Wróć do katalogu

Miłość umiera ostatnia roz. 1i2

„Świat jest zbyt pusty, jeśli widzisz w nim tylko góry, rzeki i miasta. Świadomość, że gdzieś jest ktoś, z kim możesz nawiązać kontakt, także pozostając w milczeniu: oto, co czyni naszą planetę nadającym się do zamieszkania ogrodem.”

pisarka83, opublikowano , 16 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

1.

Była godzina prawie dwunasta, gdy na peron wjechał długi, żółty, osobowy i zatrzymał się z głośnym piskiem. Uchyliły się okna i kilka ciekawskich głów pasażerów wyjrzało z przedziałów, aby poznać nazwę stacji. Głowy te jednak, czym prędzej zniknęły, bo dzień był tak gorący, że przebywanie na tym skwarze dłużej niż kilka chwil groziło poparzeniem. Z żółtego wagonu wyskoczyła wysoka i chuda blondynka, ubrana w krótkie spodenki, bluzkę w paski i czapeczkę z daszkiem. Położyła na ziemi plecak, chusteczką z lnu przetarła spocone czoło i poprawiła wypadające z uszu słuchawki od mp3. Rozejrzała się dookoła, zerknęła na biały, duży zegar zawieszony tuż nad jej głową, po czym zarzuciła plecak z powrotem i ruszyła przed siebie. Minęła turystów czekających na spóźniający się pośpiech, trzech konduktorów rozmawiających szeptem o czymś niezwykle interesującym i zniknęła w podziemnym przejściu. Gdy zeszła na sam dół poczuła chłód, ciągnący od posadzki i odór moczu, który w ten upalny dzień szczególnie drażnił nozdrza. Niegdyś czyste ściany, teraz przypominały blok przedszkolaka, który nie umiejąc jeszcze dobrze rysować, kreśli tylko kółka i jakieś niezrozumiałe kulfony. Blondynka wyprzedziła wlokącą się ślamazarnie kolumnę kolonijnej młodzieży i stanęła w poczekalni. Sięgnęła do kieszeni, po czym wyciągnęła z niej złożoną na cztery zwykłą kartkę papieru. W myślach rozważała coś przez parę minut, po czym ponownie poprawiła słuchawki i gdy muzyka na nowo popłynęła w przewodzie, uśmiechnęła się do siebie. Wałbrzych – miasto, w którym właśnie się znalazła, nie należy do tych miejsc, które ogląda się z podziwem. Właściwie patrząc na ulice, domy i zapomniane kamienice odnosi się wrażenie, że takie miejsca powinny na zawsze zniknąć z mapy kraju. Brudny, szary, ponury i dziurawy to pierwsze skojarzenia, które przychodzą na myśl, gdy idzie się krzywymi chodnikami, gdy mija się szwendającą się po ulicach i palącą papierosy gimnazjalną młodzież. Już po niecałej godzinie spędzonej w tym zapomnianym miejscu człowiek zaczyna się zastanawiać, jak to możliwe, że ktoś tu jeszcze mieszka. Że ludzie nie uciekli, nie zostawili tych walących się ruin i nie rozpoczęli życia gdzieś indziej. Mało, kto pamięta czasy, gdy Wałbrzych uznawany był za jedno z ładniejszych miast, a było to o zgrozo podczas niemieckiej okupacji. Tuż po wojnie wszystko zaczęło się zmieniać i to zmieniać na gorsze. Likwidacja tramwajów, istniejących i dobrze prosperujących kopalni, pogorszenie się stanu technicznego wielu budynków, to tylko niektóre z następstw złych rządów. Wałbrzych – miasto górnicze stawało się z roku na rok, co raz bardziej zaniedbane. Nikt nie widział z nim nic, w co można by zainwestować, a jedynymi osobami przyjeżdżającymi w to miejsce byli filmowcy szukający plenerów do swoich ponurych i przygnębiających dramatów społecznych. To idealne miejsce by ukazać patologię, pijaństwo i inne podobne zjawiska. Przodując w rankingach na najbrzydsze miasto Polski takie się właśnie stało i dziś tylko nie liczni wiedzą, że oprócz sławnych „bieda-szybów” i pozamykanych kopalni, Wałbrzych posiada duży potencjał turystyczny. Niestety wciąż nie znalazł się nikt, kto chciałby pokazać to szerszej publiczności. Blondynka nie miała czasu na zastanawianie się nad brzydotą miasta, bo właśnie zdała sobie sprawę, że nie potrafi zlokalizować dworca PKS. - Pięknie - powiedziała do siebie spoglądając na zegarek. Autobus odjeżdżał za dziesięć minut, a ona stała na środku skrzyżowania i nie miała pojęcia, dokąd iść. - Przepraszam – zagadnęła dwie kobiety, które akurat pojawiły się obok – Chyba się zgubiłam. Którędy na dworzec PKS? - To zupełnie w drugą stronę – odezwała się jedna z nich – musisz się cofnąć do tamtego wiaduktu i pójść kawałek prosto. Potem zobaczysz taki biały budynek i za nim w prawo. - Zdążę tam dojść w dziesięć minut? Kobiety roześmiały się i pokiwały przecząco głową. - Tak myślałam – blondynka podziękowała skinieniem. Musiała szybko opracować plan B. Skoro nie uda jej się dojść na czas na dworzec, musi być jakiś inny sposób wydostania się z miasta. Że też uparła się i nie kupiła mapy. Trzeba było słuchać ojca, którego rady w takich sytuacjach okazywały się zazwyczaj bardzo przydatne. - Trudno – rzekła – muszę sobie jakoś poradzić. Ruszyła przed siebie, kierując się znakami. Za miastem zatrzyma jakiegoś stopa i w ten sposób na pewno uda jej się dojechać na czas do Zagórza.

2.

A jednak złapanie okazji wcale nie było takie proste. Blondynka w pasiastej bluzce stała na poboczu i kiwała już dobrych dwadzieścia minut. Samochodów mijało ją dużo, ale jakoś żaden nie jechał akurat w jej stronę. Kierowcy machali przepraszająco wskazując, że skręcają na lewo. Blondynka odpowiadała uśmiechem, ale z każdą chwilą jej zniecierpliwienie stawało się, co raz większe. Czas nie stał w miejscu, a przecież obiecała, że będzie punktualnie. Kto, jak kto, ale ojciec na pewno zauważy spóźnienie. Dla niego nie istnieje coś takiego jak akademicki kwadrans, problem ze znalezieniem transportu, czy korek na autostradzie. Miała być na trzecią i dwie minuty po trzeciej były już uznawane za nie wywiązanie się z obietnicy. - Powinnam była założyć sukienkę – spojrzała na swoje ukochane jeansy, które teraz przeszkadzały jej w realizacji wcześniej założonego planu. A plan na początku był zupełnie inny. Miała jechać z rodzicami i swoimi siostrami trzy dni wcześniej. Wszyscy razem jak przystało na prawdziwą, kochającą się rodzinę. W ostatniej chwili musiała zmienić ojcowskie założenia, które pokrzyżowały wyjątkowo trudne egzaminy końcowe. Nie było w tym nic dziwnego, bo od jakiegoś czasu wiedziała, że to właśnie na szóstym roku jest ich najwięcej i należą do najtrudniejszych. Nauka przychodziła jej wyjątkowo opornie i ni jak nie potrafiła sobie poradzić z dwoma nowymi przedmiotami: traumatologią i neonatologią. Siedziała po nocach wbijając wszystko do zadziwiająco wtedy mało pojętnej głowy wiedząc, że musi to zaliczyć, by zrealizować resztę założeń. Zatrzymał się jakiś samochód. Blondynka mało znała się na markach, ale jedno na pewno mogła powiedzieć: nie był to ani ford, ani volkswagen, ani nawet fiat. To było coś nieokreślonego. Połączenie kilku modeli w jeden, przypominający statek kosmiczny, model złomu. Co prawda to coś poruszało się szybko, nawet bardzo szybko, ale nie zachęcało do zwiedzania go od środka. Blondynka podeszła bliżej, a zegarek, który wskazywał już pięć po drugiej przypominał jej, że nie może wybrzydzać. Pewnie zmusiłaby się do skorzystania z tego jedynego jak na razie samochodopodobnego transportu, gdyby nie zauważyła siedzących w środku dwóch chłopaków. W głowie zapaliła się lampka ostrzegawcza, która sygnalizowała, że nie wsiada się z dwoma nieznajomymi tym bardziej, jeśli nie zna się trasy. - Cześć, dokąd cię podrzucić? – odezwał się ten siedzący na miejscu pasażera. Blondynka szybko przeanalizowała sytuację. - Właściwie to nie potrzebuję już transportu – powiedziała po chwili – Sorry za kłopot. Nieznajomy na siedzeniu pasażera wzruszył ramionami, a jego kolega nie mówiąc ani słowa odpalił swojego Star Treka. Odjechali. Blondynka westchnęła i usiadła na poboczu. Słońce ją paliło, w ustach czuła pustynię, a świadomość tego, że pewnie nikt inny już się nie zatrzyma wcale nie podnosiła jej na duchu. Co robić? Może powinna była skorzystać z jedynej okazji, jaka się trafiła? Cóż z tego, że nieznajomi? Wcale nie wyglądali tak groźnie – przekonywała siebie nie wiadomo, po co, skoro ich pojazd dawno zniknął za horyzontem. Czas, biegł a ona stała

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych