* MYŚLI NIEUCZESANE * Rozdz. 1
Nauczyciel + uczennica. Lekki skandal obyczajowy...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
* MYŚLI NIEUCZESANE * Rozdział 1
Na małym, szklanym stoliku obok świeczki stały dwa kubki wypełnione po brzegi kawą. Rafał siedział w fotelu obrotowym i nastawiał muzykę na laptopie. Rozglądałam się niepewnie po pomieszczeniu. Wodziłam wzrokiem po zielonych ścianach, prowizorycznej kuchni, zdezelowanej kanapie i dużym telewizorze. Nie byłam zdenerwowana – po prostu nie znajdywałam ukojenia w zielonych murach i milionach fotografii na nich wiszących. -Ładne masz mieszkanie- powiedziałam cicho, odrzuciłam torebkę na bok i sięgnęłam po niebieski kubek. –Nie masz mleczka? -Pewnie, że mam!- uśmiechnął się i podszedł szybko do małej lodówki umieszczonej pod jednym z blatów kuchennych. Zabrał po drodze cukier i postawił na szkle cukiernicę i kartonik z mleczkiem. Lubiłam kawę, ale tylko rozpuszczalną i z dużą ilością mleczka. Cukier optymalnie. Obsłużyłam się sama, a Rafał włączył na laptopie jakąś piosenkę Aerosmith. Momentalnie po pokoju rozpłynęły się dźwięki muzyki. W każdym rogu pomieszczenia umocowane były głośniki, co dawało efekt stereo. Wreszcie odszedł od sprzętu i usiadł obok mnie. Kanapa zaskrzypiała złowieszczo. -Powiedz, że czujesz się nieswojo- przerwał muzyczną ciszę. -Nie- powiedziałam odważnie i odwróciłam się odważnie w jego stronę. Widocznie znał mnie lepiej niż ja sama siebie znałam. Może wyczuł w moim głosie niezauważalne drgania... a może poczuł moje dreszcze na plecach? Sama nie wiem... -Boisz się.- uśmiechnął się szelmowsko i odgarnął swoje blond włosy do tyłu. Serce zaczęło mi bić mocniej. –Nie ma czego, Aga. Czuj się swobodnie, w każdej chwili mogę cię przecież zawieźć do domu. Nerwowo wymacałam klucze w kieszeni szwedów. To był impuls – nawet przez myśl mi nie przeszło, że miałabym wracać. Chciałam tutaj zostać. Taka okazja trafiała się raz na tysiąc lat. Moi rodzice wraz z siostrą wyjechali do Niemiec na trzy dni, a współlokator Rafała akurat nocował u dziewczyny. Ja nocowałam u Rafała. -Nie rozśmieszaj mnie. Przecież doskonale wiem... Wychylił się lekko do przodu i sięgnął po pudełko z filmami DVD. -Możemy obejrzeć film. Roześmiałam się. Facet mający 27 lat zaprosił do siebie dziewczynę na noc i proponuje oglądanie telewizji. To nic, że ta dziewczyna jest młodsza od niego 10 lat i jest jego uczennicą. Dziwnie się zachowywał. Ręce czasem mu drżały, a powieki czasem przymykał na dłuższą chwilę. Może był zdenerwowany, albo może tylko zmęczony. Próbował to zatrzeć swoim beztroskim tonem. Po części mu się udało. -To zależy jakie masz...- odpowiedziałam wymijająco. -Mówiłem ci, że się ślicznie śmiejesz? -Milion razy!- westchnęłam dumna z tego, że akurat to znanie powtarzał prawie codziennie. Kiedy nie spotykaliśmy się po szkole w danym dniu, na przerwie podchodził do mnie i mówił, że ślicznie się śmieję. Nawet kiedy akurat byłam załamana wynikami sprawdzianu z chemii. Bardzo się zdziwiłam tą wizytą u niego. Nie zawiodłam – zdziwiłam. Ani razu mnie nie pocałował, choć zawsze wżyliśmy każdy – nawet najkrótszy moment na pocałunek. Czekałam, co teraz zrobi. Patrzyłam w jego ładne, zielone oczy i na ładnie wykrojone usta. Półdługie, blond włosy delikatnie zakręcane na końcach i drewniany krzyżyk, który zawsze nosił na szyi. Nie zasługiwałam na niego. A ja? Kim ja byłam dla Rafała? Wiele razy się zastanawiałam, co myśli patrząc na mnie w klasie i wtedy, kiedy jesteśmy sam na sam. Czy byłam dla niego zabawką, gówniarą z pierwszej ławki, czy też traktował mnie na poważnie. Moja głowa była za bardzo przesycona negatywnymi myślami, żebym obiektywnie oceniła sytuację. Zaczął niebezpiecznie zbliżać twarz do mojej nagiej szyi. W mieszkaniu było bardzo gorąco, a ja byłam ubrana w czarny top i szwedy tego samego koloru. Na nogach miałam adidasy, na szyi masę wisiorków z pacyfką, a na rękach kilka rzemyków z symbolami anarchii. Włosy miałam rozpuszczone. Czy mu się podobałam? Czy go pociągałam? Coraz więcej wątpliwości rosło w mojej głowie mimo, że całkiem niedawno zapewniał mnie, że jestem najpiękniejszą dziewczyną na Ziemi. Nie wiem dlaczego, ale jego ostatnie komplementy zaczęły się robić ważnym punktem mojego codziennego planu dnia. Poczułam dotyk wilgotnych ust na złączeniu szyi i ramienia. Myśli szybko wypadły z głowy, spletliśmy dłonie. Kawa parowała, a ja czułam się szczęśliwa. Po raz pierwszy tak naprawdę szczęśliwa. Miał strasznie silne dłonie. W szkole, na przerwach, czasem siłował się z chłopakami z naszej klasy. Od niektórych był mniej postawny, ale i tak wygrywał. Teraz jego dłonie były nadzwyczaj delikatne. Gładziły mnie po włosach i plecach. Rafał pachnął wodą kolońską, którą kilka dni temu wybraliśmy razem w drogerii. Rozpływałam się i czułam dreszcze na plecach. Wiedziałam, że może do czegoś dojść. Może i nawet tego chciałam... Z głośników właśnie leciała piosenka „Stairway to heaven”. Doskonale dobrał muzykę. Kochałam Led Zeppelin i pozostałe piosenki, które już leciały później. Muzykę również wybrał dla mnie... Czułam się taka mała w jego ramionach. Taka słaba i bezradna. Ufałam mu. Nikomu nie ufałam tak jak jemu. Ani ojcu, ani matce, ani siostrze, ani mojej najlepszej przyjaciółce. Zsunął mi delikatnie ramiączko topu. Teraz całował mnie po powiekach. Zaraz potem zsunął ramiączko czerwonego stanika. Nagle się wzdrygnął i stanął na równe nogi. Patrzyłam na niego w osłupieniu. Teraz miał pomiętą koszulę i rozczochrane włosy – mimo wszystko nadal był bardzo przystojny. -Agnieszka!- prawie krzyknął. –Czemu nie stopujesz?- usiadł z powrotem na kanapie. Szybko podciągnęłam ramiączka i wzięłam łyk kawy. Nie potrafiłam odpowiedzieć. -Dlaczego? Może stać się coś czego oboje byśmy nie chcieli- powiedział cicho. Zobaczył mój przerażony wzrok. Nie czekając na odpowiedź przytulił mnie mocno i pocałował w czubek głowy. Był to gest przyjemniejszy niż wszystkie nasze poprzednie pocałunki razem wzięte. Rafał był straszliwie delikatny i odpowiedzialny. Zupełnie inny od moich kolegów z liceum. Oni zachowywali się więcej niż infantylnie. W głowach im były tylko dyskoteki, piwo, dziewczyny i muzyka. Tyle. Byłam dumna z tego, że Rafał był moim wychowawcą. W szkole czułam się bezpiecznie, bo zawsze mogłam poszukać jego silnego ramienia. Ufałam mu. Nawet gdyby się coś wydarzyło, nie byłby to gwałt. To śmieszne, ale widziałam siebie w białej sukni, obok niego ubranego w czarny garnitur na fotografii ślubnej. -Rafał, ja ci ufam. -Ale ja nie ufam sobie! W końcu jestem tylko facetem!- znów prawie krzyknął. –Ja się teraz czuję za ciebie odpowiedzialny...- urwał. Spojrzałam krzywo na ścianę, na której wisiało najwięcej fotografii. Serce waliło niemiłosiernie, bo bardzo się zdziwiłam tym wybuchem Rafała. Nie przypuszczałam, że zdenerwuje się taką byle błahostką. Postanowiłam zmienić temat. Nie miałoby sensu pytać się dlaczego czuje się za mnie odpowiedzialny. Przecież już prawie byłam dorosła. Może to i lepiej. Tak, na pewno lepiej. Uśmiechnęłam się do Rafała delikatnie i związałam włosy frotką. Podeszłam do wcześniej obserwowanej ściany. -To ty zrobiłeś te fotografie? Kiwnął głową i również wstał. Przytulił swój podbródek do czubka mojej głowy i objął mnie w talii. -Tak, są moje. Uwielbiam fotografować. Artur też, ale te na tej ścianie akurat są moje. Uśmiechnęłam się szeroko. Jaki on był zdumiewający. Myślałam, że nic nie widzi poza nawracaniem młodzieży, książkami i wierszami. Podziwiałam każde zdjęcie z osobna. Było strasznie dużo fotografii kobiet. Ale nie tylko. Były portrety, pejzaże, krajobrazy i martwa natura. Akty również. -Kocham cię- powiedziałam cicho. Wspięłam się na palce i pocałowałam go w policzek. -Spójrz!- wskazał na portret małej dziewczynki. –To jest moja siostrzenica. Wiesz, że też ma na imię Agnieszka? Ale wszyscy mówią do niej „Agasia”, bo uwielbia imię Asia. A tutaj- przejechał palcem wskazującym po antyramie z fotografią dziewczyny mniej więcej w moim wieku. Na zdjęciu było też widać mężczyznę. Patrzyli sobie w oczy, a miłość czuć było nawet na czarno-białym zdjęciu. –To jest moja siostra Karolina. A to jej chłopak Marek. -Czy ty zabierasz wszędzie ze sobą aparat? -Na szczęście. Jakbym nie brał, to najwspanialsze ujęcia przeszłyby mi koło nosa. A zgodziłbyś się, gdybym ja ci zrobił kilka fotek? -Brzmi jak propozycja rozbieranych „fotek” dla modelki, Rafał. -Ojj Aga!- obruszył się. –Nawet tak nie mów, przecież mnie znasz. Tylko kilka. Wyszlibyśmy na poddasze. Co ty na to?- wyciągnął z szuflady aparat, który przypominał starego „Zenita” mojego taty. Wydęłam kapryśnie usta, ale po chwili się zgodziłam. -Poczekaj moment! Mam pomysł!- krzyknął Rafał i zniknął we wnęce, gdzie były pokoje jego i Artura. Podeszłam do lustra. Ćwiczyłam miny i gesty modelki - stwierdziłam, że się do tego nie nadaję. Nie byłam sztuczna. Trudno mi było wykonywać sztuczne ruchy, które wyglądałyby na naturalne. Wrócił po kilku minutach z czarnym zawiniątkiem w dłoni. -Co to?- zapytałam od razu. -Mogłabyś to włożyć, proszę. Podał mi zawiniątko, które okazało się czarną, długą suknią wieczorową. -Ale skąd...? -Jest to sukienka dziewczyny Artura. Też mi pozowała. -Dzięki za szczerość- skrzywiłam się. -Ojj, Aga- uśmiechnął się szelmowsko. Jak dla mnie zdecydowanie zbyt często używał zwrotu: „ojj Aga”, który brzmiał jak łagodne upomnienie przywołujące do porzątku. –Ja i tak wiem, kto będzie w niej ładniej wyglądał! Przebrałam się i zademonstrowałam Rafałowi. Suknia była piękna. Bardzo obcisła i bardzo długa. Włóczyła się trochę po ziemi. Szyję i ramiona odsłaniał mocno wycięty dekolt z delikatnym haftem wzdłuż brzegu. Przejrzałam się w lustrze – nawet sama się sobie podobałam. Mężczyzna dla którego tak się ubrałam skwitował mój wygląd mrugnięciem oka. Zaraz potem zapytał: „Który masz numer buta?”. Po udzieleniu przeze mnie odpowiedzi wybiegł z mieszkania, a wrócił z prześlicznymi, wysokimi szpilkami, które lekko mnie uciskały. Nadal mnie zadziwiał. -Nie mów mi, że po nocy biegłeś do obuwniczego! -Po nocy? Dopiero 23. Nie... pożyczyłem je od sąsiadki. Akurat miała numer taki jak twój. Idziemy?- zapytał i nonszalancko podał mi ramię. Chwilę potem szliśmy po schodach na poddasze. Zawsze myślałam, że bloki takiego typu jak ten nie mają strychu. Ten jednak miał. Było to niedokończone piętro, po którym walało się milion rzeczy. Były tam deski, stare abażury, tony książek pokrytych warstwą kurzu. Rafał zaświecił małą lampkę, która stała na drewnianym sekretarzyku. Po pomieszczeniu rozeszło się ciepłe światło, a on wreszcie mógł zgasić latarkę. -Hipotetycznie tutaj nie można wchodzić, ale dla ciebie każdy by zrobił wyjątek! Pachniało kurzem i starością, mimo iż blok wyglądał na nowy. Ściany były obite drewnianymi panelami, a podłoga okazała się być gołym betonem. W życiu bym nie pomyślała, że ludzie mieszkający w blokach mogą przechowywać tyle starych, magicznych i z pozoru niepotrzebnych rzeczy. -Zaczynamy? Przytaknęłam. Sesja przebiegła profesjonalnie. Nigdy bym nie pomyślała, że głupie pozowanie jest takie wyczerpujące. Najwięcej zdjęć Rafał zrobił mi na tle rozgwieżdżonego nieba za oknem. Siedziałam na parapecie i z uśmiechem na twarzy obserwowałam jego skupioną minę. Tak – zdecydowanie był wspaniały. Zabawnie marszczył brwi kiedy się nad czymś zastanawiał – zauważyłam to wtedy, kiedy jeszcze nie byliśmy parą. Skończyliśmy kilka minut przed pierwszą. Moi rodzice by chyba na zawał umarli, albo wyrzucili mnie z domu, kiedy dowiedzieliby się, że podczas ich nieobecności nocuję u wychowawcy. -Byłaś ch.olernie naturalna!- powiedział z podziwem pomagając mi zejść po schodach. Chodzenie w szpilkach po wąziutkich schodach wcale nie było takie łatwe. On to rozumiał. Po powrocie do jego mieszkania od razu przebrałam się w koszulę nocną. Była niebieska, długa do połowy uda, a na przedzie miała naszytego małego baranka. -Ooo!- westchnął na mój widok Rafał. -Ładnie ci! -Ładnemu we wszystkim ładnie- podeszłam do niego i uśmiechnęłam się kokieteryjnie. Pocałował mnie w usta i zagarnął mi włosy za ucho. Lubiłam jak tak robił. -Chciałabym spać obok ciebie- powiedziałam smutno, myślałam, że się nie zgodzi. Stanęłam obok lustra i oparłam się o ścianę. Rafał podszedł do mnie, ujął moją twarz w dłonie i uśmiechnął się ledwo zauważalnie. Pocałował mnie po raz kolejny. Potem patrzyliśmy na siebie w milczeniu. Ja w jego zielone, on w moje brązowe oczy. Nie lubiłam blondynów o niebieskich oczach – byli zbyt przeciętni jak na mój gust. Dziękowałam Bogu, że Rafał ma zielone i , że teraz mogę się beztrosko w nie wpatrywać. Znów zaczęliśmy się całować. Tym razem ja nie mogłam przestać. Spasował on. Przytrzymał mnie za ręce i podprowadził pod drzwi swojego pokoju. -Nie prowokuj! Będziesz spała w moim pokoju- tłumaczył jak dziecku, a ja pożałowałam, że nie skończyło się na jednym pocałunku. -Ja będę spał w pokoju Artura. Musnął mnie po czubku nosa i tak się rozstaliśmy. Skierowałam się do łóżka, a raczej niskiego materaca pokrytego świeżą, niebieską pościelą, która pachniała Vizirem i jego perfumami. Zasypiałam z wrażeniem, że zasypiam w jego ramionach. Słyszałam, że nie poszedł od razu spać. Z dużego pokoju dochodziły dźwięki „Stairway to heaven” przeplatane z brzdękiem szkła. Potem grał chwilę na gitarze. Chyba jakieś kawałki Dżemu, ale nie jestem pewna. Zasypiałam szczęśliwa. Nie byłam pewna tego, co będzie jutro – ale wiedziałam jedno. Chcę być z Rafałem! W takich dniach odpływały wszystkie myśli, którymi zadręczaliśmy się na co dzień. Zawsze przewodziła jedna – że nie istniejemy na indeksie par świata. Tylko w skupiskach wielu ludzi czuliśmy się bezpieczni i anonimowi. Przecież nie mogliśmy się przed nikim ujawnić. Byłby to koniec Rafała. Koniec mnie. Koniec nas... Spałam bardzo dobrze. Ostatnio często miewałam bezsenne noce – sama nie wiem dlaczego. Za to dziś spałam jak niemowlę po sytym posiłku. Obudziło mnie słońce wpadające przez podniesiona żaluzje. W pokoju było tylko jedno okno, więc nawet w ciągu dnia był dosyć ciemny. Wszak służył Rafałowi tylko do spania. Pracował, jadał, relaksował się w dużym pokoju, który był wypełniony po brzegi różnorakim sprzętem. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nagle poczułam na sobie czyjś wzrok. Odkąd się obudziłam, czułam świdrujące spojrzenie Rafała. Stał oparty o drzwi w wymiętym, czarnym t-shircie. W ręku trzymał discmena, a na uszach miał słuchawki. Specjalnie słuchał muzyki -Długo tutaj stoisz?- zapytałam nie wychodząc spod kołdry. -Jakieś...- spojrzał na zegarek stojący na małym stoliczku w rogu pokoju. –kilkanaście minut. Zastanawiałem się kiedy wstaniesz, bo szczerze powiedziawszy już jestem głodny. -W takim razie co zjemy?- wygramoliłam się powoli z łóżka i cmoknęłam go na powitanie w policzek. -W lodówce nie ma zbyt wielu rzeczy, ale za to są jajka. Mogę zrobić jajecznicę!- zaofiarował się. –Podobno robię fenomenalną jajecznicę. Przytaknęłam głową. Rafał robił tą swoją jajecznicę, a ja poszłam do łazienki wziąć prysznic. Plusk wody zawsze mnie uspokajał. Z przyzwyczajenia przeczesałam włosy grzebykiem. Następnie się umyłam. Para wodna osiadła na lustrze, malutkim okienku zasłoniętym żaluzjami i jasnych kafelkach, którymi wyłożona była łazienka. Na wieszakach jak zwykle wisiały świeże ręczniki. Zawsze Rafał przygotowywał się do mojego przyjścia. Dom był wypucowany, pościel świeża, a ręczniki czyste. Znów przeczesałam włosy, które pod wpływem wody zrobiły się proste jak druty. Przez długi okres czasu nienawidziłam moich włosów, które zawsze kręciły się we wszystkie strony świata. Nie było na nie mocnych. Dopiero niedawno zrezygnowałam z walki. Przyzwyczaiłam się do wiecznej burzy loków. Teraz stale chodziłam w rozpuszczonych. Może i było to mniej wygodne, ale o wiele ładniej wyglądały. Nagle usłyszałam trzask drzwi. Moją pierwszą myślą było, że Rafał po coś poszedł do sklepu, który znajdował się na parterze. Drugą było to, że mógł pójść oddać buty sąsiadce. Trzecia myśl była jednoznaczna. Z dużego pokoju zaczęły dobiegać głosy. Błyskawicznie zorientowałam się, że Artur mógł już wrócić. Owinęłam ciało ręcznikiem i oparłam się o drzwi, przysuwając ucho do szczeliny między nimi, a ścianą. Od razu po wejściu do mieszkania włączył muzykę. Metal. Na początku było krótkie powitanie i delikatny zarys minionego wieczoru Artura. -...Widzę, że masz gościa... Pewnie zobaczył moją torebkę, albo kurtkę na wieszaku. Moja obecność była dosyć widoczna – szczególnie dla lokatora tego domu. A może zorientował się po tym, że Rafał zrobił porządki? -...No to przynajmniej nie masz wady wzroku. Nie wchodź do łazienki, Agnieszka się myje... Nastąpiła chwila ciszy i przysięgłabym, że właśnie wtedy Artur podszedł pod drzwi. Wyraźnie czułam czyjąś obecność, ale nie ruszałam się z miejsca, bo jeszcze wydałoby się, że stoję przy drzwiach. Gdyby je otworzył, po prostu upadłabym na niego, a dopiero potem na ziemię. Wstrętna byłam - podsłuchiwałam. Ciekawe jaką taktykę Rafał obrał wobec Artura. Czy powinnam wyjść, czy czekać aż pójdzie do swojego pokoju. Wrażenie czyjejś obecności za drzwiami wyparowało. -...Wybacz, ale nie podzielimy się jajecznicą. Mogę ci tylko kakao zrobić... Chyba przytaknął, bo usłyszałam brzdęk szkła. -...A ile ma lat?... -...Kakao? -...Nie rób z siebie idioty. Laska... -...Proszę cię. Jestem nauczycielem języka polskiego. Szkołę mam od poniedziałku do piątku. Mam już dosyć slangu młodzieżowego i mój organizm pragnie chociaż w soboty zażyć poprawnej polszczyzny... Wydawało mi się, że odwleka odpowiedź. Zresztą... cóż mógł zrobić... Żałowałam, że nie widziałam teraz jego twarzy. Było mi smutno, że nic nie mogę zrobić. Chciałam pójść do dużego pokoju w najbardziej postarzającym makijażu, tandetnej sukience i wielkich butach na obcasie. Jednak w tej dosyć ładnej łazience niczego nie było prócz męskich przyborów toaletowych. Nagle dostałam przypływu odwagi. Stanęłam przed lustrem. Widziałam siebie. Jakby nie patrzeć siedemnastolatkę. Miałam dosyć ostro zarysowane kości policzkowe i pociągłą twarz. Obok lewego ucha, po dokładnym przyjrzeniu się zauważyć można było bliznę – pamiątkę po niemiłym wydarzeniu z dzieciństwa. Na uszach miałam wiszące kolczyki, których okropnie nie lubiłam, ale chodziłam w nich prawie zawsze bo wyraźnie wydłużały mi twarz. Kiedyś ubzdurałam sobie, że jestem gruba. Do dziś nie mogę się tej myśli wyzbyć, przez to właśnie wydłużam sobie optycznie twarz i chodzę na siłownię. Ubrałam wczorajsze dżinsy i wczorajszy top. Usłyszałam pukanie do łazienki. -Mogę wejść?- zapytał Rafał, kiedy skończył cyklicznie stukać w drewno. W odpowiedzi otwarłam drzwi, a on szybko wślizgnął się do środka. -Artur wcześniej wrócił- oznajmił, jakby to miało wszystko wyjaśniać. Nie wyjaśniło nic. Nie dość że już od dawna o tym wiedziałam, nie miałam pojęcia co zamierza w związku z tym. -Czyli mam sobie pójść?- zapytałam. -Nie, skąd. Przyszedłem tutaj żeby obmówić z tobą plan. -Ch.olera! Znowu jakiś plan!- powiedziałam o wiele za głośno niż powinnam. –Ja już mam dość tego wszystkiego.- warknęłam zrezygnowana. Każdy dzień był uciążliwy i wypełniony myślą, że przez jeden nieostrożny ruch wszystko może runąć jak domek z kart. Nie mogliśmy spokojnie wyjść na miasto, nie mogliśmy się swobodnie powłóczyć po rynku, nawet nie mogliśmy się najzwyczajniej trzymać za ręce w miejscu publicznym. -Nie martw się, wszystko będzie dobrze- przytulił mnie i powiedział to głosem wychowawcy. Nie była to obietnica, ale zapewnienie. Przez tę krótką chwilę czułam się zupełnie bezpieczna. –Już jajecznica jest na stole, chodźmy już, bo wystygnie. Ewentualnie Artur nam ją zje. Zrobiłem kakao, kiedyś mówiłaś, że lubisz takie zestawienie: kakao, jajecznica. -Rafał, powiedz mi- zaczęłam. –Dlaczego ty w ogóle ze mną jesteś? -Zgadnij. -Powiedz mi. Przecież ty strasznie dużo ryzykujesz. -Jeszcze się pytasz?- pocałował mnie w policzek. -Bo cię kocham. Zawsze trzeba podejmować ryzyko. Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie, gdy będziemy gotowi przyjąć niespodzianki, jakie niesie nam los- zacytował Coelha. Uśmiechnęłam się pod przymusem. -No i mam mieć moje 17 lat?- zapytałam stojąc przed lustrem i czesząc włosy. -Może 18. Wiesz... zawsze to pełnoletność. Przytaknęłam i wyszliśmy z łazienki ramię w ramię. W głośnikach nadal leciał metal, a Artur siedział przed telewizorem i przeglądał jakieś płyty. Od razu kiedy weszliśmy do pokoju wstał i powoli podszedł do nas. -Cześć- powiedział całkiem miło i wyciągnął dłoń w moją stronę. –Artur. Cicho mruknęłam swoje imię. Pierwszy raz…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil hermenegilda
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…