Wróć do katalogu

Nieznany (X)

Początek czegoś...

Jane Doe, opublikowano , 14 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

No więc, jest to początek opowieści i nie wiem czy odpowiedni, czy może coś zmienić, badź też cały usunąć. Zależy mi na waszych opiniach...

Początek

Ta wieś, choć niczym szczególnym od innych się nie wyróżniała, dla mnie była jak ciepłe ciało matki, które wszystko rozumie i zawsze czule mnie obejmuje. Za każdym razem powracając do tego wspaniałego miejsca byłam radosna i szczęśliwie spoglądałam każdemu sąsiadowi w oczy, delikatnie mówiąc dzień dobry. W wieku szesnastu lat razem z rodzicami przenieśliśmy się do niej, aby zażyć świeżego powietrza. Mieszkając w przestarzałym bloku, który kiwał się na boki, wdychając spaliny nasza cierpliwość dobiegła końca. Jeszcze te codzienne awantury z starszym panem, mieszkającym tuż nad nami. Każdego wieczoru grał głośno na pianinie, i o dziwo nikomu nie przeszkadzało to tak jak nam. Mężczyzna kończył swą twórczość o północy, gdy tracił przytomność z wycieńczenia. Jednym słowem wieś Pantywia była dla nas jak zbawienie. Kiedy pierwszy raz do niej przybyliśmy, wtedy zaproszeni na zwiedzanie domu, nasze twarze opętał uśmiech. Zobaczyłam sarnę biegnącą w oddali i dzikiego zająca. To było przeżycie. Zakochałam się w Pantywi od pierwszego wejrzenia. Wiedziałam, że to jest to, czego było nam potrzeba. Pamiętam słowa mamy jak mieszkaliśmy jeszcze na starym osiedlu. - Kochanie jak kiedyś znajdziemy jakieś spokojne miejsce – Szeptała mi do ucha upinając z włosów długiego warkocza – to planujemy powiększyć naszą małą rodzinkę. Ucieszyły mnie te słowa, ale tylko słowa, bo jak już doszło, co, do czego to nie pryskałam zbytnio radością. Dziewięć miesięcy pomagania mamie a potem jeszcze ten maluch. Płaczący i katujący całą rodzinę. Wręcz miałam ochotę zaszyć mu usta. Jednak jako większe dziecko, nasza Klaudia była przecudowna. Dopiero wtedy spostrzegłam, jaką szczęściarą jestem posiadając taką siostrę. Przed narodzeniem Klaudii, czułam się naprawdę samotna. Zazdrościłam tym, co mieli starszą siostrę bądź brata, bo komu można się zwierzyć ze wszystkiego jak nie starszemu rodzeństwu. Był to przywilej, którego wiedziałam, że nigdy nie zaznam. Niestety żadna przyjaciółka nie była na tyle mi bliska bym mogła mówić jej wszystko. Zawracać jej głowę moimi problemami, których ona nie rozumiała. Dlatego też za każdym razem zostawałam sama. Oczywiście zawsze stała przy mnie mama, ale ona była dla mnie tylko mamą, nigdy przyjaciółką. Miałam szesnaście lat i chodziłam do ogólniaka, w Tartes. Jednak, kiedy przeprowadziłam się do Pantywi, rodzice zdecydowali, że najlepiej będzie, jeżeli przepiszę się do innej szkoły. Mieściła się ona niedaleko wsi, pieszo dochodziłam do niej w ciągu trzydziestu minut. Lecz, gdyż była to szkoła jedyna w okolicy każdy uczeń różnił się od siebie jak płatek śniegu i z tego wszystkiego nikt mnie mile nie przywitał. Pierwszego dnia nie wytrzymałam i moje oczy zapełniły się łzami, ale oczywiście szlochałam w ukryciu. Znalazłam opuszczony kąt, którym okazały się tyły budynku i tam płakałam spoglądając w niebo. W taki też sposób poznałam Ewelinę. Podeszła do mnie i jako jedyna prawdziwie współczuła mimo tego, że wszystko było totalną głupotą. Podając mi chusteczkę, której zapach był tak piękny, że żal było mi nią wytrzeć zapłakaną twarz, pocieszała mnie. - To jest okropne, czemu zawsze pierwszy dzień w nowej szkole musi okazać się totalną klapą? – Wyszeptałam lekko śmiejąc się z tej niezręcznej sytuacji. Ewelina nic nie mówiąc usiadła obok mnie na mokrej trawie i spojrzała na moją twarz. - Okropne? Jakbyś widziała jak mnie potraktowali. Rozryczałam się wtedy na środku klasy. – Powiedziała śmiejącym głosem i właśnie wtedy zrozumiałam, że na tym świecie jest ktoś, z kim mogę cieszyć się życiem. Opowiedziała mi o wszystkim, począwszy od jej dzieciństwa na Słowacji, przeprowadzki do Pantywii, i prawdziwego poznania tajemnic tej wsi. Nie wiedziałam, że aż tyle może łączyć dwoje ludzi. Podobała nam się ta sama muzyka, te same filmy ona lubiła rysować i ja, byłyśmy jak syjamskie bliźniaczki, które w dzieciństwie ktoś rozdzielił, umieszczając je w różnych miejscach na świecie, a które się spotkały. Wtedy poczułam, że nie wszystko skończone i nawet Klaudia rujnująca moje młode życie, przy Ewelinie stała się darem od Boga, który uszczęśliwił nas obie. W zasadzie nie wiem, od czego zacząć moją opowieść. Myślę i decyduję…

Rozdział I. Ta sukienka na mnie nie pasowała, wiedziałam to od początku, kiedy Ewelina pokazała mi ją wiszącą na wystawie, ale tak trudno było odmówić. Przymierzając ją kwiatki sterczące na jej ramiączkach prawie się oderwały. Kto w takim miejscu przyszywa kwiatki! Na szczęście nic im się nie stało. Po dziesięciu minutach odsunęłam zasłonę i pokazałam się Ewelinie. Ta wręcz piszczała z zachwytu. - Cudowna! Musisz ją kupić! – Wrzeszczała na cały sklep, jakby dostała gwiazdkę z nieba. - Ale po co mi ona? Przecież to tylko wyjazd na miasto. - Musisz ją mieć, wyglądasz jak bogini! – Z moich tłumaczeń nic sobie nie robiła, a wiedziałam, że jak nie kupię tej sukni to będzie mi to wypominać do końca życia. Wolałam nie ryzykować. - Ale... – Miałyśmy w tedy jechać do Tartes, pozwiedzać stare mury i zapoznać Ewelinę z wszystkim, przy czym dorastałam. To miała być przygoda. Postanowiłyśmy się odstroić jak nigdy dotąd, ale ta sukienka… - Ewela, ja naprawdę nie wiem. – Wtedy jej zimny wzrok ogarnął całe moje ciało. - Wiesz, jak chcesz. Ja tylko proponuję. – Nastała chwila ciszy niczym cisza przed burzą. – Lidka! Błagam cię, weź ją…Proszę tak ci w niej ślicznie…Błagam! – Wtedy zatkałam jej ręką usta i radośnie się uśmiechając pobiegłam do przymierzalni. Wiedziałam, że ten wybór jest fatalny, ale czego się nie robi dla przyjaciółki. - Ile płacę? – Zapytałam kasjerkę, która pakowała mi suknie do reklamówki. - Czterdzieści. – Wyciągnęłam dwa papierki po dwadzieścia złotych spoglądając na kobietę, która wyraźnie mi współczuła. - To dobry wybór. – A może jednak nie współczuła…Mniejsza z tym, złapałam siatkę i uradowana wybiegłam ze sklepu. Ewelina pobiegła tuż za mną, uśmiechnięta od ucha do ucha zaczęła nucić swoją ulubioną piosenkę. - Zadowolona? – Spytałam. - Bardzo. Wiesz zawsze o takiej marzyłam, ale ty w niej wyglądasz po prostu fantastycznie. Nie mogę się doczekać jutra. - Jutro. – Wyszeptałam i zamknęłam oczy, obracając się wokół siebie na prawej stopie. Czułam chłodny wietrzyk bijący mnie po twarzy, słyszałam huczącą w oddali sowę. Była już prawie noc, a do domu miałyśmy godzinę drogi. Och już słyszałam słowa mamy, która wydziera się na mnie. - Co ty sobie wyobrażasz! – Krzyczy a ja biegnę do swojego pokoju, próbując uniknąć tej częstej awantury. Jednak nie ważne, jaką karę dla mnie wymyśli, o wycieczce do Tartes wie od miesiąca i z pewnością mi nie zabroni się tam wybrać. Nie ważne, teraz jestem szczęśliwa i nawet myśl o sukience nie popsuje mi humoru. Ewelina dalej nuciła ulubioną

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych