Nastawcie aparaty kontrolne na serce słońca v2
Kontynuacja.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Był u nas taki jeden, co nazywał się Roger Coulghin. Wyglądał trochę jak aktor filmowy. Miał gładziutką twarz, niemal dziewczęcą, artystycznie poczochrane włosy i zawsze się uśmiechał. Dla wszystkich był miły, a nauczycielom podlizywał się jak mało kto. A największą z tych wszystkich wad było to, że ubóstwiały go dziewczyny. Ja go nie kupowałem. Miał dziecinne poczucie humoru i wydawał mi się strasznie sztuczny. Jakby starał się kogoś lub coś naśladować. Jakiegoś aktora, piosenkarza, może czasy w których żył albo po prostu ten pieprzony kalifornijski blask. Normalnie miałbym go gdzieś i nawet nie zwracał na niego uwagi, gdyby nie to, że zaczął się z nim zadawać Simon. Byłem zdziwiony, że ktoś tak mądry nie dostrzega tej całej tandety, która wylewała się spod modnych okularów słonecznych i ciepłego uśmiechu. Trzymałem się razem z nimi i nie dawałem po sobie poznać, że nie lubię Rogera. Poza tym jego obecność w naszej trzyosobowej już paczce, miała swoje dobre strony. Często podchodziły do nas dziewczyny, niby żeby nam podokuczać, a tak naprawdę wiedziałem, że przychodzą żeby pokazywać swoje ładne buźki i pończochy Rogerowi. Sala od matematyki była chyba jedyną klasą, w której siedziało się po dwie osoby. Nikt nie był przypisany do żadnego miejsca i jak kto wszedł, tak siedział. Trzeba było wpuszczać dziewczyny przodem, więc z reguły chłopcy siedzieli w pierwszych ławkach i byli najbardziej katowani algebrą. Wlazłem od razu za plecami Lily, mając nadzieję na miejscówkę przynajmniej gdzieś w środku. Niestety zostały tylko pierwsze ławki. Usiadłem i spodziewałem się, że Simon usiądzie koło mnie. Chyba nawet miał taki plan, ale Roger wyprzedził go z uśmiechem i zajął jego miejsce. Czemu ten laluś sobie mnie upatrzył? Gdy opadł szmer związany z rozpakowywaniem toreb, szuraniem krzesłami i rzucaniem na siebie wyzwisk, do klasy weszła pani Jenkins. Nikt jej nie lubił. Jej specjalnością było poniżanie uczniów przy tablicy. Na szczęście ani razu tego nie doświadczyłem, ale na każdej lekcji bałem się tego jak nie wiem. Bez słowa wstępu, wzięła do ręki kredę i zaczęła bazgrolić jakieś wzory. Tak wyglądała każda lekcja - robiliśmy wymyślone przez nią przykłady. Naprawdę dobrze było być dobrym z matmy. Akurat tego dnia zaczęliśmy nowy temat, ale ja nie odróżniałem go od poprzednich. Matematyka była dla mnie czarną magią. Tym bardziej bałem się zostać wyłowionym z szeregu, bo ośmieszyłbym się w oczach całej klasy, a może nawet szkoły… - Jak tutaj mam po nawiasie kwadrat… - skrzeczała pani Jenkins, tłumacząc coś z jadowitym uśmieszkiem. – To co wtedy, drodzy studenci? Zapanowała chwila ciszy. - To wtedy przejebane… - szepnął do mnie Roger i zacząłem się śmiać. To było tak niespodziewane, że nie mogłem się powstrzymać od śmiechu. Roger też zaczął się wić w ławce, a po policzkach ciekły nam łzy. - Ty tam! W pierwszej ławce! – krzyknęła pani profesor, patrząc na mnie. - Ja? – Upewniłem się. - Tak ty… Chodź tutaj. Rozwiążesz zadanie, jak jesteś taki specjalista. No żesz kurwa mać – pomyślałem i z drżącymi nogami wstałem z ławki. Podszedłem do tablicy i wpatrywałem się tępo w te liczby, nawiasy i znaki. Roger dalej wił się ze śmiechu. - Ty… - Teraz do niego zwróciła się pani Jenkins. – Pod tablicę i rób zadanie pod spodem. Trzydzieści par oczu wgapiało się w nas z wyczekiwaniem, a my znowu wybuchnęliśmy śmiechem. Wyszliśmy na super kolesi, którzy mają wszystko gdzieś. - Turner, Coughlin! Za drzwi psia mać! Dopilnuję żebyście wylecieli z tej szkoły na zbity pysk! Przestraszyliśmy się nie na żarty i za drzwiami spekulowaliśmy, czy naprawdę mogą nas za to wywalić.
Można powiedzieć, że cała ta akcja skończyła się dla nas dobrze. Zostaliśmy posłani do dyrektora, który walnął nam długą przemowę i wlepił dwieście punktów karnych. Za pięćset nie zdawało się do następnej klasy, więc sporo mieliśmy tych punktów, jak na początek roku. Nie obyło się też bez telefonu do rodziców, ale to dla obydwu z nas był najmniejszy problem. Mój ojciec był wyrozumiały, a matka Rogera specjalnie się nim nie przejmowała. Sam mówił, że traktują się nawzajem jak kumple. Na długiej przerwie siedzieliśmy na dziedzińcu razem z Simonem i Rogerem. Oni ustalali między sobą, co będą robić po szkole. Namawiali mnie żebym poszedł z nimi pograć na gitarze albo powłóczyć się po mieście, ale zawsze byłem zdystansowany do ich pomysłów. Wydawało mi się, że moja niezależność tylko umacnia moją pozycję w grupie. Obserwowałem grupkę dziewczyn, siedzących kawałek od nas. Simon i Roger w ogóle na nie nie zwracali uwagi. Jakby mieli mieszkania wypełnione ładnymi dziewczynami. Byłem pewien, że już to robili, przez co czułem się od nich młodszy. Jak osiedlowy berbeć, który przylgnął do dwóch starszaków. - Albo wiem! – powiedział nagle Roger. – Dawajcie skoczymy na wino! Ten przedstawiony z ochotą pomysł, wyrwał mnie z moich romantycznych fantazji. - Skąd je weźmiesz? – zapytał Simon. - Mój ojciec kiedyś miał cały potężny zapas w beczkach. Pił potężnie, ale już teraz nie jest mu potrzebne, a matka brzydzi się alkoholem. Mógłbym ukraść trochę z piwnicy. Wiedzieliśmy z Simonem, że ojciec Rogera nie żył. - No ja to pewnie, że idę – powiedział Simon. Simon ogólnie był buntownikiem. Pił, palił, dyskutował z menelami i w wolne wieczory szlajał się samotnie po mieście. Dla niego wino, to mały pikuś. Ja za to wahałem się strasznie. Z jednej strony chciałem spróbować, bo wiele słyszałem o stanie, który ogarnia człowieka po alkoholu, a z drugiej nękały mnie dziwne wyrzuty sumienia. - Idziesz, Mike? – zapytał Roger, szczerząc zębiska. Nie odpowiedziałem od razu.
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil MTurner
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…