On, Ona I Rzeka
Trochę zmieniłem
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
On, Ona i rzeka
- Co masz zamiar z tym zrobić? – Spytał, patrząc przed siebie na sunącą z wolna barkę po srebrzystym nurcie rzeki. Siedzieli na małej skarpie oboje, on i ona. Obydwoje piękni i ciemni, nieruchomi jak dwa posągi odlane z brązu. Nad nimi szumiały drzewa i kładły cienie na wodę i piasek żółty, chłodny i przyjemny dla zmęczonych stóp. - Co ja mam zamiar z tym zrobić? – Drgnęła nagle dziewczyna – Myślałam, raczej, co my mamy zamiar z tym zrobić. – Patrzyła na niego z boku, a jej brązowe duże oczy szkliły się odbijając w swych źrenicach jasny piękny dzień. - Powiedziałem ci już, że ja tego nie chcę. Dostałaś pieniądze i wiesz, co o tym myślę, nie wiem, po co te ciągłe konwersacje, między nami. Wiesz jak ciężko było mi je zdobyć?- Mówił nie patrząc na nią wcale. - Co ci było ciężko zdobyć?- Szepnęła - Pieniądze, a co? – Mruknął gniewnie - Pieniądze? – Zakpiła, krzywiąc usta – Pieniądze w tej chwili to nic – dodała - Ach, pieniądze to nic, tak? – Obrócił głowę i spojrzał pierwszy raz tego dnia w jej twarz. Jego oczy były również w kolorze brązu, lecz nie tak duże jak jej, lecz lekko skośne i tak samo ładne. – To jak ty sobie to wszystko wyobrażasz? – Ciągnął dalej – Gdzie chcesz mieszkać, jak chcesz żyć, wiesz, że nie ma żadnej roboty w tym cholernym mieście, a jak już się znajdzie to za psi grosz. Nie jestem i nie będę w stanie tego wszystkiego utrzymać. Wiesz ile kosztuje wynajem jakiegoś lokum? Pożre połowę naszych dochodów, jeśli w ogóle jakieś będą, a drugie tyle szlag trafi na rachunki. Nie mam zamiaru żebrać na ulicy, nie mam zamiaru nikogo o nic się prosić, i w ogóle nie mam możliwości na żadną perspektywę. Rozumiesz? Wiesz dobrze, że ani moi ani twoi rodzice nie zgodzą się na to żebyśmy zamieszkali u jednych lub drugich, więc daruj sobie i nie truj mnie więcej, bo zaczyna mi to bokiem wychodzić. – Dyszał ciężko – Jestem już taki zmęczony – dodał i zamilkł, a jego ciemne czoło pokryło się kropelkami potu. - Marku, ty już mnie chyba nie kochasz, prawda? – Powiedziała to spokojnym tonem i delikatnie chciała zaczesać mu kosmyk włosów, który spadł mu na czoło, lecz odtrącił jej dłoń. I znowu patrzyli przez chwilę w milczeniu na barkę, której kształt powoli znikał w zakolu rzeki. Cienie drzew przesunęły się dalej poza nich i jasne pełne słońce, rzucało swój ciepły blask, na ich silne brązowe ciała. - A pamiętasz wiersze, które mi pisałeś? – Odezwała się nagle cicho dziewczyna – Pamiętasz, Te najpiękniejsze do ciebie, mówiłeś. Ile w nich było miłości, ile szeptu i piękna, ile było w nich nas. Mam jeszcze to wszystko, co mi dawałeś, nawet serwetki z barów zapisane, niektóre tak, że nie da się ich odczytać. Mam to wszystko, schowane nie tylko w domu, ale także tu przyłożyła swą drobną dłoń do piersi – w swoim sercu. – Patrzyła na niego, a jej pełne czerwieni usta szeptały dalej – A pamiętasz, co mi przywiozłeś z Częstochowy? – Nie odzywał się – A ona ciągnęła dalej – Srebrny medalik z Matką Marią. Nie nosiłam go długo, a chcesz wiedzieć, dlaczego? – Jej oczy zaszkliły się, a po chwili po policzku spłynęła jedna tylko ogromna łza – Ażeby go nie zgubić. Nie mogłabym znieść myśli, że moja świętość, podarowana mi przez ciebie jedynego, którego kocham, ugrzęzłaby gdzieś w bruku ulicy, lub czarnej zimnej ziemi. A pamiętasz, jak siedzieliśmy razem w pokoju na moim tapczanie, znaliśmy się wtedy nie długo, bo chyba ze dwa miesiące, a ty napisałeś szpadą, którą dostałam od dziadka na moim suficie „Na zawsze razem”. Albo wtedy w górach, na szlaku gdzie niebieskobiałe paski na drzewach wyznaczały nam drogę, powiedziałeś „Chciałbym się z tobą zestarzeć”. Pamiętasz? I co się z tym wszystkim stało – wyszeptała przez łzy – odpowiedz mi, co stało się z nami? – Patrzyła na jego profil, lecz twarz jego pozostała bez wyrazu i wzrok jego utkwiony, w niewiadomym miejscu, był w tej chwili nieprzenikniony. I znowu patrzyli w rzekę, w nurt, który delikatnie lizał i podmywał brzeg tej małej skarpy, na której siedzieli, nie pierwszy już raz. A promienie słońca w tym pięknym upalnym lipcowym dniu prażyły ich smagłe ciała. A wtedy ona odezwała się znowu, a on na dźwięk…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Monte Christo
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…