Wróć do katalogu

Opowiadanie miłosne

O miłości

tygrysx18, opublikowano , 10 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Jak się rodzi miłość Chłopiec po technikum geologicznym. Przydzielają go do grupy poszukiwawczej - orientacyjne wiercenia, a więc dość krótkie, trwające zaledwie parę tygodni. On nowy, tamci to fachowcy, grupa zgrana, każdy wie, co ma robić, znają też swoje - dość zresztą proste - maszyny na wylot, idzie im wszystko składnie. On ani nie jest obeznany z tymi maszynami, ani umiejętny w nawiązywaniu kontaktu z ludźmi, a poza tym - trochę niezdara chyba, stąd jest poszturchiwany - podśmiechują się z niego. Rozbili swe namioty na kolejnym stanowisku, gdzieś na jakimś odludziu, obok małego przysiółka. Pewnego razu chłopiec przechodził obok przejazdu kolejowego z małą budką dróżnika. Nadjeżdżał pociąg. Z domku wyszła dziewczyna i zaczęła kręcić korbą, aby zamknąć drogę rampą. Zakochał się w dziewczynie od pierwszego wejrzenia. Konkretnie wyglądało to tak, że zagapił się na nią. Ona się zorientowała, jakie na nim zrobiła wrażenie, popatrzyła na niego i uśmiechając się odeszła do domku. Od tego dnia chłopiec dzień w dzień przychodził na czas przyjazdu pociągu, aby patrzeć na nią. Dziewczyna wychodziła z domku, zamykała i otwierała przejazd i wracała do domku. Dni płynęły. Razu pewnego zamiast niej wyszedł starszy człowiek - on zamykał przejazd. Popatrzył dobrotliwie na zawiedzionego chłopca, potem zaproponował mu, żeby z nim wszedł do domu. Poczęstował herbatą, zaczął zagadywać. Chłopiec rozglądał się wciąż po izbie, szukał dziewczyny. Czekał aż wyjdzie. Ona się droczyła, ale wreszcie wyszła. Rozmowa była prosta, właściwie prymitywna, uboga: -Szukacie? -Szukamy -Znaleźliście? -Nie, na razie nic. -Długo zostajecie? -Już niedługo. I faktycznie niedługo zostali. Przenieśli się na inne miejsce. To było daleko od budki dróżnika. Aby móc przyjść do dziewczyny, chłopiec musiał iść prawie pół dnia. Mógł to więc zrobić tylko wtedy, kiedy był dzień wolny od pracy. Wychodził z obozu rano, wracał późno. Reakcja jego kolegów, którzy przyglądali się temu wszystkiemu, była jednoznaczna. Kpili z niego, wyśmiewali, dokuczali na wszystkie sposoby. Aż nadszedł czas, że trzeba było zwinąć namioty i przenieść się jeszcze dalej. Na to, żeby przyjechać do dziewczyny, trzeba było dwu dni w jedną stronę. Jedynym sposobem było nazbieranie godzin, dniówek. I chłopiec zbiera godziny, dniówki, żeby móc pojechać do dziewczyny. Jego otoczenie przestaje z niego żartować! Obserwuje go pilnie w dalszym ciągu, coraz mniej rozumiejąc. Kiedyś jeden z robotników spytał drugiego: -Powiedz mi, czyś ty kiedy w życiu coś podobnego przeżył? -Nie, wiesz, ja kochałem rozmaite dziewczyny, ale jakoś inaczej. Ale to, co się dzieje z tym chłopcem... Ja czegoś podobnego nie przeżyłem. -Ja też nie. W tym już nie było żadnej kpiny ani pogardy, ale jakiś podziw - że ten chłopiec przeżywa coś takiego wspaniałego, cudownego, coś tak niezwykłego, bogatego, że oni nawet nie są w stanie dotrzeć do tej sfery przeżyć, nie potrafią nawet odczuć tego, co się w nim dzieje, tylko stoją jak przed czymś nieznanym, niepojętym, które się w tym chłopcu objawiło. Bo może się zdarzyć, bo zdarzają się ludzie, którzy naprawdę nie wiedzą, czym jest miłość, którzy naprawdę nigdy nie kochali. Co to jest miłość? To uczucie - zapewniają jedni. To jest akt woli - twierdzą drudzy. A naprawdę jest to przeżycie swoistego gatunku, które ogarnia całego człowieka: przeżycie, w którym uczestniczy niewątpliwie i uczucie, i wola. Rodzimy się połówkami pomarańczy - mówi wschodnia legenda - i szuka jedna połówka drugiej, bo tylko wtedy, gdy są całością, mogą być szczęśliwe. Chodzi taki chłopiec pomiędzy dziewczętami. Z nimi się uczy, gra w piłkę, łazi po drzewach, kłóci się, sprzecza, dyskutuje; i to są dziewczęta - koleżanki. Nic. Aż wreszcie coś się stanie. To coś nazywają ludzie słowem: miłość. Porównują czasem ten fakt do zakwitnięcia kwiatu, do zburzenia się ze snu. To się może zdarzyć w każdym wieku - od najmłodszych lat do najstarszych. Przyszedłem do moich przyjaciół. Zdjąłem płaszcz. Przywitałem się. Wchodzimy do pokoju. Do okna przylepiona jest Agnieszka, uczennica klasy pierwszej szkoły podstawowej. Czegoś bardzo wypatruje. Jest tak zaabsorbowana, że nie zwróciła na nas zupełnie uwagi. Nagle - wciąż wpatrzona z największym napięciem w ulicę - mówi głosem wyrażającym absolutny zachwyt i uwielbienie: -Marek stoi na przystanku! Jak to się dzieje, jak do tego dochodzi? Od nagłego olśnienia aż po trwające czasami całe lata narastanie tego uczucia. Spostrzegą się w dużej grupie ludzi. Jeszcze się sobie dobrze nie przyjrzeli. Jeszcze z sobą nie zamienili słowa. Nie znają swoich nazwisk, a już się w nich zaczyna budzić jakaś siła przyciągająca. Zaczną dążyć do…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych