Między nami prefektami - rodział II
Proszę o szczere komentarze. To, co tu przeczytacie to fan fick. Ten kawałek, to drugi rozdział opowiadania, które już wcześniej poznaliście.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział II
Wszyscy uczniowie opuścili pociąg. Pierwszoroczni poszli za Hagridem w stronę jeziora, a reszta uczniów zapakowała się do czarnych powozów ciągniętych przez testrale. Pansy Parkinson i Millicent Blustrode znowu cieszyły się, że mają jedną karetę na własność. Niestety tak jak za pierwszym razem ich spokój zakłócili Blaise Zabini i Draco Malfoy. Teraz również usiedli bardzo blisko dziewcząt. Milli była rozluźniona, ponieważ wiedziała, że Blaise‘owi można zaufać. Jej przyjaciółka nie podzielała tego zdania, jednak, żeby uniknąć niemiłych zaczepek ze strony Malfoy’a dała mu się objąć w pasie i przycisnąć do swojego boku. Ku niezadowoleniu mężczyzn podróż powozami nie była tak długa jak pociągiem. Panie natomiast szybko wybiegły z karety zostawiając ich samym sobie. Modliły się w duchu, żeby tylko nie siedzieli przy nich w Wielkiej Sali na Uczcie Powitalnej. To pragnienie również się nie spełniło, ponieważ chłopcy dogonili je zaraz przed bramą zamku, chwycili za ręce i niemal siłą zaciągnęli do stołu. Nauczycieli jeszcze nie było. Gdy na sali zapanowała już cisza grono pedagogiczne weszło i zasiadło przy stole profesorskim. Przez stoły wszystkich domów przebiegł pomruk zdziwienia, ponieważ nie było przy nim profesora Dumbledora. Gdy szmery ucichły powstała kobieta w czarnej szacie. - Witam wszystkich uczniów Hogwartu! Nazywam się Erica Survivre i jestem nową dyrektorką Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Mam nadzieję, że będzie się wam ze mną dobrze współpracowało – w Wielkiej Sali zapadła grobowa cisza – Pozwólcie teraz, że mój zastępca, profesor Snape za pomocą Tiary Przydziału rozdzieli uczniów klas pierwszych do poszczególnych domów. Po około pół godzinie, gdy wszystkie maluchy wiedziały, gdzie będą mieszkać, dyrektorka powstała : - Chciałam wam przedstawić kilku nowych nauczycieli. Zacznę jednak od tego, że wszyscy uczniowie klas szóstych i siódmych będą mieli dodatkowy przedmiot. Będzie to – zawiesiła głos potęgując napięcie – Czarna Magia, której nauczać będzie zaufany pracownik Ministerstwa Magii, profesor Lucjusz Malfoy – cisza na sali pogłębiła się jeszcze bardziej, lecz po chwili została przerwana burzą oklasków pochodzących ze stołu Slytherinu – Muszę wam przekazać smutną wiadomość. Profesor Sybilla Trelawney została przeniesiona do Durmstangu, więc waszym nowym nauczycielem wróżbiarstwa zostanie profesor Nosfellus Andromachus. Kolejną niespodzianką będzie powrót profesora Remusa Lupina na stanowisko Obrony Przed Czarną Magią – Wielka Sala rozbrzmiewała teraz oklaskami uczniów, które, jak się zdawało nie miały końca – Teraz przedostatnia rzecz. Chciałabym ogłosić zmianę prefektów w Slyherinie. Po długiej i burzliwej rozmowie z profesorem Snape’em ustaliliśmy, że nowymi prefektami naczelnymi zostają : Draco Malfoy, Pansy Parkinson, Millicenta Blustrode i Blaise Zabini. Gratuluję wam. Ostatnią sprawą jest to, że wszyscy prefekci naczelni danego domu będą mieszkać razem. Chciałabym przez to powiedzieć, że uważam, iż jesteście na tyle dojrzali abyście mogli dzielić pokój z dziewczyną bez żadnych konsekwencji. Każda para prefektów, będzie miała własne dormitorium,z wyjątkiem Slytherinu, który dostanie dwa, w którego skład będą wchodzić dwie sypialnie, dwie łazienki i jeden pokój wspólny. Mam nadzieję, że podoba wam się ten pomysł. W każdym razie nie ma żadnych odwołań. W pary sami się dobierzecie. Teraz jednak zabierzmy się do jedzenia! Po tych, jakże szczęśliwych informacjach uczniom odechciało się jeść. Około piętnastu minut później zaczęli się oni rozchodzić do dormitoriów. Największe "zadowolenie" okazali prefekci, którzy bardzo niechętnie ustosunkowali się do zachcianki dyrektorki. Jednak nie wszyscy byli w podłych humorach. Draco i Blaise byli tak szczęśliwi propozycją mieszkania z Pansy i Milli pod jednym dachem, że z trudem powstrzymali się od skakania. Dziewczyny, które były zmuszone iść z nimi ,nie podzielały ich entuzjazmu. Miały nadzieję, że z sypialniach są po dwa łóżka. - Jesteśmy na miejscu – powiedział radośnie Draco – Która z was zna hasło? - Ja – odpowiedziała ponurym głosem Pansy – Rajskie gniazdko Obraz przedstawiający parę zakochanych odsunął się i ich oczom ukazał się ładny pokój utrzymany w barwach Slytherinu. W obu ścianach mieściły się drzwi, ozdobione drewnianymi listkami pnącego bluszczu. - Niniejszym życzymy dobrej nocy. My idziemy do jednego pokoju, a wy śpicie w drugim. Pasuje wam? – z nadzieją zapytała z Pansy -Czy ty kotku, zwariowałaś na starość?! – odpowiedział dziedzic Dragon Silver – Przecież dyra wyraźnie powiedziała, że mamy dzielić pokój z dziewczyną a nie z mężczyzną. Ja wiem, że wy macie odmienną orientację seksualną, ale mogłybyście się przed nami nie zgrywać. Przecież my i tak wiemy, że na nas lecicie, czyż nie? - Dajcie sobie spokój. Nie zamierzamy z wami spać! – zaprotestowały - Oczywiście, że zamierzacie. Udowodnić wam? Nie czekając na odpowiedź każdy chwycił „swoją” dziewczynę, przerzucił ją sobie przez ramię i nie zważając na protesty wniósł do sypialni. Szybko się jednak okazało, że pomylili pokoje, więc musieli jeszcze raz odbyć wędrówkę przez pokój wspólny. Gdy już trafili do właściwych pomieszczeń zrzucili „bagaże” na łóżko. Zabini odszedł, żeby rozpakować swoje rzeczy zostawiając Millicent w nieco dziwnej pozycji na łóżku, ale Draco nie chciał odpuścić Pansy. Szybko zamknął drzwi na klucz i korzystając z tego, że Parkinson za bardzo nie wie co się z nią dzieje wgniótł ją głębiej w materac przyciskając własnym ciałem - Czy dalej sądzisz, że nie jestem mężczyzną? Udowodnić ci to?! Sama chciałaś. Po tych słowach zakrył usta dziewczyny własnymi wargami. Pansy próbowała się wyrwać, lecz mocny uścisk Dracona był nie do zniszczenia. Kilka sekund później zastanawiała się czy w ogóle warto się wyrywać, bowiem zaczął delikatnie lizać jej podniebienie. Następnie przeniósł się troszkę i zaczął schodzić językiem coraz niżej. Pansy z trudem zebrała w sobie resztkę własnej woli, która jej została i oderwała się od chłopaka. - Przepraszam nie mogę. Było mi dobrze, ale nie chcę nic więcej. Draco jednak postanowił nie dawać za wygraną. Na nowo rozpoczął przerwaną pieszczotę. Tym razem dziewczyna była bardziej zdecydowana i odepchnęła go z całej siły. - Mówiłam, że nie chcę nic więcej! – krzyczała – Ale ty oczywiście nie raczyłeś mnie słuchać. Pieprzony arystokrata. Tylko jedno ci w głowie! Do niczego między nami nie dojdzie, zrozumiałeś? Chyba, że ja będę spragniona twojego towarzystwa, w co wątpię! Proszę pozwól mi wstać... Chłopak jednak postanowił dalej powstrzymywać ją od wszelkiego ruchu. Chciał się jeszcze trochę poznęcać nad swoją „ofiarą”, to znaczy współlokatorką. Chciał widzieć jaka jest wobec niego bezsilna. - Puszczę cię pod jednym warunkiem... – zawiesił głos potęgując napięcie wywołane jego słowami - Jakim, mów szybko i mnie puszczaj – Pansy straciła już całą pewność siebie - Śpisz ze mną w jednym łóżku, pod jedną kołdrą... - Może jeszcze na jednej poduszce i w jednej koszulce nocnej? – zapytała z nieukrywaną ironią – Ty chyba żartujesz! - Całkiem kusząca propozycja, czy jesteś chętna do tego co powiedziałaś przed chwilą? Oczywiście oprócz tej koszulki, bo to byłoby już zboczenie zawodowe – uśmiechnął się chytrze, co dodało wyrazowi jego twarzy tego czegoś, co pociągało wszystkie kobiety w Hogwarcie – Wybacz mi słoneczko – powiedział już swym normalnym głosem – ale moja propozycja to rozkaz od którego nie ma odwołania. W szóstej klasie skakałabyś już z radości, gdybym ci złożył taką propozycję, a teraz? Ty chyba mnie olewasz, a to mi się nie podoba. Po tych słowach panna Parkinson po raz kolejny próbowała się wyszarpnąć z silnych objęć Dracona. Prawie się jej udało, lecz nagle pomyślała sobie, że największym torturą dla chłopaka byłaby jego niemoc. Przecież ona wyraźnie zaznaczyła, że nie do niczego między nimi nie dojdzie. Najwyżej mogli się całować. Gdyby Malfoy zrobił cos jeszcze, bez wahania potraktowałaby go ciężkim zaklęciem. Przecież nikomu nic się nie stało od dzielenia łóżka z chłopakiem. Po chwili zastanowienia dziewczyna oświadczyła zdecydowanym tonem: - Zgadzam się. Mogę spać przy tobie pod jedną kołdrą. Draco nie wierzył własnym uszom. W jednej chwili ta śliczna dziewczyna leży pod nim, w następnej go bije, potem znowu pod nim leży, następnie znowu go bije, a teraz zgadza się z nim spać. Nie – nie z nim, tylko PRZY nim. Wyraźnie to podkreśliła. Ale potomek Lucjusza nie mógłby się nazywać Malfoy, gdyby wszystko nie skończyło się po jego myśli. Obiecał sobie, że wykorzysta cały swój urok osobisty, żeby ta dziewczyna naprawdę się w nim bujnęła. Przecież łaziła za nim przez tyle czasu, więc co jej zależy... Korzystając z chwili nieuwagi szatynka przekręciła się na bok, zrzucając przy tym „ciężar”, który miała na sobie, otworzyła drzwi mówiąc Alohomora i wybiegła z sypialni do pokoju wspólnego. Nie wiedziała jednak, że Draco postanowi ją gonić. Nim się zorientowała znów ją obejmował i delikatnie posadził na kanapie. Wyglądał przy tym tak uroczo, że dziewczyna nie mogła mu się długo opierać. - Parkinson, czy ty myślisz, że mam na sobie za dużo tłuszczu i muszę go spalać goniąc ciebie?! – jego głos przepełniony był teraz mieszanką pożądania, niemocy i gniewu – Ile jeszcze razy będę zmuszony ci pokazywać, że nigdzie nie uciekniesz? Teraz będziesz ze mną prawie wszędzie, ponieważ sprawia mi ogromną przyjemność patrzenie na ciebie, gdy się wściekasz na mnie. - Ale ja nie chcę. Czy ci nie wystarczy, że razem mieszkamy i będziemy sypiać pod jedną kołdrą? Czy ten rok także upłynie pod dyktando Twoich wspaniałych odzywek? Czy nadal przy kolegach będziesz zgrywał macho i wykorzystywał swoje cholerne arystokratyczne pochodzenie? Teraz Ci będzie jeszcze łatwiej bo masz ojca przy sobie! – w miarę mówienia a raczej wypluwania z siebie potoku słów, tembr jej głosu osiągał niepokojącą głębie, która nieuchronnie prowadziła do płaczu. Jak powszechnie wiadomo, Draco nie umiał postępować z płaczącymi kobietami. Do tej pory Parkinson traktował jak zupełnie inny gatunek. Teraz jednak miał dziwne uczucie, że jeżeli nie powie czegoś stosownego, to coś między nimi zawali się i nigdy nie będzie odbudowane. „STOP! Malfoy, o czym ty myślisz?! Przecież to jest tylko zwykła ,głupia i bezbarwna dziewczyna, która przez sześć lat patrzyła na mnie z uwielbieniem i może przy odpowiednim podejściu.... „ - Pansy, ja przepraszam – popatrzyła na niego zdziwionym wzrokiem. Przecież Malfoy nie mógł jej przeprosić?! Jednak chłopak ciągnął dalej – Ja naprawdę nie zdawałem sobie sprawy, że to wszystko co robię sprawiało ci niewyobrażalny dla mnie, arystokraty , ból – jego głos był sztuczny i nienaturalny. Dziewczyna szybko to wyczuła i podjęła wyzwanie. - Draco, nie przepraszaj mnie! Ty zawsze byłeś, jesteś i będziesz moim ideałem. Bardzo mi na tobie zależy i nie chcę cię stracić – blondyn nie zorientował się, że piwnooka wybrała najbardziej oklepaną sztuczkę świata. To , co powiedziała uznał za własny sukces. - Niech myśli, idiota, że go kocham. Co mi zależy... Zdziwi się dopiero wieczorem... – myślała. W rzeczywistości Pansy bardzo chciała zemścić się na chłopaku za sześć lat nieustannych sporów i kłótni. Myślała, że uda jej się go rozpalić do czerwoności, a potem zostawić bez szansy na więcej. To był jej plan. Plan, który był absolutnie doskonały. Dziewczyna uznała, że nie będzie przebierała w środkach w dążeniu do celu.
***
Gdy wszyscy uczniowie rozeszli się do swoich dormitoriów, zmęczona Erica Survivre udała się do swojego gabinetu. Chciała wziąć gorącą kąpiel i położyć się na kanapie przy kominku, żeby spokojnie przemyśleć jak owinąć sobie wokół palca wszystkich nauczycieli. Jednak najbardziej zależało jej na zdobyciu autorytetu u Severusa Snape’a. Gdy woda, o delikatnym zapachu konwalii, napełniała wannę, twarzy Erici nie opuszczał delikatny uśmiech. Przypomniała sobie miny uczniów, gdy mówiła o nowym przedmiocie, a także o wspólnych pokojach prefektów naczelnych. Zanurzona w wodzie nie usłyszała cichego pukania, a następnie skrzypnięcia otwieranych drzwi. - Pani dyrektor, przepraszam, że przychodzę o tak późnej porze, ale... – Argus Filch z niepokojem rozglądał się po pustym gabinecie – Gdzie pani jest?! Proszę się pokazać! Erica wyszła z wanny i obserwowała przybysza zza uchylonych drzwi łazienki. - Nie zaszkodzi zauroczyć jeszcze jednego mężczyzny w Hogwarcie – myślała – Trzeba wykorzystać okazję i nie dać się zwieść pozorom. W razie niepowodzenia wyczyszczę mu pamięć – poczekała jeszcze chwilę – No to zaczynamy! Po chwili zamyślenia dyrektorka ubrała się w kusy szlafroczek odsłaniający jej zgrabne nogi, włożyła głowę pod kran, żeby wyglądało, że woźny bardzo jej przeszkodził i zawołała : „Chwileczkę, muszę się ubrać”. Po tych słowach Filch nie mógł się opanować. Bądź, co bądź był mężczyzną. Brzydkim, owłosionym i starym, ale mężczyzną. Zaczął się zastanawiać czy wtargnąć do łazienki i pooglądać sobie kuszące, nagie ciało Erici, czy grzecznie poczekać, aż ona przyjdzie do niego i wtedy zerwać jej ubranie. Po kilku minutach oczekiwań zdecydował się zachować po „męsku” i zaczekać, aż ‘ofiara’ sama do niego przyjdzie. Czekanie było jak najbardziej uzasadnione. - Niech kobieta myśli, że jestem prawdziwym gentlemanem Niech ma tą świadomość, że nie myślę tylko o jednym. Przecież w gruncie rzeczy, to ja nie chce nic złego - myślał Jednak to, co zobaczył przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Drzwi do łazienki delikatnie otworzyły się wypuszczając kłęby pary. Można było w nich rozróżnić tylko niewyraźne kształty. Nagle jeden z nich opadł na ziemię. Dał się słyszeć zduszony krzyk: - O nie... Argusie, pomóż mi znaleźć ręcznik, właśnie mi spadł. Proszę, nie mogę ci się tak pokazać. - Ależ oczywiście, że możesz – myślał, po chwili jednak dodał głośno – Już idę, proszę się zakryć Erica udała, że zakłada długi szlafrok i zapina go na nieskończenie dużą liczbę guziczków. Filch jednak się tym zbytnio nie przejął i zaczął poszukiwania ręcznika. Zagłębił się w parze (która była wydawana przez niewielkie i cichutkie czarodziejskie urządzenie ), lecz zamiast schylić się i przeczesywać palcami podłogę, wyciągną ręce przed siebie nadziei, że na coś trafi. Nie pomylił się. Po kilku krokach przy palcach nie było już pustki. Woźny trafił na coś dużego i miękkiego, co było przyjemne dotyku. - Argusie, dziękuję ci, że znalazłeś moje pantofle kąpielowe. W tej mgle bardzo trudno coś zobaczyć, a ja się jeszcze nie przyzwyczaiłam. Czy mógłbyś zdjąć je z tego pojemniczka na którym stoją i podać mi? Zawiedziony dziadek wykonał polecenie Erici. W końcu jeśli ma ją zdobyć, to musi być dla niej uprzejmy. Przynajmniej na początku. Później, to się zobaczy. W tym czasie panna Survivre podeszła do urządzenia, szepnęła cicho zaklęcie i małe pudełeczko przestało produkować parę. Chciała, żeby Filch ją zobaczył. Para zaczynała powoli osadzać się na meblach, kafelkach i na wszystkim, co było w łazience. Dyrektorka postanowiła grać skruszoną dziewicę. - Panie Filch, niech pan stąd wyjdzie. Ja jeszcze nigdy nie byłam prawie naga w obecności obcego mężczyzny! Proszę na mnie nie patrzeć. W... wstydzę się pana! - Nie bój się panienko. Nic złego ci się nie stanie. Może troszkę się zabawimy? Co ty na to? Staruch zaczął się do niej zbliżać. Zdjął swoją starą połataną szatę pokazując czarne obcisłe dżinsy i kolorystycznie dopasowany golf. Nagle jednak coś zaczęło się dziać. Twarz woźnego zaczęła się wykrzywiać w grymasie niemego bólu. Włosy zaczęły wirować, a po chwili powstała chmura dymu. Gdy wszystko się uspokoiło Erica zobaczyła przed sobą nowego nauczyciela wróżbiarstwa. Nosfellus uśmiechnął się przepraszająco lecz kobieta nie dała mu dojść do słowa. - Co pan sobie myśli?! Nie dość, że nie przychodzi pan na ucztę powitalną, to jeszcze teraz zjawia się pan w najmniej odpowiednim momencie, wygląda pan jak ten charłak Argus Filch i zachowuje się pan gorzej niż ustawa przewiduje! Czy ma pan coś na swoją obronę?! - Ja naprawdę przepraszam, ale wydarzyło się pewne nieporozumienie – zaczął się tłumaczyć - Jakiś niski czarodziej, podał się za nauczyciela zaklęć. Poznaliśmy się i po kilku minutach rozmowy powiedziałem, że bardzo boli mnie głowa. Podał mi eliksir na ból głowy, lecz później okazało się, że był to Eliksir Wielosokowy z włosem woźnego Argusa Filcha. Wybiegłem z jego gabinetu i skierowałem się prosto do nieczynnej damskiej ubikacji. Skierował mnie tam jakiś złośliwy duch, który w chwilę po tym jak powiedział, że to męska zaczął mnie obrzucać kredą. Gdy już się przemieniłem zza drzwi drugiej kabiny wyleciał duch dziewczynki, która zaczęła głośno płakać i jęczeć. Wyszedłem z łazienki i skierowałem się do pani gabinetu, ponieważ obrazy powiedziały, że pani dyrektor wzywa woźnego do wyznaczenia jego nowych obowiązków. Tak trafiłem do pani. W gabinecie było zupełnie cicho, więc wszedłem do pani kwater prywatnych. Tam też panował spokój zakłócony tylko przez lejącą się wodę. Zapukałem do łazienki ... i tak się to wszystko zaczęło – na jego policzkach pojawił się delikatny rumieniec, a usta wykrzywiły się w nieśmiałym uśmiechu Erica słuchała tego jak zaczarowana. Nie potrafiła wyobrazić sobie Flitwicka podającego nowemu profesorowi Eliksir Wielosokowy. Musiał uważać to za niezły żart. Z drugiej strony jednak cieszyła się z przyjścia Nosfellusa, ponieważ musiała przekazać mu kilka ważnych rzeczy dotyczących jego stanowiska. - Jeśli już się pan napatrzył, to proszę o opuszczenie tego pomieszczenia, wyjście z kwater prywatnych i udanie się do gabinetu publicznego. Zrozumiał pan, profesorze? - Oczywiście. Jeszcze raz chciałbym przeprosić. Po tych słowach okręcił się na pięcie, co było dużym błędem z jego strony, ponieważ skroplona para wodna pokrywająca całą łazienkę jeszcze nie wyschła. W jednej chwili nauczyciel wróżbiarstwa znalazł się na podłodze i rozcierał obolałe biodro, na które upadł. - Pani dy...rektor – wystękał – czy mogłaby pani być tak uprzejma by... pomóc mi wstać – powiedział po kolejnej nieudanej próbie podniesienia się z podłogi Erica zachichotała cicho i podeszła do wróżbity. Po drodze zauważyła, że jest całkiem interesujący. Co prawda musiał mieć około czterdziestu pięciu lat, ale dobrze się trzymał. Miał zadbane, ciemnobrązowe włosy i oczy tego samego koloru. Był średniego wzrostu i gdyby nie nosił czarnych rzeczy mógłby uchodzić za dużo młodszego niż w rzeczywistości. Gdy już przy nim była, podała mu rękę i pozwoliła się na niej podciągnąć. Niestety nauczyciel okazał się zbyt ciężki, a podłoga zbyt śliska, żeby mogli ustać. Mimo iż dyrektorka miała specjalne klapki z podeszwami antypoślizgowymi ( najnowszy model czarodziejskich pantofli kąpielowych – zaledwie 24 galeony za parę ), nie pomogły jej utrzymać się w pozycji stojącej, ponieważ Nosfellus upadając pociągnął ją za sobą. Erica wylądowała na nowym profesorze oblewając się przy tym śliczny rumieńcem. - No, no, no – powiedziała jadowitym głosem – Gdybyśmy znaleźli się w odwrotnej pozycji, to.. Nosfellus zamachnął się tak szybko, że kobieta znalazła się pod nim - To co byś zrobiła? – wymruczał jej do ucha - ... zwolniłabym cię – powiedziała dobitnie – Czy mógłby pan przestać mówić do mnie na ty, profesorze? Chyba, że bardzo panu na tym zależy... Ja nato... Mężczyzna zamknął jej usta swoimi wargami i złożył na nich namiętny pocałunek. Erica przez chwilę próbowała się bronić, lecz gdy poczuła jego delikatne palce na swoim udzie zdecydowała się zakopać topór wojenny. Jednak Nosfellus nie zrobił nic więcej. Po chwili oderwał się od ust dyrektorki i cichym głosem powiedział: - Tak, bardzo mi na tym zależy. Teraz jednak pozwól, że wstaniemy i nie będziemy robić nic więcej. - Jeśli by tak było, to zwolniłaby cię natychmiast, Andromachus! - Nosfellus. Mów mi po imieniu. - Powiedz mi dlaczego mam pana słuchać, profesorze?! Przecież ja tu jestem od wydawania rozkazów! Mężczyzna uśmiechnął się tajemniczo. - Ale tylko ja wiem o tym, że chcesz uwieść Severusa Snape’a – Erica jęknęła – Tylko nie pytaj skąd. Zostawiam to twojej inteligencji. Jeśli chcesz żeby ta plotka nie rozeszła się wśród uczniów, będziesz musiała spełnić trzy moje życzenia. Jeśli nie zgodzisz się na ten warunek ,twoja sława w Hogwarcie będzie niekwestionowana. Już sobie wyobrażam szepty uczniów: „Patrz idzie dyrektorka, która chciała zgwałcić górę lodową”. Chciałabyś tego? - Nie – wyjąkała – Oczywiście , że nie. - Więc zgadzasz się na moją propozycję? Kobieta nie wiedziała co powiedzieć. Z jednej strony co jej zależało wykonać trzy proste i nieskomplikowane życzenia, które ograniczałyby się tylko do podania kawy, czy przyniesieniu „Proroka Codziennego” do jego gabinetu. Przecież nie mogłaby zrobić nic innego. Nosfellus na pewno nie mógł być tak wredny w stosunku do płci pięknej. - Jeśli te życzenia nie będą zbyt wyuzdane, to zgadzam się. Stawiam tylko jeden warunek... - Nie, słonko. Ty nie stawiasz żadnych warunków. To ja tu jestem... - ...szowinistą – dokończyła za niego Erica Tymi słowami dyrektorka wyprowadziła Nosfellusa z równowagi. Mężczyzna wstał i bez żadnych zahamowań zerwał z Erici szlafrok. - Wstawaj! – rozkazał – I rozbierz się. To moje pierwsze życzenie. -Ale... – próbowała zaprotestować Panna Survivre była zdezorientowana. Nie wiedziała co zrobić. Wolała jednak posłuchać tego przerośniętego osła, ponieważ mógł przeszkodzić jej w zrobieniu kariery w Hogwarcie. Z niewielkim wysiłkiem podniosła się z podłogi i podeszła do wanny wypełnionej jeszcze letnią wodą. Stanęła przy niej i powoli podniosła rękę do ramiączka swojej srebrnej, satynowej koszulki. Przez kolejne sekundy zrozumiała, że ten podły szantażysta chce zobaczyć małe przedstawienie. Postanowiła, że spełni jego zachciankę, lecz z drugiej strony gorąco pragnęła mieć już to wszystko za sobą. Miała jednak nadzieję, że jej zachowanie będzie w pełni profesjonalne. W ciągu pięciu minut „zdążyła” obnażyć zaledwie ramiona i dekolt odsłaniając koronkowe ramiączka stanika. Następnie zmysłowymi ruchami pomogła koszulce zsunąć się na podłogę. Nosfellus gwizdną przeciągle, ponieważ rzadko kiedy miał okazję widzieć tak piękne prawie nagie ciało. W dodatku jeszcze nigdy nie miał nad nim całkowitej władzy. Erica nic sobie z tego nie robiąc, właściwie nawet zapominając, że ktoś jest oprócz niej w łazience, powoli zsunęła z siebie oba ramiączka stanika. - No dalej dziecino – zachęcił ją – Nie wstydź się mnie. Po tych słowach Erica zrzuciła z siebie stanik. Oczom samca ukazały się pełne piersi. Na jednej z nich miała wytatuowanego małego zielonego smoka. Nosfellus znowu gwizdnął, a dyrektorka zaczęła bawić się swoimi majteczkami. Po kolejnych pięciu minutach zdjęła je i obróciła się wokół własnej osi. - Wszystko – skwitowała krótko – Teraz się wynoś i więcej tu nie pokazuj! To był błąd. Andromachus podskoczył jak oparzony i w mgnieniu oka znalazł się tuż przy zaskoczonej kobiecie. - Ładne ciało – szeptał je do ucha – Wiesz, maleńka, że mogę zrobić z nim wszystko – przejechał ręką po jej udach - i jak będę chciał to zrobię to a ty nie będziesz miała nic przeciwko temu. W innym razie pożegnaj się z jakąkolwiek pracą. Gwarantuję. Ugryzł lekko patek jej ucha i wyszedł z łazienki pozostawiając rozebraną i zaskoczoną Ericę samej sobie... - Zachciało mi się Severusa Snape’a – powiedziała rozgoryczona.
***
W dormitorium prefektów Slytherinu trwała zagorzała dyskusja na temat tego jak sobie wyobrażają swoją własną przyszłość. Cały czas trwała kłótnia, czy panna Blustrode wyjdzie za Zabiniego, czy jednak nie. Sama zainteresowana nie miała w tej kwestii nic do powiedzenia, ponieważ gdy tylko zamierzała się wtrącić przerywano jej w dość niemiły sposób. Postanowiła więc przejść się po Hogwarcie. W tym celu na kusą koszulkę nocną założyła szatę i rzuciła na siebie zaklęcie ogrzewające. Wyszła przez figurę węża i znalazła się w pobliżu kwater Severusa Snape’a. Postanowiła
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil egi dragonfly
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…