Wróć do katalogu

* MYŚLI NIEUCZESANE * Rozdz.6

Nauczyciel + Uczennica = lekki skandal obyczajowy. Ciąg dalszy... [część 48 była stracona, tekst w gwiazdkach to tylko marna próba odtworzenia go]

hermenegilda, opublikowano , 39 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

*MYŚLI NIEUCZESANE* Rozdział 6

[strony od 51 do 61]

Nienawidziłam tego faceta, który przygniótł mnie całym swoim ciężarem i już zaczął zsuwać moje dżinsy. Jego dłonie powędrowały niżej. Błądziły najpierw po talii, okalały pępek, potem zjechały w dół. Od talii, poprzez biodra do pośladków.

***

CZĘŚĆ 48

***

Jego dotyk parzył, bolał i kuł jednocześnie. Jeszcze nie docierało do mnie to, że chce mnie zgwałcić. Ostatnimi siłami kopałam go i uderzałam rękami, które później mi unieruchomił. Przygwoździł mnie do podłogi własnym ciałem, więc moje ruchy były bardzo ograniczone. Nie mogłam nic zrobić. Nigdy wcześniej nie czułam się taka bezradna. Mógł zrobić ze mną wszystko co chciał – i tak bym nie uwolniła się z jego uścisku. Wyobrażałam sobie to, co powiem Rafałowi. „Słuchaj... twój przyjaciel, współlokator mnie zgwałcił”. Jednym, wprawnym ruchem zdjął mi stanik i rzucił go w okolicę drzwi wejściowych. Krzyczałam ile miałam sił w płucach. Zaschło mi w gardle. Czułam, jakby w podniebienie wbijano mi miliony igieł. -Zostaw mnie!- płakałam, trzymając zamknięte oczy. Mimo tego, jego twarz nadal nie znikała z oczu mojej wyobraźni. Mętny wzrok, zmierzwione włosy i nagi tors z tatuażem na lewej piersi. Zaczął zdejmować spodnie. -Nie martw się... nie będzie bolało... Nagle zamek w drzwiach zatrzeszczał. Artur nie usłyszał tego. Zbyt był zajęty tykaniem swojego zegara biologicznego, lub za bardzo celebrował moment zbliżenia ze mną. Drzwi otwrzyły się po chwili. -Rafał!- krzyknęłam. Dziękowałam Bogu, że tak prędko wrócił! Artur nie zwrócił uwagi na krzyk. Byłam pewna, że za moment Rafał zacznie go okładać pięściami mszcząc się za to, co mi zrobił. Jednak nic takiego się nie stało. Po prostu nie był to Rafał. Z podłogi zobaczyłam wysokie czarne szpilki i długą spódnicę. Osoba błyskawicznie podbiegła do nas i z całej siły wbiła ostry obcas w nagie plecy Artura. Zawył z bólu i automatycznie stoczył się ze mnie, uderzając w stolik na którym stał telewizor. -Idioto! Młodej du.py ci się zachciało!?- zabrzmiał damski głos brzmiący jak pisk paznokci przesuwanych po tablicy. -Jak zawsze miła... Joluś, miło, że wpadłaś!- krzyknął nieudolnie rozetrzeć sobie ranę na plecach. Joluś...? Spojrzałam na kobietę. Miała na sobie bordowy gorset, białą, obcisłą spódnicę i marynarkę w tym samym kolorze. Włosy miała pozwijane w malutkie spiralki. Twarz tylko minimalnie przypominała tą różową kobietę, sąsiadkę Rafała, która z gumą do żucia w ustach flirtowała z nim na moich oczach. Podała mi rękę. Wstałam zastawiając nagie piersi rękoma. Podała mi marynarkę i nakazała, żebym się okryła. Nie przerywała wykrzykiwania obelg w stronę Artura. Rzuciła w niego pierwszą lepszą rzeczą jaka dostała jej się w ręce. Potem szarpnęła mnie mocno i błyskawicznie znalazłyśmy się na korytarzu. -Nic ci nie jest?- zapytała patrząc na moją twarz, ubrudzoną czarnym tuszem do rzęs. Nadal nie puszczała ręki. Nic nie mówiłam – w milczeniu doszłyśmy do drzwi jej mieszkania. Szybko z malutkiej, podręcznej torebki wyciągnęła klucz. Otworzyła drzwi. -Nic ci się nie stało?- ponowiła pytanie, gdy przekroczyłyśmy próg mieszkania. Przeraziło mnie stukanie jej obcasów w parkiet identyczny jak u Rafała. -Nic...- powiedziałam niepewnie. Zniknęła na chwilę w pokoju, który u Rafała służył za sypialnię Artura. Wróciła z małym tobołkiem i wskazała mi drzwi do łazienki. -Pójdź i się przebierz, dobrze? Nie musisz mi ich oddawać. Uśmiechnęła się krzepiąco i poszła do kącika kuchennego. Weszłam do łazienki, która była prawie identyczna jak tamta, u Rafała. Niemalże słyszałam plusk wody... Spojrzałam w lustro i widok, jaki zobaczyłam zmusił mnie do spuszczenia wzroku. Wyglądałam gorzej niż fatalnie. Włosy były pozlepiane potem, okolice oczu upaprane tuszem. Na dodatek wyraz twarzy był przeraźliwie smutny. Przebrałam się, a potem przeszłam do pokoju głównego. Jola podeszła do mnie i wykonała gest niezdarnie podobny do uścisku. Gdyby ktoś widział tą scenę z zewnątrz nigdy by na to nie wpadł.

***

CZĘŚĆ 48 – koniec.

***

-Dziękuję ci. Jakbyś nie przyszła, to ja nie wiem...- załamał mi się głos. Delikatnie doprowadziła mnie do kanapy. Usiadłam. Rozejrzałam się po mieszkaniu. Układ był prawie identyczny. Marzyłam teraz tylko o zimnym prysznicu, aby zmyć z siebie zapach Artura. Po co ja w ogóle tu przyszłam...? Mogłam siedzieć w domu i nigdzie nie wychodzić! -Wychodziłaś gdzieś?- zapytałam odrywając się od tematu, który zupełnie wyczyścił mój umysł. Mimo, że byłam bezpieczna wciąż czułam jego dotyk. Czułam jak zrywa ze mnie ubranie i szepta do ucha „Pociągasz mnie...”. –Jeśli tak, to ja może pójdę... -Rzeczywiście gdzieś wychodziłam, jednak zostanę. Nie mogę cię tak zostawić. Jeszcze się trzęsiesz- zauważyła i musnęła mnie dłonią po ramieniu. Odsunęłam się. -Jak to się stało, że weszłaś akurat w tym momencie? -Właśnie wychodziłam i przechodząc koło ich mieszkania poczułam że coś nie gra. Usłyszałam twoje krzyki. Dobrze, że krzyczałaś. Artur to jest świnia- przyłożyła dłoń do ust i spojrzała w kąt pokoju. Zastanawiała się nad czymś. -Może zamkniemy drzwi?- zaproponowałam. –Nie chcę, żeby wrócił... -Nie. On już tutaj nie wróci – tego możesz być pewna. Podaj mi telefon... leży pod łóżkiem. Dzwonimy do Rafała. -Nie!- krzyknęłam automatycznie. –Obiecasz mi, że Rafał się nie dowie? Zaśmiała się, a zaraz potem wzięła łyk herbaty. Chciała zneutralizować swoją reakcję na mój sprzeciw. Swoją herbatę już wypiłam. Czułam, że gardło pali mnie od gorąca, ale musiałam moje myśli skierować na inny tor. -Przecież Rafał musi się dowiedzieć! Masz na imię Agnieszka, prawda?- zapytała. Przytaknęłam. Nawet nie pamiętała mojego imienia – tak była wpatrzona w Rafała. Cisnęło mi się mnóstwo pytań na usta, a szczególnie: „co łączy cię z Rafałem?”. –A więc Agnieszka. Bardzo lubiłam Artura, ale z czymś takim trzeba iść na policję. -Ja nie chcę mieć nic wspólnego z policją. -Dziewczyno! On cię prawie zgwałcił!- wybuchnęła. W oczach zalśniło przejęcie i pasja. Teraz jej jedynym celem było zaciągnięcie mnie na policję. Ale nikt o tym nie mógł się dowiedzieć! Nikt! –I gdybym nie weszła tak by się stało! -Ale weszłaś! Zamilkła i przymknęła powieki. Analizowała sytuację. Unosiłam wzrok ku sufitowi, aby łzy mi nie pociekły po policzkach. W tym momencie wyłączyłam się całkowicie. Przeżywałam po raz kolejny spotkanie z Arturem. Łzy spływały już swobodnie, rozmazując jeszcze bardziej makijaż. Nagle Jola do ręki włożyła mi przenośną słuchawkę. Nie zdążyłam się sprzeciwić, a już przyłożyła mi ją do ucha. -Słucham- usłyszałam głos Rafała. Sprawił mi tylko ból i nieprzyjemne ukłucie w sercu. Pierwszy raz nie cieszyłam się ani z barwy jego głosu, ani z jego postaci, która automatycznie pojawiła się przed moimi oczyma. Spojrzałam na Jolę, która przytrzymywała moją rękę z kamiennym wyrazem twarzy. -Cześć Rafał. Mocno wciągnęłam powietrze. Łzy nie przestawały płynąć. -Cześć Słońce. Co tam u ciebie słychać? Gwałtownym gestem przyłożyłam dłoń do twarzy. Bałam się, że krzyknę: Rafał, przyjeżdżaj tutaj! Ale nie mogłam tego powiedzieć. Nie mogłam mu tego nakazać. On nie mógł się niczego dowiedzieć! Dziwnie zaschło mi w gardle. -Agnieszka? -Tęsknię...- powiedziałam łamiącym się głosem. Każde jego słowo było jak sztylet wbijany w serce. –Kiedy przyjeżdżasz?- zapytałam z ogromną nadzieją w głosie. Czekałam na „nie martw się, wszystko będzie dobrze”, jednak nie mogłam na nic takiego liczyć. Nie mogłam tego wymagać. -Mówiłem ci – drugiego stycznia. No przecież sobie poradzisz! Jola chciała mi wyrwać słuchawkę. Nie pozwoliłam. Szybko pożegnałam się i rozłączyłam. Spojrzała na mnie smutno i załamała ręce. Była wobec mnie bezradna. -No ale powiedz mi dlaczego! Jeden sensowny powód dla którego nie powinnam nikomu o tym powiedzieć! Wtedy będę siedziała cicho. Zaczęłam bawić się zielonym kubkiem z napisem „jamaica”. Byłam otumaniona i zniechęcona. -Nic się nie stało. -Jejku, dziewczyno! Nie mam do ciebie siły... nie musisz się wstydzić. To nie twoja wina, że znalazłaś się w złym miejscu w złym czasie... Zrobiła mi kolejną herbatę i włączyła radio. -Ja nie znalazłam się w złym miejscu... ja tam specjalnie przyszłam. Myślałam, że Rafał tam będzie... no i powiedz mi? Jak ja to na policji wytłumaczę? Uczennica w nocy idzie do swojego nauczyciela... cel nieznany... nie zrobię mu tego! -Ale Arturowi nie może to ujść płazem. -Nie mówmy o tym, dobrze? Zaczęła coś mówić, ale zamilkła, gdy spuściłam głowę. -Chcesz odpocząć? Przytaknęłam. -No to ja już sobie pójdę- powiedziałam cicho, choć wcale nie miałam chęci opuszczać tego mieszkania. Na siłę posłużyło mi za azyl, w którym mogłam się schronić przed złem. Przed Arturem. Jola zaproponowała bym przespała się w jej pokoju. Wybrałam jednak kanapę w salonie – aż tak nie mogłam przeszkadzać jej w życiu codziennym. -„Nie przyjdę dziś- podsłuchałam szczępki rozmowy telefonicznej jaką przeprowadziła Jola od razu, kiedy poszłam się zdrzemnąć. Jedno ucho miałam przy poduszce, a drugim nasłuchiwałam. -... posłuchaj, wynikły niespodziewane okoliczności. Nie mogę.” Położyła słuchawkę na blacie w kąciku kuchennym i poszła do swojego pokoju. Chyba chwilkę się zdrzemnęłam. Jednak potem już nie chciałam spać. Śnił mi się scenariusz dzisiejszych wydarzeń, gdyby Jola nie weszła. Oglądałam telewizję, a potem zrobiłam sobie kawę. Jola nie wychodziła z pokoju. W pewnym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Potem pukanie. Chciałam wejść do pokoju Joli, ale nacisnęłam na klamkę i drzwi były zamknięte. Podeszłam do tych wejściowych. Nawet nie przemknęło mi przez myśl, że mógł to być mój niedoszły gwałciciel. Zapewnienia Joli wzięły górę. Już byłam bardziej rozluźniona. Nawet zmyłam makijaż. Otworzyłam drzwi. Spojrzałam na przybysza. Szczęka opadła mi ze zdziwienia. Jemu również. -Co ty tu robisz!?- zapytaliśmy jednocześnie siebie nawzajem. Za drzwiami stał Michał – nie ten kolega z klasy, ale chłopak Karoliny – trzymający w ręku butelkę francuskiego szampana. Identyczną jaką miał u nas na kolacji. Miał na sobie skórzaną kurtkę i sfatygowane dżinsy. Patrzyłam na niego wyczekująco. Nie poczuwałam się do tego, by cokolwiek tłumaczyć. To nie ja stałam w progu mieszkania obcej kobiety, naprzeciwko siostry swojej dziewczyny. Zrobiłam kilka kroków do tyłu, bo w jego spojrzeniu zobaczyłam błysk całkiem podobny do tego, który miał w oku Artur. Jednak Michał oparł się o framugę i najzwyczajniej w świecie zapytał: „Gdzie jest Jola?” chowając butelkę pod kurtkę. -A kim jest dla ciebie Jola?- postawiłam na szczerość czekając na równie szczerą odpowiedź. -Ale gdzie ona jest? -W swoim pokoju. Zamknęła się. Zaklął pod nosem i wszedł do mieszkania. Butelkę szampana postawił na drewnianej ławie, a potem podszedł do drzwi. Zaczął głośno w nie stukać. -Ale ja nie wiem, czy Jola chciałaby, żebyś tu wchodził...- zbliżyłam się do drzwi wsłuchując się w rytmiczne bicie Michała w drewno. –Gdzie jest Karolina? -Nie ze mną jak widzisz. Nie ma tu gdzieś klucza do sypialni?- omiótł wzrokiem pokój. W odpowiedzi otrzymał moje puste spojrzenie. Zaczął przeszukiwać kieszenie swojej kurtki. W końcu z jednej wydobył mały kluczyk. -Masz jej klucze!- prawie krzyknęłam oburzona. –A Karolina? Wie o tym? Wie kim jest Jola? Miotały mną sprzeczne uczucia. Z jednej strony była sympatia do Joli, z drugiej antypatia do Michała, który wyraźnie coś kręcił. Znów znalazłam się w jakiejś nieznanej bajce, w której nie miałam pojęcia gdzie znajdują się drzwi na zewnątrz. -Cicho- nakazał. Przekręcił klucz w zamku i drzwi momentalnie ustąpiły. Zajrzałam do sypialni, którą widziałam po raz pierwszy. Malinowe ściany, lekka pomarańczowa firanka, meble z jasnego drewna i masa plakatów pozawieszanych na ścianach. Po podłodze walały się różne ubrania – cała zawartość szaf była powywalana na środek pokoju. Pod oknem było łóżko, przykryte puchatym, pomarańczowym kocem. Na nim leżała Jola z na wpół przymkniętymi oczami. Nogi i ręce miała rozciągnięte, jakby chciała robić orła na śniegu. Duszny zapach cofnął mnie od samego progu. Szybko jednak dobiegłam do okien i otworzyłam tak zwany lufcik. Michał już siedział na łóżku obok Joli i klepał ją po twarzy. Dziwne uczucie ścisnęło mi żołądek. Kobieta była cała blada i ani trochę nie przypominała samej sobie sprzed kilku godzin. -Jola! Tak to się nie bawimy! Przynieś wodę!- krzyknął do mnie. Nie ruszałam się z miejsca wpatrując się w kobietę. Dopiero teraz zobaczyłam podwinięty rękaw białej bluzki, na szafce nocnej przepaskę, a na pomarańczowym kocu strzykawkę. Jola uśmiechnęła się nieprzytomnie i dłońmi zaczęła szukać twarzy Michała. Trafiła gdzieś w okolice ucha. –No przynieś! Przywołana do porządku szybko pobiegłam do kuchni. Wzięłam szklankę i butelkę wody mineralnej, która leżała obok lodówki. W głowie nie mogły mi się pomieścić ostatnie wydarzenia. -Rafał...- jeździła dłońmi po twarzy Michała podczas, gdy on delikatnie klepał ją po policzkach. Rafał!? Gdy podałam mu butelkę najpierw pokropił jej twarz, potem zmusił ją, by wypiła chociaż kilka łyków. -Michał, co jej jest?- zapytałam niepewnie stojąc nad nimi i nasłuchując majaczącej Joli. Potem wymówiła imię Artur, Kamil, Michał, Oskar... potem znów Rafał. -A nie widać? Wstrzyknęła sobie jakiś syf. Głupia ćpunka, nawet porządnego towaru dla siebie zdobyć nie umie... a ma takie możliwości. Jola! Jejku przestań już z tymi rękami!- włożył jej ręce pod plecy, by nie mogła nimi ruszać. Spojrzała na mnie pustymi oczami z niebywale malutkimi źrenicami. -Ooo, Agnieszka...- flegmatycznie przeciągała każde słowo. –Wiesz kto to jest? Na niego też uważaj... na wszystkich uważaj!- krzyknęła łamiącym się głosem. –Na tego swojego profesorka Rafała też... Pieprz.ył cię!? No powiedz! -Jola, uspokój się!- Michał po raz kolejny uderzył ją lekko w twarz. Spojrzałam za okno. Nie chciałam patrzyć ani na nią, ani na te jej niesamowite, nieprzytomne oczy. -No powiedz!- jakimś cudem uniosła ręce i zaczęła nimi wymachiwać. Michał szybko chwycił je za przeguby. –Powiedz! Uprawialiście seks!? Bo my tak! I to wiele razy! Tyle ile ty z nim nigdy nie będziesz! Pieprz.yliśmy się! Tak! Przyjmij to do wiadomości i nie udawaj sieroty... -Jola, cicho! Nie słuchaj, ona bredzi... Do moich oczu napłynęły łzy. Krzyczała dziurawiąc moje serce ostrym, pełnym nienawiści głosem. Ona... i Rafał... -To ty bądź cicho! Z tobą też! Znów klepnął ją po policzkach. Krzyknął coś do niej, ale tego już nie usłyszałam. Wybiegłam z mieszkania głośno trzaskając drzwiami. Bez kurtki, w Joli ubraniu i jej butach wybiegłam na podwórko. Stukałam niskimi obcasami o schody, robiąc wielki szum. Zatrzymałam się dopiero przy samych drzwiach. Usiadłam na stopniach przed blokiem. Były mokre i brudne – na pewno zostawiły plamę na jej ubraniu. Temperatura znacznie spadła, bo było mi bardzo zimno. Oparłam głowę o szorstką, chropowatą ścianę i zaczęłam płakać. Czułam słone łzy spływające po rozpalonych emocjami policzkach. Byłam zawieszona poza czasem. Czułam tylko chłód i łzy – nic więcej. Wokół było bardzo ciemno. Mrok rozświetlało kilka latarni stojących na podjeździe. Kilka osób weszło do bloku przyglądając mi się uważnie. Ciekawe co o mnie sobie myśleli? Ze swoją bladą twarzą przyciśniętą do muru, zlepionymi włosami i dygocącym ciałem wzbudzałam tylko irytację. A ja? Ja nie miałam dokąd iść. Tych okolic nie znałam zbyt dobrze. Wrócić też nie mogłam, bo bilet miesięczny został w kiszeni dżinsów. Jeszcze by brakowało, żeby kanar mnie złapał. -Agnieszka, wstawaj!- usłyszałam głos za plecami. W drzwiach stał Michał. Szybko postawił mnie na nogi i wprowadził do środka, bym się ogrzała. -Która godzina?- zapytałam nieprzytomnie. Nie spojrzał na zegarek, tylko wytaszczył mnie po schodach pod drzwi nr 15. Nie pukał – wszedł jak do siebie i szybko zrobił mi gorącej kawy. Potem narzucił jakiś koc. Miłe ciepło ogarnęło moje ciało i zaczęło walczyć z zimnem. Momentalnie na plecy wstąpiła gęsia skórka. Zawsze tak reagowałam na zmiany temperatury. -Dziewczyno, co ty wyprawiasz!?- postawił na ławie tym razem czerwony kubek z dymiącą kawą. -Nic- szepnęłam cicho. Zaczęłam bezgłośnie płakać, a on załamał ręce. Pewnie nie potrafił pocieszać. Chciał mnie przytulić, ale odsunęłam się szybko jak przejrzałam jego zamiary. Speszył się i już do końca naszego spotkania w tym mieszkaniu nie ruszał się z fotela. -Gdzie ty masz kurtkę?- zapytał najnormalniej w świecie. Niczego nie przypuszczał. -Nie mam. -Jak to? Mróz na polu, a ty mówisz, że kurtki nie masz? -Mam. Ale nie tutaj. W mieszkaniu obok. Wpadłam na pewien pomysł i podzieliłam się nim z Michałem niczego mu nie wyjaśniając. Kiedy ukryłam się na schodach, on poszedł do Artura i powiedział, że Jola go woła. Długo nie chciał wyjść, lecz po kilku minutach się przełamał. Gdy zniknął w drzwiach Joli, szybko wbiegłam do jego mieszkania. Spoglądałam cały czas w górę, by znowu nie zacząć płakać. Zabrałam torebkę. Spodnie, bluzkę i płaszczyk wcisnęłam pod kurtkę, a potem błyskawicznie wybiegłam z budynku wcześniej założywszy moje adidasy. Zdążyłam jeszcze spojrzeć na zegarek. Było kilka minut po pierwszej w nocy. Rodzice myśleli, że jestem u Asi, Asia myślała, że jestem u Rafała i przeżywam najszczęśliwsze chwile mojego życia. Rafał z kolei myślał, że jestem w domu. Ja już sama nie wiedziałam gdzie jestem... Wsiadłam do pierwszego lepszego autobusu i usiadłam na samym końcu. Przymknęłam powieki i oparłam głowę o szybę. Nie mogłam spać. Siekiera jaką zaparzył mi Michał nadal siedziała mi we krwi. Już nie płakałam. W końcu autobus zatrzymał się na ostatnim przystanku i musiałam wysiąść. Chyba nigdy w życiu tak długo nie włóczyłam się po ulicach. Zawędrowałam w końcu pod pomnik Żydowski. Nigdy nie wiedziałam jak on się naprawdę nazywa. Za to zawsze zastanawiałam się, czy wyrwa w pomniku została zrobiona specjalnie. W zupełnych ciemnościach podeszłam do pomnika. Usiadłam na trawie wcześniej podłożywszy sobie pod pupę moje ubrania. Z każdym ruchem coraz gorzej postępowałam. Z każdym oddechem czułam, że wszystkich rzeczy, które popełniłam tego dnia żałuję. Atmosfera mi nie sprzyjała. Głowę rozsadzało mi okropne napięcie. Wstałam i poszłam na pobliską stację benzynową. W całkiem sympatycznej, całodobowej kawiarni zamówiłam herbatę. Zastanawiałam się jeszcze nad bawarką, ale w końcu postawiłam na mocną teinę. Nie miałam przy sobie ani grosza. Pierwszy raz zamawiałam coś ze świadomością, że nie mam czym za to zapłacić. Żołądek skręcał mi się z głodu, ale nie brałam jedzenia. Zanim kelner, który został sam na nocnej zmianie przyniósł mi filiżankę z herbatą, usnęłam z głową na stoliku. Nikt mnie nie budził. Zasypiając słyszałam tylko szepty: „Nie... zostaw ją. Sama widzisz... wygląda jak jeden kłębek nieszczęścia”. Obudziło mnie stukanie palcami w stolik. Najpierw usłyszałam obce dudnienie drewna, potem nie mogąc spać uniosłam głowę, ręką prawie strącając zimną herbatę. Spojrzałam nieprzytomnie przed siebie. Zobaczyłam całkiem sympatycznego chłopaka, który lustrując mnie wzrokiem siorbał kawę. -Michał!?- zapytałam nieprzytomnie rozpoznając, że przede mną siedzi mój kolega z klasy. -Co ty tutaj robisz?- zapytał. -Weź...- chwyciłam się za głowę. Dudniło mi w niej jakbym co najmniej była na kacu. Automatycznym gestem uformowałam rozczochrane włosy w mały koczek. Nie miałam jednak frotki, więc zostały w…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych