Na razie bez tytułu
Moje jak do tej pory chyba najlepsze opowiadanie, ale to tylko dwa pierwsze rozdziały.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział I
Łukasz był głupi! I to nie ulegało wątpliwości. Bo tylko wariat tak rozmawia z dziewczyną. Nie ma za grosz delikatności i zrozumienia, nawet przez gadu-gadu. Dominika nie pierwszy raz zastanawiała się, czy zakończyć tę znajomość...Przecież na dobrą sprawę wcale nie musiała wysłuchiwać żali i wywodów dwudziesto dwu letniego chłopaka, ktory nie umiał się całować, a życie traktował, jako przykry obowiązek. Już dawno mogła mu dać do zrozumienia, co myśli o całej tej znajomości i o nim samym. Ale nadal zwlekała... Poprostu z drugiej strony rozumiała Łukasza i współczuła mu z całego serca. Chłopak nie znał swoich rodziców, bo porzucili go, gdy miał 2 latka. Trafił do pogotowia opiekuńczego, a potem do domu dziecka. W wieku 13 lat został adoptowany. W szkole był czarną owcą, ciągle wyszydzany przez rówieśników zamnknął się w swoim własnym świecie, w którym żyje do dziś. Dlatego właśnie Dominika nie mogła się go tak poprostu pozbyć. Zwykłe współczucie nie pozwalało jej na to. Gdzieś w głębi serca wiedziała, że Łukasz jest dobrym człowiekiem i wcale jej tak do końca nie obojętnym. Ale mimo wszystko nie lubiła z nim rozmawiać na gg, albo przez telefon, dlatego godziła się na częste spotkania z nim i cierpliwie wysłuchiwała jego żali i skarg. Sam Łukasz traktował Dominikę, jako swoją przyjaciółkę. Mówił jej o wszystkim, bez wyjątku, chociaż podświadomie czuł, że dziewczyna go nie lubi. Dzisiaj był bardzo zrozpaczony i przybity. Poprosił Dominkę o spotkanie, twierdząc, że jest ona jedyną osobą, ktora może go wysłuchać. Dziewczyna nie chciała się zgodzić. Była umówiona z koleżankami. Miały iść na pizzę, a potem na zakupy. Nie chciała zamieniać tego na spotkanie z tym przygłupem, który tak strasznie działał jej na nerwy. Łukasz nalegał. Pisał, że jak Dominika się nie zgodzi, to zabiję sie z żalu i rozpaczy. Dziewczyna postanowiła, że jednak odwoła spotkanie z koleżankami, albo przełoży na inny dzień. Kto wie, co jeszcze temu debilowi do łba strzeli, może naprawdę coś sobie zrobi, a Dominika nie chciała mieć go potem na sumieniu. Z wyraźną niechęcią podeszła do telefonu i wykręciła numer do Agnieszki. Koleżanka bardzo się zmartwiła, słysząc, iż Dominka musi jechać do chorej cioci. Zgodziła się przełożyć spotkanie na inny dzień i powiadomić o tym inne dziewczyny. Dominika nie czuła wyrzutów sumienia kłamiąc po raz kolejny. Ona nawet nie nazywała tego kłamstwem, tylko mówieniem nieprawdy. Od małego to był jej niezawodny sposob na ułatwianie i ubarwianie sobie życia. Wiedziała, że to grzech i spowiadała się z tego, ale na drugi dzień i tak dalej robiła to samo. Poprostu taka już była...Raz wyrachowana i zimna, zdolna do najgorszego kłamstwa. Innym razem niepoprawna romantyczka ciągle bujająca w obłokach. Od niepamiętnych czasów wielkim wzorem i autorytetem dla Dominiki była babcia. Z nią dziewczyna miała najlepszy kontakt. Mogła zawsze pójść do babci i powiedzieć jej o wszystkim. Wiedziała, że ona na pewno zrozumie jej problemy i rozterki. Nigdy jej nie wyśmieje, ale zawsze doradzi i pomoże. Dominika nawet w połowie nie miała tak dobrego kontaktu z matką, jak z babką i tego nigdy nie mogła zrozumieć. Mama się starała być jej przyjaciółką, ale między nimi była taka niewidzialna bariera, ktorej niczym nie dało sie przełamać. Dominika na spotkanie z Łukaszem nie stroiła się zbytnio. Nie widziała w tym żadnego sensu. Nie chciała znowu widzieć tego wariata użalającego się nad własnym losem. Dominika miała dość swoich problemow, nie musiała wysłuchiwać czyjś...Nic nie musiała! Jednak z drugiej strony wyobraziła sobie Łukasza siedzącego samotnie przy stoliku i czekającego na nią. To był bardzo przygnębiający widok. Nie można mu zrobić świństwa i nie przyjść na spotkanie, na które on czeka z taką radością. No właśnie...Dominika była jedyną osobą, której mógł powiedzieć wszystko, bez wyjątku. Nie miał przed nią żadnych tajemnic, mimo że ona nie mówiła o swoim życiu nic. Tylko słuchała i słuchała, coraz patrząc na zegarek i modląc się w duszy, żeby być już w domu. Łukasz tego nie zauważał, wprost ubóstwiał Dominikę i był gotowy dla niej do wielkich poświęceń. A ona co była w stanie zrobić dla niego? Nic, zupełnie nic...Nie była w stanie nawet go przytulić, pocałować w policzek. Zresztą Łukasz uważał całowanie za obrzydliwe. Tym lepiej- myślała Dominika- nie będę musiała dotykać tej jego obleśnej mordy, która wzbudza we mnie obrzydzenie. Wiedziała, że przesadza, bo tak naprawdę Łukasz nie był aż tak brzydki, żeby ktoś na sam jego widok musiał wymiotować. Dominka wolała dobrze zbudowanych chłopakow. Najlepiej z krótkimi, czarnymi włosami i błękitnymi oczami. Ze zniewalającym uśmiechem i super charakterem. A Łukasz był całkowitym przeciwieństwem ideału Dominiki. Mały, garbaty o jakiś mętnych oczach i zakolach na głowie wydawał się dziewczynie najbrzydszym chłopakiem w całym mieście. Dominika nie dziwiła się, że żadna dziewczyna go nie chce. Nie chodziło o sam wygląd, ale o charakter. A raczej o jego brak. Wiadomo przecież, że człowiek, który rocznikowo ma dwadzieścia dwa lata powinien być już jakoś ukształtowany i mieć własne zdanie na różne tematy. Tym czasem Łukasz zachowywał się, jak bezbronne dziecko we mgle. I to też bardzo denerwowało Dominikę. Ilekroć tylko rozmawiali, to wszystko staczało się do trzech tematów: aborcja, podróże i dzieci w sierocińcach. Bo tylko o tym Łukasz miał jakiekolwiek pojęcie i mógł sklecić kilka zdań. Żałosne. Dorosły mężczyzna zachowujący się, jak kilkuletnie dziecko. I to był własnie cały Łukasz, pseudoprzyjaciel Dominiki.
* * *
Kiedy Dominika weszła do restauracji chłopak już siedział przy stoliku. Wpatrywał sie okno, a palcami miął serwetkę. Dziewczyna z wyraźną niechęcią zdjęła kurtkę, powiesiła na wieszaku i siadła po przeciwnej stronie stolika. - Dziękuję, że przyszaś- powiedział tępo Łukasz. A po chwili dodał- Jestem skończonym zerem. - Znowu użalasz się nad sobą- stwierdziła Dominika przeglądając menu. -Tak- przynał Łukasz- Jestem nic nie warty. - Mówisz mi to niemalże codziennie. A co takiego stało się tym razem?- spytała zimno Dominika. - Straciłem pracę. Do stolika podszedł kelner, chcąc przyjąć zamówienie. Dominika poprosiła tylko o herbatę, natomiast Łukasz nie zamówił nic. Znowu zaczął wpatrywać się w dziewczynę. - Jesteś piękna- powiedział- Naprawdę, super laska. - Przestań- wykrzyknęła Dominika. - Za dwa lata weźmiemy ślub. Zostaniesz moją żoną. Będziemy mieli dużo dzieci. Czwórkę swoich i jedno adoptujemy. - Uspokój się wreszcie! Zastanów się, to ty wygadujesz!- krzyczała zdenerwowana Dominika. - Przepraszam, uraziłem cię- powiedział cichutko Łukasz. - Nie. Nie uraziłeś, ale nie lubię, jak opowiadasz takie bzdury.- powiedziała dziewczyna odgarniając kosmyk włosów. - Lubię dzieci. Chcę mieć dużo. Ale ty nie lubisz. -dodał po chwili. - Zgadza się- przyznała Dominika- Ale ile razy będziemy jeszcze wałkować ten temat? Nie chcę o tym rozmawiać po raz setny. Zrozum mnie wreszcie. - Zobacz, w sierocińcach jest tyle dzieci. Nikt ich nie chce. Nikt nie kocha.-powiedział Łukasz płacząc. Znowu zaczął użalać się nad własnym losem. Dominika musiała coś wymyślić, żeby już wyjść i nie słuchać tych jego wywodów. Kelner przyniosł herbatę. Dominika podziękowała i zaczęła szybko pić. Nie chciała już tam siedzieć i patrzeć na tę ofiarę losu. - Mnie też nikt nie kocha- mówił dalej Łukasz- Dlaczego tak jest? Szkoda mi dzieci w sierocińcach. Nie mają rodziców, sa takie samotne i bezbronne. Też kiedyś taki byłem. I dlatego chcę mieć dużo dzieci. -Zmieńmy temat- zażądała Dominika, która nie mogła słuchać po raz setny tego wywodu. -Masz rację-przyznał Łukasz- Porozmawiajmy o podróżach. Wiesz, że chciałbym mieć taki bilet, który byłby ważny do końca życia. Mógłbym wtedy jeździć, gdzie chcę. To byłoby dopiero szczęscie. Zabrałbym Ciebie i nasze dzieci w daleką podróż. Pokazałbym wam cały świat. Byłoby wspaniale, prawda? - O czym ty właściwie mówisz? Mnie i nasze dzieci?- wściekła się Dominika- Powiedziałam ci, że na pewno nie zostaniesz moim mężem, a dziecko chcę mieć jedno. - No tak- przyznał Łukasz- A jak zajdziesz w ciążę po raz drugi to lepiej usunąć, prawda? Pozbyć się tego bezbronnego dziecka. - Jeśli to dziecko ma być tak niedorozwinięte, jak ty, to masz rację. Lepiej usunąć. Dominika gwałtownie wstała i sięgnęła po kurtkę. Wiedziala, że nie powinna tego mówić, ale już nie mogła wytrzymać. Teraz nienawidziła Łukasza jeszcze bardziej. Nienawidziła go z całego serca. Szybko się ubrała i nakładając rękawiczki popatrzyła jeszcze raz na Łukasza. Siedział skulony na krzesle i tępo wpatrywał się w stół. Nic nie powiedział, ale było widać, że słowa Dominiki bardzo go zraniły. Dziewczyna wzięła torebkę i wyszła już się nie odwracając. Zostawiła go samego. A on siedział jeszcze długo, bardzo długo, zastanawiając się nad własnym życiem. W końcu także wstał, zapłacił za herbatę Dominiki i wyszedł. Nie poszedł jednak do domu, ale do pobliskiego baru, aby tam się upić i zapomnieć o wszystkich krzywdach, których doznał w zyciu.
* * *
Dominika stała już na przystanku dziesięć minut, a autobus nadal nie nadjeżdżał. Rozkład jazdy był, jak zwykle zerwany, więc czekać można było w nieskończoność. Obok dziewczyny stała jeszcze jakaś staruszka, obładowana torbami i młody chłopak palący papierosa. Dominika powoli zaczęła żałować, że nie wzięła rajstop pod spodnie, bo mróz musiał już dojśc do minus trzynastu stopni, a może nawet dalej. Nikt nie odgarnął śniegu na chodniku, więc buty dziewczyny także przemokły. Dominika widziała, jak starsza pani drży, ale cóż mogła zrobić? Przecież nie zdejmie swojej kurtki i nie poda nieznajomej, bo wtedy, ona sam by zamarzła. A chłopak, ktory jeszcze minutę temu stał obok niej gdzieś zniknął. Mimo że dopiero było po piętnastej, to na ulicach świeciło pustkami. Każdy wolal siedzieć w domu, niż włóczyć sie po mieście w taką pogodę. Dominika rozsunęła torebkę i wyjęła z niej portfel. Po przeliczeniu pieniędzy doszła do wniosku, że ma dziesięć zł. Na taksówkę powinno wystarczeć. Dominika jeszcze raz spojrzała na staruszkę, siedzącą na przystanku i poszła do postoju taksówek, który był za rogiem. Wsiadła do jakiegoś czerwonego opla i powiedziała ''Na Makową trzy poproszę''. Taksówkarz był starszym mężczyzną około sześćdziesiątki o miłym wyrazie twarzy i przyjaznym uśmiechu. Widać, że bardzo dbał o samochód, bo w środku wszystko było starannie wypucowane. Mężczyzna włączył radio, właśnie leciała piosenka zespołu O-zone ''Dragostea din dei''. Dominika niebardzo ją lubiła, więc grzecznie poprosiła taksówkarza o zmianę stacji. - Jak pani sobie życzy- powiedział mężczyna i przekręcił pokrętło.- Ale mamy dzisiaj mróz, prawda? I do tego jeszcze śnieg zaczął padać. Rano mówili w telewizji, że ma być w nocy -25 stopni. Widać, że prawdziwa zima do nas zawitała. Dominika nie słuchała. Nie chciała wdawać się w dyskusje z taksówkarzem. Marzyła tylko o tym, by być już w domu i zjeść coś ciepłego. - Znowu przejazd zamknięty.- powiedział taksówkarz, wyrywając Dominikę z zdaumy. Dziewczyna popatrzyła się na mężczyznę i powiedziała: - Słucham? Nie usłyszałam, co pan mówił przed chwilą. - Powiedziałem tylko, że przejazd zamknięty. - A tak, faktycznie znowu zamnknięty.- przyznała Dominika, trochę zawstydzona swoim głupim pytaniem.Taksówkarz…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Liwia
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…