* MYŚLI NIEUCZESANE * Rozdz.12
cd...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Kilka dni później, kiedy znów oficjalnie byliśmy parą, lecz nie obnosiliśmy się z tym zbytnio, Aśka podczas jednej z przerw przyparła mnie do muru zdaniem: -Tylko mi nie mów, że ze sobą jesteście!- użyła tonu, jakbym podważała to, że dwa plus dwa jest cztery. Jakbym mówiła, bądź robiła coś okropnie sprzecznego, lub decydowała się świadomie na wielki błąd. Podbródek drgał jej nieprzyjemnie, a i spojrzenie straciło pierwotny spokój. Korytarz był akurat pusty, bo na holu odbywała się loteria i wszyscy tam wybyli. -A jeśli powiem to co? Westchnęła i usiadła na ławce stojącej pod okienkiem. Ja oparłam się łokciem o parapet i obserwowałam jej minę, która zmieniała się z sekundy na sekundę. Z niemocy przez wątpliwość do całkowitego niezrozumienia. Marszczyła czoło na przemian nerwowo odgarniając włosy. Nie wiedziała co powiedzieć. Ba! Wiedziała co mówić, ale pewnie nie wiedziała jak! Wiedziała, że do mnie nie przemawiają żadne argumenty i że z motyką na słońce nie powinna się rwać. -Cudujesz- stwierdziła po chwili, a ja w odpowiedzi wzruszyłam ramionami. Jakby cała sytuacja mnie nie dotyczyła. -Dziwna jesteś- dodała po chwili. -Masz w zanadrzu jakieś epitety? Lubię ich słuchać z twoich ust. Jesteś głupia, bezmyślna... -To twoje określenia. Miło, że przynajmniej wiesz jak się zachowujesz. Wypowiedziała to z kpiną. Bo ona była idealna! -O co ci chodzi? -Zachowujesz się jak pięcioletnie dziecko, które nie potrafi się zdecydować, czy chce watę cukrową, czy lody na patyku- zaśmiała się z trafnego porównania. –Śmieszna jesteś. -Dzięki, że jesteś moją przyjaciółką- ostatnie słowo mocno zaakcentowałam. Usiadłam obok niej na ławeczce zmuszając ją do tego, by przesunęła się kilkanaście centymetrów. -Wierz mi, tylko przyjaciela stać na taką szczerość. Nie umiem bawić się w argumenty, nie mam siły perswazji, ani zdolności paranormalnych umożliwiających to, bym cię przekonała. Ale widzę jak sobie pływasz między dwoma kolesiami jak między dwoma bojami. Do której cię prąd zaniesie, tam płyniesz. Ach te jej porównania. -Przecież jestem z Filipem, czego chcesz więcej? -Ale widzę jak patrzysz na Rafała! Ślepa nie jestem i wierzę, że on nie. Dawno dałby sobie spokój, jakbyś go nie nakręcała, taka jest prawda. Ty się boisz, że go stracisz. Ty się boisz, że stracisz ich obu!- prawie krzyknęła. Uśmiechnęła się szeroko z trafnej myśli. Tylko mi nie było ani trochę do śmiechu. –A zdecydować się nie umiesz, czy wolisz Doktora Jackylla, czy Hyde’a. -Przestań. -Przepraszam, ale nie mogę się powstrzymać od żartów. Zastanów się czy wolisz stalowy uścisk jednego, czy coś innego stalowego drugiego...- wstała i poklepała mnie po plecach. Zdjęła sweter pozostając w czarnym polo. –Gorąco tutaj- przerzuciła sweter przez ramię i poszła w stronę holu. Zostawiła mnie z własnymi myślami. Jej słów prawie nie brałam pod uwagę. Nic nie zmieniły. Nie poszłam na loterię, tylko wzięłam zeszyt do angielskiego i zaczęłam wkuwać słówka. Polski był ostatnią lekcją. Od zdarzenia w korytarzu spojrzenia i półuśmieszki z jego strony poszły w niepamięć. W głębi serca liczyłam na nie mocno. Każdy lubi być adorowany. Myślami wciąż byłam nieobecna. Sama nie wiedziałam czego chciałam. Od dawna. Ale teraz wątpliwości wysypały się jak ziarno z dziurawego worka. Powoli, powoli... jednak w końcu utworzyła się pokaźna kupka. I to nie dziś. Dzisiejsza rozmowa nic nie zmieniła. Wiedziałam wszystko doskonale, bo wszyscy mi to dookoła powtarzali. Masa życzliwych dusz się znalazła! Od siedmiu boleści! Z polskiego dla odmiany dostałam piątkę za wypracowanie. Co jak co, ale one nadal szły mi dobrze. Ze sprawdzianu dostałam dopuszczający na nartach. O tyle dobrze! Na poprawę Rafał jeszcze nie chciał się umawiać. Zawsze mówił: „nie uczyliście się? Teraz mnie proście. Tym razem ja nie będę chciał. Pod koniec roku może dostanę przebłysku dobroci”. Przeważnie miesiąc przed klasyfikacją umawiał się na zbiorową poprawę wszystkich poważniejszych prac. Zadzwonił dzwonek obwieszczający koniec lekcji. Spakowałam książki czujnie obserwując wychowawcę. Pisał coś jeszcze w swoim kapowniku, zerkając co chwilkę do dziennika. Wzrok, w wyrazie skupienia wędrował znad notesu, na oceny. -Chwilę...- podniósł rękę w geście by wszyscy na niego spojrzeli. Jeszcze kończył pisać jakieś zdanie. –Asia... zostań na momencik, ok.? Spojrzała na mnie z konsternacją. Wzruszyłam ramionami i wyszłam z pozostałymi uczniami. Nie myślałam, bo najzwyczajniej bałam się moich domniemań. Domniemań, wyobraźni i tym podobnych. Chłopcy zostali na wychowanie fizyczne, więc wracałam sama do domu. Autobus toczył się niemiłosiernie. Czekałam chwilkę na Aśkę, ale po kilku minutach już nie miałam siły. Marzyłam tylko o kubku mocnej kawy. Dziwny ten dzień był. Wróciwszy do domu od razu włączyłam muzykę. RMF. Nie wiem dlaczego, ale lubiłam to radio mimo to, że puszczali wiele piosenek, których nie trawiłam i fakty były co godzinę. Dla mnie liczyła się tylko muzyka. Od wiadomości była telewizja i gazety. Dla rozluźnienia wzięłam kąpiel. Nalałam do wody dwie nakrętki morskiego płynu do kąpieli, który zawsze wydzielał boską woń, a skóra po zetknięciu z nim wydawała się nadzwyczaj gładka. Ten zapach mnie uspokajał. Taka kuracja – kąpiel i muzyka – była dla mnie zbawienna. Zatopiłam się w gęstej pianie i zamknęłam oczy. Wiedziałam, że nie zasnę, więc pozwoliłam sobie na to, by odpłynąć. Kiedy woda wystygła, wyszłam i ubrałam się w dżinsy i niebieską bluzkę. Zawiązałam sobie turban na głowie, a potem poszłam do kuchni wysuszyć włosy. Ładnie wyglądałam. Nawet dla siebie. Moja figura miała coś takiego, że kiedy ubierałam dzwony, wydawałam się jeszcze bardziej szczupła niż jestem. Obcisła koszulka uczucie to jeszcze potęgowała. Nigdy nie lubiłam niebieskiego, ale błękit królewski zawsze mi się podobał. Właśnie dlatego pod wpływem impulsu nabyłam tą bluzeczkę, która nie była ani ładna, ani wymyślna. Ot taka moja. Postanowiłam pójść na spacer. Sama. Lecz chciałam czuć na sobie te zaintrygowane spojrzenia facetów. Dobrze jest czuć się piękną. Zawinęłam włosy w delikatne loki i spryskałam lakierem Karoliny. Dołożyłam jeszcze srebrne kolczyki koła i bransoletkę. Dbałość o szczegóły jest bardzo ważna. Nastawiłam wodę na kawę. Siekiera od razu poprawiała mi nastrój. Nasypałam do czerwonego kubka niepełne dwie łyżeczki kawy, a potem dwie cukru. Wyjęłam mleko. Piłam bardzo tłustą kawę. W ogóle ten nałóg był dla mnie bardzo niezdrowy. Ale co tam! Czajnik pstryknął i w tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Odruchowo spojrzałam za okno, lecz nie zauważyłam niczego nienormalnego. „Pewnie Aśka przyszła zdać relację ze spotkania z Rafałem! Może rozmawiali o mnie!”. Zastanawiałam się naprędce, czy chcę ją widzieć. Mogłam poczekać. Za moment by odeszła. Pobiegłam do drzwi i otworzyłam je jednym ruchem z uśmiechem na twarzy. -Cholera!- krzyknęłam po chwili i spróbowałam je zatrzasnąć. Obiecywałam sobie, że będę za każdym razem patrzyła przez wizjer! A tu co? Kilka tygodni trzymałam zasad, a teraz już zapomniałam? Ktoś, kto stał po drugiej stronie włożył nogę między drzwi, a ich framugę. Nie mogłam ich zamknąć. Nie chciałam go widzieć. Nie mogłam go przecież wpuścić. -Spokojnie Agnieszka. Ja do twoich rodziców- powiedział bezpłciowym, formalnym głosem. -Nie ma ich w domu. -Poczekam- oznajmił, a ja puściłam drzwi. Ani ja, ani on – nic nie mówiliśmy. Zamknął drzwi i zaczął zdejmować płaszcz. Neseser położył na szafkę z lustrem. Odgrywał swoją rolę zupełnie oficjalnie. -Po co przyszedłeś do moich rodziców?- zapytałam stając przed nim. Coś mi tutaj nieładnie pachniało. Nie uśmiechnął się, ani nawet nie odgarnął włosów tym gestem, który kiedyś tak bardzo lubiłam. Zaczął zdejmować buty, ale go powstrzymałam go. –Nie ściągaj. U mnie w domu mało kto ściąga obuwie. -Kiedy przyjdą?- spytał oficjalnie. Nie pasowało mi to ani trochę. Nie umiałam patrzeć na niego jak na zwykłego, poczciwego wychowawcę. Nawet jak na nauczyciela. Zawsze patrząc na niego widziałam te zielone oczy, w których tyle razy się zatracałam, pięknie wykrojone usta, umięśnione ciało i piękne włosy. Chyba tych myśli się nigdy nie pozbędę. Patrząc teraz na niego przypominałam sobie nasz pierwszy raz. Tą noc Sylwestrową pachnącą lekkim szaleństwem i mocnym szampanem. Pamiętałam dokładnie jak mnie dotykał i jak mnie całował. O tym nigdy nie zapomnę. Myśli pozostaną. Te myśli nieuczesane... -Powinni o siedemnastej- odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Spojrzał na zegarek, a potem westchnął. -Dwie godziny. Nie ma sensu czekać. -Chcesz... chce pan kawę?- poprawiłam się i wskazałam dłońmi w stronę kuchni. Zaprzeczył ruchem głowy. -Nie, dziękuję. Przechylił głowę zastanawiając się nad czymś. -Jestem twoim wychowawcą- podjął. –Mam obowiązek poinformować twoich rodziców o tym co się z tobą dzieje. Oni powinni wiedzieć. Ostatnio folgujesz sobie zbytnio... ja z tobą nie będę umiał rozmawiać, to może oni będą. -Ale co się ze mną dzieje?- wzburzyłam się. –Chyba nie powiesz im o nas... Zaśmiał się. Aż zapiekło mnie gdzieś tam w środku. Już zapomniałam jak się śmiał. Jak pięknie brzmiał jego śmiech i jak ładnie wyglądała jego rozbawiona twarz. Teraz spazm radości przebiegł przez nią tylko na kilka sekund, ale one były dla mnie bezcenne. Były bezcenną retrospekcją. -Przecież powiedziałem, że sobie folgujesz. O oceny mi chodzi. Spójrz...- otworzył neseser i wyciągnął z niego swój kapownik. Otworzył na odpowiedniej stronie i uczynił krok wprzód. –To są twoje oceny. Sama spójrz na nie. Obraz nędzy i rozpaczy okraszony ogólnym złym wrażeniem. Popatrzyłam na kartkę. Patrzyłam, ale nie widziałam. Kątem oka obserwowałam jego twarz wpatrzoną w notes. -Poprawię. Nie mów im o tym, proszę. -Wiem- odparł. –Jesteś porządną uczennicą. Ot tak sobie nie lecisz na laury. Ale i tak musze im powiedzieć. To mój obowiązek. Ale powiedz mi... coś się stało? -Jeszcze się pytasz?- zawiesiłam głos i uniosłam głowę. -Może to moja wina? Patrzył na mnie jakimś dziwnym wzrokiem. Niecodziennym i wyzutym z wszelkich uczuć. Marzyłam o tym, by objął mnie ramieniem, albo pocałował. Wiedziałam, że nic takiego się nie stanie. Mogłam tylko marzyć. Co się ze mną działo!? Będąc przy nim tak blisko marzyłam o jego dotyku, a będąc obok Filipa zapomniałam, że w ogóle istnieje. -Nie... -To dobrze- wziął notes i schował go z powrotem do skórzanego nesesera. Założył płaszcz. -Rafał... gubię się... -Słucham?- niedosłyszał. Właśnie się ubierał. Podeszłam do niego i wtuliłam się w jego koszulę. Jak zwykle pachniała wspaniale jego perfumami. Już nic nie mówiłam. Ojcowskim gestem pogładził mnie po włosach i czekał aż się od niego odkleję. A ja pragnęłam tak trwać i trwać... W pewnym momencie się odsunął. -Dziewczyno, nie rozumiem cię zupełnie. Ale nie chcę już cię zgłębiać. Nacisnął na klamkę i obdarzył mnie ostatnim, pożegnalnym spojrzeniem. Czułam, że odchodzi moja jedyna szansa na szczęście, która miała wrócić za niespełna dwie godziny i nadawać na mnie moim rodzicom. Wyszedł nie odwróciwszy się już ani razu. Stałam jak zaczarowana wpatrując się w drzwi, które przed momentem się za nim zamknęły. Może powinnam go zawołać? Poprosić, żeby wrócił? Westchnęłam ciężko czując, że oczy mi wilgotnieją. Poszłam do kuchni i delikatnie odchyliłam listek żaluzji. Rafał powoli szedł przez podwórko, machając skórzaną teczką. Obserwowałam jak oddala się od mojego życia. Otworzył bramkę i wyszedł na ulicę. Zaparkował tuż obok domu Nowakowskich, gdzie był mały parking. Postój na dwa samochody. Wszedł do wiśniowego lanosa i zapiął pas. Ledwo co go widziałam. Pogrzebał coś przy radiu, ale nadal nie ruszał. Kiedy siódmą minutę siedział, nie uruchamiając silnika, zapewne słuchając muzyki, zreflektowałam się, że nie ma wcale zamiaru odjeżdżać. Oparł łokieć o półeczkę w drzwiach, a na dłoni z kolei położył głowę. Odeszłam od okna i usiadłam na taborecie. Ukryłam twarz w dłoniach i bezgłośnie zaczęłam płakać. Ramiona mi się trzęsły a tusz, którym potraktowałam rzęsy pewnie spływał czarnymi stróżkami. Kolejną rzecz spieprzyłam od początku do końca. Już nie miałam ochoty na nawet najkrótszy spacerek. Przeczesałam włosy, niszcząc powłokę lakieru. Loki powoli zaczęły mi się rozlatywać. Nic mnie nie obchodziło, ani z nikim nie chciałam się widzieć. Podgłośniłam muzykę i przemyłam twarz nad kuchennym kranem. Zmyłam makijaż. Nie miałam pojęcia co zrobić ze sobą. Kawa dymiła jeszcze na stoliku, lecz i niej już mi się odechciało. Z powrotem usiadłam na taborecie i oparłam łokcie o stół. Tym razem nie płakałam. Po prostu schowałam twarz w dłoniach i wyciszałam się. Normalnie, natychmiastowo. Musiałam ochłonąć, by w momencie, kiedy po raz kolejny zadzwoni do drzwi nie rozpłakać się, albo nie rzucić mu się na szyję i błagać o wybaczenie. Chyba nie do końca wyzbyłam się uczucia do niego. Przysnęłam na chwilę. Zdrzemnęłam się ku wyciszeniu. Ten nadmiar emocji mnie tak wycieńczył. Nie zorientowałam się nawet kiedy przy dźwiękach jakiejś smętnej muzyki, oczy same mi się zamknęły. Obudził mnie dźwięk dzwonka. Wzdrygnęłam się tak bardzo, że prawie rozlałam kawę. Pewnie rodzice. Było kilka minut przed siedemnastą. Dziś kończyli pracę około szesnastej, lecz po dodaniu czasu na transport, dodatkowe prace wykończeniowe projektów – wychodziła godzina. Zazwyczaj tego grafiku się trzymali. Spojrzałam przez judasza, ale nie zobaczyłam ani twarzy mamy, ani taty. Karoliny też nie, ale jej się nawet nie spodziewałam, bo dziś znów była u Michała. Za drzwiami stał Rafał. W całej swojej formalnej otoczce. Trzymał rękę cały czas na dzwonu, przerywając jego naciskanie tylko na krótkie momenty. Nacisnęłam klamkę i otworzyłam drzwi. -Rodzice już wrócili?- zapytał. Zatrzymał się pod Nowakowskimi, skąd nie było widać części ulicy przy której ja mieszkałam. Przez okno, między przesmykiem domów ja mogłam oglądać jego. -Jeszcze nie, ale na pewno za chwilę przyjdą. Skończyli o szesnastej. Proszę wejść. Znów zdjął płaszcz, ale tym razem zdecydował się i na buty. Mimo mojej prośby i tak je zdjął. -To zrobić panu kawę? Uciekł wzrokiem gdzieś w kąt przedpokoju. Dla niego też okropnie brzmiał ten zwrot. Głupio było bawić się w takie oficjalne gierki. -Może najlepiej będzie, kiedy poczekam tutaj- powiedział siadając na krześle obok wieszaka. Wyjął z teczki jakieś papiery i zaczął je przeglądać. –Nie przejmuj się mną. Sam się sobą zajmę. -Może chociaż przejdź do pokoju. -Nie, dzięki. Tu jest mi dobrze. Mimo, że liczył na to, że sobie najzwyczajniej pójdę – stałam pod ścianą naprzeciwko drzwi wejściowych i nie miałam zamiaru się ruszyć. Czekałam aż zacznie rozmowę. Nie lubił ciszy, ani krępującego milczenia. Jak na złość te milczenie chyba mu nie przeszkadzało, bo w spokoju notował coś w swoim notesie przeglądając jakąś książkę. -Porozmawiajmy...- podjęłam. Podniósł głowę i spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem. Nie ciepłym, nie kochającym, ale takim jakimś lodowatym i zwykłym. -O czym? Mamy jeszcze o czym? -Ja nadal coś do ciebie czuję. -Czyli teraz mam do ciebie wrócić ni z tego, ni z owego po tym jak mnie olewałaś przez te wszystkie dni, kazała abym się odczepił, mieszała z błotem i mówiła, że to już koniec? Myślisz, że to tak łatwo?- zapytał jak gdyby nigdy nic. Mówił tonem takim, jakby miał się zgodzić. Gdybym go nie znała, pomyślałabym, że szczerze wierzy w to co ja. -Ja przepraszam... Wstał zostawiając na krześle wszystkie swoje bibeloty. Stanął przede mną z miną jakby chciał coś wytłumaczyć. Jakby chciał ukazać wpływ dzieł Mickiewicza na epokę romantyzmu w Polsce. -Powtórzę... nie rozumiem cię zupełnie- oparł jedną dłoń o ścianę. –Najpierw tak, potem tak... potem znowu inaczej. Nie potrafisz się zdecydować? Nie będziesz mną kręcić wokół siebie jak ci się podoba. Było miło, ale sama wybrałaś, że to już koniec. -A co jeżeli tego żałuję? -To chyba w takim razie powinnaś być sama. Nie ze mną, nie z tym całym Filipem, tylko sama. Najwidoczniej jeszcze nie dojrzałaś do bycia w jakimkolwiek związku. Rzucasz się od jednego, do drugiego, licząc, że każdy cię przyjmie z otwartymi ramionami i jeszcze pocałuje w czoło za to, że wróciłaś. -Nie liczę już na to, Rafał. Ja wiem... doskonale wiem jak to wszystko wygląda i nie musisz mi mówić, czy udowadniać, że się zgubiłam. Ja to doskonale wiem... -A więc nie myślisz, że samotność dobrze ci zrobi?- znów wkradł się ten wyniosły ton podkreślający jego wyższość nade mną. -Nie chcę być sama, ja chcę być z tobą. -Dobry Boże! Raptem kilka tygodni temu mówiłaś to samo tylko w zmienionej wersji. Filip...- zaczął udawać mój głos. –Ja chcę... chyba chcę... być z tobą. Ty też masz uczucia więc tak, chcę być z tobą, choć potem nie będę potrafiła się odnaleźć i znów będę chciała wrócić do tego głupiego Radwańskiego! -Przestań... Ostatnio wszyscy ranili mnie słowami, które ani trochę nie mijały się z prawdą. Głośno odetchnął najwyraźniej próbując odzyskać spokój. Wiedział, że za bardzo się uniósł. Coś mi jednak tutaj nie grało. Nie chciał nawet zdecydować się na kawę, nie chciał wejść do mieszkania. Wolał dwie godziny spędzić w samochodzie, niż na rozmowie, czy kawie ze mną. Bał się konfrontacji i bycia sam na sam. W innym wypadku nie dość, że zdecydowałby się na kawę, to jeszcze pojechał po mnie równo bojkotując moją infantylność. Tak... zdecydowanie bał się złamać. A więc była szansa... -Więc najpierw pokazałaś mi środkowy palec, a potem jeszcze dałaś się pocałować! -A czy prosiłam się o to, byś mnie pocałował? -Każdym spojrzeniem się prosisz! Daj mi spokój, dobrze? I już więcej nie proś. -Jeśli nic do mnie nie czujesz, to czemu nie zostałeś na te dwie godziny? -Mam lepsze rzeczy do roboty, niż mitrężenie dnia! -A więc wolisz siedzieć w samochodzie i słuchać radia, tak? Stropił się, choć skrupulatnie próbował to ukryć. -Może. -Jeślibyś nic do mnie nie czuł, nie całowałbyś mnie wtedy, na korytarzu- oznajmiłam. -Wtedy, to było wtedy. Teraz to jest teraz. Może wtedy chciałem... -Czyli ci się odmieniło? -Posłuchaj- nakazał. –Miałem przez to niemałe kłopoty z Zawadzką. Ty nie wiesz co się tam działo, bo po prostu wyszłaś. Ledwo co ubłagałem dyrektorkę, żeby nie robiła z tego wielkiego halo! I wiesz kto nas wtedy widział? Zgadnij! Nie Aśka, nie żadna Kasia, czy Basia! Widziała nas Zawadzka. -To co ty w takim razie robisz jeszcze na swoim stanowisku?- zapytałam gorzko. Dopiero teraz spadło to na mnie. Widziała nas! Przez wszystkie lekcje jakie z nią miałam patrzyła na mnie, być może przypominając sobie mnie w niedwuznacznej sytuacji z Rafałem. -Nie wiesz o tym, ale ona załatwiła mi tą posadę. Po znajomości. Nie przymierzając jest moją krewną pierwszej linii... gdyby nie to, już poleciałbym na zbity pysk. Wtedy koniec bajeczki, prokurator, może sprawa w sądzie... poza tym dożywotnie pozbawienie prawa do wykonywania zawodu. Obiecałem jej, że już się z tobą więcej nie spotkam. Myślałem, że dla ciebie jestem gotów na wszystko. Myślałem... czas przeszły. Jeśli ty nie myślisz, to co ja będę sobie tym zaprzątał głowę... logiczne, prawda? -Ale... -Nie ma żadnego „ale”, Aga. Już koniec. Kiedy przyjdą ci twoi rodzice? Znów spojrzał na zegarek. -Już powinni być. Rafał. Ale proszę cię... ja cię kocham... -Kocham, nie kocham... mówiłem ci coś o twoim niezdecydowaniu. -Ale... ty tak nie możesz! Nie skreśla się tak ludzi... ludzi, którzy kochają... Znów się zaśmiał. Nie był to ten beztroski śmiech, który pieścił mój słuch. Była w nim nuta szyderstwa, może drwina...? Patrzył na mnie stalowym wzrokiem, a ja już ostatecznie się topiłam. -Daj spokój... ale się miotasz... -No nie wierzysz mi! -Powiedz mi... jak mogę wierzyć w to, co mówisz, skoro zmienia się to średnio co kilka dni? Czasem częściej. Ile razy można zmieniać zdanie na dzień, hmm? Ty się chyba na tym dobrze znasz. -Teraz to zachowujesz się chamsko. -Wiem doskonale. Ale zawsze mogę bardziej chamsko. To jest tylko namiastka... Pokręciłam głową z dezaprobatą. Zawsze tak odpowiadał, kiedy zarzuciło mu się niestosowne zachowanie. Nigdy nie cofał tego, co powiedział, tylko mówił, że jeszcze może coś ciekawego dodać. Nawet w takiej sytuacji dbał o swoje przyzwyczajenia. Podeszłam do niego i objęłam jego twarz dłońmi. Pocałowałam go najbardziej namiętnie jak potrafiłam. Jak miło było znowu poczuć smak jego ust. Zamknęłam
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil hermenegilda
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…