* MYŚLI NIEUCZESANE * Rozdz.5
Nauczyciel + uczennica - lekki skandal obyczajowy. CD
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
-A jeśli to ona? -Co ona? -No... jeżeli to ona nas wtedy widziała? A teraz bawi się w jakieś głupie podchody?- przystanął i oparł się o ścianę. Sztucznie gestykulował, żeby wyglądało tak, jakby mi coś tłumaczył. -Niee...- powiedziałam bardziej do siebie niż do niego. To nie mogła być prawda. Ona i Justyna były jednymi z największych plotkar w klasie. To, że Marta wiedziała o nas było równoznaczne z klęską naszego związku. Nie – to nie mogła być prawda. -Nieważne, chodź!- pociągnął mnie za ramię. Za rękę nie mógł, ramię jakoś przechodziło. -Gdzie? Rafał, wiesz jakie to było głupie z twojej strony, że przyszedłeś do szatni!? -Dlaczego?- zapytał głupio idąc pół kroku przede mną. Nie biegliśmy, ale maszerowaliśmy dosyć szybko, by nie wzbudzać podejrzeń. Nie patrzyłam gdzie idziemy, tylko podążałam za tyłem marynarki Rafała. Mówiłam coś – nie wiem, czy w ogóle mnie słuchał. Byłam pełna obaw. Szybko dotarliśmy do znajomej sali z napisem Art. 3. Szybko otworzył drzwi, zaraz potem oparł się o umywalkę i pocałował mnie gorąco. -Po co mnie tutaj przywlokłeś?- zapytałam, gdy skończył. Co było bardzo dziwne na ten moment nie potrafiłam się cieszyć tymi kilkoma chwilami razem. -Agnieszka... to są nasze ostatnie minuty razem... to chyba jest logiczne, że chcę się z tobą ostatecznie pożegnać- objął mnie w talii i położył podbródek na moim ramieniu. -Ale... Miałam wiele „ale”, lecz żadne nie potrafiło mi przejść przez usta. Spasowałam i chłonęłam wspomniane przez niego „ostatnie chwile razem”. Próbowałam się do niego przytulać bardzo delikatnie, aby zbytnio nie pomiąć mu koszuli, która wyglądała jakby dopiero co wyjęta spod żelazka. -Aga, wiesz co mi się wydaje? Zaprzeczyłam ruchem głowy. Z jego zielonych oczu nie potrafiłam niczego wydedukować. Śmiałam się nieprzytomnie, jakbym została potraktowana gazem rozweselającym. Tępy uśmiech nie schodził mi z twarzy. Zaczesałam mu włosy za ucho i zaczęłam bawić się krzyżykiem. Nadal tym jego – nie ubrał sprezentowanego ode mnie. -Wydaje mi się, że mi zależy na naszym związku bardziej niż tobie. Spięłam brwi i jakby oblana wiadrem lodowatej wody zapytałam: „dlaczego tak myślisz”? W tym samym momencie dotknęłam jego policzka. Świeżo ogolonego pokropionego dużą ilością wody toaletowej. -Ja za każdą chwilę z tobą dałbym się pociąć. Narażam się Zawadzkiej, specjalnie zabieram klucze do tej klasy, żebyśmy się mogli spotkać... -Ta klasa nie była zamknięta na klucz- sprostowałam zamykając mu usta pocałunkiem. Pragnęłam wyrazić, że się myli. Chciałam mu pokazać, że w moich drobnych gestach pokropionych obawami kryje się najczystsza młodzieńcza, lecz dojrzała miłość. Pragnęłam aby poczuł to samo co ja w tej chwili. Nie poczułam się urażona jego uwagą – chciałam ją tylko sprostować. Ujął moją twarz w dłonie i delikatnie odsunął od moich ust. -To ie jest istotne. Chodzi mi o to, że bardziej boisz się wpaść przed uczniami, niż ja przed nauczycielami, którzy mogą mi zrobić o wiele gorsze kłopoty niż uczniowie tobie... -Nie rozumiesz...- zaśmiałam się i oparłam głowę na jego piersi. –Ja i ty jesteśmy w takiej samej sytuacji. Gdy ktoś by zaszkodził jednemu, drugie cierpiałoby równie mocno. Przylgnęłam do niego całym ciałem i dopiero teraz poczułam zapach terpentyny. Wcześniej nie zwracałam na niego uwagi. Okna były pozamykane, niektóre słoiczki i tubki poodkręcane, co składało się na mieszankę piotunującą. A ja chciałam czuć tylko i wyłącznie jego perfumy. -Dziękuję- powiedział cicho i pocałował mnie w czubek głowy. -Za co? -Za to, że jesteś. Za to, że codziennie wyglądasz ślicznie. Za to, że twoje włosy ślicznie pachną. Za to, że twoja skóra jest zawsze taka nieskazitelnie gładka. Nawet za to, że jeszcze wielu rzeczy nie wiesz, nie rozumiesz, a musisz je zrozumieć i poznać. I ja ci w tym pomogę. Uśmiechnęłam się delikatnie. -Mówił ci ktoś, że masz kawowe oczy? -Kawowe?- rzuciłam ze zdziwieniem. Oczywiście, że nikt mi tego nie mówił. Nawet nikt nie mówił, że mam ładne oczy. O kawowych nie wspominając. -Głębokie, mroczne, tajemnicze i słodkie. -Ty za to masz oczy jak... -Nie kończ- zamknął mi usta pocałunkiem. –Innym razem skończysz... Spojrzał na zegarek na swojej komórce. Za kilka minut zaczynały się występy. Chwycił mnie mocno za rękę, potem przycisnął ją do ust. -Będę tęsknić- powiedziałam, a uśmiech na mojej twarzy od razu odwrócił się w drugą stronę. -Nie smuć się, wracam już drugiego. -Zabij kiedyś Artura, proszę cię... -Niczego nie obiecuję- uśmiechnął się szelmowsko i wyszedł. Odczekałam chwilę i wróciłam do szatni po jego śladach. Na duszy było mi dziwnie ciężko i smutno. Nie chciałam się uśmiechać, ale wchodząc do szatni musiałam, żeby nie wzbudzić podejrzeń. Czułam, że do końca dnia będę chodziła jak śnięta. W szarych ścianach było tylko kilka osób mniej – już poszły zajmować miejsca na sali. Ci co zostali mieli stałą pozycję w szkole, byli dosyć lubiani i dlatego zawsze znalazło się dla nich jakieś wolne miejsce. Aśka z Martą i Justyną nadal siedziały na parapecie. Dołączył do nich Filip, Kamil i Michał, którzy zadzierając głowy do góry prowadzili interesującą rozmowę. Nikt nie zauważył mojego wejścia. Dałam się we znaki dopiero gdy podeszłam do okna i zrobiłam żeberka stojącemu przede mną Michałowi. Chciał się zemścić, ale zręcznie wyskoczyłam na parapet. -A więc Agnieszka. Ominęło cię wiele... imprezę ustaliliśmy na poniedziałek. Ustanowiliśmy akcję „Dzięki Filipowi polubimy poniedziałki”. Stół z przekąskami podobno będzie obfity, impreza dla rozluźnienia zakrapiana alkoholem, a nawet...!- Aśka uśmiechnęła się kokieteryjnie i wskazała podbródkiem na Filipa. –Nawet obiecał, że to nie on będzie stał za muzyką! -Ojj no to rzeczywiście muszę na niej być!- rzuciłam z entuzjazmem. -Ha ha ha, bardzo śmieszne- skwitował Filip i demonstracyjnie szturchnął Aśkę. Do dziś pamiętaliśmy imprezę na której biedny chłopak się trochę upił i przez 2 godziny puszczał jedną i tą samą piosenkę, bo „spodobała” mu się. -Uszy do góry- Aśka szepnęła mi do ucha. –Poradzisz sobie... -Nie mam pojęcia jak... Zadzwonił dzwonek. Chwilę potem wszyscy ulotnili się z szatni na Jasełka. Ci, siedzący w okolicach parapetu zajęli miejsce pod drabinkami. Wszystko było doskonale widać, a na dodatek głośnik był kilka metrów dalej, więc żadna kwestia nie powinna uciec. Na początku były słowa dyrektorki, potem samorządu. Następnie wszedł Rafał i zapowiedział występy. Grała śmietanka kółka teatralnego. Kiedyś chciałam się do niego zapisać. Szybko stwierdziłam jednak, że gdybym do niego należała, mijałabym się z powołaniem jakie mogłam rozwijać w pen clubie. -Boże, Aga. Jak on się na ciebie patrzy... dałabym wszystko, żeby Łukasz patrzył na mnie w taki sposób!- westchnęła Aśka. Ja nie spuszczałam wzroku z Rafała, który również od początku występu napastował mnie spojrzeniami. Czułam mrowienie na plecach i dziwne ciepło rozsadzające mnie od środka. -Wolałabym, żeby tak na mnie nie patrzył, tylko został w Krakowie... -A wyjeżdża gdzieś? Przytaknęłam. W milczeniu przetrwałyśmy do końca występu, potem wysłuchałyśmy jeszcze trzech nudnych przemówień dyrekcji. Rzuciłam ostatnie smutne spojrzenia Rafałowi, a potem z całą paczką wyszliśmy z sali. -No dziewczęta!- krzyknął Kamil od razu, gdy przekroczyliśmy drzwi sali gimnastycznej. –W górę biusty, bo nadchodzi czas rozpusty! Kiedy się przebraliśmy, humor nikomu się nie zmienił. -Czujesz?- zapytała Aśka, kiedy stałyśmy już piątą minutę na przystanku czekając na autobus. -Nie bardzo- wzięłam wielki wdech nosem i oprócz spalin niczego nie czułam. -Tak pachnie wolność! W liceum wszyscy cieszyli się z jakiegokolwiek czasu wolnego. W jednym z najlepszych liceów w Krakowie poziom cały czas był doszlifowywany, a uczniowie musieli nadążać. Wolne był to czas nie tylko na szeroko pojęty odpoczynek, ale i na nadrobienie zaległości i podszlifowanie materiału. Łatwo jest się domyślić, że w domu funkcjonowałam jak śnięta. Nie mogłam się na niczym skupić. Non stop robiłam sobie mocną herbatę i zaszywałam się w swoim pokoju. Udawałam, że od razu rzuciłam się w wir nauki. Usiadłam przy biurku i stwarzałam pozory, że uczę się, lub chociaż przeglądam zeszyt. Prawdą było to, że zeszyt Rafała już dziś został przeczytany we wszystkie strony. Wieczorem zadzwonił Rafał – akurat w tym momencie robiłam sobie kolację. -„Bez ciebie tak pusto i oczom i ustom”- zaczął. Uśmiechnęłam się odruchowo bo w końcu usłyszałam jego głos. -„Uśmiech schował się w kącie i śpi. Wieczory się dłużą, a jest ich tak dużo i nikt nie puka do drzwi...” Zdecydowałam się powiedzieć ciąg dalszy. Od dawna znałam ten wiersz na pamięć. -„Bez ciebie jednego tak wiele jest złego, smutno i płakać się chce. Mijają... środy- zaśmiałam się próbując przypasować wiersz do sytuacji. –Mijają średy pamiętaj o tym, że komuś bez ciebie jest źle...” -Z sobotami chyba by lepiej wyszło. -Wiem. Co tam robisz?- zapytałam. Ciekawość aż mnie zżerała, a najbardziej przerażała odpowiedź „nuda” jaką mógł mi udzielić. -Właśnie skończyliśmy jeść kolację. Facet Karoliny wzbudził burzę przy stole, że wprosił się na kolację. Babcia złorzeczyła, wszyscy młodzi się śmiali. -A wiesz, że moja siostra też ma na imię Karolina? -No patrz, i jak tu nie wierzyć w zbiegi okoliczności? ...A ty co robisz?- zapytał po chwili milczenia. W słuchawce słyszałam stukanie szkła. -Tęsknię przede wszystkim. Przeczytałam ten zeszyt, śliczne wiersze tam napisałeś. -To jest zeszyt, który prowadziłem od liceum zapisując co ciekawsze wiersze. Już jest twój. -No cóż, dziękuję. -Ja już muszę kończyć. Babcia wpada we frustrację, że chłopak Karoliny nie pomaga jej zmywać. Przeklina męski ród. Muszę go ratować. Tęsknię, kocham, pa.- zakończył zwięźle rozmowę i po chwili słyszałam już tylko przerywany sygnał telefonu. Chwilę stałam z komórką przy uchu i wsłuchiwałam się w ciszę jaką po sobie pozostawił. -To teraz nastolatki sobie poezję szepczą przez telefon?- usłyszałam głos za plecami. Odwróciłam się automatycznie i ujrzałam Karolinę w nienagannie ułożonym, brązowym kożuszku z długim, kolorowym szalikiem okręconym wokół szyi. -A żebyś wiedziała. Nawet nie przypuszczasz jak bardzo się młodzież ukulturalniła. -Pociesz się, że ty zawsze byłaś kulturalną dziewczynką. -Gdzie idziesz?- zapytałam, gdy zarzuciła na ramię dużą torbę z łatek. -W tango!- puściła do mnie oko. –Po prostu. Ulatniam się. -A można wiedzieć gdzie? -Nietrudno chyba zgadnąć- weszła jeszcze do kuchni, usiadła na krześle i poprawiła sobie nogawki spodni, które jej się delikatnie wywinęły. Potem uśmiechnęła się uprzejmie, pożegnała i wyszła. Ja dokończyłam robić sobie kanapki z pasztetem, a potem powędrowałam do salonu, gdzie mama i tata oglądali jakiś film. Usiadłam po turecku na sofie obok mamy. -Co oglądacie?- zapytałam cicho, by nie wytrącać ich zbytnio z rytmu telewidza. -„Ostatniego Samuraja”- odpowiedziała mama nie odrywając wzroku od telewizora. –Dasz kanapeczkę?- zapytała, a w odpowiedzi podstawiłam jej talerzyk. -Nie wiedziałam, że moi rodzice to kino maniacy. Podobno ten film to wielka, wysoko budżetowa klapa...- podzieliłam się uwagą jaką kiedyś przeczytałam na jakimś forum internetowym. -Mi się mimo wszystko podoba!- dzielnie stwierdził tata. -Agnieszko, nas jutro nie będzie cały dzień. W „Krakusie” jest szczyt, musimy tam być. Wiesz wybadać konkurencję i te pe. -I co w związku z tym? -No przydałoby się posprzątać dom. Wiesz... bez kuchni i łazienki, bo to to sama zrobię. Tylko przedpokój, twój pokój, salon, naszą sypialnię no i pokój Karoliny. Chociaż u niej tylko odkurz, dobrze? Przytaknęłam. Zawsze mnie wrabiali w porządki przedświąteczne. Ale dzięki temu nie mieszałam się w pieczenie, ani przyrządzanie potraw na wigilijny stół co dla mnie było o wiele gorsze. Wróciłam do swojego pokoju, nastawiłam muzykę. Dość szybko usnęłam. W myślach przeżywałam po raz kolejny ostatni wieczór. Przed świętami moje życie osobiste było zmniejszone do minimum. Nawet, gdy wygospodarowałam jakiś czas nie było go na tyle, żeby wypuścić się dalej w miasto. Aśka i inni tak samo. Czasu na dojazdy po prostu nie było. Wstałam o 11. Zaczął się cykl odsypiania nieprzespanych nocy spędzonych albo na siedzeniu przed komputerem, albo uczeniem się. Do sprzątania wzięłam się o 13. Nastawiłam głośną muzykę i wzięłam się do dzieła. Cały dom był całkowicie wysprzątany dopiero o 18. Nie szczędziłam sobie przerw na czytanie książki, albo oglądanie telewizji. Dom jak zwykle pusty teraz również wiał czystością. W końcu mogłam robić „nic”. Na ulicach już było ciemno, ale ja wypuściłam się na długi spacer. Kochałam Kraków nocą. Miliony samochodowych świateł, tysiące latarni, a nawet czerwone światła na kominach w Hucie. Ulice były jeszcze mokre, choć nie kojarzyłam, by dzisiaj padało. Głośno człapałam po twardej nawierzchni drogi rozglądając się na wszystkie strony. Chłonęłam widok. Podobno Kraków był niebezpiecznym miastem. Tak, ale cieszyłam się, że nie mieszkam w Nowej Hucie. Tam bałabym się wyjść na ulicę o tej porze. Tutaj, w mojej małej uliczce mogłam paradować w tę i z powrotem będąc pewna, że nic mi nie grozi. Z premedytacją wchodziłam w płytkie kałuże. Nagle moja komórka wydała stłumiony dźwięk oznaczający to, że dostałam SMSa. Nie wiele myśląc, pod wpływem odruchu bezwarunkowego wyjęłam komórkę z kieszeni. Numer nieznany. Spięłam brwi. Od dawna nie dostawałam tajemniczych SMS-ów, ani sygnałów. Oznajmiłam, że dam wszystkim numer telefonu, bylebym nie miała tajemniczych numerów. Mogli mnie męczyć sygnałami – na noc wyłączałam dzwonki, a przynajmniej wiedziałam kto o mnie pamiętał. Swoją drogą minął już ten wielki „bum” z komórkami. Teraz, gdy wszyscy już się nacieszyli swoimi aparatami, służą one tylko do tego, do czego powinni służyć. Gdy zobaczyłam pierwsze słowa, bezwiedny uśmiech wstąpił mi na twarz. „Słońce, wróciłem dziś do Krakowa. Nastąpiła zmiana planów. Przyjdziesz wieczorem? Rafał” Przystanęłam z wrażenia. Wszystko wokół jakby ucichło, a światła zdały się być coraz bardziej intensywne. To było niemożliwe. Jeszcze jeden zaskarbiony dzień! Nie myśląc wcale puściłam się pędem do domu. Weszłam do pustego budynku i nie zaświecając światła w przedsionku, weszłam do mojego pokoju. Dopiero tam zaświeciłam światło i z nie ustępującym uśmiechem odpisałam na SMSa. „Oczywiście, że tak. Kocham Cię.” Przez niego zaczęłam dbać o znaki interpunkcyjne w krótkich wiadomościach tekstowych. Zaczęłam penetrować szafę w poszukiwaniu czegoś fajnego, w czym jeszcze Rafał mnie nie widział. Wybrałam beżowe dżinsy dzwony i golf bez rękawów. Na szyi zawiesiłam złoty krzyżyk. Rozpuściłam włosy. Nie wyglądałam pięknie, ale tak po mojemu. Lubiłam być ubrana w taki sposób. Luźno, jasno i wygodnie. Miałam nadzieję, że mu się spodobam. „A na ile będziesz miała przepustkę?”- przyszła kolejna wiadomość. Na 4 godziny plus dojazd. Mało. „A może na całą noc?” – przyszła kolejna zanim zdążyłam odpisać. Pamiętałam doskonale, co obiecał mi ostatnio. „Że następnym razem żaden Artur nam nie przeszkodzi”. Ale nie mogłam tak po prostu wyjść z domu i zostawić kartkę „wrócę rano”. Niestety. Ale do głowy wpadł mi bardzo dobry pomysł. Szybko chwyciłam za domowy telefon i wykręciłam numer komórki mamy. Po trzech sygnałach w końcu odebrała. -Mamo, mogłabym dzisiaj nocować u Asi?- zapytałam prosto z mostu nie czekając nawet na jej „słucham”. Musiałam wszystko błyskawicznie załatwić. Nie mogłam się doczekać... -Ale Aga, nie mogę teraz rozmawiać. Jestem właśnie w trakcie poważnych negocjacji... -Ale mogę, mamo? Dom cały już wysprzątałam- przypomniałam jej, jakby to miało przeważyć szalę. Chyba rzeczywiście przeważyło. -Dobrze. A Karolina już wróciła? -Jeszcze nie. -Dobrze, to idź, ale zamknij okna i drzwi, dobrze? -Dobrze. Pa mamo, dzięki. -Pa. Szybka, prosta, zrozumiała i rzeczowa rozmowa. Prośba o bilecik, masz bilecik i idź w świat. Śmiało. Rodzice mi ufali. To było zdecydowanym plusem. Nigdy nie nadszarpnęłam ich zaufania – to właśnie było kolejnym powodem dla, którego nie powinnam się zdradzić ze związkiem z Rafałem. Mimo, że małe kłamstewka – w takiej ilości mogłyby mi popsuć relacje z rodzicami. Zaczęłam dostrzegać plusy rodziny pochłoniętej pracą. Dzięki temu miałam pole do manewru. Pozostało jeszcze załatwić wszystko z Aśką. W biegu pochłonęłam małą kanapkę z dżemem i wypiłam kubek herbaty. Kilkanaście minut przed siódmą wyszłam z domu odziana w kurtkę i szczelnie owinięta…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil hermenegilda
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…