowy ten spacer, więc napisałem wiadomość, by twój brat się nie denerwował...- wyjaśnił - I...- czekałam na dalsze wyjaśnienia, bo wiedziałam, że to tylko pół prawdy - A co byś jeszcze chciała...- odezwał się Kamil a Krzysiek kiwnął tylko głową Zmierzyłam mojego braciszka przenikliwym spojrzeniem - Proszę...- rzuciłam pobłażliwym tonem i nagle mnie olśniło- Niech zgadnę... wywiad osoby trzeciej – dodałam i spojrzałam na obydwóch Obaj na mnie patrzyli z innym minami. Na twarzy Kolegi malowało się zdziwienie, podziw, szok a na braciaka pojawił się uśmieszek trudny do rozszyfrowania. - Moja szkoła...-stwierdził – Chodź zrobię Ci tej kawy, musisz przetrzymać jeszcze dwa dni a coś mi się wydaję, iż dzisiejszą noc też zaliczysz do bezsennych.- dodał po czym objął mnie a Ja opowiadałam już na wcześniej zadane pytanie, mianowicie o spacerze po Rynku Krakowskim. Dziewczyny wstały jakieś dwie godziny, były zdziwione pewnym widokiem, bo zamiast kawy dostałam poduszkę i koc. Obudziłam się o 14, tym razem Ja zastałam na stole kartkę „Nie długo będziemy. Czekaj na nas i zjedz coś.” Śniadanie miałam na stole, więc z tym nie miałam problemu, czułam się troszkę rozbita, ale zadowolona. Rzeczywiście cała paczka wróciła jakieś 40 minut później. Gdy Iza mnie zobaczyła zawołała: - No! Wstała nasza zagadka... - Wyspałaś się...?- zapytała Dorotka – Jak to się stało, że znalazłaś się tutaj co... chyba lunatykujesz?- drażniła się ze mną Sylwia wyciągnęła mnie zaraz na parę słówek w cztery oczy. - Czy nie uważasz, że on jest przystojny! Jak było?- pytała cała rozanielona - Kto, gdzie? – pytałam nic nie rozumiejąc - Jak to! Ty się jeszcze pytasz! Krzysiek, na waszym rannym spacerze...- mówiła a Jej oczy błyszczały - On się Tobie podoba? –zapytałam tak bardziej dla formalności – Na spacerze...fajnie - Yhm. Tylko... pewnie tak mówisz, bo chcesz te chwile zachować dla się wyłącznie.-powiedziała - Mylisz się... lubię go i nic poza tym zresztą jak wszystkich-powiedziałam - Jasne... pewnie mi zaraz powiesz, że cierpisz po rozstaniu z chłopakiem., dlatego nikt Cię nie interesuję- stwierdziła zgryźliwie - Właśnie tak jest...-odpowiedziałam - Nie żartuj... Ja nie należę do naiwnych- odparła Zamurowało mnie. Nie wiedziałam co mam zrobić. Czy śmiać się czy płakać a może jedno i drugie naraz. -Mam dość co w tym dziwnego, czy Ja jestem dziwna, głupia, inna.-myślałam. Zostawiłam ją i powróciłam do reszty. Udawałam, że wszystko jest w porządku, przynajmniej starałam się. Tak naprawdę marzyłam tylko o jednym, wyjść stąd i wszystko wykrzyczeć, całą swoją złość jaka została nagromadzona. Sylwia wchodząc zlustrowała mnie spojrzeniem w stylu „mnie nie nabierzesz na to”, potem zaczęła robić słodkie oczy do Krzyśka. On chyba tego nie zauważył, ponieważ zawzięcie gadał ze wszystkimi poza Sylwią i mną. Moja złość sięgała zenitu, więc postanowiłam wyjść. - Zaraz wracam...- powiedziałam tylko i wyszłam Znalazłam jakieś zaciszne miejsce, zaczęłam rzucać kamykami w dal jak najmocniej, najdalej. - Kto Cię tak zdenerwował- usłyszałam. To był znowu Krzysiek - Czy ty mnie śledzisz...?- zapytałam zirytowana - Nie... po prostu Kamil Cię szuka – odparł trochę zaskoczony - Sorry za moment przyjdę...- powiedziałam - Dobra...- stwierdził i odszedł -No nie ja nie wytrzymam dzisiaj- pomyślałam, po czym skierowałam się z powrotem do pokoju mojego braciaka. Wchodząc wpadłam na wściekłe spojrzenie Sylwii – Nie ma mowy nie będę sobie tworzyć kolejnych wrogów...- pomyślałam Poprosiłam brata na zewnątrz. - Gdzie byłaś tak długo? Czemu Krzysiek jest wnerwiony?- zapytał - Wyładować się. Pogadaj z nim. Chcę dzisiaj wyjechać- powiedziałam - Zwariowałaś a to czemu? – wydawał się zły - Nie chce mieć wrogów...- stwierdziłam tylko - Co!? Możesz jaśniej...- gdy nie doczekał się odpowiedzi, popatrzył na mnie. - A jedź sobie skoro znowu coś Ci się ubzdurało...-powiedział i wrócił do przyjaciół a ja poszłam spakować swoje rzeczy. Gdy godzinę później weszłam do nich do pokoju. Wszyscy popatrzyli na mnie ze złością- trudno- pomyślałam - Posłuchaj mała nie przeginaj...- zaczęła Iza - Nie znoszę humorów gówniarzy – ciągnęła dalej - Co Ci się nie spodobało – zapytała słodkim głosikiem Sylwia Postanowiłam zachować milczenie, lecz zarówno Kamil jak i Iza obejrzeli się w tym momencie na nią. Atmosferę rozładował telefon Doroty - Nie wiem czy przyjdziemy mamy mały problem. Zadzwonię do Ciebie za 30 minut.- powiedziała po czym rozłączyła rozmowę - No właśnie może nam wyjaśnisz co Ci się nie spodobało – zagaiła Dorotka Nie mogłam powiedzieć prawdy. Za wiele osób by cierpiało...-myślałam- Co ja mam zrobić...?- dodałam i posłałam Kamilowi spojrzenie. On chyba zrozumiał, bo odparł - Przypomniało mi się czemu nie powiedziałaś mi od razu...ale Aga Ci wybaczy jak nie przyjdziesz do niej na imprezę. Wiesz, że dla niej ważniejsze jest twoje samopoczucie, poza tym rzadko się widzimy – ciągnął dalej a ja myślałam, że go zabiję – Zadzwonię do niej później- stwierdził zakańczając temat - Dzięki... Braciszku – powiedziałam, przybierając promienny uśmiech. Modląc, się żeby pozostali łyknęli przynętę. Konflikt przyjaciół zażegnany, teraz tylko trzeba będzie z daleka omijać Kamila, Sylwię oraz Krzyśka. Wspaniałe dwa dni mnie czekają nie ma co...- myślałam idąc z powrotem do pokoju dziewczyn. Mój braciak zadbał o to, żebyśmy jak najczęściej ze sobą bywali, więc w pewnym momencie - A teraz dziecko mi powie co się dziś wydarzyło- stwierdził - Zupełnie nic...- skłamałam - Jasne... wiesz gadałem z Krzyśkiem, co Ci się ubzdurało a może Ty myślisz, że On się w Tobie zakochał co?- zapytał - Zwariowałeś...! – krzyknęłam - Jeszcze nie, więc... Opowiedziałam całą historię z Sylwią. Poza tym, wytłumaczyłam moje zachowanie, wobec niektórych osób. Po prostu mówiłam bez przerwy, aż wyczerpałam cały temat. Gdy, skończyłam Kamil milczał, popatrzył na mnie tylko. - Dzięki...- odpowiedział po długiej chwili - Za co? Tylko proszę Cię, żeby ta rozmowa została między nami.- odparłam - Za twoją umiejętność dyplomacji. Dobrze, iż wiesz co zachować dla siebie...- wyjaśnił- A nimi się nie przejmuj, zapomnij o ich obecności.- dodał - Spróbuję...- obiecałam I rzeczywiście wieczorem w dyskotece, starałam się zapomnieć szczególnie o obecności Krzyśka, a mój brat mi chyba trochę pomógł. Bo chłopak w ogóle się do mnie nie odzywał. Sylwia trochę się uspokoiła, poza tym miałam swoje dwie kompanki, z którymi spędziłam większość wieczoru. Towarzystwo Kamila patrzyło na mnie trochę „krzywym okiem”, ale to sobie zbagatelizowałam. W pewnym momencie Siostra Doroty zaczęła się rzucać do wszystkich. Doszłam do stolika, akurat w momencie kiedy mówiła o mnie... - Ja nie rozumiem czemu inne mają chłopaków, a Ja nie mogę takiego znaleźć...-żaliła się - A może Ktoś by z tego towarzystwa chciał nim zostać...?- zapytała patrząc na Krzyśka Chłopaki obdarzyli się znaczącymi spojrzeniami, skryli uśmiechy a Radek odparł - Wiesz co Ty to dla nas za młoda jesteś trochę ...- - Ciebie w ogóle nie brałam pod uwagę... jesteś za brzydki- odparła Radek najpierw spiorunował wzrokiem Dorotę , potem jej siostrę, gdy odezwał się do mnie - A ty co mi powiesz ciekawego? - Ja!? Nic...- powiedziałam- Sylwia może potańczymy trochę...?- zaproponowałam - Nie ma mowy, odstraszysz mi chłopaków... – stwierdziła Oniemiałam...ogarnęła mnie złość – Tylko spokojnie...- próbowałam się opanować, po czym już spokojnym głosem zripostowałam Sylwie... - Dobra to sama pójdę trochę ich postraszyć- powiedziałam, chociaż miałam ochotę na inną odpowiedź, lecz w ostatniej chwili powstrzymałam się. Po prostu odeszłam jak najdalej. Wróciłam po jakiś 30 minutach. Doroty nie było, jej siostry też. - Gdzie są dziewczyny?- zapytałam Izy - W łazience, Sylwia chyba się upiła...- wyjaśniła mi, po czym poszła się bawić. Zostałam sama z Radkiem i Krzyśkiem, bo Kamil gdzieś przepadł. - Brat Cię dobrze wyszkolił...- zagadał do mnie ten pierwszy - Słuchaj to, że jesteś kolegą mojego brata to nie znaczy, iż możesz po mnie „jeździć” – odparłam, miałam go powyżej uszu - To ty się odzywasz myślałem, że się mnie boisz...- wyjaśnił Uśmiechnęłam się tylko. W tym momencie powrócił mój braciak, mrugnął do mnie. - Gdzie się podziewałeś?- zapytałam - Sylwia jest kompletnie zalana i Dorota chce wracać...- wyjaśnił - Dobra to za ile idziemy?- ciągnęłam rozmowę, nie zwracając uwagi na dziwne spojrzenia kumpli Kamila - Chcesz iść...?- zapytał trochę zdziwiony - Hmm Ty też kiedyś byłeś w identycznej sytuacji jak teraz Dorota- odpowiedziałam - Fakt, ale... no ok. zwijamy się jak tylko wrócą z łazienki- odparł Dziewczyny wróciły niebawem, toteż w szampańskim humorze opuściłam dyskotekę a raczej opuściliśmy. Tym razem usnęłam dość szybko, lecz nad ranem zbudziłam się, popatrzyłam na zegarek była szósta. Postanowiłam wyjść na zewnątrz.. I to co zobaczyłam, zdziwiło mnie. Na ławce, gdzie wczoraj siedziałam teraz spoczywał sobie Krzysiek... - Udzieliło Ci się ode mnie...?- zapytałam z uśmiechem Chłopak, dopiero teraz zorientował się, że ktoś go obserwuje. - Długo tu jesteś? - Chwilkę... – powiedziałam, po czym usiadłam obok niego. - No dobrze przyznam Ci się do czegoś. Uwielbiam tu przesiadywać- odpowiedział Znowu zaczęliśmy rozmawiać. Nie wiem czemu i jak to się stało, ale zapomnieliśmy o całym świecie. Dopiero, gdy zrobiło mi się zimno spojrzałam na zegarek, przesiedzieliśmy 2,5 godziny. Nagle Krzysiek powiedział - Chodź, bo twój brat nie będzie miał dla mnie tym razem litości- po czym, wstał jakby chcąc mnie tym samym zmobilizować do zrobienia tego samego. - Nie martw się obronię Cię- odparłam, lecz także wstałam Przypadkiem natknęliśmy się na Kamila. Był nieco zdziwiony. - Siostra a od kiedy to z Ciebie taki ranny ptaszek...?- zagaił troszkę zmyślając prawdziwy powód zdziwienia - Nie wiem...- odpowiedziałam Tego dnia miałam jeszcze jedną rozmowę, ku mojej radości o innym zakończeniu niż się spodziewałam. W pewnym momencie Dorota z Sylwią zaaranżowały sytuacje na osobności. - Chciałabym Cię przeprosić...- zaczęła ta młodsza - Nie ma za co- odparłam zgodnie z prawdą, bo cała złość na nią znikneła - Jest. Ja też z resztą źle oceniłam twoje zachowanie przepraszam – stwierdziła Dorota Spojrzałam na nią pytająco – Czyżby wiedziała...?- pomyślałam- To niemożliwe...- dopowiedziałam sobie w duchu. Dorotka, natomiast chyba odczytała moje myśli bo... - Sylwia mi powiedziała wczoraj o waszej rozmowie – zagadnęła do mnie Uśmiechnęłam się tylko i podtrzymałam wcześniejsze zdanie. Również Ja przeprosiłam. Z Sylwią obiecałam utrzymać kontakt a i mój brat był zadowolony z takiego obrotu sprawy. Tym razem nie wracałam z moim braciakiem tylko samochodem z Sylwią i jej rodzicami. Kamil poradził mi abym porozmawiała z Michałem, odrzuciła pewnych doradców i miałam odnowić kontakty z przyjaciółmi. A o moim najnowszym koledze powiedział –Żebyś, sprawdziła czy On myśli tak samo jak Ty o waszych relacjach.- W poniedziałek rano byłam nie do poznania. Uśmiechałam się, pierwszy raz przespałam noc bez problemu i nie płakałam... poza tym wróciła mi nadzieja na wyjaśnienie całej tej sprawy. Przed wejściem wpadłam na Agę, która na mój widok zaśmiała się tylko. - Wiedziałam, że tylko On może zdziałać cud...!- zawołała triumfująco - Cześć może i masz rację...- odparłam tajemniczo - Właśnie myślałam, iż zadzwonisz a tu nic...-stwierdziła - Byłam w Krakowie...-wyjaśniłam - Hmmm mamy spore zaległości jak widzę... – rzekła, potem rozeszłyśmy się na lekcje.

Weszłam do klasy i ku mojemu zdziwieniu natknęłam się na... Monikę. Wszystko byłoby ok. gdyby nie jej mina. Była wściekła, zdziwiona... - Chyba jednak jesteś taka głupia, że nie posłuchałaś moich rad- odparła - Może... – odpowiedziałam z uśmiechem-Braciszku miałeś rację...-pomyślałam a w sercu poczułam żal. Świeżo zabliźnione rany otworzyły się, ale nadal udawałam wesołą. - Co za głupia blondyna – usłyszałam chwilę potem za plecami, odwróciłam się i ujrzałam nikogo innego tylko Kamila - Cześć nie podoba Ci?- zapytałam z ironią - Hej! Nie mam wyższe ambicje- zripostował mnie - Widzę, że wyjazd podziałał na Ciebie zbawiennie- dodał - No jasne...-stwierdziłam - To może wyskoczysz gdzieś ze mną jutro?- zapytał nagle - Czemu nie...- powiedziałam- A propos skąd miałeś mój numer?- dodałam - To fajnie. Dobra wróżka mi zdradziła... - Ahaaaa... bo znalazłeś jej różdżkę co? Mój rozmówca uśmiechnął się tylko, po czym poszedł na swoje miejsce. Po południu wpadła do mnie Agnieszka z wesołą miną. - Cześć no, więc jak było? Opowiadaj!- usłyszałam już od drzwi - Hej! fantastycznie – odparłam – Tylko w pewnym momencie było jakoś tak dziwnie- dodałam - A może mnie wtajemniczysz?- zapytała z uśmiechem - Oki. – stwierdziłam krótko Streściłam jej bardzo dokładnie cały pobyt w Krakowie. Gdy skończyła Aga powiedziała: - Twoja mama miała świetny pomysł. Jak Kamil pojawił się w szkole to wiedziałam, że teraz wyjdziesz z tego „doła” i... miałam rację - Bo Ty, przecież zawsze ją masz- żartowałam - Alleluja! Odzyskałam przyjaciółkę nareszcie... a tak serio to przepraszam, że odpuściłam w pewnym momencie, ale byłaś w takim humorze... - Wiem nic się nie stało, mój braciak po prostu przyjął troszkę inną taktykę- wyjaśniłam - Mnie, natomiast ciekawi jeszcze coś czyżby Kamil chciał zająć miejsce Michała?- zaczęła - Nawet tak nie żartuj...!- zdenerwowałam się - W tym momencie akurat mówię poważnie - Skąd Ci to w ogóle przyszło do tej twojej szelmowskiej główki co?- zapytałam biorąc to wszystko za jakieś domysły, marzenia itd. - Hmm... w końcu to On Cię najbardziej wspierał i ten telefon, poza tym jakoś często bywa w twoim towarzystwie...- ciągnęła - Wiesz zapomniałaś o jednym szczególe... – ostudziłam ją – Nawet jeśli mnie lubi to Ja mu się najzwyczajniej nie podobam i nie mam ochoty na żadne związki- dodałam - To są dwa szczegóły, poza tym powinnaś wreszcie w siebie uwierzyć, widocznie przyciągasz do siebie przystojnych chłopaków swoim czarem osobistym... – szybciutko Agnieszka znalazła odpowiedź na moje wątpliwości - Czyli twoim zdanie powinnam zrobić się zarozumiała? – zapytałam ją - Wiara w siebie a zarozumiałość to dwa różne bieguny, poza tym to się nigdy nie zdarzy.... - Tak? Skąd ta pewność... - Znam Cię za długo, żeby tego nie przewidzieć... - Dobra poddaje się wygrałaś!- zakończyłam temat - No widzisz...- powiedziała i uśmiechnęła się

Rozdział 11 Upłynęło kilkanaście dni. Nie spotkałam się z Kamilem, bo coś mu wypadło, ale gdyby nie to i tak odwołałabym spotkanie. Nie mam pojęcia dlaczego odzyskawszy jaki taki humor, oraz przyjaciółkę w moim sercu zakwitła nadzieja na... straconą miłość. Michała widywałam parę razy na dodatek samego, pomogły również rozmowy z bratem, który cały czas mnie usilnie przekonywał bym porozmawiała z Michałem i wszystko wyjaśniła, toteż w końcu przekonana chciałam to zrobić. Dochodziłam właśnie do jego bloku, gdy go zobaczyłam. Na mojej twarzy zawitał uśmiech, który znikł równie szybko jak się pojawił. Michał siedział na ławce tym razem z dziewczyną. Nic nie byłobym w tym dziwnego, gdyby nie malutki szczególik. To była Monika. Pierwsze co zrobiłam to uciekłam stamtąd, żeby tylko mnie nie zauważyli. -O rany czemu Ja nigdy słucham nie tych co trzeba, teraz jest już za późno- myślałam z wyrzutem wracając do domu W szkole zaczęli szeptać , że Michał już nie jest wolny jak ptak. Faktycznie coraz częściej widywano Monikę w jego obecności. Mimo totalnej rezygnacji postanowiłam się na nowo nie dołować. Moja paczka unikała tego tematu jak ognia szczególnie Aga. Grzesiek był jakiś dziwny jakby zły, natomiast Karola zdezorientowana- myślałam czasami, lecz szybko przywoływałam się do porządku mówiąc, że to tylko wymysły mojej wyobraźni. Całe szczęście, że nic nikomu nie powiedziałam, ponieważ kilka dni później stanęłam oko w oko z Michałem i Moniką w sytuacji, która jakoś nie pozostała obojętna mojemu sercu. Nigdy nie widziałam ich w jakieś bliższej sytuacji były tylko rozmówki ewentualnie czułe szeptanie i nic, poza tym a dziś sytuacja zmieniła się diametralnie. Spostrzegli mnie Monika zaszczebiotała słodkim głosikiem: - Cześć... Michał patrzył tylko a mi nie pozostało nic innego jak ciągnąć te konwersacje w miarę spokojnie. - Cześć – odpowiedziałam po chwili nie miałam pojęcia, co mówić, ale na szczęście uratowała mnie Aśka - Anka co Ty tu robisz miałaś być 10 minut temu w bibliotece szukam Cię wszędzie...!- zawołała - Sorry zapomniałam już idę – stwierdziłam – No to cześć – dodałam do pozostałych osób, odchodząc bardzo szybko. Jeszcze chwilę później zaczepił mnie Grzesiek... - Nie uciekaj musimy pogadać... - Ja na serio teraz się śpieszę.... później obiecuje Po szkole zaczepił mnie Grzesiek z Agą - A teraz masz czas ?- zapytał - Yhm.... o co chodzi? Patrzył na mnie długą chwilę - Wiesz w sumie to nic takiego chciałem tylko się dowiedzieć jak tam krakowskie kluby?- zapytał uśmiechając się - Dla mnie bomba!- odparłam zgodnie z prawdą Agnieszka nic się nie odzywała nie wiem czemu jakoś się nad tym zbytnio nie zastanawiałam za to wiedziałam jedno daruję sobie wyjaśnienie wszystkiego to nie ma sensu. On znalazł sobie dziewczynę, która mu odpowiada i tyle koniec bajki, nie będzie „happy endu”, zresztą mało osób w to wierzyło łącznie ze mną, więc powracam do rzeczywistości. Miałam za to przyjaciół, wyjazd do Krakowa bardzo mi pomógł hmm coraz częściej zaczęłam rozmawiać z Kamilem, chociaż nic poza tym. Gdy, tylko to spostrzegła Aga zaczynała od początku te swoje tezy. Kiedyś mieliśmy zrobić referat z Historii i tak się złożyło, że robiłam go z „moją bratnią duszą”. Na początku nam to trochę nie wychodziło, bo zamiast pisać rozmawialiśmy i na dobrą sprawę o temacie, którym można by było napisać z 8 tomową encyklopedie zajęliśmy się 4 dni przed terminem. - Jak my z tego dostaniemy 5-kę to obiecuję Ci, że Cię ozłocę- powiedział zmęczony Kamil, gdy pisałam - Uważaj żebyś potem nie wpadł jeszcze większe kłopoty, niż teraz - Masz na myśli wyegzekwowanie przysięgi? - Otóż to.... - Jakoś nie specjalnie się boję... - Ale, skoro tak mówisz to w rewanżu zaproszę Cię do kina co Ty na to? - Wiesz nie chce nic mówić, lecz to jest NASZA praca, więc nie musisz dokonywać rewanżu- stwierdziłam po czym spojrzałam na mojego towarzysza - Niby tak.... - Niby!? - Nio bo to wszystko to Ty przepisujesz, poza tym nudzi mi się w domu a kino byłoby miłą rozrywką - Rozrywka brzmi dużo lepiej.... - Rozumiem to jako „tak i nie przyjmuję innej odpowiedzi- usłyszałam. Spojrzałam na niego, zobaczyłam dziwny uśmiech jakiś taki inny, niż na co dzień. - No dobra to teraz musimy dostać tą 5-kę...-wróciłam do przepisywania referatu. Ku mojemu zdziwieniu i radości zarazem dostaliśmy ten „bdb.” z referatu. Kamil nic nie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych