Wróć do katalogu

Obserwator

Jest to historia młodego chłopaka, otoczonego aurą zimna. Zamknął się przed światem i przed miłością. Jednak pewnego dnia spotyka kogoś, komu nie może sprzedać okrutnego spojrzenia.

karmelowa, opublikowano , 19 min czytania, 3,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Zawsze byłem taki. Odkąd pamiętam. Męczyłem słabszych i gorszych ode mnie, niezależnie od tego, czy chciałem, czy nie. Robiłem to automatycznie. Nie wiem, czy miałem to w genach, czy może uderzyłem się kiedyś za mocno w głowę. Kiedy postanowiłem to zmienić, zrobiło się jeszcze gorzej. Stałem się zamkniętym w sobie zimnym i nieczułym dupkiem. Tak przynajmniej o mnie mówiono. Nie mógłbym zaprzeczyć. Od ostatniej klasy podstawówki stałem się chodzącą bryłką lodu z okrutnymi oczyma jako bonusem. Przyniosło mi to respekt i szacunek, ale straciłem szanse na jakiegokolwiek przyjaciela. Nie tęskniłem za tym, bo nigdy wcześniej nie było dla mnie bliższej osoby niż ta siedząca w ławce. Do moich sąsiadów czasem raczyłem się odezwać. Zaprzestałem jednak dalszych transformacji. Nie dręczyłem już nikogo, więc nie miałem wyrzutów sumienia. To, że byłem zimny nikomu raczej nie robiło krzywdy. Jeżeli ktoś mnie denerwował, należało mu się takie traktowanie. Egzystowałem więc samotnie do drugiej klasy gimnazjum. Otoczony lodowatą aurą. Wiedziałem, że ją roztaczam. Głupi nie byłem. Jednak kompletnie to olałem. Podczas przerw, siadywałem pod ścianą, jak to emo i słuchałem muzyki. Byłem wysoki i przystojny, wiedziałem o tym. Czarne włosy zawsze opadały mi na ramiona. Miałem bladą cerę, porcelanową. Miodowe oczy mogłyby być naprawdę ciepłe. Przyjemne. Ale nie były. Każde zaciekawione lub rozbawione spojrzenie w moją stronę łapałem swoimi zimnymi oczyma i mroziłem delikwenta. Pewnego dnia trafiła się osoba, której tak nie potraktowałem. Kolejna przerwa. Kolejni głupi ludzie przyglądali mi się. Wszyscy błyskawicznie się ulatniali pod wpływem mojego wzroku. Byłem coraz bardziej wkurzony, kiedy poczułem na sobie kolejną parę oczu. Powoli, z rozmysłem zacząłem unosić głowę i już miałem posłać moje najzimniejsze spojrzenie, kiedy zadrżałem. Wpatrzone we mnie dwa błękitne nieba były tak cudownie szczere i otwarte, że mogłem tylko otworzyć usta, a potem bezgłośnie je zamknąć, niczym ryba. Właścicielem tych cudnych studzienek był filigranowy chłopak. Miał jasne blond włosy, lekko przydługie. Jakby nie obcinane od niechcenia. Opierał się o parapet, a obok niego stała grupka innych facetów. Żaden z nich nie zwrócił mojej uwagi. Jednak raczyłem ich zauważyć, ponieważ poszturchiwali się dla zabawy z blondynem. Chłopak śmiał się, ukazując bielutkie zęby. Dostał delikatnych rumieńców. Nie patrzył już na mnie, ale nadal nie mogłem odwrócić wzroku. Byłem zszokowany własną reakcją na te dwa nieba. Dlaczego nie mogłem posłać mu lodowatego spojrzenia, jak zawsze? Czemu moja głowa nagle się zatrzymała, w połowie drogi do wyprostowania się? Co się ze mną stało, do cholery? Zadrżałem lekko, zamykając na chwilę powieki i usiłując się uspokoić. Zadzwonił dzwonek. Uderzył w moje uszy z ogromną siłą i wdarł się do mej biednej zmęczonej głowy. Zacisnąłem zęby i otworzyłem oczy. Blondyn szedł między swoimi kolegami i wchodził właśnie do klasy. Nadal miał na twarzy uśmiech, ale rumieniec powoli bladł i chyba tylko ja mogłem powiedzieć, że jednak jeszcze tam jest. Pokręciłem głową i wszedłem do mojej klasy, kierując się do ostatniej ławki przy oknie.

