Wróć do katalogu

Morze Czerwone

Rzecz o dwóch facetach

krass, opublikowano , 4 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

"Creed. Amerykański zespół grający oparte na bluesie boogie." (Encyklopedia Muzyki Popularnej - Heavy Rock)

Komiwojażer zapalił świeczkę. Nie lubił ciemności, a było ciemno.

- Ciemno jak w dupie u Murzyna - powiedział Komiwojażer chwilę wcześniej. - To zapal świeczkę - poradził mu Synu.

Komiwojażer i Synu byli zamknięci w drewnianej skrzyni o wymiarach dwa na dwa metry. Skrzynia na szczęście była impregnowana, gdyż w przeciwnym razie na pewno poszliby na dno. Tymczasem dryfowali sobie spokojnie po Morzu Bałtyckim.

- Która godzina? - zapytał Synu. - Twoja ostatnia - zażartował Komiwojażer, ale ani on sam się nie uśmiał, ani tym bardziej adresat jego słów.

Jeszcze dwa dni wcześniej Komiwojażer nie był Komiwojażerem, a Synu nie był Synem. Obaj panowie nawet się nie znali.

Poznali się w piątek, oczywiście 13-tego, bo jakże by inaczej. Komiwojażer, który jeszcze wtedy nie był Komiwojażerem, nazywał się Inglot, z zawodu był szermierzem i miał 37 lat. Synu natomiast dwa dni wcześniej nazywał się jeszcze Dziki Bill, pracował jako sprzątaczka w hotelu dla bezrobotnych i właśnie osiągnął pełnoletność. Żeby nam się wszystko nie popierdoliło, Komiwojażera będę odtąd nazywał Komiwojażerem, mimo że mówię w tej chwili o sprawach, które wydarzyły się w czasie, gdy nie był on jeszcze Komiwojażerem, natomiast Syna będę nazywał Synem, mimo że jak wyżej. W chwili gdy obaj panowie się poznali, Komiwojażer był przeziębiony i pociągał nosem, natomiast Synu był zdrowy, ale czuł się podle, bo właśnie rzuciła go dziewczyna, notabene zwykła kurew, niewarta jego zmartwienia. Zbliżało sie południe, gdy Komiwojażer wyszedł z domu przy ulicy Kołłątaja 18 i wolnym krokiem udał się w kierunku kiosku, w którym zamierzał kupić zapałki, bo na nic innego nie było go stać, a lubił sobie coś kupić koło południa. Nie uszedł jednak nawet szesnastu kroków, gdy potknął się o wystającą płytę chodnikową i upadł. Traf chciał, że akurat przechodził tamtędy Synu, który pracował na pół…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych