Nadzieja...
patrz tytuł
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Słońce wędrowało po nieboskłonie ku najwyższemu punktowi, by powiadomić ludność o południu. Niebo było prawie bezchmurne, czyste, miejscami pięknie niebieskie. Na tym pięknym tle szybowało różnego rodzaju ptactwo, ciekawie spoglądające w dół, w miejsce, w którym stała gromadka ludzi, ciągle się powiększająca, o nowe twarze, bo zewsząd zbiegali się coraz bardziej ciekawscy. Na dziedzińcu postawiono podest, na którym ktoś wcześniej ustawił pień starego drzewa, naznaczony licznymi śladami, zapewne powstałymi na skutek uderzeń ostrym przedmiotem. Gdzieś z bocznej części dziedzińca, dało się słyszeć pokrzykiwania, czyjeś rozmowy, przekleństwa. Stamtąd właśnie nadchodziła grupa kilkudziesięciu ludzi. Kiedy znaleźli się już przy podeście, z grona ich wyszło dwóch osobników, którzy trzymali jakiegoś młodzieńca, niższego i zapewne o wiele lżejszego, od strażników. Podeszli z nim do pnia, kazali mu klęknąć, zapytali czy związać mu oczy, odpowiedział, że nie. Ręce miał skute, nogi też, tyle że łańcuchem umożliwiającym poruszanie. Ukląkł jak mu kazano, głowa jego spoczywała na pniu. Czuł zapach drewna, który przypominał mu o spacerach z ukochaną po lesie, niedaleko rzeczki, przy której to przesiadywali większość zachodów słońca, ale to było, minęło bezpowrotnie. Ze wspomnień obudziło go zgniłe jabłko, które bezpardonowo roztrzaskało się na jego twarzy, nie mógł nic zrobić, nic, musiał to przecierpieć, chociaż i tak już wiele wycierpiał w życiu, tylko, że nie był to ból fizyczny. W ślad za jabłkiem poleciały gruszki, jajka, pomidory, a nawet kamienie. Po twarzy zaczęły spływać strużki krwi, jedna płynęła dosyć długo, zaczynając wędrówkę po twarzy od brwi. Płynęła jakby po jakimś torze, pewnie zmierzając do celu. Tym torem mogło być korytko, choć niewidoczne, powstałe podczas rajdu łez, który w ostatnich tygodniach dość często torował sobie drogę po jego policzkach. Strużka już miała spłynąć na podbródek, kiedy wycieczkę przerwał kamień trafiający w okolice ust, strużka się rozprysła. Krople krwi, na tle pięknego nieba, tańczyły z wiatrem, by bezdźwięcznie spaść na deski podestu, wsiąkając w szczeliny, zostawiając znikomy ślad po młodzieńcu. On, z głową ułożoną na pniu, starał się o tym nie myśleć, chociaż wiedział, że to tylko początek jego drogi ku spokojowi. W jego głowie zaczęła rodzić się nadzieja, nadzieja na to, że kat, który miał się zjawić, otwierając Bramy Spokoju, nie zdąży na czas, a on będzie mógł się cieszyć życiem, choćby jeden dzień dłużej. Lecz on bał się nadziei, bał się jej, bo miał ją, kiedy spacerując po lesie, myślał, że dobrze mu się ułoży z wybranką serca. Zawsze, kiedy ją widywał, kiedy się z nią spotykał, rozmawiał, w sercu jego rosło drzewko, zwane Nadzieją. Zawsze chciał, aby to drzewko, urosło kiedyś do rozmiarów drzewa Miłości, pod którym to będzie mogła przesiadywać jego ukochana, nie opuszczając jego serca. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jedno słowo: "NIE". Słowo to, niesione wiatrem, wdarło się do wnętrza, do serca, szalało na fali wiatru, siało pustkę wokół siebie, aż dotarło do drzewa, które już było dosyć mocno zakorzenione w sercu, wiatr długo szalał, drzewo stawiało opór, ale i tak uległo, zostało złamane, nadzieja cała poszła na marne, okazała się nic nie warta, była tylko po to, by dawać człowiekowi szczęście, a raczej uczucie szczęścia, by po jakimś czasie odwrócić się od niego, zostawiając go samego. Bardzo żałował później, że drzewo to zostało "tylko" złamane, bo korzenie tak i tak pozostawały. Właśnie teraz, w momencie, kiedy czekał na przeznaczenie, wydawało mu się, że drzewko Nadziei, znowu powraca do życia, już zaczęły kwitnąć pączki nadziei, nadziei, która przemykała po jego głowie, mówiąc, że kat nie nadejdzie, że może być spokojny, właśnie tego się bał, bał się, że znowu rozpęta się szaleńczy wiatr, który zniszczy nowo powstałe drzewko. Ale mimo tego, uwierzył w nadzieję, uwierzył w to, że raz jeszcze będzie mógł popatrzeć na księżyc i powspominać. Z oddali słychać było turkot kół, które co jakiś czas wpadały w różnej wielkości dziury na brukowanej jezdni. Końskie kopyta bez skrupułów uderzały o zniszczoną już jezdnię, wydając dźwięczny, metaliczny odgłos. Głowy gapiów, jak na komendę, odwróciły się w stronę słyszanych odgłosów. Tak, był to wóz, wóz, którym jechał kat, młodzieniec o tym nie wiedział, ponieważ był zwrócony w przeciwną stronę. Po chwili cały harmider ucichł, teraz dało się słyszeć tylko pojedyncze uderzenia o drogę, które wydobywały się spod twardej podeszwy katowskich butów... W gęstwinie traw leżał mężczyzna, w sercu jego tkwiła strzała, a na koszuli, brudnej i spoconej, widniały ślady
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil eSiu
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…