Wróć do katalogu

Między nami prefektami

Jest to początek czegoś dłuższego.Zapraszam do czytania mojej wersji siódmego tomu HP. Na innym forum, stwierdzono, ze opowiadanie jest bardzo dobre. Zapraszam do czytania...

egi dragonfly, opublikowano , 28 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Prolog

O tej porze roku szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart wydawała się oazą spokoju. Uczniowie mieli przyjechać dopiero za dwa dni, nauczyciele cieszyli się, że nie muszą się przejmować układaniem testów, robieniem sprawdzianów.. Jednym słowem w szkole panowała radość, która miała zostać przerwana wraz z nadejściem dnia I września... Jednak nie wszyscy cieszyli się spokojem tego miejsca. Z gabinetu dyrektora Hogwartu dobiegały odgłosy dość poważnej kłótni. - - Ależ Dumbledore, to jest niedorzeczne! – wrzeszczał Korneliusz Knot – Nawet taki wspaniały czarodziej jak TY nie będzie mi mówił, że rzuca stanowisko dyrektora Hogwartu! Musisz wiedzieć drogi czytelniku, że jeśli Minister Magii na coś się uprze, to łatwo nie zmieni swojej decyzji. Jednak Knot czuł pewną słabość do Albusa, zawdzięczał mu przecież reputację...

[Cofnijmy się w czasie...]

W czasach swej młodości Knot uwielbiał poznawać nowe smaki życia, próbować czegoś nowego, nieznanego, zakazanego...Teraz żałował, że całego tego okresu nie spożytkował na służbie w Ministerstwie Magii. Do końca swych dni nie zapomni pewnej sytuacji, która miała miejsce kilka dni po tym, gdy skończył swą edukację w Hogwarcie. Młody Korneliusz postanowił wybrać się na ślub Lucjusza i Narcyzy Malfoy’ów. Ceremonia bardzo mu się podobała, gdyby nie pewien mały szczegół. Otóż suknia panny młodej wcale nie była biała , wprost przeciwnie. Suknia ślubna Narcyzy była krwistoczerwona. W całym dworze nikt nie zdawał się być tym zbytnio zainteresowany, więc Knot postanowił się nie mieszać. Jeśli Lucjuszowi to odpowiadało, to już nie jego sprawa. Bezpośrednio po zaślubinach obecny minister udał się prosto do sypialni w której miała się odbyć dalsza, bardzo intymna część wesela. Koniecznie chciał zrobić nowej parze niespodziankę, więc schował się w szafie z weneckim lustrem stojącej w rogu pokoju. Na jego nieszczęście Malfoy’owie od razu przystąpili do akcji, a on nawet nie mógł uświadomić ich o swojej obecności. Nie , żeby mu się to nie podobało...Najchętniej zostałby tam całą noc, ale Narcyza niestety musiała wyjść do łazienki. W tym celu całkiem naga podeszła do szafy mając nadzieję wyciągnąć z niej swój ulubiony zielony szlafroczek. Biedny Korneliusz nie wiedział gdzie się schować. Nie mając żadnej nadziei postanowił stanąć z oko w oko z ( nagą) prawdą. Gdy Narcyza otworzyła szafę z jej gardła wydobył się długi, wysoki krzyk, który ukształtował się w jedno zdanie: - Ku*rwa Lucjuszu, co ten pie*rdolony urzędas tu robi?! Później sprawy potoczyły się bardzo szybko... Dla Knota, aż za szybko. Zawołany małżonek wstał, owinął się kocem, uprzednio podniósłszy różdżkę i zaczął celować w intruza wszystkimi zaklęciami i urokami jakie tylko przyszły mu do głowy. Gdy mu się znudziło, a Knot przypominał upośledzone zwierzę, rzucił Nari krótkie polecenie: -Ubierz się kochanie. Czas kogoś zawołać. Z tymi słowami podszedł do kominka ukląkł przed nim i mamrocząc kilka słów włożył do niego głowę. Po kilku minutach rozmowy wściekły Lucjusz wstał i wyszedł z przestraszoną żoną z pokoju. Później, jak się okazało Malfoy poprosił Dumbledora o rozmowę ze swoim ‘pupilkiem’. Gdy stary czarodziej powiedział, że należy mu się surowa kara, Knot znieruchomiał. Jednak Albus wciąż potrafił zaskakiwać...Zaproponował mu objęcie stanowiska Ministra Magii i zasugerował mu uczynienie Lucjusza jednym z najbardziej wpływowych urzędników. Takiego upokorzenia Knot nigdy nie zapomni...

[Witamy w teraźniejszości...]

Z rozmyślań wyrwał go znajomy głos: - Korneliuszu, czy po dziewięćdziesięciu latach na stanowisku dyrektora nie należy mi się odpoczynek ?! – w głosie Albusa można było wyczuć nutkę goryczy - Ale zawsze podkreślałeś, że czujesz się młodo. Mówiłeś, że gdy odejdziesz, szkoła umrze, a Czarny Pan zajmie twoje miejsce. - Lord Voldemort nigdy nie przekroczy murów tej szkoły. Przyrzekam ci to. Czy teraz przemyślisz moją decyzję? - Ale... - Nie ma żadnego ale. Moim następcą będzie Erica Survivre. Jest ona... - Co?! Żadna kobieta nigdy nie była i nie będzie dyrektorem tej szkoły! Na ten pomysł nigdy się nie zgodzę! To jest absurdalne. - Korneliuszu, twoje podejście jest szowinistyczne, a ja tego nie toleruję. Dlatego na mojego, a właściwie na moją zastępczynie wyznaczam Ericę Survivre. Teraz chociaż posłuchaj, czemu akurat ją będziesz musiał tolerować przez najbliższe 50 lat swojej obecności w Ministerstwie – w głosie dyrektora można było wyczuć, że ma dość całej tej sytuacji – Otóż Erica to wykwalifikowana czarownica, która ma już spore doświadczenie w prowadzeniu szkoły dla czarodziei. Gdy Madame Maxime przyjechała do nas na Turniej Trójmagiczny, pani Survivre zastępowała ją. Wszyscy uczniowie bardzo ją polubili. Ponadto Erica zasłużyła sobie na moje pełne zaufanie tym, że w latach świetności Lorda Voldemorta pomagała utrzymać nam kontakty z wujostwem Harry'ego Pottera. Dodam jeszcze, że moja kandydatka nigdy nie złamała prawa. Czy to wystarczy, abyś się przekonał co do mojej decyzji? - Dobrze, Dubledore, ale robię to tylko na twoją własną odpowiedzialność. Gdyby jednak Erica nie spełniła moich oczekiwań, wyznaczę swojego kandydata na to stanowisko. Czy przyjmujesz tą opcję? - Tak, ale wierzę, że to nie będzie konieczne. Teraz pozwól, że zacznę pakować swoje rzeczy. Pani Survivre przyjeżdża dzisiaj wieczorem, więc chciałbym mieć czas, aby jej wszystko pokazać. Czy byłbyś tak uprzejmy opuścić ten gabinet? - Żegnaj Dumbledore. Mimo całego szacunku, jaki do ciebie żywię, myślę, że robisz największą głupotę w swym życiu, opuszczając tę szkołę. - Myśl, co chcesz. Ja jednak chciałbym rozstać się z tobą w pokoju, więc byłbyś tak łaskaw i nie pokazywał się tu przez najbliższy tydzień. - Oczywiście. Zrobię to z prawdziwą rozkoszą – to mówiąc Minister Magii okręcił się na pięcie i opuścił dyrektorski gabinet.

Rozdział I

Nowa dyrektorka Szkoły Magii i Czarodziejstwa postanowiła nadać swojemu gabinetowi troszkę przyjemniejszych dla jej oczu barw. W tym celu wzięła różdżkę i zaczęła przenosić ( czyt. wyrzucać) wszystkie rzeczy, które wydały jej się zbędne. Gdy skończyła tę podstawową czynność wzięła się za przemalowywanie ścian. Postanowiła, że użyje tylko dwóch... no dobrze, tylko trzech kolorów. Jednym machnięciem swojego „pędzelka” zmieniła gabinet, tak, że nikt by się nie domyślił, że to stara kwatera Albusa Dumbledora. - Boję się. W co ten przeklęty Dumbledore mnie wpakował?! Czemu to akurat ja mam być dyrektorką?! Boję się jak cholera tych przeklętych dzieciaków, które tu przyjadą za godzinę! Co będzie jak się im nie spodobam? Co mi zrobią za dodatkowy przedmiot?! Jak zareagują... – w tak przyjemnych rozmyślaniach nowej pani dyrektor Hogwartu upływały ostatnie minuty dzielące ją od spotkania z uczniami.

Jednym słowem Erica była przerażona. Co prawda miała okazję wykazać się na stanowisku dyrektorskim, ale nigdy nie zaoferowano jej tego na stałe. To było dla niej coś nowego, nieznanego, fascynującego, a zarazem przerażającego. Gdy otrząsnęła się z tej zadumy postanowiła się przebrać, ponieważ miała na sobie tylko króciutką mini i bardzo obcisłą bluzkę. Niestety zapomniała rozpakować swoje kufry, więc zdenerwowała się, że nie zdąży zejść do wielkiej sali na czas. Atmosferę napięcia, która jej towarzyszyła przerwał nie kto inny ale sam sławny Severus Snape. Był on pierwszym nauczycielem, jakiego miała przyjemność poznać osobiście. Co prawda zdziwiła się, gdy Dubledore opisał go jak starego, zgrzybiałego i zamkniętego w sobie nietoperza. Z jego opowiadań jasno wynikało, że darzy go wielkim zaufaniem, ale co do jego charakteru miał dużo wątpliwości. Nie podobał mu się jego stosunek do uczniów; szczególnie do Gryfonów. Na szczęście Erica nie miała na ten temat żadnego zdania... Powiedzmy więcej: ją to mało obchodziło. Dla niej ważna była osobowość przyszłej zdobyczy, bo musisz wiedzieć drogi Czytelniku, że nasza nowa Pani Dyrektor w swojej wcześniejszej pracy uchodziła za największą łamaczkę męskich serc. No dobrze, zdarzyło się jej poderwać kilka kobiet, ale to był tylko wypadek przy pracy... Jej zdaniem profesor Snape był szalenie przystojnym i miłym mężczyzną w kwiecie wieku, którego należało tylko trochę oswoić, aby stał się chodzącym ideałem. Sam zainteresowany stanął w progu pokoju i nie mógł się ruszyć... Jeszcze nigdy nie widział tak pięknego, trzydziestodziewięcioletniego, półnagiego ciała... Powiedzmy szczerze, Severus Snape już od pierwszego spojrzenia na Ericę Survivre miał na nią ochotę. Nawet mu pochlebiało to, co nim sądziła...lecz gdy usłyszał zwrot "chodzący ideał" nie mógł zdusić w sobie nagłego ataku śmiechu. - „ Czyżby ta kobieta, która uważa się za dyrektora zapomniała, że jestem mistrzem legilimencji ? No, ale przynajmniej wiem na czym stoję...” – myślał Mistrz Eliksirów – „ Tylko ciekawe o co chodziło z tym oswajaniem...” Severus był nieco zdziwiony postępowaniem tej kobiety. Wiedział wszystko o jej miłosnych podbojach i postanowił doprowadzić Ericę do takiego stanu w którym byłaby gotowa zrobić dla niego wszystko, a potem zostawić, ponieważ jako zimny, pewny siebie, niebezpieczny i szarmancki ( szarmancki ?! chyba w snach – przyp. Autorki) Mistrz Eliksirów nie powinien nikomu okazywać uczuć . Chciał już ułożyć plan, jak do tego dojść, lecz z rozmyślań wyrwał go ciepły, zmysłowy, przyprawiający go o dreszcze głos. - Witam pana, Snape. Czy przyszedł mi pan coś przekazać? – ton kobiety sugerował, że chciałaby częściej zostawać w towarzystwie Seva. - Chciałem tylko powiedzieć ... pani – ostatnie słowo powiedział z nieukrywaną ironią – że uczniowie przybędą za pół godziny. - Profesorze mam propozycję – zawahała się, co Snape skomentował przenikającym spojrzeniem z serii: „Potter! Twój dom traci czterdzieści punktów. Poza tym masz szlaban!” lecz ona nie zwróciła na to większej uwagi i ciągnęła dalej – czy moglibyśmy darować sobie te uprzejmości i mówić do siebie na ‘ty’ ? - Widzę, ze myślimy o tym samym. – jego głos był przepełniony ironią - Trochę niezręcznie byłoby pozostać na poziomie ‘pan’, ‘pani’ do końca roku. - Cieszę się, że spodobał ci się mój pomysł, Sev. Jeśli tak dobrze nam poszło, to może jeszcze coś ci zaproponuję. Co byś powiedział na myśl o twoim awansie na mojego zastępcę? Severusa zatkało. Nigdy nie spodziewał się, że zostanie zastępcą dyrektora, szczególnie nowego dyrektora, a właściwie tej laluni, która nic o nim nie wie... Ale może, coś do niego czu..., to znaczy lu..., to znaczy ma do niego jakiś interes. „No ale w końcu ta przebrzydła, nieciekawa imitacje kobiety nie może mi nic zrobić... Przecież to tylko awans, czy to takie złe?” Mężczyzna mógłby tak myśleć nawet przez pół godziny, lecz Erica wyrwała go z zadumy. - Czy coś się stało? Dziwnie wyglądasz... Powiedziałam coś nie tak? Jeśli to ja coś nie tak zrobiłam, to przepraszam, nie chciałam. Naprawdę nie chciałam... - Jeśli jeszcze raz mnie przeprosisz, to mnie szlag trafi ! – głos Mistrza Eliksirów nie był już tak „przyjemny” , jak wcześniej ( był jeszcze gorszy – przyp. Autorki ) – Myślałem – dodał po chwili – że już się przyzwyczaiłaś, że wyglądam dość... okropnie – ostatnie słowo nie chciało mu się przecisnąć przez gardło. Pani dyrektor szczerze się zdziwiła. Dotąd nigdy nie myślała o nikim w ten sposób. Ten dziwny mężczyzna stał przed nią, a ona wyraźnie czuła się zakłopotana i kręciło się jej w głowie... Co by się z nią działo, gdyby podszedł trochę bliżej? Przecież on tak ładnie pachniał... Może ona sama zrobi coś żeby ten „nieśmiały człowiek” do niej podszedł? Przecież ona tak nie wytrzyma, jeśli już jest lekko wilgotna...Erica wolała na ten temat nie myśleć i celowo zmieniła temat na trochę luźniejszy. - Wiesz Sev, trochę boję się tych wszystkich uczniów. Nie wiem jak zareagują na to, że przy nauczycielskim stole nie zasiądzie Albus Dumbledore, znany i szanowany czarodziej, tylko jakieś młode, grube, zupełnie im nie znane babsko. Boję się tego, co pomyślą, gdy dowiedzą się, że w tym roku będą mieli jeden dodatkowy przedmiot. Snape, ja naprawdę się boję... Severus nie wiedział jak jej pomóc. Chciał jej tyle powiedzieć, żeby ją pocieszyć, ale nic nie wydawało mu się godne jej uszu. W końcu zdecydował się opowiedzieć dziewczynie o swoim pierwszym dniu pracy w tej szkole. - Gdy pierwszy raz przekraczałem mury tej szkoły, by w niej nauczać – powiedział swym zwykłym monotonnym i lekko ironicznym głosem – też się bałem. Tylko, że ja martwiłem się o to, czy te tępe dzieciaki zrozumieją piękno sztuki ważenia eliksirów. Szczerze wątpiłem, że ktokolwiek będzie mógł mnie tu kiedyś zastąpić. Nie pomyliłem się. W tej szkole nie ma normalnych uczniów. Tutaj nikt nie docenia przyjemności, jaką jest nauka... - ...ale po co ty mi to mówisz ?! Nie żeby mnie to nie interesowało, tylko to mi naprawdę nic nie da. Nie uspokoję się, przez twoje opowiadanie o pierwszym dniu w szkole. Wiem, że jeśli sama sobie nie poradzę ze stresem, to ani ty, ani nikt inny mi z nim nie pomoże. Snape nie spodziewał się takiej reakcji. Zazwyczaj gdy opowiadał kobiecie o tym co musiał znieść w szkolnych murach ( a musiał znieść bardzo dużo ) wywoływał to natychmiastowe przylgnięcie jej ciała do jego torsu. Bardzo się zdziwił, gdy Erica nie zrobiła tego samego... Jednym słowem nasz Mistrzunio był rozczarowany i ... zły. Nie, on nie był zły... on był wściekły, że jego urok osobisty ( a czy on wie co to jest?! – przyp. autorce ) tym razem nie zadziałał. Postanowił opuścić gabinet i osobę, która tak strasznie zraniła jego ‘ego’ . - Przepraszam cię Erico, za moje nudne wywody. Chciałem cię tylko pocieszyć – powiedział swoim normalnym, lodowato zimnym głosem – Jeśli przeszkadza ci moje towarzystwo, to z miłą chęcią opuszczę ten gabinet. Dodam jeszcze, iż zwierzęta zwane uczniami pojawią się w wielkiej sali za 10 minut. Zdezorientowana Erica nie wiedziała jak udobruchać swojego…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych