Wróć do katalogu

On, Ona I Rzeka

Trochę zmieniłem

Monte Christo, opublikowano , 9 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

On, Ona i rzeka

- Co masz zamiar z tym zrobić? – Spytał, patrząc przed siebie na sunącą z wolna barkę po srebrzystym nurcie rzeki. Siedzieli na małej skarpie oboje, on i ona. Obydwoje piękni i ciemni, nieruchomi jak dwa posągi odlane z brązu. Nad nimi szumiały drzewa i kładły cienie na wodę i piasek żółty, chłodny i przyjemny dla zmęczonych stóp. - Co ja mam zamiar z tym zrobić? – Drgnęła nagle dziewczyna – Myślałam, raczej, co my mamy zamiar z tym zrobić. – Patrzyła na niego z boku, a jej brązowe duże oczy szkliły się odbijając w swych źrenicach jasny piękny dzień. - Powiedziałem ci już, że ja tego nie chcę. Dostałaś pieniądze i wiesz, co o tym myślę, nie wiem, po co te ciągłe konwersacje, między nami. Wiesz jak ciężko było mi je zdobyć?- Mówił nie patrząc na nią wcale. - Co ci było ciężko zdobyć?- Szepnęła - Pieniądze, a co? – Mruknął gniewnie - Pieniądze? – Zakpiła, krzywiąc usta – Pieniądze w tej chwili to nic – dodała - Ach, pieniądze to nic, tak? – Obrócił głowę i spojrzał pierwszy raz tego dnia w jej twarz. Jego oczy były również w kolorze brązu, lecz nie tak duże jak jej, lecz lekko skośne i tak samo ładne. – To jak ty sobie to wszystko wyobrażasz? – Ciągnął dalej – Gdzie chcesz mieszkać, jak chcesz żyć, wiesz, że nie ma żadnej roboty w tym cholernym mieście, a jak już się znajdzie to za psi grosz. Nie jestem i nie będę w stanie tego wszystkiego utrzymać. Wiesz ile kosztuje wynajem jakiegoś lokum? Pożre połowę naszych dochodów, jeśli w ogóle jakieś będą, a drugie tyle szlag trafi na rachunki. Nie mam zamiaru żebrać na ulicy, nie mam zamiaru nikogo o nic się prosić, i w ogóle nie mam możliwości na żadną perspektywę. Rozumiesz? Wiesz dobrze, że ani moi ani twoi rodzice nie zgodzą się na to żebyśmy zamieszkali u jednych lub drugich, więc daruj sobie i nie truj mnie więcej, bo zaczyna mi to bokiem wychodzić. – Dyszał ciężko – Jestem już taki zmęczony – dodał i zamilkł, a jego ciemne czoło pokryło się kropelkami potu. - Marku, ty już mnie chyba nie kochasz, prawda? – Powiedziała to spokojnym tonem i delikatnie chciała zaczesać mu kosmyk włosów, który spadł mu na czoło, lecz odtrącił jej dłoń. I znowu patrzyli przez chwilę w milczeniu na barkę, której kształt powoli znikał w zakolu rzeki. Cienie drzew przesunęły się dalej poza nich i jasne pełne słońce, rzucało swój ciepły blask, na ich silne brązowe ciała. - A pamiętasz wiersze, które mi pisałeś? – Odezwała się nagle cicho dziewczyna – Pamiętasz, Te najpiękniejsze do ciebie, mówiłeś. Ile w nich było miłości, ile szeptu i piękna, ile było w nich nas. Mam jeszcze to wszystko, co mi dawałeś, nawet serwetki z barów zapisane, niektóre tak, że nie da się ich odczytać. Mam to wszystko, schowane nie tylko w domu, ale także tu przyłożyła swą drobną dłoń do piersi – w swoim sercu. – Patrzyła na niego, a jej pełne czerwieni usta szeptały dalej – A pamiętasz, co mi przywiozłeś z Częstochowy? – Nie odzywał się – A ona ciągnęła dalej – Srebrny medalik z Matką Marią. Nie nosiłam go długo, a chcesz wiedzieć, dlaczego? – Jej oczy zaszkliły się, a po chwili po policzku spłynęła jedna tylko ogromna łza – Ażeby go nie zgubić. Nie mogłabym znieść myśli, że moja świętość, podarowana mi przez ciebie jedynego, którego kocham, ugrzęzłaby gdzieś w bruku ulicy, lub czarnej zimnej ziemi. A pamiętasz, jak siedzieliśmy razem w pokoju na moim tapczanie, znaliśmy się wtedy nie długo, bo chyba ze dwa miesiące, a ty napisałeś szpadą, którą dostałam od dziadka na moim suficie „Na zawsze razem”. Albo wtedy w górach, na szlaku gdzie niebieskobiałe paski na drzewach wyznaczały nam drogę, powiedziałeś „Chciałbym się z tobą zestarzeć”. Pamiętasz? I co się z tym wszystkim stało – wyszeptała przez łzy – odpowiedz mi, co stało się z nami? – Patrzyła na jego profil, lecz twarz jego pozostała bez wyrazu i wzrok jego utkwiony, w niewiadomym miejscu, był w tej chwili nieprzenikniony. I znowu patrzyli w rzekę, w nurt, który delikatnie lizał i podmywał brzeg tej małej skarpy, na której siedzieli, nie pierwszy już raz. A promienie słońca w tym pięknym upalnym lipcowym dniu prażyły ich smagłe ciała. A wtedy ona odezwała się znowu, a on na dźwięk…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych