* MYŚLI NIEUCZESANE * Rozdz.4
Lekki skandal obyczajowy cd.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
-Właśnie to samo sobie pomyślałam. Chciałabym, żeby tak było zawsze... W mieszkaniu panowała okropna cisza, czasem piętra wyżej dochodziły jakieś stuki. Wsłuchiwałam się w krople deszczu rozbijające się o parapet i wpatrywałam w powierzchnię lustra. -Chciałabym, żeby tak było zawsze- powtórzyłam bardziej do siebie niż do niego. Spojrzał na mnie i palcem wskazującym przysunął mój podbródek do swoich ust. -I będzie, obiecuję. Mieszkanie opuściliśmy z lekkim spóźnieniem, bo okazało się, że Rafałowi gdzieś znikły perfumy. Lubiłam jak mężczyźni o siebie dbali. Rzecz jasna nie bardziej niż ja dbam o siebie. Po prostu wystarczająco. Lubiłam jak ładnie pachnieli i jak byli ładnie uczesani. Po prostu lubiłam, kiedy wyglądali reprezentacyjnie. Reprezentacyjnie, u mojego boku. Szybko znaleźliśmy się przed wielkim budynkiem teatru Słowackiego. Wewnątrz teatru mogłam się zgubić – ale nie Rafał. Bywał tutaj często. Nie tylko z klasami, ale i dla przyjemności. Z nim byłam pierwszy raz w teatrze. Sztuki jaką mieliśmy zobaczyć nigdy nie widziałam. Ba! Nawet o niej nie słyszałam. Kołatały mi się w głowie lekkie powiązania z Szekspirem. Zajęliśmy miejsca w loży na drugim poziomie. Muszę przyznać, że była to najlepsza lokata jaką do tej pory zajmowałam w teatrze. Całą lożę mieliśmy dla siebie, więc nie groziło nam wejście nieproszonych osób. W końcu mogliśmy wśród wielu osób ostentacyjnie trzymać się za ręce. Jak spletliśmy swoje dłonie, to nie rozerwaliśmy ich aż do przerwy. Sztuka podobała mi się choć nie pamiętałam żadnych imion bohaterów. Najlepiej grał mężczyzna w skórzanej kurtce – jeden z braci, który pierwszy nie wywiązał się z umowy. Pod koniec występu byłam oparta o barierkę loży. Moja głowa spokojnie spoczywała dłoniach, a oczy wyłapywały spojrzenia aktorów. Przez ten krótki czas żyłam tylko sztuką. Rzecz jasna co chwilę chwytając Rafała za rękę. Gdy wyszliśmy z wiekowego budynku Kraków już oświetlały uliczne latarnie, a nade mną wisiało widmo rychłego powrotu do domu. Trzymając się ramienia wychowawcy lekko stąpałam po murku, którym był otoczony teatr. Ludzie się nie nas patrzyli, ale ja czułam, że muszę się śmiać. Śmiać, cieszyć i chłonąć ostatnie chwile. -Jak podobała ci się sztuka?- zapytałam uprzedzając jego pytanie, które pewnie brzmiałoby identycznie. Zeskoczyłam z murku i tym razem stukałam po kostce brukowej. Szliśmy powoli w stronę samochodu. Przytuliłam się w wyjściowy płaszcz Rafała zmoczony przez deszcz. Pachniał rzecz jasna jego perfumami. Zamknęłam oczy i uczepiona jego rękawa szłam na oślep do samochodu. -Lekka, łatwa i przyjemna. Pośmiałem się, ale i utwierdziłem się w pewnych zdaniach. -Z czego się śmiałeś i w czym się utwierdziłeś?- zapytałam po raz imitując głos spikerki czytającej wyniki badania opinii publicznej. -Śmiałem się z tego faceta w pomarańczowych dzwonach, z policjanta i z tych ludzi co poznawali ptaki- uśmiechnął się na samą myśl. –A utwierdziłem się w przekonaniu, że miłość jest bardzo ważna. -Taak?- specjalnie przeciągnęłam pytanie. -W końcu oni nie umieli z niej zrezygnować... Objął mnie i aż do samego samochodu szliśmy w milczeniu. Deszcz kapał na nasze głowy, ale żadne nie chciało rozłożyć parasola. -No to ile masz jeszcze czasu?- zapytał uruchamiając silnik. Ja zapinałam pasy. Zawsze po wejściu zapinałam pasy. Był to odruch bezwarunkowy, z którym i tak nie miałam zamiaru walczyć. -Teraz jest prawie 20...- spojrzałam na zegarek na komórce. –Dwie godziny, Rafał. Samo mówienie jego imienia sprawiało mi przyjemność. Znałam tylko jednego Rafała i właśnie ten fakt tak podkreślał świeżość tego imienia. Kiedyś uwielbiałam imię Kuba, dziś zawsze i wszędzie na pierwszym miejscu był „Rafał”. Rafał, Rafał, Rafał. Nie było takie pospolite... było niebanalne. Prawie tak samo niebanalne jak jego właściciel. -Mało- powiedział zawiedziony. Faktycznie, czasu było bardzo mało. Wyjechał z parkingu. Znów przyłożyłam twarz do lodowatej szyby pokrytej kropelkami deszczu od drugiej strony. Spływały jedna po drugiej, czasem łącząc się w większe, które jeszcze szybciej spływały po równej powierzchni w postaci stróżek. –Fatalna pogoda... -Ja lubię deszcz...- powiedziałam cicho i położyłam dłoń na szybie. Kątem oka widziałam jak Rafał uśmiecha się pod nosem. Dla niego pewnie takie zachowanie było infantylne. Widział i przeżył o wiele więcej ulew niż ja. Wszystko, co staje się rutyną – powszednieje. -Właśnie widzę... -Myślisz, że to naiwne...?- zapytałam, zbyt późno orientując się, że użyłam złego słowa. Mimo wszysttko zrozumiał i uśmiechnął się jeszcze szerzej. -Nie myślę... podziwiam to, że młodzi ludzie...- bezwiednie zaakcentował to określenie, jakby sam był już staruszkiem pamiętającym jeszcze czasy wojny. –cieszą się z takich małych drobiazgów. Z każdym rokiem swojego życia coraz mniej. Ja już nie potrafię cieszyć się świecącym słońcem, padającym śniegiem, czy śpiewem ptaków... -Dlaczego? -Sam nie wiem. Jakoś tak te rzeczy powszednieją. Gusta się zmieniają, ludzie dojrzewają... kiedyś się o tym przekonasz. Był tego pewien. Mówił te słowa jak człowiek doświadczony, choć wcale takim nie był. Brzmiał jak weteran wojenny, który widział śmierć ludzi, cierpienia mas i nieszczęście pojedynczych osób. To było najgorsze, że mimo wszystko na każdym kroku mógł podkreślać wyższość nade mną. Na szczęście decydował się na to rzadko. Rozumiał mnie. A może to ja rozumiałam jego? -Dla ludzi osób takich jak ja liczą się całkiem inne rzeczy niż dla osób takich jak ty...- kontynuował. -Chodzi ci o kwestię nastolatek-dorosły, czy kobieta-mężczyzna. -Dziewczyna-mężczyzna. Uciął rozmowę. Gdy zapytałam się o to co tak właściwie miał na myśli – nie odpowiedział. Jechaliśmy dosyć długo, bo na kilku ulicach były korki. Na osiedle Stalowe dojechaliśmy o wpół do 21. Wcześniej jeszcze Rafał zatrzymał się w sklepiku osiedlowym i zrobił małe zakupy, motywując to faktem iż Artur na pewno o tym nie pomyśli. -Daj kurtkę, powieszę ją obok kaloryfera. Wyschnie troszkę- zdjął ze mnie czarną kurtkę, sam zostając w swoim przemoczonym płaszczu. Powiesił ją na wieszaku we wnęce na ubrania podczas, gdy ja zdejmowałam buty. -Przekąsimy coś?