Prócz mojego głównego talentu do bycia skurwysynem, posiadam jeszcze kilka innych ciekawych umiejętności. Jedną z nich jest obserwacja. Potrafię przyglądać się ludziom, którzy nawet o tym nie wiedzą, a potem wyciągam słuszne wnioski. Wystarczy mi jedno spojrzenie, żeby móc stwierdzić jaki mniej więcej jest dany człowiek. Wiele książek psychologicznych pomogło mi jeszcze lepiej to robić. Czasami wybierałem sobie ofiary, jeśli czymś mnie zaciekawiły, czasem obserwowałem tylko z nudów. Jednak po ujrzeniu tych oczu, cała moja uwaga skierowała się w stronę ich właściciela. Kiedy nie wiedział, podążałem za nim. Dowiedziałem się, że jest starszy ode mnie. Odnalazłem jego klasę i od tamtej pory znajdowałem się zawsze tam, gdzie on. Nie zauważył. Nie był osobą, która przygląda się otoczeniu. Za to zawsze się śmiał i promieniował szczęściem oraz luzem. Był roztrzepany, może nawet trochę szczeniacki, ale to było urocze. Podejrzewałem, że jestem od niego o wiele dojrzalszy. Z czasem zaczęło mnie to podniecać. Pojąłem wreszcie, dlaczego nie mogłem sparaliżować go zimnym spojrzeniem. Zwyczajnie mi się spodobał. Na początku nie mogłem dopuścić do siebie tej myśli. Jak to? Zakochałem się? Od pierwszego wejrzenia? I to w facecie? Ta myśl była upokarzająca i denerwująca. Chciałem pozbyć się tego uczucia, ale widząc, że nadal niemal się uśmiecham, widząc go, przestałem. Moje ciało lepiej wiedziało ode mnie, czego chcę. I nie chodziło tu o pożądanie, które przyszło dopiero z czasem. Na początku pragnąłem po prostu móc jeszcze raz poczuć dwa nieba na sobie. Czułem się przy nim dobrze. Rozluźniałem się. Wbrew moim wszelkim protestom. Na szczęście nie było osoby, która obserwowałaby mnie. Nikt nie zauważał zmian w moim zachowaniu. Nigdy. Dlatego spokojnie mogłem przypatrywać się blondynowi. Kiedyś, gdy przeciskał się do sklepiku, a tłum o wiele wyższych i mężniejszych od niego chłopaków dociskał go do barierki, wykorzystałem moją reputację. Posłałem kilka zimnych spojrzeń i tym sposobem znalazłem się za moim obiektem obserwacji. Broniłem go przed zgnieceniem, jednocześnie chłonąc wzrokiem każdy cal jego osoby. Wtedy zauważyłem, że ma brązowe rzęsy. Długie, trochę kobiece, ciemnobrązowe rzęsy. Otaczały moje ukochane dwa nieba i były tak piękne, że wstrzymałem oddech. Na chwilę przymknąłem powieki. - Co ci podać? – Sklepikarka wytrąciła mnie z transu. Rozejrzałem się wokół i pojąłem, że blondyna nie ma już obok mnie. Zakląłem siarczyście i wyszedłem z kolejki, nie mówiąc ani słowa do zdziwionej i lekko poirytowanej kobiety. Uspokoiłem się, gdy pomyślałem o tych rzęsach. Takie delikatne…

Nie widziałem go już tydzień. Dokładnie. Co do minuty. Nie wiedziałem, gdzie się podziewa i czemu go nie ma. Nigdy nie opuścił aż tylu dni. Od kilku miesięcy był w szkole niemal codziennie. Raz się spóźniał, a raz nie. Czasem nie poszedł na jakąś lekcję. Ale był. Jednak choroba nie śmiała go tknąć. Co się więc stało? Siedziałem pod ścianą. Przyszedłem do szkoły wcześniej o godzinę, mając dość własnego domu. Ojciec znów wyżywał się na matce. Psychicznie i fizycznie. Nie miałem już siły jej bronić. Poza tym, sama świetnie dawała sobie radę. Spuściłem głowę, obnażając własne uczucia. Nikogo nie było, więc nie musiałem się tym martwić. Pozwoliłem sobie nawet na smutek w oczach i krótkie westchnienie. Miałem dość. - Co się stało? – Miękki i ciepły głos dotarł do mych uszu, co sprawiło, że moje biedne serce zadrżało. Przynajmniej uznałem, że to zrobiło. Poczułem delikatną dłoń na plecach. Podniosłem głowę, rozpaczliwie próbując przybrać obojętny wyraz twarzy. Blondyn uśmiechnął się do mnie z troską i stanął naprzeciwko. - Nie oszukasz mnie – rzucił bardziej pogodnie. Dwa nieba były wpatrzone we mnie. – Nie jestem taki głupi, na jakiego wyglądam. – Wytknął język. Uśmiechnąłem się delikatnie. - Zgadzam się. Nie jesteś głupi. Wręcz przeciwnie. I wyglądasz na durnia. – Pierwszy raz w życiu słyszałem, żeby ton mojego głosu był tak przyjemny. - Skąd wiesz, jaki jestem? – zdziwił się chłopak. Nie mogłem odpowiedzieć. Te dwa błękitne punkciki nie pozwalały mi odnaleźć słów. Postanowiłem zrobić coś głupiego i ryzykownego. Albo raczej, moje ciało postanowiło. Gdyby okazało się to błędem, nigdy więcej nie mógłbym już spojrzeć na blondyna. Nie miałbym szans na rozmowę. Zostałbym sam. Jednak nie było to ważne. Chwyciłem jego delikatne dłonie i gwałtownie przyciągnąłem do siebie. Wydał z siebie ciche tchnienie, ale nie opierał się. Opadł między moje nogi. Widziałem szok na jego twarzy. - Obserwowałem cię – wyznałem szeptem, wpijając się w jego usta. Szarpnął się, ale nie pozwoliłem mu się odsunąć. Jedną ręką złapałem jego nadgarstki, drugą przyciągałem go do siebie za biodra. – Długo – dodałem, odrywając się od niego. Znów nie dałem mu nic odpowiedzieć. Pocałowałem go kolejny raz. Usiłował się wyrwać. Poczułem nawet łzy na jego twarzy, ale nie mogłem się dłużej powstrzymać. Chciałem przestać, ale tak jak kiedyś biłem mimo samego siebie, tak teraz coraz natarczywiej go całowałem. Był starszy, ale to ja go zdominowałem. To ja byłem tym silniejszym, tym górującym. To ja byłem tym, który wywołał łzy u drugiego. Tym, który zranił. Dzwonek uwolnił mnie od mojego pożądania, a blondyna od mych łapczywych ust. Oderwał się ode mnie i nawet na mnie nie patrząc, odbiegł w stronę toalet. Zakląłem i uderzyłem się otwartą dłonią w twarz. Wszystko spieprzyłem. Tak jak podejrzewałem. Czego mogłem się spodziewać, po tym jak bezczelnie zaatakowałem jego niewinne usteczka? No czego?!

Minął miesiąc. Nie odrzuciłem mojej lodowej osłony. Wręcz przeciwnie. Stałem się teraz nie kostką lodu, a wielką górą. Nawet nauczyciele zaprzestali prób dotarcia do mego serca. Mój blondyn znów chodził do szkoły. Śmiał się tak jak dawniej. Bawił na imprezach. Rozmawiał z kolegami. A kiedy spoglądał czasem w moją stronę, patrzył przeze mnie. Przestałem dla niego istnieć. Kompletnie. Ból w moim sercu powiększał się, powoli zżerając mój zapał do życia. Przestałem…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych