Napoleoni Poplątaniec
Jeden dzień z życia władcy.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wszystkie prawa zastrzeżone. Copyright © 1998/99 by Mariusz Zimoński. All rights reserved.
Mariusz Zimoński NAPOLEONI POPLĄTANIEC
Był wczesny poranek, a już brzęczała mucha komórki. Napoleon zerwał się ze snu. Nie otwierając oczu, podniósł głowę i włączył swą prawą myślą telefon. – Słucham? – zapytał z wyraźnym omamem na twarzy. – Wodzu! Właśnie przysłali te katapulty, co je mieliśmy wyeksportować do Szwecji! – zatrzeszczało w słuchawce. – No..., to w porządku – otworzył oko, po czym spojrzał w gliniany sufit. – I jak je dostarczyć? Samolotem czy w jamach ustnych niewolników? – Mhm... Wyślijcie parowcem, to tańsze. Tylko nie zapomnijcie podpisać faktury, bo to bardzo ważne! – przypomniał szybko, wolno mówiąc. – Dobra, Wodzu, zrobione! A jak tam kampania przeciw Prusom? – No, nie w tej chwili, jeszcze nie wstałem, wieczorem zadzwońcie, to wam opowiem. – Tak jest! Bądź pozdrowiony, Wodzu! – Na razie – Napoleon wyłączył słuchawkę telefonu i zamknął oko. Powrócił do swego snu, w którym był kostką Rubika, dziobaną przez Żółty Czas Przeszły.
Godzinę później zahuczał ekspres do kawy. – Kurwa, te wynalazki spać nie dają – pomyślał Napoleon, właściwie już tylko drzemiąc. Jego lewa ręka po omacku zaczęła szukać papierosów. Znalazł je w końcu pod swoją kamienną łupaną poduszką. – Jak dobrze jest być wodzem, to dla mnie budują te piramidy – zaciągnął się z lubością pierwszym elektronicznym dymem i spojrzał mimochodem na klepsydrę. – Do diabła! Tak późno! Przecież spóźnię się na poranną kąpiel w kozim zsiadłym mleku – zgasił papierosa o swoją cybernetyczną prawą rękę, wyskoczył z łóżka i zaczął się ubierać. Tymczasem otworzyły się wrota sypialni, a do sali wszedł niewolny za długi makler giełdowy. – O co chodzi?! – spytał Wódz, zapinając ostatni guzik, w swym porannym laserowym stroju. – Właśnie udało się sklonować twoje sztuczne paznokcie, Panie! – ogłosił makler w zmanierowanym skłonie. – Dobra, dobra, nie słódźcie mi tak – odparł skromnie Napoleon, po czym nagle, spoglądając na klepsydrę, krzyknął ze złością: – Ale chwila, chwila! Spóźniliście się o cztery ziarna piasku. – Obrócił się gwałtownie na pięcie i zwrócił do podręcznego robota: – Na szafot ich! Po niedługiej chwili przyszło czterech uzbrojonych w kusze muszkieterów, by wykończyć tych, co zbytnio przesłodzili Władcy.
Pół godziny później, gdy Napoleon z rozkoszą taplał się w basenie, wypełnionym po brzegi kozim, zsiadłym mlekiem, nagle rozsunęły się drzwi i próg przekroczyło dwóch poddanych, niosących w dłoniach coś dużego i okrągłego. – A co to takiego? – spytał Wódz, wskazując owo coś mechanicznym palcem swojej cybernetycznej prawej ręki. – To jest koło, o Boski! Nasz nowy wynalazek. – Koło? Do czego to zastosujemy? – zaciekawił się Princeps brwiami. – Zrobimy takie cztery, zamontujemy przy twojej lektyce, nasz Panie, dołączymy dwa woły i będzie pojazd. – Świetnie! A jak ten pojazd nazwiemy? – podekscytowany Napoleon przemył sobie oczy zsiadłym mlekiem. – Może poker, Panie? – zaproponował pierwszy z poddanych. – A może strit? – zasugerował drugi, drapiąc się po głowie i sypiąc łupieżem. – Nie, nie… – zamyślił się Władca, a po chwili uśmiechnięty wyciągnął obie ręce ku górze. – Nazwiemy go kareta! – po czym szczęśliwy po dziurki w nosie odbił się od brzegu i popłynął strzałką o trzech grotach na środek basenu. Gdy osiągnął swój zsiadły cel, spojrzał pytająco na poddanych: – A jak wam się udało wymyślić to koło? – Zobaczyliśmy, jak pokojówka pośliznęła się na twoim ołówku, Panie, no i wtedy wymyśliliśmy – odparł spokojnie drugi z poddanych, obserwując płynącego już z powrotem, stylem zsiadłej żaby, Władcę. Zadowolony Napoleon dopłynął spokojnie do krawędzi basenu i zwrócił się w stronę podręcznego robota: – Ochmistrz, do mnie! Ten przybył prawie natychmiast, lewitując, gdyż był mistrzem jogi. – Zamieniam się w słuch, mój Panie – jego głowa pochyliła się w geście szacunku. – Dajcie tym dwóm tutaj – rozkazał Princeps, wskazując na poddanych – po laptopie, zasłużyli! Tylko niech będą na gwarancji. – Oczywiście, Najjaśniejszy! – zmieszał się ochmistrz. – Tylko akurat nie ma tych urządzeń, na składzie w lepiance. – Jak to nie ma?! – wzburzył się Napoleon. – To gdzie są?! – O Panie! Są spore braki w dostawach, we wszystkich bowiem manufakturach laptopów już od tygodnia strajkują Neandertalczycy, żądając dostępu do ognia i zwiększonych praw do telepatii. – Jakiego ognia? Co to takiego?! – zmieszał się Napoleon. – No, no właśnie, też nie za bardzo się orientujemy – zakłopotany ochmistrz opuścił oczy, cały czas unosząc się w jednym miejscu, nad ziemią. Napoleon popatrzył na poddanych, a oni, spoglądając to na niego, to na siebie, rozłożyli bezradnie ręce, ale tylko te, które nie podtrzymywały akurat koła. – Ja dam tym przeklętym Neandertalczykom! – zagroził. – Nie będzie żadnej telepatii, nie będzie żadnego tego, tego... – zaciął się Boski. – Ognia, Panie – uzupełnił pospiesznie, jak najdelikatniej, ochmistrz. – No właśnie, tego ognia! – wściekły Wódz uderzył z całej siły swoją cybernetyczną prawą ręką w zsiadłe kozie mleko. – Rozkazuję zwolnić natychmiast wszystkich Neandertalczyków!!! Zatrudnić innych, produkcja ma iść pełną parą! – Tak jest, mój Władco! Wzburzony Napoleon zanurkował w zsiadłym kozim mleku, żeby się uspokoić, a także po to, by wyłowić cybernetyczną prawą rękę,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil mz510
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…