Wróć do katalogu

* MYŚLI NIEUCZESANE * Rozdz.9

Lekki skandal obyczajowy - kiedy nie wszystko wygląda tak różowo.

hermenegilda, opublikowano , 58 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

*MYŚLI NIEUCZESANE* Rozdział 9

[strony od 81 do 96]

-Nie chcę jechać do swojego domu- uśmiechnęłam się kokieteryjnie, podkreślając wyraźnie ostatnie słowa. Spojrzał na mnie wzrokiem nie wyrażającym żadnych emocji. Potem szczerze się uśmiechnął i zapalił silnik. Przed ruszeniem samochodu zdążył mnie jeszcze pocałować w policzek.

Otworzył drzwi swojego mieszkania i nakazał mi wejść pierwszej. Powitała mnie ciemność pełna słodkiego napięcia. Zamknął drzwi od środka i położył klucze na szafce z książkami. Dopiero potem zapalił światło. Mieszkanie to nie wywoływało dobrych wspomnień. Ale nie mogłam płakać. Nie mogłam się rozkleić, albo chociażby dać po sobie poznać, że coś jest nie tak, jak powinno. Miało być pięknie i bezproblemowo – wszystkie tajemnice i niedomówienia miały przez ten wieczór nie istnieć. Rafał zaniósł nasze okrycia do wnęki na ubrania. -Włącz muzykę, a ja zrobię coś do picia na rozgrzanie. Czego sobie życzysz? Włączyłam laptopa i usiadłam na krześle obrotowym. Okręciłam się wokół własnej osi i zaczęłam przeglądać płyty. -Kawę. -Kawę? Złoto, jest już prawie rano, a ty sobie kawę zamawiasz? -Już chce mi się trochę spać- zatrzymałam wzrok na albumie Pearl Jam. Otworzyłam pudełko i spojrzałam na równiutkie pismo Rafała. Patrzył na mnie nie rozumiejąc o co chodzi. W jednej ręce trzymał pojemnik z herbatą, a w drugiej z kawą. –No i właśnie dlatego chcę kawę- wyjaśniłam. -Tylko daj dużo mleka, bo dziś już jedną piłam. Pokręcił głową z pobłażaniem i wstawił wodę w czajniku elektrycznym. Do czytnika CD włożyłam wcześniej oglądaną płytę. Uwielbiałam delikatne, a zarazem agresywne kawałki tego zespołu. Liryczność przeplatała się z rockiem z prawdziwego zdarzenia. W sam raz na ten wieczór. Wstałam z fotela i podeszłam do Rafała. Nasypywał właśnie kawę do kubków. Przymknęłam oczy i objęłam jego mięśnie brzucha, by odgonić wszystkie wspomnienia związane z piciem czegokolwiek w tym mieszkaniu. Przytuliłam twarz do delikatnego materiału marynarki. -Może być?- zapytałam czekając na zdanie Rafała na temat mojego wyboru. Pierwszym utworem na płycie była: „Daughter”. -Osobiście wolałbym coś bardziej ostrego, ale ten zespół też bardzo lubię. Zdjął marynarkę i czekając aż woda się zagotuje, zaniósł ją do swojego pokoju. Ja stanęłam przed lustrem i znów odruchowo ogarnęłam swoją fryzurę. Nigdy nie wyglądała tak, jakbym tego chciała. Kilka kosmyków było posklejanych słodkim szampanem. Przeczesałam je palcami. Poprawiłam fałdki sukienki, a potem zaczęłam robić miny. Rafał podszedł, objął mnie w talii i pocałował w szyję. Przytrzymałam jego twarz przy swojej, by po raz kolejny spojrzeć na nasze odbicie w lustrze. My jako para. Kiedyś nawet bym o tym nie pomyślała. Było to abstrakcją. Często los mnie zadziwiał. Ale najprzyjemniej zadziwił mnie, kiedy pierwszy raz zaprosił mnie na kawę. Właśnie oddawał mi zadanie opatrzone jak zwykle w wyczerpujący komentarz. Słuchałam z uwagą, uważnie śledząc jego wzrok. Tamtego dnia dopiero wyraźnie przekonałam się o tym, że nie widzi we mnie tylko uczennicy. Od tamtego momentu, życie zaczynało mnie zadziwiać coraz częściej. Wodziłam opuszkami palców po jego skórze twarzy, nielicznych bruzdach, zmarszczkach od śmiechu i delikatnym zaroście. Bardzo szybko rosła mu broda. Ale lekka, niewidoczna jeszcze szczecinka zarostu, była bardzo przyjemna w dotyku. Pod warunkiem, że policzek należał do niego. Zaczął się śmiać. -Co ty robisz? -Wcale nie jesteś taki stary- odwzajemniłam uśmiech, tym razem dotykając jego podbródka. -Dzięki, wiesz?- rzucił z udawanym oburzeniem. -Nie ma to jak podniesienie na duchu. -Nie ma za co. -Ty taka młoda też już nie jesteś- wierzchem dłoni przejechał po moim policzku. Wiedziałam, że mówi to tak, bym się rozluźniła. By różnica wieku troszkę się zatarła. -Pociąga cię moja młodość? Moje niedoświadczenie? -Poniekąd. Zresztą cała ty mnie pociągasz- pierwszy raz powiedział coś takiego. Momentalnie zdanie skojarzyłam z Arturem. Jednak Rafał nie pozwolił mi czegokolwiek rozpamiętywać, kontynuował. –Twoja świeżość, entuzjazm, to że cieszysz się drobiazgami... Odpowiedziałam uśmiechem. -Może zatańczymy jeszcze raz?- zaproponował i zaczął bujać mnie w obydwie strony kładąc ręce na mojej talii. Jeszcze raz spojrzałam w lustro. Roześmiani, wyglądaliśmy razem jeszcze ładniej niż zwykle. -Raczej nie, wytańczyłam się za wszystkie czasy. -Cieplej ci?- zapytał. –Nie podkręcałem kaloryferów, bo tutaj zawsze jest ciepło. -Cieplej- odwróciłam się w jego stronę i zarzuciłam mu ręce na szyję. Spojrzałam w te niesamowicie zielone oczy. –Kocham cię, wiesz? -Wiem- wyszczerzył zęby w uśmiechu. –Ja ciebie też i ty o tym wiesz. Właśnie to jest piękne. -Zgadza się. Pstryknął czajnik. Uwolniliśmy się z objęć i Rafał poszedł zalać kawę. Kubki postawił na cieniutkiej tacce z imitacji dykty i położył ją obok laptopa. Nie chciałam w tym pomieszczeniu spędzać miłego czasu. Każda klepka w parkiecie, każdy mebel, a nawet sam zapach pomieszczenia przypominał mi Artura. Zresztą całe mieszkanie przypominało mi o nim. Z wyjątkiem pokoju Rafała. Wzięłam tackę w ręce. -Chodźmy do twojego pokoju- powiedziałam zdecydowanie i ruszyłam w stronę drzwi. Rafał tylko się uśmiechnął i o kilka decybeli podgłośnił muzykę, by było ją słychać w pokoju obok. Tacę położyłam na biurku, odsuwając na bok stosy książek i kartkówek. -Widzę, że nie odrobiłeś nauczycielskiej pracy domowej- powiedziałam widząc nieocenione jeszcze kartkówki. –Masz jeszcze jutrzejszy dzień i niedzielę. Dzisiejszy dzień i niedzielę- poprawiłam się. Posłodziłam kawę sobie i Rafałowi. Stanęliśmy na środku pokoju i zaczęliśmy się całować. Usta naprawdę mnie bolały, ale nie mogłam i nie chciałam przestać. Przesuwał dłońmi po moich plecach. Znów wydałam się taka mała w jego ramionach. Taka drobna, pełna radości i entuzjazmu laleczka do zabawy. -Kocham cię- powiedział już po raz enty tego wieczoru. -Udowodnij- uśmiechnęłam się zachęcająco i delikatnie opuściłam lewe ramiączko sukienki. Nie pozwolił, abym zsunęła drugie. Położył dłoń na mojej i przywrócił ramiączko do pierwotnej pozycji. Spojrzałam na niego marszcząc brwi. -Ale...- zaczęłam. -Ciii...- uciszył mnie przykładając palec wskazujący do moich ust. –Sam sobie poradzę. Ujął moją twarz w dłonie i znowu zaczął całować. Potem pchnął mnie na materac przykryty świeżą, granatową pościelą. Troszkę ciemniejszą od tamtej, w której spałam, kiedy ostatnio nocowałam u Rafała. Opadłam bezwładnie na miękki, niski materac śmiejąc się. Chwilę potem Rafał położył się obok mnie. -Jesteś taka krucha, że boję się ciebie skrzywdzić- powiedział gładząc moje policzki. Zdjęłam mu krawat i rzuciłam go w stronę szafy. -Poczekaj minutkę- nakazał i na kilka minut wyszedł z pokoju. Położyłam się na plecach i splotłam dłonie nad głową. Tępo wpatrywałam się w drzwi i czekałam na jego powrót. Wrócił bez koszuli, bez garnituru – tylko w czarnych bokserkach. Miał pięknie wyrzeźbione ciało. W delikatnym świetle lampki biurowej, skierowanej w kąt pokoju, wyglądał jeszcze bardziej atrakcyjnie. Przymknęłam oczy. Czekałam aż usiądzie na łóżku. Materac lekko ugiął się pod jego ciężarem, a Rafał zaznaczył jeszcze bardziej swoją obecność delikatnymi pocałunkami w szyję. Delikatnie – już sam - zsuwał ramiączka, a potem całkowicie zdjął ze mnie sukienkę. -A kawa?- przypomniał o dwóch parujących na biurku kubkach, które wypełniały pokój aromatem świeżo mielonych ziaren kawy zmieszanych z zamachem mleczka i cukru. -Nie wiem jak tobie, ale mnie się już nie chce spać. Jego dotyk był tak inny od dotyku Artura. Przyjemny, pożądany, ciepły. Kilka razy pytał się, czy na pewno tego chcę, choć sam nie mógł wytrzymać napięcia. Nie wiem, czy cokolwiek by zrobił, gdybym mu odmówiła. Wiedział jednak, że niczego nie pragnę bardziej niż tego. Przyznam, w jakimś stopniu pociągało mnie jego obycie. Ufałam mu, że nie chce mi zrobić krzywdy. Oboje chcieliśmy dla siebie dobrze. Sprawił, że mój pierwszy raz będę wspominać zawsze. Tak samo jak jego osobę. Nie mogłam uwierzyć, że Artur nam chciał odebrać tą pierwszą wspólną chwilę. Całym ciałem byłam jego. Całym ciałem i duszą. Czułam, że kruszę się z ekstazy pod każdym, nawet najmniejszym muśnięciem jego ciała. Pod każdym pocałunkiem i pod każdym dotykiem. Kochaliśmy się. I to właśnie było piękne.

Otworzyłam oczy, a moją twarz zaraz potem wykręciło pojedyncze ziewnięcie. Spojrzałam i zobaczyłam przed sobą niesamowicie zielone oczy. Skądś je znałam. Obok mnie leżał mężczyzna. Odruchowo odsunęłam się od niego kilka centymetrów. Nigdy wcześniej nie budziłam się obok żadnego faceta. Dopiero jego śmiech przypomniał mi wydarzenia ubiegłej nocy. Powiedzmy inaczej – dzisiejszego poranka. -Nie odsuwaj się- przysunął się do mnie jeszcze bliżej. Pocałował mnie na dzień dobry. -Dlaczego nic nie mówisz? Było aż tak fatalnie?- uśmiech nie schodził mu z twarzy. -Było cudnie- powiedziałam z przekonaniem. –Dziękuję. -Nie masz za co. -Wierz mi, że mam. -Wybacz, że nie ma śniadania do łóżka- zrobił bezradną minę. -Na filmach zawsze tak jest, że para najpierw się kocha, a potem ktoś robi śniadanie. Wybacz mi. Spałaś tak słodko, że nie potrafiłem się oderwać od patrzenia na ciebie. Wyjął rękę spod kołdry i zaczął wodzić palcem po mojej nagiej ręce. Szybko dostałam przyjemnej, gęsiej skórki. -Dlaczego nie robiliśmy tego wcześniej? Dlaczego nie chciałeś?- zapytałam. Zaśmiał się. -Chciałem jak chol.era, ale przecież nie mogłem od razu cię przelecieć. Co nie znaczy, że nie pragnąłem tego- uśmiechnął się szelmowsko. -Nie chciałem doprowadzić do tego, byś myślała, że chodzi mi tylko o seks. Nie chciałem, żeby ludzie ci wmówili, że takim facetom jak ja chodzi tylko o wykorzystanie dziewczyny- zamilkł na moment. -Teraz jak się wyda, to dopiero będę miał kłopoty...- powiedział głosem, w którym można było wyczuć kpinę i beztroskę. -Jeszcze się z tego śmiejesz? -Nie obchodzi mnie, co ze mną zrobią. Jak będziemy się pilnować, to nikt się nie dowie. Podobno ideały nie chodzą po Ziemi, ale właśnie jeden taki ideał leży obok mnie na granatowej pościeli i muska dłonią moje nagie ramię. Patrzy w oczy i bawi się włosami. -Gdybyś miała poniżej piętnastu lat, to za takie coś trafiłbym do więzienia. -Ale nie mam. -Nie jestem jakimś pedofilem, żeby małe dziewczynki do łóżka ciągnąć. -Wystarczą ci siedemnastki- powiedziałam i sama nie wiedziałam, czy mam się uśmiechnąć. -Prawie osiemnastki- poprawił mnie. -To był twój pierwszy raz, prawda?- zapytał unosząc lewą brew. Przytaknęłam. -Żałujesz, że przeżyłaś go ze swoim wychowawcą? -Nie żałuję, że przeżyłam go z Rafałem, najwspanialszym mężczyzną, jaki chodzi po ziemi- utworzyłam swoją własną odpowiedź. -Nie idealizuj. Każdy ma swoje wady i tajemnice- zaczął całować moją szyję. –Może mały prezent na dzień dobry?- zapytał. Uśmiechnęłam się tylko przyzwalając na wszystko. Przylgnął do mnie całym ciałem i dłońmi zaczął jeździć po nagich plecach. -Dziś jesteś piękna jak nigdy- szepnął mi do ucha całując skórę szyi. –Podobno kobiety szczęśliwe, zawsze są najpiękniejsze. Wzdrygnęłam się i uwolniłam z jego ramion. Znów to zdanie. Wypowiedziane w podobnej sytuacji przez zupełnie inną osobę. Usiadłam na łóżku zakrywając się kołdrą. -Agnieszka, co się stało? Nie chciałam na niego spojrzeć, bo zauważyłby w moich oczach łzy. Bolało. Teraz bolało jak nigdy. Artur zrobiłby ze mną to samo. Tylko inaczej. Bez zbędnych miłych słów, gestów, czy podobnych ceregieli. Zwykły akt seksualny. Wykorzystałby mnie. Nie obudziłabym się rano mogąc szukać wsparcia. Z zamkniętymi ustami wróciłabym do domu złorzecząc na los i na mężczyzn całego świata. Nie mówiłby, że mnie kocha. Tylko to, że go pociągam. Jak coś atrakcyjnego seksualnie. Jak lalka. Ładna laleczka do zabawy, którą potem rzuca się w kąt strychu i zapomina się o niej na resztę życia, dopóki sama nie przypomni o sobie. -Agnieszka!?- odgarnął moje włosy z szyi. Składał uspokajające, pojedyncze pocałunki. -Rafał, gdzie jest moja sukienka?- zapytałam. Przestał mnie całować i spojrzał na mnie nieprzytomnym wzrokiem. -Idziesz już? Przecież Artur wróci dopiero po południu. I tak nie będzie wiedział, że tu jesteś... zresztą, ja przeżyłem wiele jego panienek. On może przeżyć jedną moją. Panienkę. -Nie, chcę po prostu się ubrać- wyjaśniłam, choć wiedziałam, że do południa muszę zniknąć z tego mieszkania. Zacierając wszystkie ślady i pozostałości mojej bytności tutaj. -Możesz wziąć moją koszulę. W sukience będziesz się czuła niewygodnie. Posłusznie wyciągnęłam z szafy świeżą, beżową koszulę i zapięłam ją na kilka guzików. Gdy się już jako tako ubrałam, znów usiadłam na łóżku. Rafał cały czas przypatrywał mi się badawczo nie wiedząc co planuję. -Nie idę sobie. Nic się nie stało, po prostu nie chcę. -Kapryśna jesteś- powiedział i również zaczął się ubierać. –No, ale nie szkodzi. Widział, że posmutniałam. Widział, że coś się stało. Wiedział, że to coś stało się w mojej głowie i że na to nie ma najmniejszego wpływu. Ubrał dżinsy i poszedł do łazienki. Zostałam sama w jego pokoju, gdzie każda rzecz przywodziła mi na myśl jego osobę. Pościel, wszechobecny zapach, jego równe pismo w zeszytach z programem nauczania. Wstałam i spięłam włosy frotką, którą przez przypadek miałam w torebce. Poklepałam się lekko po twarzy, by odgonić złe myśli. Po chwili wyszłam do pokoju głównego. Drzwi łazienki były otwarte. Rafał właśnie nakładał sobie na twarz piankę do golenia. Przypatrywałam mu się chwilę w milczeniu. W końcu nie wytrzymałam i chrząknęłam. -Golącego się mężczyzny nie widziałaś?- zapytał śmiejąc się. -Widziałam. -Piętno człowieka nadane przez Boga. Mężczyźni muszą się golić, a kobiety mają okres. Sam nie wiem co gorsze- nie ustępował mu dobry humor. –Co życzysz sobie na śniadanko? Już zmywał pozostałości pianki i wcierał w skórę balsam „Nivea”. -Rafał... Podeszłam do niego i biodrem oparłam się o umywalkę. -Tak? Przełknęłam ślinę. -Rafał- zaczęłam ponownie. –On próbował mnie zgwałcić. -Słucham!?- odwrócił się w moją stronę i spiął brwi. Na jego twarzy oburzenie mieszało się z niezrozumieniem. –Kto? O co ci chodzi? -Ja ci musiałam to powiedzieć. Artur. Artur chciał mnie przelecieć. Pierwsza łza spłynęła mi po policzku. -Spotykałaś się z nim!? -Nie... tylko raz. Myślałam, że to esemes od ciebie...i... i przyszłam tutaj. Powiedział, że... że bierzesz prysznic. Ale ciebie tam nie było- zaczęłam tak naprawdę płakać. Przytuliłam się do jego piersi i czekałam, aż zacznie mnie pocieszać. –Nie było cię tam, a on się zaczął do mnie dobierać. Unieruchomił mnie, zdjął ubranie i... i no wiesz co chciał ze mną zrobić. Nie widziałam, co dzieje się na jego twarzy. -Ja... ja nie wiedziałem...- zaczął się jąkać. –Nie mogę... nie mogę uwierzyć. Potem zaczął miotać przekleństwa na temat Artura. -Ja go przecież zabiję! -Rafał, on mi nic nie zrobił. -A co cię uratowało?- zapytał. Jego oczy były pełne strachu i okrągłe jak spodki. -Jola. -Jola!?- prawie krzyknął. -Tak. Weszła, potem zabrała mnie do mieszkania. Wyszedł z łazienki i zaczął iść w stronę drzwi. Trzymałam go za łokieć, ale nic to nie dawało. Otworzył drzwi na oścież i puścił się szybkim krokiem w stronę drzwi nr 15. Biegłam za nim tłumacząc, że to ja prosiłam, by nic mu nie mówiła. Nie słuchał. Zapukał w drzwi. Nie było odpowiedzi. Potem w nie kopnął, by okazać swoją złość. Próbowałam go uspokoić. Chyba nigdy nie był tak zły. Przynajmniej nigdy takim go nie widziałam. Nie patrzył na mnie prawie wcale. Jednak ja widziałam jego spojrzenie. W zielonych oczach tańczyły płomienie żądne wyjaśnień. Rzetelnego opisu sprawy i wyjaśnienia dlaczego on o tym się nie dowiedział. Do tej pory cały czas był pewien, że Artur jest jednym z jego najlepszych przyjaciół, mimo tego, że nie miał zbyt dobrej sławy. Dopiero teraz zrozumiał do czego Artura doprowadziły łakome spojrzenia na mnie. Walił w drzwi dopóki się nie otworzyły. -Jola! Dlacze... Urwał. Spojrzałam kto stoi za drzwiami. Nie wiedziałam, czy powstrzymywać Rafała, czy pozwolić, by dał upust swojej złości i zemścił się za mnie. -Witaj Rafaleee- ziewnął mężczyzna w drzwiach. –Co tak wcześ... Nie dokończył pytania, bo Rafałowa pięść wylądowała na jego twarzy. -Ty sk***u!- krzyknął i pchnął go na podłogę. -Co ci odbiło!?- zapytał Artur podnosząc się z ziemi i nieumiejętnie tamując krew lecącą z nosa. -Ty się nawet nie odzywaj!- kopnął go w brzuch. Zwinął się z bólu, a ja spojrzałam na drzwi od sypialni w których stała Jola w lekkiej, przezroczystej koszulce nocnej i przyciskała dłoń do swoich ust. Artur zdezorientowany przez Rafała na samym początku nie miał najmniejszych szans. Odwrócony twarzą do podłogi nieudolnie rękami próbował zahamować ciosy Rafała. Na podłodze wokół jego głowy roztaczała się mała kałuża krwi. -Rafał!- krzyknęła Jola i podbiegła na bezpieczną odległość. –Zostaw go! -Na pewno! Niech ma! Niech przynajmniej to w jego życiu będzie nieprzyjemne! -Co ty opowiadasz!? -Wiesz doskonale o co mi chodzi!- kopnął go po raz kolejny. Rafał upadł na kolana i odwrócił Artura twarzą do siebie. Spojrzał na niego wzrokiem pełnym nienawiści. Jola dopiero teraz mnie zauważyła. Opierałam się o framugę i uciekałam wzrokiem od wszystkich wydarzeń i odgłosów. Nie mogłam patrzeć na całe to zdarzenie, jednak powstrzymać Rafała też nie mogłam. Nie mogłam, czy nie umiałam? Nigdy w życiu nie stałam bezczynnie wobec czegoś takiego. Uderzył jego twarz z prawej pięści, tak, że cała głowa zwróciła się w tą stronę. -Przestań!- Jola nadal nie dawała za wygraną. Z rękami wyciągniętymi przed siebie próbowała łapać jego dłonie, by je unieruchomić. Była to wyraźna walka z wiatrakami. Sama nie mogła nic zrobić. Rafał musiał zwolnić tempo. Nie chciał jej skrzywdzić. Jednak potem jak wstała znów zaczął okładać Artura po twarzy. Krzyczał różne przekleństwa, wrzeszczał, że to za mnie. -Rafał, przestań!- krzyknęłam w pewnym momencie. Chyba nie usłyszał. –Przestań go bić! Zastygł chwilę w jednej pozycji, ale potem kontynuował. Nawet nie odwracając się w moją stronę. Bił go dla siebie – nie dla mnie. Może za mnie, jednak w tych czynach nie czułam jego troski. Jola spojrzała na mnie nienawistnie. Zwężyła oczy jakby chciała powiedzieć: jesteś dla mnie śmieciem. Nie potrafiłam określić jej stanowiska w tej sprawie. Z jednej strony nienawiść do Artura, której nie kryła tej felernej środy, a z drugiej wszystkie wieczory od tamtego dnia, które z nim spędziła. Jej oczy były rozbiegane. Kontrolowała i mnie i Rafała i Artura. -Dosyć!- podeszłam do niego i pogładziłam go po nagich plecach. Chciałam, żeby go w końcu zostawił. Nie stłukł go na kwaśne jabłko, bo niewątpliwie miał sposobność. Przygwoździł ręce Artura dłońmi do podłogi i spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem. Patrzyłam na niego błagalnie. Spiął usta, puścił jego ręce i wstał. Na odchodne kopnął go po raz setny w brzuch. -Rafał, co cię napadło!?- krzyknęłam patrząc na wijącego się z bólu na podłodze mężczyznę. Szybko podbiegła do niego Jola. -Nie mogłem tak tego zostawić- spojrzał na niego jak na śmiecia i przejechał dłonią po moim ramieniu. Nie uśmiechnęłam się. -Wyjdź stąd!- krzyknęła Jola. Wszyscy krzyczeli. Z wyjątkiem Artura. -Nic mu nie będzie?- spytałam głupio. Gładziła jego twarz dłońmi, wycierając krew chusteczką higieniczną. Prychnęła w odpowiedzi. Artur zastanawiał się co powiedzieć. Na pewno mógł. Mrugał oczami i patrzył to na mnie, to na Rafała, który jeszcze nie zdążył ochłonąć. -Przepraszam, Agnieszka- wysapał. Rafał znów rzucił się w jego stronę, ale zdążyłam go przytrzymać za rękę. Nie chciałam już, żeby więcej się bił. Już dostał za swoje. -Nie myśl, że ci to ujdzie na sucho! Idziemy na policję!- zagroził mu szamocząc się. Gdyby to Jola go trzymała, spokojnie by się wyrwał. Mną nie chciał mocniej szarpnąć, ani mną zarzucić. Już od dłuższego czasu czułam pieczenie w oczach i słone łzy na policzkach. -Nie- jęknęłam. -Rafał, jak mogłeś?- zapytała Jola. -To ty jak mogłaś!?- warknął w odpowiedzi. –Nie powiedziałaś mi jakim suk***m. Jest naprawdę! -Ona mnie prosiła!- wskazała na mnie. –Myślisz, że nie chciałam!? To w niej teraz się odezwała urażona duma i jakoś dziwnie sobie przypomniała, że nie ty pierwszy dotykałeś jej jak mężczyzna! Że nie ty pierwszy ją chciałeś! Nie przewidywał ognistej riposty. -Nie mów tak- nakazałam łamiącym się głosem dalekim od stanowczości jak Biegun Północny od Południowego. –Nie rozumiesz. -Czego!? Kazałaś mu tutaj przyjść, prawda? Bo sama nie chciałaś się bronić. Chciałaś tego, abyś wyszła na ofiarę, by Rafał tu przyszedł mu obić mo.rdę. Rafał... nie miałeś prawa!- w jej oczach błyszczały ogniki złości. Artur nie mówiąc nic, przysłuchiwał się kłótni. -A on miał!? -Nie, nie miał- odpowiedziała ciszej. –Wiedz jednak, że gdyby nie przyszła tamtego dnia do mieszkania, to nic by się nie stało! Gdyby nie pozwoliła na aluzje, przytyki i tym podobne ze strony Artura, to nic by się nie stało! -Jola- zaśmiał się gorzko. –Śmieszna jesteś. Adwokat diabła się znalazł. -Wiedz tylko, że ona nie jest taka niewinna na jaką się wydaje. Jednym ruchem wziął mnie za rękę i popchnął w stronę drzwi. -Idziemy!- rzucił i pociągnął mnie ku korytarzowi. -Nie muszę ci przypominać, że ty też nie jesteś taki niewinny na jakiego wyglądasz! Spojrzałam na nią. Zaczęła wstawać. Puściłam dłoń Rafała i zatrzymałam się w drzwiach. Jola zaczęła do mnie podchodzić powolnym krokiem. Widziała, że czekam na wyjaśnienia. -Nie myśl, że jest ideałem. -Nie ma ideałów- odpowiedziałam automatycznie. -Wiem. Chodzi mi o to, że jemu do ideału bardzo dużo brakuje- zimno cedziła słowa. Już znajdywała się krok przede mną. Włosy swobodnie opadały jej na ramiona, a cienka koszulka powiewała w przeciągu. –Od kiedy ze sobą jesteście? -Chodzi ci o to od kiedy uważamy nasz związek za stały? Przytaknęła. -Od początku tego roku szkolnego- odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Nie miałam pojęcia do czego zmierza i właściwie dlatego jej słuchałam. Zaśmiała się. Urywane gesty, jakie czyniła denerwowały mnie. -I pewnie cieszysz się, że jest ci wierny? I pewnie cieszysz się, że nie zmuszał cię do seksu? Nie wykonywałam żadnego ruchu. -A wiesz dlaczego? Wiesz z kim był związany do niedawna? Bardzo niedawna! Do jego wyjazdu! Nie zastanawiałaś się dlaczego tyle wytrzymał bez... no wiesz?- uniknęła słowa. Już miałam mętlik w głowie. –Tak, sypiał ze mną- oznajmiła z dziką satysfakcją. Poczułam, że robi mi się słabo. Oparłam głowę o drzwi. -Wracał ze spotkania z tobą i nie szedł do swojego mieszkania. Szedł do mojego łóżka. A wiesz dlaczego widziałaś u mnie w mieszkaniu Michała? Wiesz dlaczego miał szampana i dlaczego tak się zdziwił, że ciebie zastał? Domyślasz się dlaczego po jakimś czasie wyszedł? Tym razem ja uciekałam od jej spojrzenia, podczas gdy ona intensywnie szukała kontaktu wzrokowego. Chwyciła mój podbródek gestem ostrzejszym, niż Rafał. -Wiesz dlaczego?- powtórzyła pytanie. Pokręciłam głową bardziej chcąc zaprzeczyć swoim myślom, a nie jej pytaniu. Domyślałam się o co jej chodzi. Wiedziała, że już wiem o co jej chodzi. -Tak Agnieszka, jestem prostytutką. A Rafał jest moim stałym klientem. Czy chcesz tego, czy nie... Patrzyłam na nią szklanym wzrokiem, cały czas miejąc nadzieję, że to co opowiada nie jest prawdą. Kpiący uśmieszek i tony tuszu na rzęsach szamoczące się w górę i w dół nie wskazywały na to. Nie mogłam się zdobyć nawet na krótkie „ale”. Spojrzałam na nią po raz ostatni i wyszłam z mieszkania zatrzaskując drzwi. Wszystko w idealnej ciszy pachnącej napięciem. Stanęłam na środku pustego korytarza i spojrzałam w górę walcząc z napływającymi łzami. To nie mogła być prawda! A jeśli jest? W takim wypadku wszystkie słowa i zapewnienia Rafała byłyby nieprawdziwe. Wyssane z palca. Bo człowiek kochający kogoś nie może równocześnie sypiać z kimś innym. Mit ideału runął w jednej chwili. Szary korytarz działał na mnie jeszcze bardziej przygnębiająco. Na dodatek jeszcze musiałam iść do mieszkania Rafała. W samej koszuli nie mogłam wrócić do domu. Przez korytarz przeszło kilka osób, ale od razu poszli na wyższe piętro patrząc na mnie jak na wariatkę. Szybko wślizgnęłam się do Rafałowego mieszkania. Drzwi dostawił otwarte na oścież. Weszłam i rozejrzałam się pobieżnie. Nikogo nie zauważyłam. Chciałam iść dalej, chciałam się z nim skonfrontować. Nie analizowałam natenczas moich uczuć do niego. Z nienawiści, poprzez zawiedzenie, wzgardę, obojętność zawsze wróciłyby do wyjściowego stanu miłości. Z miłości nie jest tak łatwo się wyleczyć. Nawet słysząc okropne rzeczy na temat obiektu uczuć. Uchyliłam drzwi do jego pokoju. Siedział na krześle, łokcie miał oparte na blacie biurka, a twarz całkowicie zakrywały dłonie. Oparłam się o framugę i wpatrywałam się w niego tępo. W uszach nadal brzmiały mi słowa Joli: „on jest moim stałym klientem, czy tego chcesz, czy nie...”. -Rafał...- zaczęłam. Odwrócił się momentalnie w moją stronę. -Ja... przepraszam. Nie wiedziałem, że tu jesteś- wstał i podszedł do mnie. Chciał mnie pocałować, jednak odsunęłam się. –Przepraszam. Może za bardzo się uniosłem. -Nie słyszałeś mojej rozmowy z Jolą?- zapytałam licząc na to, że przytaknie i zacznie się tłumaczyć. Nic takiego jednak się nie stało. -Nie. A rozmawiałyście? O czym? -A masz coś na sumieniu?- dociekałam. -Nie- powiedział automatycznie i objął mnie w talii. Przeszłam do salonu. Nie mogłam znieść tego, że Jolę dotykał w ten sam sposób. Oparłam się o kanapę, a on został w drzwiach do swojego pokoju. Jedną dłoń oparł na półce z książkami, a drugą o framugę. -Rafał... czy to prawda, że byłeś związany z Jolą?- zapytałam ważąc dokładnie każde słowo. Niektóre nie chciały mi przejść przez gardło. Nie tylko z powodu urażonych uczuć. Spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem. Jego spojrzenie mówiło nie więcej jak: o co ci znowu chodzi? -To było dawno i nieprawda. -Tak? Ona mówiła zupełnie co innego! Nie kłam, bo ja już mam dosyć kłamstw. -Co mówiła? Podszedł do mnie. Musnął moją dłoń. -Mówiła, że ze sobą spaliście. Rafał... wiesz jakie to było chamskie wobec mnie!? Mówiłeś mi, że mnie kochasz. Mówiłeś, że jestem jedyna i co!?- uniosłam się. Mówiłam jakimś zdławionym, zupełnie mi nie znanym głosem. Oczy miałam wilgotne jednak żadna łza jeszcze nie odważyła się spłynąć. Był to pierwszy tryumf nad moją płaczliwą naturą. –Co ty byś powiedział, gdybym się przyznała, że spałam z Filipem!? Albo, że to z Arturem to nie był tak do końca gwałt!? Co byś powiedział!? Miałabym cię przepraszać? -Agnieszka... Znów spróbował mnie pocałować w szyję. Odepchnęłam go jak Artura za pierwszym razem, kiedy próbował mnie pocałować. Nawet w pobliżu tej samej kanapy. -Miałabym cię przepraszać? Miałabym prosić o wybaczenie? To dlaczego teraz tego nie robisz!?- wyrzucałam płaczliwym tonem. -A czy coś to da, kiedy powiem przepraszam? -Ty nawet nie próbujesz! Zawiodłam się na tobie bardzo, Rafał, wiesz? Nie przypuszczałam, że jesteś taki sam jak inni faceci... myślałam, że kogoś takiego jak ty nie spotyka się na co dzień- przeszłam znów do jego pokoju i zaczęłam szukać mojej sukienki. Leżała na fotelu. Zdjęłam ją z wieszaka, a potem kawałek metalu powiesiłam na szafie. Nie mogłam uwierzyć, że nie próbuje mnie zatrzymać. W połowie teraz blefowałam. W głębi duszy liczyłam na to, że jakoś mnie przekona, że to nieprawda. On nawet nie zaprzeczał. -Nie idź, proszę. -A co niby miałabym tutaj robić? -Porozmawiajmy. Ja ci wszystko wytłumaczę. -Rafał, wierz mi. Tu nie ma nic do tłumaczenia. Skierowałam się do łazienki, by ubrać sukienkę. Zatrzymał mnie tuż przy drzwiach. Chwycił za przeguby i przyszpilił je do drzwi. Spojrzał na mnie tęsknym wzrokiem. -Nie rób mi tego, Słońce. Byłam bliska płaczu. Mój zapał zaczął słabnąć. Miałam skrępowane dłonie i byłam zmuszona go wysłuchać. Zaczął mnie całować. Roztapiałam się pod jego dotykiem. W myślach odpychałam go od siebie i wybiegałam z mieszkania. W praktyce nie potrafiłam. -Agnieszka... nie będę cię okłamywał. Było co było. -Byliśmy ze sobą już od początku roku szkolnego. Przez ten czas byłam dla ciebie niczym? -To nie tak jak myślisz. -Nic mnie to nie obchodzi. -Obiecywałaś, że nic nie przerwie naszego związku!- rzucił z pretensją. Jakby to była moja wina! Zaczęłam się gorzko śmiać. Zachowywał się jak szamoczący się ptak w klatce. Nie wiedział jaką drogę ucieczki wybrać. Nie umiał obrać celu do którego by dążył. -Ty też obiecywałeś. Myślisz, że tobie wszystko wolno? Myślisz, że wierność jest tylko moim obowiązkiem? Bo chyba w związku to inaczej się ma... wierność jest obowiązkiem obydwu stron! To ty plujesz na te zasady, nie ja! Sama nie wiedziałam co mówię. Nie mówiłam prawdy. Przecież również nie miałam czystego sumienia. Jednak nie było porównania. -Agnieszka, co się z tobą stało?- nie mógł zrozumieć mojej zawziętości. Zaczęłam płakać. Chciał mnie przytulić, pocieszyć, ale odgoniłam go od siebie ostrym „odwal się!”. Wszystko sypało mi się na głowę jak tynk w rozpadającym się domu. Miało się posypać, potem pozostawić zgliszcza. Nie chciałam pozostać sama na tych zgliszczach. Bez nikogo. Bez pomocnej dłoni, miłości i wiary w poprawę. Weszłam do…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych