Miłość umiera ostatnia roz. 19,20,21
„Świat jest zbyt pusty, jeśli widzisz w nim tylko góry, rzeki i miasta. Świadomość, że gdzieś jest ktoś, z kim możesz nawiązać kontakt, także pozostając w milczeniu: oto, co czyni naszą planetę nadającym się do zamieszkania ogrodem.”
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
19.
W kuchni pachniało grzybami i rozmarynem. Rozalia uwijała się pomiędzy piecem a stołem. Kroiła, smarowała, nakłuwała, mieszała i smakowała. Zegar wskazywał już prawie piętnastą, a ona miała przed sobą jeszcze tyle do zrobienia. Gdyby, chociaż któraś z córek wpadła na pomysł, żeby pomóc jej w przygotowaniach, ale one zajęte były akurat swoimi o wiele ważniejszymi sprawami, czyli nie robieniem nic. Generał ustawiał w ogrodzie krzesła i organizował wszystko tak, żeby wszyscy mieli, na czym usiąść. Rozalia miała za złe rodzinie, że nikt nie przywiązuje wagi do grilla z sąsiadami. A przecież trzeba się pokazać z jak najlepszej strony, żeby nikt ich nie obgadał. Rozalia zawsze dbała o opinię innych i tym razem nie mogła pozwolić, żeby coś poszło nie tak. Skoro zaprosiła Państwa Wiśniewskich z synem, musiała stanąć na wysokości zadania. W Warszawie na obiadach podejmowali różnych gości i Rozalia wiedziała, jak ważne jest pierwsze wrażanie. Oczywiście, że mogła postawić na stole skrzydełka i kiełbasę, jak proponowała Wiktoria, ale czy takie pospolite jedzenie zostanie na dłużej w czyjejś pamięci? Rozalia wiedziała, jak sprawić, żeby goście jeszcze długo po wyjściu z obiadu czuli niebo w ustach. Henryk często przyprowadzał do domu znane osobistości ze świata polityki, a także ze swojej pracy i oczekiwał, że Rozalia sprawdzi się w roli pani domu. Często słyszała pochwały na temat swojej kuchni i to mobilizowało ją do tworzenia nowych, nieznanych potraw. Miała kilka popisowych dań i nikt oprócz niej nie potrafił ich przyrządzić tak samo. Teraz również chciała zrobić dobre wrażenie, ale cel był tylko jeden: sąsiedzi musieli poznać Wiktorię. Rozalia, która nie przyjmowała do wiadomości, że córki nie myślą jeszcze o własnej rodzinie, musiała wziąć sprawy w swoje ręce. Tak, jak przed laty zdecydowała za Henryka, tak dziś chciała zdecydować za nie. Najbardziej zła była na Wiktorię, że dziewczyna nie potrafi w swoich planach znaleźć miejsca dla mężczyzny. Skąd u niej taka wroga postawa do związków? Dlaczego nigdy nie przyprowadza ze sobą żadnego kandydata do swojej ręki? Wciąż tylko mówi o pracy lekarza, jakby właśnie z nią zamierzała wziąć ślub. Matka musiała zająć się jej życiem, skoro Wiktoria udawała, że wszystko wie najlepiej. Krystian, syn sąsiadów nigdy nie przykułby jej uwagi, gdyby mieszkał w Zagórzu na stałe, ale skoro bywał tu tylko czasami, można było wziąć pod uwagę jego osobę. Rozalia wyczuła, że sąsiadka również chciałaby znaleźć dla syna wymarzoną żonę. Wiktoria byłaby idealna. A więc Rozalia uwijała się dalej z uśmiechem na ustach pewna, że grill okaże się podwójnym sukcesem. Z jednej strony kulinarnym z drugiej matrymonialnym. Już jej w tym głowa, żeby Wiktoria spojrzała na Krystiana łaskawym okiem. W tym samym czasie główna bohaterka spiskowej akcji zakręcała swoje długie włosy na loki. Nie, nie z powodu sobotniego spotkania, ale tak po prostu, bo czasem lubiła zmiany. Nie będzie się stroić i udawać, że grill robi na niej jakiekolwiek wrażenie. Owszem nie zawiedzie mamy i pojawi się na nim jak i reszta rodziny, ale niech nie myślą sobie, że będzie na nim bardziej rozmowna niż zawsze, albo, że będzie starać się komuś zaimponować. Wiktoria zawsze jest sobą, bez względu na to, z kim i o czym rozmawia. Gdy wyciągała z szafy swoją ulubioną bluzkę w duże słonie wypinające swoje zadki, w pokoju pojawiła się Inga. - Hej, Oliver przyjechał – powiedziała. Wiktoria wciąż nie rozmawiała z siostrą. Zdarzało im się wymienić kilka zdań, ale nie była to żadna oczyszczająca rozmowa, która miałaby naprawić to, co same zepsuły niepotrzebną kłótnią. - Rozumiem, że wszyscy idziemy go powitać? – zapytała z przekąsem. - Jak nie chcesz to nie musisz, tak cię tylko informuję – Inga spojrzała na siostry bluzkę – Wiesz, że mama strasznie nie lubi tych słoni. - I dlatego to ja w nich chodzę, nie ona. - Nie masz czegoś mniej demonstracyjnego? - A co twoim zdaniem demonstruje ta bluzka? -„Mam was wszystkich w dupie” – Inga wyrwała siostrze bluzkę – Już lepiej załóż tą w zielone groszki. - Ohyda – blondynka niechętnie zmieniła garderobę. - Dlaczego taka jesteś? Mamie bardzo zależy na tym spotkaniu. Wiktoria usiadła z westchnieniem na łóżku. - Nie udawaj, że nie wiesz, o co chodzi. Cel tego grilla jest tylko jeden: zeswatać mnie z synem sąsiadki. Żenada. - Skąd wiesz? - Mama już od tygodnia robi mi uwagi na temat mojego staropanieństwa. - Sama to wykrakałaś – przypomniała jej siostra – Ostatnio dziwiłaś się, że rodzice nas nie naciskają ze ślubami, no to teraz masz. - Ale tu w Zagórzu? Rozumiem Warszawa, te wszystkie sztywne konwenanse, jakie tam panują, jej koleżanki, których dzieci właśnie wkraczają na nową drogę życia, albo już wkroczyły, ale tu? Przecież tu nie musi udawać, przejmować się opinią innych i próbować nagiąć nas do wyznaczonych reguł. - Widocznie znalazła dla ciebie odpowiedniego kandydata – zaśmiała się Inga. - A co ona może o nim wiedzieć? Usłyszała kilka zdawkowych słów i od razu stwierdziła, że to mężczyzna dla mnie. Przecież nie rozmawiali osobiście, nie widziała jego twarzy – Wiktoria denerwowała się coraz bardziej – Oddaj moje słonie. To właśnie jest idealna bluzka na to spotkanie. Niech zademonstruje moje nastawienie. - Wyluzuj. Kompletnie nie czaję, czemu tak cię to wszystko irytuje. Posiedzimy, pouśmiechamy się, wygłosimy kilka mądrych słów i rozejdziemy się każdy do siebie. Zresztą skąd wiesz, że ten Krystian nie przypadnie ci do gustu?. - Bo wiem – Wiktoria widziała przed oczami twarz Leszka. - Chodzi o tego chłopaka, z którym chodzisz po Zagórzu? – prosto z mostu zapytała Inga. Blondynka podniosła na nią swój wzrok. - No nie patrz tak na mnie. Byłam w sklepie, a tam jest bardzo wygadana sprzedawczyni. Coś cię łączy z tym Leszkiem? - Nie. - Ale chodzicie razem na spacery? - To coś złego? Inga rozłożyła ręce. - A tak się zarzekałaś, że nie interesują cię żadne znajomości. - Zaczynasz bawić się w Dianę? – Wiktoria wciąż była zdenerwowana – To może jeszcze zacznij mnie śledzić. - Jezu Wiki, ty lepiej wypij jakiś Nerwosol, przed wyjściem z pokoju, bo ich tam wszystkich zagryziesz. Blondynka podeszła do okna. No tak, zapomniała, że tu nic się nie ukryje. - Spotykamy się zawsze przez przypadek. On pomaga u różnych ludzi i jest tu znany. Pewnie już zwietrzyli kolejną sensację. Inga wzruszyła ramionami. - Przecież ja się nie czepiam, tylko pytam. Myślałam, że mi sama opowiesz – spuściła głowę. - Tak jakby było, o czym. Ok. zaproponował mi wspólne zwiedzanie Zagórza, ale odmówiłam. Nie moja wina, że siedzisz tu z Dianą, jakby za naszym płotem już nic nie było. Ja tak nie umiem. - Pomagam tacie w pracach. Ty już się tym przestałaś zajmować. - Chwilowo. Inga przecież mamy wakacje. Od października ruszamy do pracy i koniec leniuchowania. Ja naprawdę chcę jak najlepiej spędzić te ostatnie miesiące. Siostra spojrzała na nią poważnie. - Cieszę się, że dobrze się bawisz – powiedziała – Ubieraj bluzkę i idziemy do gości
20.
Grill rozpoczął się tuż przed godziną osiemnastą, a Państwo Wiśniewscy byli nad zwyczaj punktualni. Przynieśli ze sobą wino domowej roboty oraz placek z rabarbarem. Zobaczywszy stół, który aż uginał się pod naporem smakołyków przygotowanych przez Rozalię, poczuli się trochę niezręcznie. - Ależ nie potrzebnie się pani tak napracowała. Kiełbaski w zupełności by wystarczyły - Pan Wiśniewski pierwszy zasiadł do stołu i oblizał się na widok pieczonej karkówki. - Prawdziwa uczta - jego żona bystro rejestrowała wszystkie potrawy, by w momencie rewizyty również pokazać się z jak najlepszej strony. Młody Wiśniewski, czyli Krystian podał rękę każdej z dziewczyn i rozpoczął komplementem. - Co jedna to ładniejsza - zatrzymał wzrok na Wiktorii i pocałował jej dłoń. Dziewczyna poczuła się zażenowana. Takie obyczaje umarły przecież kilkanaście lat temu. - Gdybym wiedział, że zaraz za płotem mieszkają boginie dawno przyszedłbym je poznać. Inga spojrzała na siostrę i obie uśmiechnęły się do siebie. Z wyglądu Krystian był, co prawda bardzo pociągający, ale te jego wymyślne teksty na powitanie, od razu zasiały w nich ziarnko sceptycyzmu. - Krystian zostaje z nami jeszcze tylko trzy tygodnie, a potem jedzie do Włoch - odezwała się jego matka. - Wspaniale. Włochy to takie piękne państwo - zachwyciła się Rozalia - Byłam tam tylko raz, ale chętnie powtórzyłabym tą podróż. - Dla was pewnie Zagórze jest teraz nowością - odezwał się pan Wiśniewski - mieszkańcy większych miast chętnie zmieniają otoczenie na bardziej swojskie. Zagórze cieszy się ostatnio dużą popularnością. - Mąż bardzo nas zaskoczył kupując tu domek - wyznała Pani Złotnicka - To dość daleko od stolicy. - Zdziwiliśmy się, że ktoś się wprowadza. Ten dom wiele lat stał pusty. - To prawda. Jakoś nikt nie mógł się tu zaaklimatyzować. - Pewnie, dlatego, że dom czekał na nas - wtrącił się od rozmowy generał - Może przekonacie moją rodzinę, że w Zagórzu jest wiele możliwości spędzania wolnego czasu? Dziewczyny jakoś nie zapałały miłością do tego miejsca. - To zadanie idealne dla Krystiana - Rozalia wiedziała, kiedy się odezwać - Zapewne z chęcią pokaże Wiktorii piękniejsze zakątki. Blondynka podniosła na mamę zdziwiony wzrok. Scenariusz zaczyna się sprawdzać. - Zagórze jest przede wszystkim miejscem, do którego ucieka się przed miejskim gwarem - odezwał się Krystian - Tak na prawdę nie musi tu być wielu atrakcji, by ludzie wracali. Wystarczy rzeka, zamek, tama, czy bliskość lasów, w których można spacerować. Owszem nie ma kina, teatru, zbyt wielu restauracji, ale właśnie, dlatego wakacje najlepiej spędza się leniuchując pod drzewem. Wiktorię zaskoczyły jego słowa. Myślała, że chłopak będzie zachwalał Zagórze w zupełnie inny sposób. - Moje kochane córki o wiele bardziej wolałyby być teraz w Warszawie, prawda? - generał spojrzał na Dianę, która właśnie zabierała się za skrzydełko kurczaka - A panu jak się tu podoba? - zwrócił się do Oliviera. - Dla mnie trochę za spokojnie. Jestem przyzwyczajony do hałasu i nie wiem, czy umiałbym się przestawić. Diana nie zachowywała się jak zwykle. Zawsze była wygadana, śmiała i pierwsza wyrażała głośno swoje opinie na różne tematy. Teraz siedziała cicho i tylko wszystko dookoła obserwowała. - Takie miejsca trzeba lubić - Krystian nie spuszczał wzroku z Wiktorii - albo ktoś je pokocha, albo nie. - Święte słowa - poparła go matka - My w Zagórzu mieszkamy już prawie dziesięć lat i choć na początku także było nam ciężko się przyzwyczaić, teraz nie wyobrażamy sobie przenieść się gdzieś indziej. - Dla nas Zagórze będzie raczej miejscem wakacyjnych wyjazdów i rodzinnych weekendów – Rozalia jeszcze nic nie wiedziała o planach generała. - Czy zimą jest tu równie pięknie? - Henryk chyba nie dosłyszał słów żony. - Jest jak u Królowej Śniegu - roześmiała się pani Wiśniewska – Wszystko ukryte pod grubą warstwą białego puchu. - Ale chyba jeździ jakiś pług? Jak ludzie wyjeżdżają do pracy? - Bez większych problemów. Wszystko jest dobrze zorganizowane i myślę, że nikt nie odczuwa różnicy między mieszkaniem tu, a w Wałbrzychu. - Oczywiście koniecznie musicie przyjeżdżać do Zagórza także zimą. Co roku organizujemy kuligi, wspólne kolędowanie i wiele innych atrakcji. - Święta spędzamy hucznie, a turyści wracają do nas rokrocznie. - Stolica w czasie świąt również wygląda wspaniale - wtrąciła się Rozalia - Te lampki zawieszone na wszystkich drzewach, tysiące różnokolorowych lampionów, no po prostu to trzeba zobaczyć na własne oczy. Wiktoria znudzona porównywaniem tych, jakże różnych od siebie miejsc, przeniosła się na chwilę do obsługi grilla. Niby atmosfera była przyjazna, rozmowa toczyła się gładko, ale wszystko wydawało się takie jakby sztuczne. Diana spoglądająca ukradkiem na Oliviera, który czuł się obco i pewnie nawet nie słuchał tego, co działo się wkoło, Inga uśmiechająca się sztucznie, ale myślami błądząca gdzieś daleko i tylko jedna Wiktoria udawała, że interesuje ją prowadzona rozmowa. Zauważyła, że Krystian bacznie jej się przygląda, ale nie chciała dać mu powodu, żeby myślał, że zainteresował ją swoją osobą. Owszem chętnie porozmawiałaby sobie z nim na jakiś neutralny temat, by ocenić go właściwie, ale nie szukała okazji, by znaleźć się z nim sam na sam. On znalazł ją pierwszą. - Teraz pewnie czas na wymianę zdań o polityce. Tego nigdy nie można się ustrzec na spotkaniach - pomógł jej rozłożyć kiełbasy na grillu - Rodzice bardzo się cieszą, że w końcu ktoś zamieszkał w tym miejscu. Teraz mają, z kim spotkać się na kawie. - Moja mama również jest rada z nowych znajomych. -Mówiła mi, że pracujesz w Caritasie jako wolontariuszka. - Ja bym powiedziała, że pomagam tam od czasu do czasu. - Ciężko ma młody lekarz po studiach? -Teraz ogólnie jest problem z pracą. Statystyki podają, że w Polsce jest około ponad milion bezrobotnych - nie chciała za dużo mówić o sobie. - A ty masz jakiś plan na siebie? - W październiku zaczynam staż. Od niego zależy, jak będzie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil pisarka83
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…