- zapytał stawiając reklamówki z zakupami na imitującym marmur kuchennym blacie. Podwinęłam sobie lekko spodnie, aby przemoczone nogawki nie włóczyły się po ziemi i nie brudziły podłogi, która była nieskazitelnie czysta. -Nie, dzięki. Nie jestem głodna. -W sumie ja też nie- rzucił nie rozpakowaną reklamówkę w kąt. W mieszkaniu było ciepło. Wspomniałam o wędlinie, którą powinien włożyć do lodówki. Machnął ręką i włączył laptopa. Pierwszą czynnością jaką wykonywał po powrocie do mieszkania było to włączenie komputera. Teraz nie uruchamiał go w celach służbowych, ale chciał po prostu włączyć muzykę. Komputer był mu bardzo potrzebny. Wszystkie sprawdziany na nim redagował, a w wolnych chwilach tłumaczył angielską literaturę. Poe’go i Morrisona najczęściej. -Co sobie życzysz? Jaki typ muzyki na ten jakże romantyczny, nostalgiczny i przygnębiający wieczór?- zapytał włączając odtwarzacz. Wybrałam to, co zwykle. Aerosmith, Led Zeppelin, Dżem... a dziś jeszcze zdecydowałam się na Omegę i Bryana Adamsa. Muzyka w sam raz na romantyczny wieczór. Nie nostalgiczny, ani przygnębiający. Romantyczny. Niech przynajmniej przez najbliższy czas będzie miło... Przebraliśmy się w normalne ubrania. Ja z namaszczeniem składałam sukienkę Aśki, on od razu powędrował do komputera. Oparłam się na jego ramieniu i obserwowałam sprawne ruchy kursora. Mięśnie miał dziwnie napięte. Mimo tego, że zaprzysiągł rozluźnić się tego wieczoru, teraz wydawał się dziwnie zdenerwowany i spięty. Postanowiłam rozmasować mu kark. Nic nie mówiąc odgarnęłam mu włosy z szyi i położyłam ciepłe dłonie na ramionach. Stopniowo przesuwałam je w stronę szyi czując, że napięcie wcale nie ustępuje, a można by powiedzieć, że rośnie jeszcze bardziej. Nic nie wypompowuje człowieka tak jak dzień pełen stresów. Mimo wszystko kontynuowałam masaż. Rafał przymknął powieki nie odzywał się ani słowem. -Rafał, zdejmij koszulę. -Słucham!?- odwrócił się momentalnie zrzucając moje ręce. -Zdejmij koszulę. I mnie i tobie będzie wygodniej. Uśmiechnął się lekko tak jakby na usprawiedliwienie, wstał i zaczął rozpinać małe guziki czarnej koszuli. Ciężko mu szło, bo zauważyłam, że drżą mu dłonie. Nie mam pojęcia co sobie teraz pomyślał. Atmosfera aż ociekała jednoznacznością. -A może położysz się na podłodze?- zaproponowałam. Brzmiało po prostu ohydnie. Jak rozmowa prostytutki z klientem. Nie umiałam jednak inaczej ująć tej prośby w słowa. -Nie. Pozostanę jednak przy fotelu. Pokręciłam lekko głową, gdy usłyszałam jego odpowiedź. Ale nic nie mówiłam. Błyskawicznie usiadł na krześle przyciskając plecy do oparcia. Pierwszy raz był w mojej obecności bez koszuli. Na plecach mrugnęło coś czarnego... -Rafał, co ty masz na plecach...?- zapytałam usiłując oderwać jego plecy od fotela. -Nieistotne. -Tatuaż!- prawie krzyknęłam i przejechałam palcami po średniej wielkości tatuażu przedstawiającym jaszczurkę. Wzdrygnął się. –A co to jest?- uśmiech nie schodził mi z twarzy. -Jeden z grzechów młodości. Zaśmiałam się i po raz kolejny spojrzałam na wykonaną po mistrzowsku jaszczurkę. Łapy miała rozłożone na boki, a ogon był delikatnie podwinięty. Tatuaż wyglądał podobnie do loga krakowskiej dyskoteki „Salamandra”. Pod arcydziełem widniały malutkie literki wykonane w stylu gotyckim. -Jak chodziłem do liceum, wszyscy nazywali mnie „Lizard”. Angielski znasz. -Heh, a dlaczego akurat „Lizard”? -Sam już nie wiem. To był mój pseudonim. Na studiach również się za mną ciągnął. W końcu porzuciłem go na rzecz oficjalnego Rafała Radwańskiego. -Lizard- szepnęłam naśladując brytyjski akcent, chcąc usłyszeć jak brzmi to słowo wypowiadane z moich ust. Brzmiało obco. Nie potrafiłam sobie wyobrazić go w moim wieku. Zaprzątanego zajęciami szkolnymi i uganiającego się za dziewczynami, bo na pewno już wtedy miał powodzenie. Powtórzyłam je potem kilka razy obserwując śmieszną reakcję Rafała. W głośnikach właśnie leciała Omega. Wspaniałe dźwięki gitary zaczęły wypełniać pomieszczenie. Wróciłam do masażu. Gorąca skóra Rafała marszczyła się pod wpływem dotyku moich dłoni. Miał niezwykle umięśnione plecy. Nie wiem, czy mu pomagałam się rozluźnić, czy tylko działałam na nerwy. Nic nie mówił, więc kontynuowałam. W domu czasem robiłam masaż mamie, gdy miała dosyć świata. Podobno bardzo dobrze mi to wychodziło. Jednak masowanie Rafała było o wiele bardziej przyjemniejsze. -Lepiej?- zapytałam po kilku minutach i usiadłam na skraju kanapy. Okręcił się na fotelu w moją stronę i uśmiechnął się ujmująco. -Relaksacyjne jak ch.olera... Wstał i podszedł do kanapy. Usiadł obok mnie i nic nie mówiąc zaczął mnie całować. Najpierw delikatnie, potem coraz bardziej namiętnie. Czułam, że nadchodzi ten moment. Odwzajemniałam pocałunki bojąc się niesamowicie, że się spłoszy. Czułam, że mam go na własność. Jedną ręką błądziłam po kratce na jego brzuchu, a drugą delikatnie przytrzymywałam jego twarz. Jak teraz był daleki od tego mężczyzny, z którym miałam lekcje polskiego... Zupełnie nie przypominał siebie. Dłońmi penetrował moje plecy pod cienkim materiałem bluzki. Chciał mnie dotykać. Dotykać i na pewno coś więcej. Wszędzie słyszałam zdania: „mężczyźni myślą tylko o seksie”. Czy była to prawda? Czy u facetów wszystko sprowadza się do jednego? Niemożliwe. Przynajmniej nie u Rafała. Byłam gotowa. Zsunął delikatnie ramiączko mojej bluzki. Zawsze w tym momencie stopował – to był moment, kiedy zapalała mu się czerwona lampka. Tak było i tym razem. Ale ja nie chciałam. Nie chciałam, żeby to się skończyło. Nie chciałam, żeby przestał. -My nie możemy tego zrobić...- powiedział cicho i oderwał swoje usta od moich. Brzmiało groźnie, nie wyczuwałam w jego głosie ciepła. Poprawił ramiączko i zagarnął moje włosy za ucho. -Ale... Rafał. Ja jestem gotowa. Spojrzał na mnie dziwnie. Oddałabym pół życia za to, żeby dowiedzieć się co teraz sobie pomyślał. Chciał tego. Na pewno tego chciał. Dotknęłam dłonią jego ramienia. Szybko przejechałam nią w stronę szyi aż w końcu wylądowała ona na jego policzku. Przysunęłam się do niego jeszcze bliżej. Chwilę trwaliśmy tak przytuleni. Rafał myślał nad całą sytuacją mrużąc oczy i przejeżdżając swoją dłonią po moich plecach. Głupio to zabrzmi, ale nie chciałam go ponaglać, ani wywierać na nim jakiejkolwiek presji. Trudno mu było podjąć tą decyzję. Sama nie wiem dlaczego tak długo zwlekał. Był w końcu facetem, a dla facetów seks jest bardzo ważną sferą życia. Cieszyłam się jednak z tego. Nie dlatego, że nie chciałam podjąć takiego kroku. Byłam szczęśliwa, bo byłam pewna, że nie jest ze mną „ot tak dla zabawy”. Wszystkie jego uczucia przekładały się na delikatne gesty i czułe słowa. Było mi z tym dobrze. -Aguś- zaczął cicho. Nigdy tak do mnie się nie zwracał. –Przecież wiesz że cię do niczego nie zmuszam- odsunął mnie od siebie. –Nie stawiam warunków, nie wymagam... -O co ci chodzi?- wzdrygnęłam się. –Nie przedłużaj... Wstałam z brzegu kanapy i przesiadłam się na drugą stronę. Było wygodniej i o wiele bliżej Rafała. Dłońmi ujęłam jego szyję, a usta przyciągnęłam do swoich. Byłam pewna, że się zdecydował. Że porzucił całą swoją etykę nauczycielską. Wprawdzie łamał ją już od dawna, jednak teraz sprawy miały zajść o wiele dalej. Zaczęłam powoli zdejmować bluzkę. Zatrzymał moje dłonie ściągające materiał i położył rękę na moich plecach. Przymknęłam oczy ze złością. -Rafał, powiesz mi o co chodzi? Nie chcesz tego?- wybuchłam czując, że cały romantyczny nastrój diabli wzięli. Wszystko, co było tak ładnie zaplanowane zaczęło się sypać. -Chcę- powiedział zdecydowanie. Jego wyraz twarzy nie zdradzał teraz żadnych wątpliwości, ale dlaczego jego gesty temu przeczyły? Naprawdę go nie rozumiałam. -Jestem na to przygotowana. -Ale ja nie- powiedział po chwili. Śmiesznie to zabrzmiało. Na pewno w życiu miał już wiele kobiet... tylko dlaczego tak zwlekał? W co grał? Masa pytań kołatała mi się po głowie. W końcu uśmiechnął się krzepiąco. Delikatnie zaczął zdejmować ze mnie bluzkę. -Jak zwykle czerwony?- zapytał między pocałunkami. Doskonale widział jaki mam kolor biustonosza. Doskonale wiedział również, że często chodzę w czarnej, lub czerwonej bieliźnie. Chciał po prostu przełamać ciszę, którą wypełniały lekkie dźwięki nieznanego mi zespołu muzycznego. Przytaknęłam. Zawsze chciałam, żeby mój pierwszy raz tak wyglądał. W miłej atmosferze, obok kochanego mężczyzny. Nagle drzwi do mieszkania otwarły się z trzaskiem uderzając o ścianę. Nie usłyszałam ich, za to Rafał wzdrygnął się i błyskawicznie rzucił w moją stronę swoją koszulę, która akurat znajdowała się pod ręką. Spojrzałam na niego wymownie, bo nie miałam pojęcia o co chodzi. Wskazał na drzwi przez które właśnie przechodził Artur ze sławnym żółtym ręcznikiem przewiązanym na biodrach. -Puka się, co nie!?- krzyknął Rafał nie wstając z kanapy. -Do swojego mieszkania?- Artur odbił piłeczkę i jak gdyby nigdy nic poszedł w stronę kącika kuchennego. Zajrzał do reklamówki. W międzyczasie ubrałam czarną koszulę Rafała, bo mój top, gdzieś nieopatrznie rzucony zniknął z pola widzenia. –Nie krępujcie się. Za chwilę znikam... Zawsze mówiłam, że jest chamski, ale w tym momencie przeszedł samego siebie. Normalny człowiek powinien się cofnąć, speszyć i przeprosić. Ale nie Artur. Jego oczy były jeszcze mętniejsze niż zwykle, a na jego karku i plecach zauważyłam małe krople wody. Jakby po prysznicu. -Zawsze wiesz kiedy się pojawić... wypieprzaj stąd, dobrze? Rafał wstał i prędko podszedł do swojego współlokatora. Wiedziałam, że byli dobrymi przyjaciółmi, ale gdybym ich teraz po raz pierwszy zobaczyła pomyślałabym, że to najwięksi wrogowie. Oddychał ciężko zezłoszczony niesamowicie. Myślałam że za chwilę uderzy Artura. -Jezus no! Wrzuć na luz! Już idę, wracaj do swojej panienki. W tym momencie mrugnął do mnie okiem. Spuściłam oczy i zaczęłam poprawiać guziki koszuli – w pośpiechu nie pozapinałam wszystkich. Wystawało trochę mojej czerwonej bielizny. Jak już doprowadziłam się po porządku i podniosłam głowę Rafał chwycił swojego współlokatora za łokieć i podprowadził pod drzwi wyjściowe miotając obelgami dookoła. Mimo wszystkich moich pacyfistycznych przekonań nie wstałabym, ani nie powstrzymywałabym Rafała nawet, gdyby uderzył Artura. Nie było mi go jakoś żal. Gdy drzwi zamknęły się z trzaskiem Rafał od razu odwrócił się w moją stronę i w przepraszającym geście rozłożył dłonie. Nie ruszyłam się z miejsca tylko jeszcze bardziej wcisnęłam się w kąt kanapy. -Przepraszam za niego. Po prostu taki jest. -Nie szkodzi- odpowiedziałam automatycznie. Usiadł z powrotem obok mnie, na kanapie. Atmosfera a powietrze zdawało się być wyprane z wszelkich namiastek romantyzmu. Jednym słowem wszystko odpłynęło w jednej chwili. Jak bańka mydlana, którą dotknął Artur wchodząc do bądź co bądź swojego mieszkania. -Kontynuujemy?- zapytał Rafał zbliżając swoją twarz do mojej. Spojrzałam na zegarek. -A jeżeli jeszcze raz wejdzie? -Nie wejdzie- zapewnił mnie i rozpinać guziki koszuli, którą miałam na sobie. -Rafał, ja już muszę iść do domu. Spiął brwi i zdziwiony spojrzał na ścienny zegar wiszący nad drzwiami do pokoju Artura. Była 21:30. Już czas wracać do domu. Ostatnimi dniami mało w nim przebywałam. Jakoś dziwnie się składało, że to byłam w szkole, to byłam u Aśki, lub u Rafała. Cały jego zapał ostygł w jednej sekundzie. Wstał i rozejrzał się po okolicach kanapy. Chwilę później schylił się i podniósł z podłogi mój top. -No to teraz możesz mi już spokojnie oddać koszulę- podał mi go i powiedział jak gdyby nigdy nic. Zawsze jak na niego patrzyłam wydawał się pociągający. Nawet teraz, gdy pod maską normalności krył całą swoją złość na Artura. Poszedł do swojego pokoju. Rozpinałam delikatnie guziki, żeby żaden broń Boże nie odpadł, a potem ubrałam top. Od razu kiedy podniosłam się w kanapy, wrócił ubrany w białą koszulę w cieniutkie czarne, pionowe paski. Dopiero teraz zorientowałam, że przez ten moment, w którym miałam na sobie koszulę Rafała, jego zapach przeszedł na mnie. Lekki zapach potu pomieszany z jego wszechobecnymi perfumami tworzył mieszankę piorunującą pieszczącą mój zmysł węchu. Musnęliśmy się lekko policzkami, a potem ubrałam buty. Rafał przyniósł moją kurtkę i położył ją na krzesełku pod lustrem. Potem zniknął w swoim pokoju. Gdy ubrałam już adidasy zaczęłam po raz kolejny przyglądać się fotografiom na ścianach. Każda była strasznie osobliwa, ładnie wykonana i z przemyślanym kadrowaniem. Zainteresowała mnie w szczególności jedna. Była na niej kobieta, pogrążona w półmroku. Było wydać tylko krągłość bioder i dłonie przeciągnięte wzdłuż łóżka. Bardzo ładna fotografia. Ciekawe kogo przedstawiała... -Gotowa?- Rafał wszedł do pokoju ubrany w ten sam płaszcz, który miał w teatrze. Przytaknęłam i ubrałam kurtkę. Okręcił mi szalik wokół szyi i pocałował w czubek nosa. Wyszliśmy z mieszkania. Rafał mocno zatrzasnął drzwi, a potem przekręcił klucz. -Ale jak Artur wejdzie?- dociekałam. -O to się nie martw!- przerzucał z ręki do ręki miedziany kluczyk, do którego był doczepiony breloczek nieokreślonego kształtu z napisem, którego nie potrafiłam odczytać. Skierowałam się ku schodom, jednak Rafał szarpnął mnie za rękę i pociągnął w przeciwnym kierunku. -Dziś innym wyjściem- uśmiechnął się szelmowsko. Szliśmy powoli rozmawiając o filmie „Requiem for a dream”. Żałował, że nie obejrzeliśmy go razem. Ja również żałowałam. Gdy doszliśmy do końca korytarza, zatrzymał się i zastukał w drzwi ze złotym numerkiem 15. Nic nie mówił na moje pytające spojrzenia, tylko mocno ściskał mnie za rękę. Może tym próbował powiedzieć, żebym się nie przejmowała i że to nic takiego. Po kilku sekundach drzwi się otworzyły. Stanęła za nimi kobieta podobna do Cameron Diaz owinięta w różowy ręcznik. -Cześć Joluś. -Cześć Rafał... co cię tu sprowadza?- zapytała żując jakąś gumę o charakterystycznym, mocnym, miętowym zapachu. Wyglądała jak aktorka z podrzędnego amerykańskiego filmu. Inteligentne oczy przykrywała mgiełka zmęczenia i ciężki tusz do rzęs. Włosy miała podobnej długości jak Rafał. Kolor też był troszkę zbliżony. Nic nie mówiąc dał jej kluczyk, trzymając go w dwóch palcach za kółeczko od breloczka. Uśmiechnęła się tylko, wzięła miedziany przedmiot i rzuciła go w głąb pokoju. Zmysłowo oparła policzek o krawędź drzwi. -Nie przedstawisz mi tej... pani?- zapytała w ogóle na mnie nie patrząc. Lustrowała Rafała od stóp do głów zatrzymując się ostatecznie na jego oczach. Mimo, że cały czas ściskał mnie za rękę, czułam, że odpływa. -To jest Agnieszka- powiedział cicho i władczym gestem przyciągnął mnie do siebie. Uśmiechnęłam się niepewnie. Kobieta zrobiła to samo i wyciągnęła dłoń w moją stronę. -Jola. Miło mi, że w końcu ciebie poznałam...- zalśnił jej nieskazitelnie biały uśmiech. Od momentu kiedy ją pierwszy raz zobaczyłam poczułam do niej czystą antypatię. Do jej blond włosów i gumy do żucia gwarantującej wiecznie świeży oddech. Była taką słodką idiotkę z nisko budżetowej produkcji. A sposób w jaki Rafał zdrobnił jej imię doprowadzał mnie do szaleństwa. Joluś... jeszcze niedawno do mnie po raz pierwszy powiedział „Aguś”. -Powiedz Arturowi, że ma u mnie przerąbane. -Wiem, wiem... -Plotkarz pieprzony... już musiał wszystko opowiedzieć! -I to ze szczegółami- uśmiechnęła się jeszcze szerzej. –Ale nie martw się. On mi zawsze wszystko mówi- zatrzepotała rzęsami. Stałam sparaliżowana, przytulona do Rafała. Każdy jej gest działał na mnie jak wiadro zimnej wody. Ściskałam mocno szorstki rękaw jego płaszcza. -My już musimy iść- powiedział spokojnie Rafał. -Szkoda. No ale i tak nie zaprosiłabym was do środka... -Nie wątpię- odpowiedział błyskawicznie. –Choć przydałoby się wejść bez pukania. Artur by się zdziwił. -Ojj Rafał, przestań. Pa. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się zobaczymy- rzuciła niedbale w moją stronę. Kolejny wytarty frazes od którego chciało się rzygać. Szczególnie, gdy był w jej wykonaniu. Drzwi się zatrzasnęły i zaczęliśmy iść przez korytarz, którego nigdy w życiu nie widziałam. -Nie martw się, wyjdziemy przy garażach. -„Joluś”?- zapytałam, jak gdyby ten rzeczownik miał zastąpić milion pytań. Zastępował. Kim ona jest? Co cię z nią łączy? Dlaczego tak się zachowywała? Dlaczego zdrobniłeś jej imię? -Jola. Sąsiadka. Jesteśmy przyjaciółmi. -Właśnie widziałam. Czy to jest ta Jola od telefonu? Przytaknął. Wszystko…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil hermenegilda
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…